sobota, 14 listopada 2015

#116

BRUNO

Przeżyłem.
Biorąc pod uwagę wczoraj to dziś jest jutro.
Tak więc mogę iść do małej.
Gdyby nie to, że jest godzina 7 nad ranem pędem udałbym się do mej córki.
Jejku jak to bosko brzmi. 
Tak czy inaczej postanowiłem zajść do pokoju Amy, który znajdował się na przeciwko mojego i ją obudzić. Jeśli jeść śniadanie to z kimś. Zapukałem.
-Jeśli to ty Peter to możesz wracać do swojego pokoju. Ja jeszcze śpię.
-W takim razie czas najwyższy się obudzić.
-Jeszcze godzinka.
-Nie. Wstawaj. Idę na dół zamówić nam śniadanie i widzę cię w jadalni za 15 minut, bo jak nie to inaczej sam po ciebie przyjdę. 
-Dobra -jęknęła

***

Tak samo jak punktualnie na dół zeszła Amy tak samo punktualnie na stół przybyło śniadanie. 
-Smacznego
-Nawzajem.
Tęskniłem za pancakes'ami z kostką masła i miodem toteż zamówiłem je nam na śniadanie.
-Pyszne -zachwycała danie Amy
Mruknąłem.
Były takie dobre, że gdy się skończyły to trochę mi się smutno zrobiło. Chciałem zamówić sobie jeszcze jedną porcję, ale wiedziałem, że nie najlepiej się to dla mnie skończy. 
-I co teraz panie Hernandezie?
-Cóż proponuje pozwiedzać okolicę i za jakieś dwie godziny wybrać się w odwiedziny do jednej z najwspanialszych dziewczynek jakie kiedykolwiek wiedziałem.
-W takim razie pójdę się ubrać.

***

Zapukałem raz, potem drugi i na końcu trzeci i wtedy w drzwiach pojawił się jakiś mężczyzna.
-A pan do kogo? 
Wtem przede mnie wystąpiła Amy, a mężczyzna się uśmiechnął.
-Wejdźcie.
Weszliśmy do środka gdzie zastaliśmy bawiącą się Mie ze swoją mamą.
-Cześć -krzyknęła Amy i pobiegała do małej
Ja przywitałem się z mamą Mii i zapoznałem się z jej tatą.
Jak głupio tak o nich myśleć. Przecież prawdziwi rodzice to ja i Amy. To do nas powinna się tak zwracać i to z nami powinna mieszkać.
Na samym końcu przywitałem się z małą księżniczką.
-Hej. Pamiętasz mnie? -wyciągnąłem do niej rękę, a ona schowała się za Amy.
-Jeszcze się wstydzi -powiedział Joseph -ale spokojnie niedługo się do ciebie przekona.
-Mam nadzieję.
Ava zaproponowała nam coś do picia, więc oboje wzięliśmy sobie herbatę. Amy napiła się kilka łyków i dołączyła do Josepha i Mii. Ja natomiast zostałem sam z Avą.
-Mam tyle pytań...
-Śmiało.
-Dlaczego postanowiliście zaadoptować Mię?
-Długo staraliśmy się o dziecko, ale nie mogłam zajść w ciążę, więc kiedy nadarzyła się okazja postanowiliśmy z niej skorzystać i zaadoptować Mię.
-I nie przeszkadza wam, że Amy ciągle ma z nią kontakt?
-Nie. Myślę, że to w pewnym sensie dobre rozwiązanie. Dzięki temu bynajmniej wie co się dzieje z jej dzieckiem, a nam osobiście nie przeszkadza to, że jest dla niej nową ciocią.
-A nie boicie się, że powie małej prawdę?
-Nie, jeszcze nie...
-W każdym bądź razie nie będzie wam przeszkadzało jeśli Mia będzie miała nowego wujka?
-O ile nic jej nie zrobisz i nie będziesz chciał jej nam odebrać to nie.
-Uwierz mi, że bardzo bym chciał to zrobić, ale wiem, że tak nie można. To wy ją wychowaliście i choćby nie wiem jak mi serce krwawiło z bólu nie mogę was jej pozbawić. To by było nie w porządku. Chciałbym po prostu czasami ją odwiedzać albo organizować całej naszej piątce jakieś wspólne wakacje. Chciałbym być częścią jej życia. Zależy mi na tym.
-Rozumiem cię i uwierz mi zrobię co w mojej mocy żebyś był kimś ważnym dla niej.
-Dziękuję.
-Nie ma sprawy.

