Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bruno. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bruno. Pokaż wszystkie posty

piątek, 27 listopada 2015

#121

BRUNO

Od samego rana nie odzywałem się do Amy i ona do mnie również. Myślę, że to przez wczorajszy wyczyn. Dopiero dzisiaj rano gdy już całkowicie wytrzeźwiałem zdałem sobie sprawę co zrobiłem. Na początku pocałowałem Amy i jakoś źle się z tym nie czułem nie mówiąc o tym Sam. Uważałem, że to jest nie istotne, choć mogłoby być podciągane pod zdradę, a teraz? Przespałem się ze swoją byłą. To jest zdrada! 
Zdradziłem Sam!
O Boże...
Zrobiłem najgorsze świństwo na jakie mogłem się zdobyć.
Ona mi tego nie wybaczy.
Nie wybaczy mi też, że to ukrywałem.
I tego, że mam dziecko.
Nie wiem co zrobić.
Muszę jej powiedzieć prawdę inaczej sama się dowie i będzie jeszcze gorzej. Ale czy w ogóle może być gorzej?

***

W samolocie też się praktycznie nie odzywaliśmy. 
Po wyjściu z samolotu wolałem się upewnić w stu procentach, że Sam tam nie ma. 
Nie było.
Wysłałem jej wiadomość, że już wylądowałem.
Odpisała mi.

Szkoda, że mnie nie ma w LA, przyjechałabym po ciebie. No cóż w takim razie nie pozostaje mi nic innego jak życzyć ci udanej podróży do domu. A... I wypocznij, bo jak wrócę to pokaże ci jak bardzo za tobą tęsknie xx Sam.

Nie powiedziała mi kiedy wraca. Może i to dobrze, że nie ma jej teraz w domu. Mam dodatkowy czas na przemyślenia. A w końcu muszę poukładać w tej swojej głowie.

SAM

Wyślij.
Myśl, że mnie nie ma.
Daj mi szansę przeszukania ciebie.
Błagam tylko zostaw komórkę w jakimś widocznym miejscu.
Jeśli ty możesz grać nieczysto to ja chyba też, no nie?

BRUNO

Dotarliśmy bezpiecznie pod moją posiadłość. Otworzyłem drzwi i zawołałem kilka razy Sam.
Wiem, że mi pisała, że jej nie ma, ale może chciała zrobić mi niespodziankę i tylko mnie wkręcała.
Nie odpowiedziała.
Zaprosiłem do środka Amy.
Czas najwyższy z nią porozmawiać.
Weszliśmy do salonu i usiedliśmy na kanapie.
-Ładny dom
-Dzięki
-Twój projekt czy... -przerwałem jej
-Nie dlatego tu jesteśmy. -spuściła głowę -To było...
-Nieodpowiedzialne, głupie, po alkoholu. Zapomnijmy, rozumiem?
-Nie, to znaczy tak. Nie wiem co się ze mną dzieję. Już nie wiem co mam robić. Wiem tylko, że nie chcę zranić Sam. 
-Na to chyba już za późno nie sądzisz? Nie potrafisz zaprzeczyć, że mnie kochasz, a potem lądujemy w łóżku. Na dodatek mamy wspólne dziecko. -ujęła moją twarz w dłoniach -Już na to za późno. Zraniłeś ją doszczętnie. Zniszczyłeś to co pomiędzy wami było. -pocałowała mnie -Nie ma odwrotu. Nie możesz tego wszystkiego wymazać, ukryć w pamięci. Nie możesz jej nie powiedzieć, bo to będzie chyba najgorsze co mógłbyś zrobić -spojrzała nade mnie -prawda Sam?
Obróciłem się.
Stała tam.
Płakała. 