***

Po 30 minutach mała oswoiła się ze mną i dopuściła mnie do wspólnej zabawy. Budowaliśmy razem wierzę i za każdym razem kiedy się rozwalała Mia zaczynała się śmiać. Czasami robiłem to specjalnie żeby spadła, ponieważ chciałem jeszcze raz usłyszeć jej przesłodki śmiech.
-Okej, a może teraz pokażesz mi jakieś swoje lalki?
-Dobla.
Mała poszła po lalki, a Ava która czuwała nad nami postanowiła się ulotnić.
-Myślę, że potrzebujecie na chwilę pobyć sami. Mogę pójść do nich?
-Oczywiście.
Byłem prze szczęśliwy z tego powodu. Sam na sam z moją małą. 
Brakuje dosłownie chwili żebym ją pokochał.
Albo może lepiej to ujmę. Brakuje dosłownie jednego wyniku badań żebym ją pokochał.
-Plose to jes Katy, a to Petel -zaśmiała się -Macie tak samo na imię -znowu się zaśmiała -Zawse mi sie to imie podobało i jak się spytalam cioci Amy cy moge tak nazwać tego chłopacka to powiedziała, ze tak. -śmiech -Dlacego sie nie smiejes?
-Zamyśliłem się. Mia mogę cię o coś prosić?
-Zalezy o co
-Przytuliłabyś mnie?
-No nie wiem. A obiecas ze mnie nie udusis?
-Obiecuje. 
Podeszła do mnie i mnie przytuliła, a ja korzystając z okazji wyrwałem jej z głowy najdelikatniej jak potrafiłem jednego włosa i gdy się odsunęła schowałem go do folii, którą miałem w kieszeni od wewnętrznej strony bluzy. 
Nie powiem, że mi się nie podobało, bo mógłbym w tym uścisku trwać przez cały swój żywot, ale musiałem jakoś zdobyć jej włosa.
Nie to żebym też nie ufał Amy na słowo, ale wolałbym mieć na papierze to czy jestem ojcem tej dziewczynki czy też nie. 
W końcu tak naprawdę od tego zależy moja przyszłość.
I całe moje życie.

####
Hej :)
Jak tam w szkole?
Mam nadzieję, że jakoś idzie.
Oto przed wami kolejny odcinek.
Wątpię żeby dzisiaj pojawił się jeszcze jeden, ale już jutro...
Wpadajcie.
Czytajcie.
Komentujcie.
I ponownie wpadajcie jutro.
See ya

środa, 11 listopada 2015

#115

BRUNO

Od pięciu minut zbieram się w sobie by w końcu zapukać do drzwi, ale nie potrafię. Amy dała mi czas bym mógł się wewnętrznie ogarnąć, ale widzę, że się powoli niecierpliwi.
Dobra Bruno dasz radę. To nic strasznego. Zapukaj.
Zapukałem.
Ta minuta która upłynęła od czasu kiedy zapukałem do czasu kiedy jakaś kobieta otworzyła drzwi ciągnęła się w nieskończoność.
-Dzień dobry.
-Hej -przywitała nas przyjaźnie kobieta.
Amy podeszła do niej i zamieniła z nią kilka słów. Po chwili obie kobiety wróciły i zaprosiły mnie do środka. Kobieta przedstawiła mi się. Miała na imię Ava. Zaprosiła nas na obiad, ponieważ dziecko spało, a przerwaliśmy jej w jedzeniu musieliśmy razem z nią skonsumować potrawę.
-Gdzie jest pański mąż? -spytałem
-Jeszcze w pracy.
-O tej porze?
-No cóż.
Wtem do pokoju weszła mała niewinna dziewczynka. Była ubrana cała na różowo. Miała śliczne długie ciemne loki. Zupełnie jak ja. Jej oczy także były koloru czekolady. Była taka urocza.
-Mama
-Córuś zobacz kto do ciebie przyjechał. Ciocia Amy!
-Cześć słońce -powiedziała Amy a mała do niej podeszła.
-Ile ma lat? -spytałem
-3.
Aż dziwne, że to wszystko działo się na przestrzeni czterech lat. Ten nasz romans, ucieczka, moje dalsze życie i jej, spotkanie w Rio i teraz to.
-To skarbie jest kolega twojej cioci.
-Jestem Bruno -podałem rączkę dziewczynce.
Zawstydziła się i schowała się za Amy.
-Co jest skarbie?
-Nie znam tego pana
-To go teraz poznasz. Od dzisiaj to jest twój nowy wujek.
-Nie chcę kolejnego wujka.
-Ale Mia ten pan jest naprawdę bardzo fajny
-Mia? -spytałem
-Tak się nazywa
Mia, Mia, Mia, Mia...
Najpiękniejsze imię na ziemi.
Będę usypiał i wstawał z tym słowem na ustach.
Mia.
-To co dasz mi cześć?
-Dobrze
Podała mi swoją malutką rączkę i ją uścisnęła.
-Jesteś słodka -powiedziałem
Znowu schowała się za Amy, a mi zrobiło się głupio, że powiedziałem to na głos.
-Przepraszam was bardzo, ale musimy iść z Mia do lekarza.
-Coś jej się stało? -spytałem
-Nic poważnego. Jest trochę przeziębiona, ale różnie to z dziećmi bywa, więc wolę poradzić się specjalisty.
-Okej. -powiedziała Amy -To my też się zbieramy
-A mogę tu przyjść jutro?
Kobieta wydała się być trochę zaskoczona, ale się zgodziła
-Oczywiście
-Dziękuje.
Tak, więc plan na dzisiaj - przeżyć do jutra.

####
Hej :)
Kolejny odcinek. 
Poznaliście już Mie. :)
Ciekawa jestem co wgl myślicie o tej całej sprawie z dzieckiem i Amy?
Obiecuje wam, że będzie ich dużo więcej w weekend i zobaczymy jak mi czas pozwoli, ale mam nadzieję, że jeszcze w tą niedzielę rozwinie się trochę akcja :)
Także do zobaczenia :*

niedziela, 8 listopada 2015

#114

SAM

Z samego rana musiałam pożegnać się z Brunem gdyż dość wcześnie miał wylot. Złożyłam na jego ustach najsoczystszy pocałunek na jaki mnie stać i pozwoliłam mu odejść. Wiedziałam, że ten wyjazd nie jest sprawą służbową i miejmy nadzieję, że nic złego on tam nie zrobi. Poprosiłam go żeby dał mi znać kiedy wróci żebym wtedy mogła wcielić swój plan w życie. Jeszcze nie wie w który dzień konkretnie to nastąpi, ale obiecał mi, że da znać. 
Dzień na planie dłużył mi się nie miłosiernie, a jedyną odskocznią od problemów był telefon od Lary. 
-Cześć kochanie.
-Hej. 
-Jak ja dawno cię nie słyszałam. Opowiadaj co tam u ciebie. 
-A dobrze. Mam nadzieję, że dostałaś moją kartkę z Francji.
-Oczywiście.
-Jejku, ten wyjazd był taki spontaniczny, ale go nie żałuję. Poznałam masę nowych ludzi i nabyłam tyle doświadczenia w fotografii, że sobie tego wyobrazić nie mogę.
-Całe szczęście, że to ciebie tam wysłali.
-Tak. Europa jest cudowna.
-Kiedy wracasz?
-Za dwa miesiące.
-Co tak długo?
-Tak mam rozłożone sesje.
-Oj, to trochę źle.
-Jakoś przeżyję. Ty lepiej opowiadaj co tam u ciebie?
-W miarę dobrze.
-Sam...
-Lara...
-Wiem, że tak nie jest,
-Obiecuje, że jak przyjedziesz to wszystko ci opowiem. Po prostu to nie jest rozmowa na telefon.
-Dobra.
Rozmawiałyśmy jeszcze pół godziny póki nie położyłam się spać.