#####
Nocne marki oczekujcie jeszcze jednego odcinka, gdyż jutro nie uda mi się go wrzucić, dlatego będzie dzisiaj.
I co najważniejsze KOMENTUJCIE! bo to już ostatnie odcinki na tym blogu i fajnie by było gdybyście pozostawili po sobie ślad.

niedziela, 22 listopada 2015

#120

BRUNO

Nie liczyłem dokładnie ile lampek wypiliśmy, ale jesteśmy w połowie drugiej butelki. Co chwile się śmiejemy i wspominamy stare czasy kiedy to jeszcze oboje mieszkaliśmy na Hawajach. 
-Tęsknie za tym -powiedziała
-Ja też.
Amy spojrzała się na mnie.
-Kiedyś wszystko było prostsze. Jak się kogoś kochało to się po prostu z nim było. A teraz? Siedzę przed moją największą miłością i nie mogę nic zrobić -w jej oczach pojawiła się łza- Chciałabym wrócić do tych czasów kiedy byliśmy razem. Chciałabym móc się do ciebie przytulić i opowiedzieć ci o tym jaki to świat jest niesprawiedliwy. Chciałabym móc pocałować ciebie i wiedzieć, że ty też tego pragniesz. -popłakała się -Przepraszam, że to wszystko zniszczyłam. 
Usiadłem bliżej niej i ją przytuliłem. Wtuliła swoją twarz w mój tors, a ja zacząłem gładzić jej włosy.
-Nie rozdrapujmy ran. Było minęło.
-Własnie, było minęło. Gdyby nie ja nadal mogłoby to trwać.
Odsunęła się ode mnie i spojrzała się na mnie.
-Proszę cię powiedz mi co do mnie czułeś jak byliśmy razem.
Zdziwiła mnie jej prośba, bo przecież to wiedziała, ale wykonałem jej polecenie.
-Jak byliśmy razem byłaś jedyną kobietą na którą chciałem patrzeć. Nikt inny się nie liczył. Myślałem o tobie bez przerwy. Kochałem cię tak mocno, że nikt nie byłby w stanie wejść do mojego serca. Nawet planowałem nasze dalsze życie. Widziałem ciebie przed ołtarzem, a za kilka lat z moimi dziećmi. Wtedy tak bardzo tego pragnąłem.
-A teraz? Bruno proszę cię bądź ze mną i sam ze sobą szczery. Powiedz co teraz do mnie czujesz.
Bądź szczery.
-Teraz sam nie wiem co czuję. Kocham Sam, ale... Jesteś ty i mam mętlik w głowię. Nie mogę cię wyrzucić stamtąd, a na dodatek jeszcze zadomowiłaś się w moim sercu. Wiem, że odgrywasz tam bardzo ważną rolę, ale nie wiem jaką.
Położyła mi rękę na policzku.
-Kochasz mnie?
Nie wiedziałem co odpowiedzieć.
Bądź szczery.
Milczałem.
Dała mi buziaka w usta.
-Powiedz mi, że mnie nie kochasz a przestanę.
Spojrzałem się jej w oczy.
Płakała.
Znowu mnie pocałowała.
-No powiedz to! -krzyknęła
-Nie potrafię.
Popłakała się jeszcze bardziej.
Przybliżyła swoje usta do moich i po raz trzeci mnie pocałowała, a ja głupi to odwzajemniłem. Całowałem ją, a ona mnie, choć oboje wiedzieliśmy, że to nie właściwe. Całowaliśmy się, bo oboje tego pragnęliśmy. Całowaliśmy się, bo bardzo za tym tęskniliśmy. Całowaliśmy się, bo oboje się kochamy.
Rozpięła moją koszule.
Brnąłem w to dalej.
Całowaliśmy się i całowaliśmy, a po chwili oboje byliśmy bez ubrań.
Tęskniłem za nią. Tak bardzo za nią tęskniłem.
Teraz już wiem, że gdyby znowu chciała mnie opuścić przeszukałbym cały świat żeby ją odnaleźć, choćby po to żeby się pożegnać.
Nie wiem jak to się stało, ale robiliśmy to.
Kochaliśmy się.
Jak kiedyś.
Jak wtedy kiedy poczęła się nasza córka.
Chociaż nie. Robiliśmy to bardziej namiętnie. Zależało nam na każdym dotyku.