BRUNO

Zajechałem na lotnisko w krótszym czasie niż się spodziewałem i z tego względu musiałem tam dłużej czekać na odlot samolotu. Po jakimś czasie dołączyła do mnie Amy i oboje ruszyliśmy przez odprawę. W samolocie siedzieliśmy koło siebie i co jakiś czas rozmawialiśmy.
-Jesteś gotów żeby się z nią zobaczyć?
-Myślę, że tak.
-W takim razie jeszcze dzisiaj będziemy mogli do niej pójść. 
-Jak dobrze.
-Wspaniale.
Wyobraziłem co to by było gdyby Amy wtedy nie uciekła. Pewnie teraz bylibyśmy razem w domu i byli byśmy szczęśliwą rodziną. Niestety, bardzo prawdopodobne by było, że nie był bym piosenkarzem. Nie spotkałbym tylu ludzi. Byłbym zwykłym szarym człowiekiem bez większych ambicji chcący spokojnie przeżyć każdy dzień.

####
Hej :)
Krótki odcinek, ale cóż.
Czy kolejny pojawi się jeszcze dziś? 
Nie wiem. 
Czy pojawi się w środę?
Prawdopodobnie tak, więc zajrzyjcie tu w tygodniu :*

sobota, 7 listopada 2015

#113

BRUNO

Sam przyszła jakaś zmarnowana z planu. Niestety, ja nie potrafiłem jej pocieszyć. Musiałem jej powiedzieć, że wyjeżdżam na bliżej nie określony czas. Musiałem tylko ukryć to w jakim celu i z kim jadę. Czy źle się z tym czuję? Jak cholera, ale muszę to zrobić dla dobra nas wszystkich.
-Kochanie muszę ci coś powiedzieć.
-Co takiego?
-Wylatuje jutro do Rio de Janeiro.
-Dlaczego? -spytała zmartwiona
-Muszę osobiście załatwić tam sprawy dotyczące koncertu.
-A czemu Brandon nie może tego zrobić?
-Wziął sobie wolne na kilka dni, więc przez chwilę sam muszę być swoim menadżerem.
-Okej. A kiedy wracasz?
-Nie mam pojęcia. Nie wiem jak długo mi to zajmie.
-Tylko tobie? Jedziesz sam?
-Tak.
-Nie zanudzisz się tam beze mnie?
-Oj, zanudzę, ale muszę to zrobić. To pilna sprawa.
-Rozumiem. W takim razie musimy się sobą dzisiaj nacieszyć.
-Czy ty coś proponujesz?
-Skądże.
Uśmiechnęła się i zniknęła za drzwiami sypialni.

SAM

Co za cholerny kłamca! 
Nie wiem czemu mnie okłamuje, ale jak wróciłam do domu to wiedziałam na stole dwa bilety lotnicze. Nie wierzę, że nie chce powiedzieć mi prawdy, ale obiecuję, że choćby nie wiem co dowiem się o co chodziło. I niech tylko ta pieprzona Amy okaże się powodem dla którego wyjechał to nie wiem co mu zrobię, ale raczej kolorowo nie będzie. 
Na dodatek Ryan mnie jeszcze zdenerwował, bo choć obiecał się poprawić to i tak musieliśmy się jeszcze całować co najmniej pięć razy. Całe szczęście udało nam się tą scenę nagrać wystarczająco dobrze, by reżyserzy dali nam z nią spokój. Jutro co prawda lecimy dalej z materiałem, ale czuję, że teraz to będzie już tylko gorzej. W filmie już jesteśmy parą, więc mogę się spodziewać więcej takich czułych scenek. 

BRUNO

Najgorsze w tym wszystkim jest to, że od tego wyjazdu zależy cała moja przyszłość. Nie wiem jak po powrocie powiem Sam prawdę. Nie mam pojęcia jak ona ją przyjmie. Nie wiem jak to będzie. Oj, nie mam pojęcia. Mam tylko nadzieję, że to co dobre się nie skończy i że to wszystko nad czym tyle pracowałem przetrwa tą próbę. Nie chciałbym tracić Sam, a jedyne o czym teraz myślę to to, że tak naprawdę już ją straciłem.