***

Leżeliśmy na kanapie całkiem nadzy. Byliśmy wtuleni w siebie nawzajem. Rozmyślaliśmy o tym co się stało i o tym co może się stać. 
-Przepraszam -szepnęła
Przejechałem po jej ramieniu.
-To nie twoja wina. Pragnąłem tego równie mocno jak ty.
Przejechała po moim torsie
-I co teraz zrobimy?
-Nie mam pojęcia. 

####
Kolejne ważne info.
Chciałabym was psychicznie nastawić na koniec opowiadania.
Smutno mi z tego powodu, bo się z nim zżyłam, ale nadszedł ten czas by w końcu zakończyć tą historię.
Już w piątek powinien pojawić się jakiś odcinek. W sobotę pojawi się reszta odcinków, a w niedzielę epilog. 
Z góry zapowiadam, że będą potrzebne wam chusteczki.
Trzymajcie się. Pa :*

#119

SAM

Dni bez Bruna jakoś szczególnie mi się nie ciągnęły. Chodziłam do pracy, użerałam się z Ryanem. Postanowiłam sobie odpuścić. Nie mogłam go przecież zmuszać żeby ze mną porozmawiał czy żeby na mnie spojrzał. Jest urażony moim zachowaniem i w końcu to zrozumiałam. On potrzebuje czasu. Złamałam mu serce. To ja jestem ta zła i to ja powinnam dać mu spokój, więc już to robię. 
Kilka minut temu zadzwonił do mnie Bruno i powiedział kiedy wraca.
-Jutro?
-Tak. Mam już kupione bilety na samolot, ale nie przejmuj się jeśli masz pracę to nie musisz po mnie przyjeżdżać. I tak załatwiłem sobie żeby ktoś po mnie wpadł.
-To dobrze kochanie, bo naprawdę nie mam czasu. -czas zacząć zabawę -Wyjeżdżam za godzinę. Mamy nagrywać kilka ujęć do filmu w Nowym Jorku i niestety, ale się nie zobaczymy przez dłuższy czas. Będę tam może ze trzy dni, ale pójdę jeszcze do rodziców, więc prawdopodobnie zostanę trochę dłużej.
-To szkoda.
-Ale nie ma co się przejmować. Jak wrócę to nadrobimy zaległości. 
-O tak. Jejku jak ja za tobą tęsknie.
-Uwierz mi, że ja za tobą też. 
Usłyszałam jakiś obcy głos w słuchawce. Był tak cichy, że nie mogłam go zidentyfikować.
-Przepraszam cię, ale muszę już iść.
-Dobrze. 
-Kocham cię.
-Ja ciebie też.
Rozłączyłam się.
Prawda jest taka, że nigdzie nie wyjeżdżam i wcale nie nagrywamy nic w NY. Zostaje tu w domu by dowiedzieć się o co chodzi. Mam nadzieję, że jak Bruno wróci to zostawi za sobą jakiś ślad albo że chociaż na chwilę zniknie tak bym mogła zajrzeć do jego telefonu.

BRUNO

-Białe czy czerwone? -spytałem.
-Białe.
Postanowiliśmy z Amy opić to, że jestem ojcem tak cudownej dziewczynki i trochę zapić smutki iż musimy ją opuścić.
Przyniosłem do pokoju gdzie siedziała Amy dwie lampki i nalałem do nich trunku.
-Za ojcostwo -powiedziałem
-Za rodzinę którą byśmy byli -dodała
Stuknęliśmy się lampkami i wino wylądowało w naszych ustach.
-Będę za nią tęsknił.
-Ja też.

####
Uwaga! Uwaga! Uwaga!
Ważne info!
Jeszcze dzisiaj zostanie dodany jeden odcinek, ale jeśli nie chcecie by was zżerała ciekawość co się będzie dalej działo nie czytajcie go.
Pragnę was ostrzec, bo wiem, że wytrzymać tydzień z tym odcinkiem będzie trudno.