#112

SAM

Tego dnia nie wydarzyło się nic więcej niepokojącego związanego z Brunem, ale za to wszystko jeszcze bardziej pokomplikowało się z Ryanem. 
Z samego rana poszłam do studia z zamiarem przebolenia tych ośmiu godzin i najszybszego powrotu do domu. Niestety, los chciał inaczej i pokrzyżował te plany. Z samego rana gdy tylko weszłam do studia i przywitałam się ze wszystkimi oprócz Ryana, bo oczywiście gdy mnie tylko zobaczył to uciekł, dowiedziałam się, że dzisiaj jest ten dzień kiedy w filmie para głównych bohaterów ma się pocałować. Z tego wszystkiego omal nie zemdlałam. Nie chciałam tego robić i wiem, że Ryan nie chciał tego jeszcze bardziej, ale musieliśmy. Rozmawiałam z Cameron i próbowałam to wszystko przełożyć, ale się nie udało. Stwierdziła, że prędzej czy później i tak będziemy musieli to zrobić, a jako że nie mamy zbyt wiele czasu ten pocałunek musiał być nagrany dzisiaj. Nie mieliśmy wyjścia.
Naszą niechęć widać już było podczas pierwszych nagrań gdzie jak na razie mieliśmy tylko udawać, że dobrze się bawimy. Powtarzaliśmy te sceny chyba ze 20 razy aż w końcu coś się spodobało reżyserom. Następna scena to była scena pocałunku. Musiałam wziąć się w garść i zrobić to co na aktora przystało - dobrze udawać.
Stanęliśmy z Ryanem naprzeciwko siebie i spojrzeliśmy sobie w oczy. Nie mogłam znieść dłużej tego spojrzenia niż przez 2 sekundy, więc odwróciłam głowę. Reżyser krzyknął, że zaczynamy, więc ponownie musiałam spojrzeć mu w oczy. Kamery zaczęły nagrywać, a my wzięliśmy się do roboty. To ja miałam wykonać pierwszy ruch, więc pocałowałam go. Liczyłam na to, że chociaż trochę się postara, ale on ani drgnął. Reżyser nam przerwał i zaczął się wydzierać na Ryana. Ten powiedział, że się postara, ale to dla niego ciężkie i nie wie jak to wyjdzie. Tak więc znowu zaczęliśmy się całować i kiedy czułam, że nic z tego nie będzie po prostu się odsuwałam. Po jakiś 5 razach miałam dość. Wykończona psychicznie udałam się do garderoby, gdzie pozwoliłam by moje policzki pokryły się wodospadem łez.
Musisz to przeboleć. Jeszcze chwila i dzień dzisiejszy się skończy. 
Płakałam i płakałam. Słyszałam, że mnie wołają, ale nie miałam ochoty się nigdzie ruszyć. Zostałam w garderobie póki nie przyszła po mnie Cameron
-O mamusiu co ci się stało?
-Już nie daję rady. Proszę cię przerwij to.
-Dobrze wiesz, że nie mogę tego zrobić. Terminy nas gonią i musimy jak najszybciej nagrać ten film.
-W takim razie nie możemy nagrać dzisiaj jakiejś innej sceny?
-A co ci to da? Jutro też musiałabyś stawić czoła tej scenie, a przecież im szybciej tym lepiej.
-Ale ja nie potrafię. To mnie tak boli.
-Nie wiem co się pomiędzy wami wydarzyło, ale uwierz mi, że nie tylko wy cierpicie z tego powodu. My też ubolewamy nad tym, że tak wspinały duet już nie może na siebie patrzeć.
-Ale jestem głupia. To wszystko moja wina...
-Nieprawda. Skoro coś się skończyło to musiało zawinić więcej osób.
-Ty nie rozumiesz.
-Może i nie, ale nie wierzę żeby absolutnie wszystko było twoją winą.
-Och...
-Dobra choć do kosmetyczki ona zrobi z tobą porządek i nagramy tą scenę. Musisz dać radę.
-Postaram się.
Poszłam do kosmetyczki i ona swoim sprawnymi rękoma zrobiła wspaniały makijaż. Potem poszłam na plan i zanim zaczęłam grać wzięłam Ryana na stronę by załatwić z nim tą sprawę.
-Czy możesz w końcu porządnie to zagrać? Nie chcę powtarzać tej sceny milion razy tylko dlatego, że ty nie potrafisz się wykazać.
-Może i mógłbym, ale po co? Jeśli tego nie zrobię twoje usta będą tak długo całować moje aż w końcu im się znudzi. Jeśli nie mogę tego mieć w przyszłości to daj mi się tym nacieszyć na zapas
-Jesteś chory.
-Nie, ja po prostu chcę poczuć jak to by było. Może to i okropne, ale wyobraź sobie, że nadal jest mi z tym trudno.
-Ryan...
-Postaram się. Dam ci spokój. Zakończymy film. Zapomnimy o sobie raz na zawsze.
-Musi się tak stać?
-Sam czego ty ode mnie oczekujesz? Najpierw zrywasz ze mną przyjaźń, a teraz nie potrafisz znieść myśli, że po filmie to wszystko się skończy? Że po premierze, kilku wywiadach i pozowaniu na ściankach nie będzie nic? Mogło być pięknie, ale widocznie nie było nam to dane.
-Sama już nie wiem czego oczekuje. Przepraszam.
-Ja wiem czego oboje od siebie oczekujemy.
-Czego?
-Zejdźmy sobie z oczu raz a na zawsze.

####
Witam was po tak długiej nieobecności. Mam nadzieję, że nie tęskniliście za mocno. Hahaha
Proszę oto nowy odcinek. Kolejny pojawi się być może jeszcze dzisiaj, a jeśli nie to już na pewno jutro.

niedziela, 25 października 2015

#111

SAM

Mam głupie przeczucie, że Bruno nie mówi mi prawdy. Nie chcę go wypytywać o to żeby nie tworzyć kolejnych konfliktów. Odkąd tu przyszedł widocznie widać, że jest jakiś nie w sosie i że coś go gryzie. Nie mam pojęcia co to jest, ale niedługo się dowiem.
-Wiesz co chciałam zrobić?
-Co takiego?
-Kolacje, a po niej wspólną romantyczną kąpiel w wannie.
Bruno spojrzał się z nadzieją w oczach.
-Nic straconego. Nadal możemy pójść się wykąpać.
Przybliżył się do mnie.
-Świntuch.
-Czy ja coś powiedziałem?
-Nie, ale pomyślałeś.
Uciekłam do łazienki i odkręciłam wodę w wannie. Poczekałam aż mój książę do mnie przyjdzie i dopiero wtedy zaczęłam się rozbierać. Ściągnęłam tylko skarpetki kiedy obok mnie pojawił się Bruno i pomógł mi zdjąć resztę garderoby. Odwdzięczyłam mu się tym samym i po chwili oboje leżeliśmy wtuleni w siebie w ciepłej wodzie. 
-Czujesz to?
-Co?
-To, że pomimo wszystkiego co nas spotkało i tak jesteśmy razem i kochamy się równie mocno jak wcześniej?
-Czuję to. Czuję tą miłość, skarbie. -powiedziałam i pocałowałam Bruna.
Obróciłam się w jego stronę i pocałowałam go ostatni raz po czym wstałam i wyszłam z wanny.
-Wiesz gdzie się to lepiej robi?
Spojrzał na mnie jakby nie do końca wiedział czy dobrze zrozumiał.
-W sypialni -dokończyłam i zniknęłam za drzwiami 

***

Obudził mnie Bruno, który z kimś rozmawiał. Nie chciałam go podsłuchiwać, ale nie dało się go nie słyszeć. Choć stał w łazience i szeptał, słowa które wypowiadał szybko wpadały w moje uszy.
-Dwa dni... nie dam rady... a nie da się przełożyć... no nie... spróbuj... jak wyjeżdżają... okej postaram się... pa.
Wolałam udawać, że śpię, bo gdyby Bruno się dowiedział, że słyszałam tą rozmowę mogłoby nie być za ciekawie, a skoro on mi nie powie co się dzieje to sama się dowiem.
Bruno położył się obok mnie na łóżku i pocałował mnie w czoło. Mogłabym przysiąc, że przez jakiś czas się na mnie patrzył, ale nie chciałam otwierać oczu i tego potwierdzać, bo bym się wtedy wydała, a przecież mam misję.
Skoro on nie jest ze mną szczery to mam prawo do takiej samej zagrywki.
Może gdybym się spytała o co chodzi to by mi powiedział, ale jestem niemal pewna, że to co wydobyłoby się z jego ust byłoby jednym wielkim kłamstwem, dlatego postanowiłam sobie darować ten krok.
Dowiem się o co chodziło choćby nie wiem co i przysięgam, że jeżeli to wszystko ma jakikolwiek związek z Amy to mu nogi z dupy powyrywam.