#118

BRUNO

Kolejnego dnia z samego rana wybrałem się do klinki odebrać wyniki badań na ojcostwo. Strasznie się tego obawiałem i myślę, że każdy mężczyzna na moim miejscu bałby się otworzyć taką kopertę. Dostałem ją od tej samej pielęgniarki z którą rozmawiałem wczoraj. Całe szczęście dzisiaj była trochę milsza.
Wróciłem do hotelu i siedząc na łóżku zastanawiam się nad wynikiem. Boję się tam zajrzeć, lecz wiem, że muszę. Nie boję się pozytywnego wyniku, lecz negatywnego. Zdążyłem bardzo polubić tą małą i nie chciałbym jej stracić.
Teraz albo nigdy.
Otworzyłem kopertę.
Przeczytałem list.
Na 99,9 % ta mała dziewczynka jest moją córką.
Ulga.
A następnie straszne przygniecenie.
Co to teraz będzie...

***

-Jutro z samego rana wylatujemy -oznajmiłem 
-Okej, ale rozumiem, że idziemy się dzisiaj z nimi pożegnać
-Tak.
Wsiedliśmy w taksówkę i dojechaliśmy do domu mojej córki i jej rodziców.
Gdy się dowiedzieli, że jutro opuszczamy Rio posmutnieli i zaprosili nas na kolejną wizytę. Powiedzieli, że jak będziemy w Rio to mamy koniecznie do nich wpaść. 
Najgorzej było pożegnać się z małą.
-Jus jedzies?
-Jutro, ale z rana kiedy jeszcze będziesz spać.
-Skoda. Myslalam ze sie zapzyjaznimy
-Jesteśmy przyjaciółmi.
-Na pewno?
-Tak
-Ale takimi do konca zycia?
-Myślę, że tak
-No to skoda ze jedzies. Nie bedziemy sie widzec.
-Już ja się postaram żebyś się widzieli.
-Pzyjedzies jesce kiedys do mnie?
-Jeśli będziesz chciała to zjawie się tu od razu
-Ale ja juz chce. Nie mozes zostac?
-Nie mogę. Muszę załatwić kilka spraw, ale obiecuję, że niedługo znowu do ciebie przyjadę.
-Dobze. W takim razie zegnaj.
-Żegnaj.
Podeszła do mnie i się przytuliła. Wiele mnie to kosztowało żeby się nie rozpłakać. Mała natomiast nie kryła swoich uczuć i po jej policzku poleciała łza.
-Barzo cie lubie. Będe tesknić.
-Ja też.
Wyszliśmy z domu, a ja już nie potrafiłem dłużej utrzymać moich łez na swoim miejscu. Powolutku spłynęły mi po policzku. Amy do mnie podeszła i mnie przytuliła.
-Jeszcze kiedyś ją zobaczysz.
-Mam taką nadzieję.

####
Hej :)
Kolejny odcinek za nami.
Obiecałam dwa razy więcej odcinków, więc muszę być dzisiaj dodane co najmniej także trzymajcie się i czekajcie do wieczora, bo prawdopodobnie wtedy pojawi się kolejny :*

niedziela, 15 listopada 2015

#117

BRUNO

Wstałem dzisiaj o tej samej porze co wczoraj, lecz postanowiłem nie budzić Amy. Miałem do załatwienia sprawę o której nikt nie miał pojęcia i nie chciałem by ktoś o niej się dowiedział. 
Poszedłem z samego rana do kliniki by tam dać włos Mii i swój do analizy. Chciałem by przeprowadzili te badania bym mógł w stu procentach być spokojny iż Mia jest naprawdę moim dzieckiem.
A co jeśli okaże się, że nie jest?
Będę w stanie o niej zapomnieć?
Oto jest pytanie.
Gdy dałem włosy do badania usłyszałem w ciągu jakiego czasu przyjdą wyniki.
-Jak to dwa tygodnie!?
-Ale proszę się uspokoić. Każde badanie tyle trwa.
-A nie dało by się tego jakoś przyśpieszyć?
-Wątpię.
-Nawet gdybym zapłacił trzy razy więcej?
-To wtedy może udało by nam się zrobić to w ciągu tygodnia.
Co za ździerstwo.
-Macie tu pięć razy tyle i chcę widzieć wyniki badań jutro z rana.
-Już się robi.
Kobieta za ladą uśmiechnęła się i napisała coś na kopercie z włosami ode mnie.

***

-Gdzie byłeś? -spytała Amy.
-Musiałem się przewietrzyć.
Kłamstwo.
-Jadłeś śniadanie?
-Jeszcze nie.
-W takim razie chodź.
Kucharze dzisiaj zaserwowali nam jajecznice, bekon i tosty. Pyszotka.
-Tak sobie myślałam, że może wyszlibyśmy dzisiaj gdzieś całą piątką?
-Dobry pomysł, ale myślisz, że się zgodzą?
-Powinni. Jeśli pójdą z nami to nie widzę problemu.
-W takim razie jedzmy i zbierajmy się do drogi.

***

Tak jak Amy przypuszczała nie mieli nic przeciwko i poszli razem z nami do oceanarium. Zza szyb mogliśmy obserwować kilkadziesiąt odmian pływających ryb i kilka ssaków morskich. Delfiny najbardziej spodobały się Mii.
-Chcę na nim popływać.
-Jesteś jeszcze za mała kochanie. -powiedziała Ava
-Jak dorośniesz to cię tam zabiorę -powiedziałem
-Obiecujesz?
-Obiecuję
I dotrzymam tej obietnicy mała.

####
Hej :)
Kolejny odcineczek za nami.
Powiem wam szczerze, że polubiłam Amy. Nie wiem co wy dokładnie o niej myślicie, ale w gruncie rzeczy ona jest dobra. Z początku jakoś nie byłam do niej przekonana, ale teraz już mi się to wszystko unormowało.

Ważne info.
Prawdopodobnie w przyszłą sobotę nie pojawi się żaden odcinek na tym blogu, gdyż będę zajęta, ale w niedzielę za to będzie tych odcinków dwa razy więcej :D
Trzymajcie się :)
Do zobaczenia :*

sobota, 14 listopada 2015

#116

BRUNO

Przeżyłem.
Biorąc pod uwagę wczoraj to dziś jest jutro.
Tak więc mogę iść do małej.
Gdyby nie to, że jest godzina 7 nad ranem pędem udałbym się do mej córki.
Jejku jak to bosko brzmi. 
Tak czy inaczej postanowiłem zajść do pokoju Amy, który znajdował się na przeciwko mojego i ją obudzić. Jeśli jeść śniadanie to z kimś. Zapukałem.
-Jeśli to ty Peter to możesz wracać do swojego pokoju. Ja jeszcze śpię.
-W takim razie czas najwyższy się obudzić.
-Jeszcze godzinka.
-Nie. Wstawaj. Idę na dół zamówić nam śniadanie i widzę cię w jadalni za 15 minut, bo jak nie to inaczej sam po ciebie przyjdę. 
-Dobra -jęknęła

***

Tak samo jak punktualnie na dół zeszła Amy tak samo punktualnie na stół przybyło śniadanie. 
-Smacznego
-Nawzajem.
Tęskniłem za pancakes'ami z kostką masła i miodem toteż zamówiłem je nam na śniadanie.
-Pyszne -zachwycała danie Amy
Mruknąłem.
Były takie dobre, że gdy się skończyły to trochę mi się smutno zrobiło. Chciałem zamówić sobie jeszcze jedną porcję, ale wiedziałem, że nie najlepiej się to dla mnie skończy. 
-I co teraz panie Hernandezie?
-Cóż proponuje pozwiedzać okolicę i za jakieś dwie godziny wybrać się w odwiedziny do jednej z najwspanialszych dziewczynek jakie kiedykolwiek wiedziałem.
-W takim razie pójdę się ubrać.