#110

BRUNO

Wróciliśmy do budynku i Amy pokazała na co ją stać. Mieliśmy dość sporo czasu na podjęcie decyzji, więc ze zmęczenia postanowiliśmy przełożyć to na dzień jutrzejszy. 
Miałem sporo do przemyślenie i jedyne o czym marzyłem to przyjść i położyć się do łóżka. Niestety, Sam zaplanowała na dzisiaj jakąś niespodziankę. 
Zanim otworzyłem drzwi od domu usłyszałem dźwięk nadchodzącego smsa. 

Proszę zatrudnij mnie jako choreografa. Amy

Wiesz dobrze, że to nie tylko ode mnie zależy. xx Bruno

Wiem, ale możesz ich przekonać. Uwierz mi, ale nie robię tego wszystkiego dla siebie. Chcę wrócić czym prędzej do Rio, a niestety nie mogę, bo nie mam pieniędzy. Amy

Zobaczę co da się zrobić. xx Bruno

Amy wypadła dość dobrze na naszym castingu, więc może uda mi się coś zrobić, by polepszyć jej stan portfela. Oczywiście, pożyczyłbym jej gdyby mnie poprosiła, ale wątpię żeby to zrobiła. To nie w jej stylu.
Wszedłem do domu i nie zastałem nic. Żadnego odgłosu, żadnego zapalonego światła. Rozejrzałem się po parterze i nigdzie jej nie widziałem. Dopiero na piętrze usłyszałem jakiś szmer. Wszedłem do naszej sypialni i ujrzałem ją. Siedziała zapłakana na łóżku.
-Co się stało?
Podszedłem do niej i objąłem ją ramieniem.
-To jest trudniejsze niż myślałam. 
-Co takiego?
-To, że muszę pracować z moim byłym przyjacielem, który nawet mi cześć już nie mówi.
W takich sytuacjach nigdy nie wiem co powiedzieć.
-Wyznał mi dzisiaj miłość. 
-Wiedziałem, że coś z nim było nie tak. Wiedziałem, że się w tobie buja.
-Szkoda, że mi tego nie powiedziałeś wcześniej. Inaczej bym to rozegrała i nie wyszłabym na idiotkę.
-I tak byś mi nie uwierzyła
-Dobra skończmy ten temat. Było minęło.
Było minęło. 
Jeszcze dziś z rana trzymałem się tej myśli.
-A u ciebie wydarzyło się dzisiaj coś ciekawego?
-Mieliśmy casting i... -spotkałem się z Amy, która wyznała mi całą prawdę -Jeszcze nie wybraliśmy kto będzie naszym choreografem, bo poprzeczka wysoko jest postawiona, a tak poza tym to nic.
Spojrzała na mnie i zmrużyła oczy.
-Wiesz, że możemy być ze sobą szczerzy?
-Wiem.
Niestety, nie potrafię cię ponownie zranić.
-Miała być niespodzianka, ale trochę humor mi się pogorszył i nie miałam ochoty nic robić, więc jej nie ma. Przepraszam.
-Nic się nie stało.
Siedzieliśmy wtuleni w siebie przez jakiś czas aż w końcu Sam do końca się uspokoiła i odsunęła się ode mnie. Spojrzała mi głęboko w oczy i mnie pocałowała. 
-Dlaczego mam takie głupie przeczucie, że niedługo będzie po wszystkim?
-Po wszystkim?
-Tak, po tym o co najbardziej w życiu się staraliśmy.
-Nie mam pojęcia kochanie, lecz wiem, że to złudne przeczucie.
Taką mam nadzieję.

###
Hej :)
Przepraszam, że nie dodałam wczoraj odcinka, ale ostatnimi czasy zabiegana jestem i po prostu zapomniałam o tym.
W ramach przeprosin postaram się jeszcze dodać coś dzisiaj, ale nie mam pojęcia ile to będzie odcinków, lecz co najmniej jeden się pojawi.

Ogłoszenie parafialne.
Następny odcinek pojawi się najszybciej 07.11. Wiem, że to długo i przepraszam was za to, ale w przyszłym tygodniu szykują się dwie imprezy i już wiem, że nie będę miała czasu by dodać coś nowego, a w tygodniu nie wchodzę na laptopa i mam zbyt mało czasu na pisanie, więc jeszcze raz was przepraszam.