***

Zapukałem raz, potem drugi i na końcu trzeci i wtedy w drzwiach pojawił się jakiś mężczyzna.
-A pan do kogo? 
Wtem przede mnie wystąpiła Amy, a mężczyzna się uśmiechnął.
-Wejdźcie.
Weszliśmy do środka gdzie zastaliśmy bawiącą się Mie ze swoją mamą.
-Cześć -krzyknęła Amy i pobiegała do małej
Ja przywitałem się z mamą Mii i zapoznałem się z jej tatą.
Jak głupio tak o nich myśleć. Przecież prawdziwi rodzice to ja i Amy. To do nas powinna się tak zwracać i to z nami powinna mieszkać.
Na samym końcu przywitałem się z małą księżniczką.
-Hej. Pamiętasz mnie? -wyciągnąłem do niej rękę, a ona schowała się za Amy.
-Jeszcze się wstydzi -powiedział Joseph -ale spokojnie niedługo się do ciebie przekona.
-Mam nadzieję.
Ava zaproponowała nam coś do picia, więc oboje wzięliśmy sobie herbatę. Amy napiła się kilka łyków i dołączyła do Josepha i Mii. Ja natomiast zostałem sam z Avą.
-Mam tyle pytań...
-Śmiało.
-Dlaczego postanowiliście zaadoptować Mię?
-Długo staraliśmy się o dziecko, ale nie mogłam zajść w ciążę, więc kiedy nadarzyła się okazja postanowiliśmy z niej skorzystać i zaadoptować Mię.
-I nie przeszkadza wam, że Amy ciągle ma z nią kontakt?
-Nie. Myślę, że to w pewnym sensie dobre rozwiązanie. Dzięki temu bynajmniej wie co się dzieje z jej dzieckiem, a nam osobiście nie przeszkadza to, że jest dla niej nową ciocią.
-A nie boicie się, że powie małej prawdę?
-Nie, jeszcze nie...
-W każdym bądź razie nie będzie wam przeszkadzało jeśli Mia będzie miała nowego wujka?
-O ile nic jej nie zrobisz i nie będziesz chciał jej nam odebrać to nie.
-Uwierz mi, że bardzo bym chciał to zrobić, ale wiem, że tak nie można. To wy ją wychowaliście i choćby nie wiem jak mi serce krwawiło z bólu nie mogę was jej pozbawić. To by było nie w porządku. Chciałbym po prostu czasami ją odwiedzać albo organizować całej naszej piątce jakieś wspólne wakacje. Chciałbym być częścią jej życia. Zależy mi na tym.
-Rozumiem cię i uwierz mi zrobię co w mojej mocy żebyś był kimś ważnym dla niej.
-Dziękuję.
-Nie ma sprawy.

***

Po 30 minutach mała oswoiła się ze mną i dopuściła mnie do wspólnej zabawy. Budowaliśmy razem wierzę i za każdym razem kiedy się rozwalała Mia zaczynała się śmiać. Czasami robiłem to specjalnie żeby spadła, ponieważ chciałem jeszcze raz usłyszeć jej przesłodki śmiech.
-Okej, a może teraz pokażesz mi jakieś swoje lalki?
-Dobla.
Mała poszła po lalki, a Ava która czuwała nad nami postanowiła się ulotnić.
-Myślę, że potrzebujecie na chwilę pobyć sami. Mogę pójść do nich?
-Oczywiście.
Byłem prze szczęśliwy z tego powodu. Sam na sam z moją małą. 
Brakuje dosłownie chwili żebym ją pokochał.
Albo może lepiej to ujmę. Brakuje dosłownie jednego wyniku badań żebym ją pokochał.
-Plose to jes Katy, a to Petel -zaśmiała się -Macie tak samo na imię -znowu się zaśmiała -Zawse mi sie to imie podobało i jak się spytalam cioci Amy cy moge tak nazwać tego chłopacka to powiedziała, ze tak. -śmiech -Dlacego sie nie smiejes?
-Zamyśliłem się. Mia mogę cię o coś prosić?
-Zalezy o co
-Przytuliłabyś mnie?
-No nie wiem. A obiecas ze mnie nie udusis?
-Obiecuje. 
Podeszła do mnie i mnie przytuliła, a ja korzystając z okazji wyrwałem jej z głowy najdelikatniej jak potrafiłem jednego włosa i gdy się odsunęła schowałem go do folii, którą miałem w kieszeni od wewnętrznej strony bluzy. 
Nie powiem, że mi się nie podobało, bo mógłbym w tym uścisku trwać przez cały swój żywot, ale musiałem jakoś zdobyć jej włosa.
Nie to żebym też nie ufał Amy na słowo, ale wolałbym mieć na papierze to czy jestem ojcem tej dziewczynki czy też nie. 
W końcu tak naprawdę od tego zależy moja przyszłość.
I całe moje życie.

####
Hej :)
Jak tam w szkole?
Mam nadzieję, że jakoś idzie.
Oto przed wami kolejny odcinek.
Wątpię żeby dzisiaj pojawił się jeszcze jeden, ale już jutro...
Wpadajcie.
Czytajcie.
Komentujcie.
I ponownie wpadajcie jutro.
See ya

środa, 11 listopada 2015

#115

BRUNO

Od pięciu minut zbieram się w sobie by w końcu zapukać do drzwi, ale nie potrafię. Amy dała mi czas bym mógł się wewnętrznie ogarnąć, ale widzę, że się powoli niecierpliwi.
Dobra Bruno dasz radę. To nic strasznego. Zapukaj.
Zapukałem.
Ta minuta która upłynęła od czasu kiedy zapukałem do czasu kiedy jakaś kobieta otworzyła drzwi ciągnęła się w nieskończoność.
-Dzień dobry.
-Hej -przywitała nas przyjaźnie kobieta.
Amy podeszła do niej i zamieniła z nią kilka słów. Po chwili obie kobiety wróciły i zaprosiły mnie do środka. Kobieta przedstawiła mi się. Miała na imię Ava. Zaprosiła nas na obiad, ponieważ dziecko spało, a przerwaliśmy jej w jedzeniu musieliśmy razem z nią skonsumować potrawę.
-Gdzie jest pański mąż? -spytałem
-Jeszcze w pracy.
-O tej porze?
-No cóż.
Wtem do pokoju weszła mała niewinna dziewczynka. Była ubrana cała na różowo. Miała śliczne długie ciemne loki. Zupełnie jak ja. Jej oczy także były koloru czekolady. Była taka urocza.
-Mama
-Córuś zobacz kto do ciebie przyjechał. Ciocia Amy!
-Cześć słońce -powiedziała Amy a mała do niej podeszła.
-Ile ma lat? -spytałem
-3.
Aż dziwne, że to wszystko działo się na przestrzeni czterech lat. Ten nasz romans, ucieczka, moje dalsze życie i jej, spotkanie w Rio i teraz to.
-To skarbie jest kolega twojej cioci.
-Jestem Bruno -podałem rączkę dziewczynce.
Zawstydziła się i schowała się za Amy.
-Co jest skarbie?
-Nie znam tego pana
-To go teraz poznasz. Od dzisiaj to jest twój nowy wujek.
-Nie chcę kolejnego wujka.
-Ale Mia ten pan jest naprawdę bardzo fajny
-Mia? -spytałem
-Tak się nazywa
Mia, Mia, Mia, Mia...
Najpiękniejsze imię na ziemi.
Będę usypiał i wstawał z tym słowem na ustach.
Mia.
-To co dasz mi cześć?
-Dobrze
Podała mi swoją malutką rączkę i ją uścisnęła.
-Jesteś słodka -powiedziałem
Znowu schowała się za Amy, a mi zrobiło się głupio, że powiedziałem to na głos.
-Przepraszam was bardzo, ale musimy iść z Mia do lekarza.
-Coś jej się stało? -spytałem
-Nic poważnego. Jest trochę przeziębiona, ale różnie to z dziećmi bywa, więc wolę poradzić się specjalisty.
-Okej. -powiedziała Amy -To my też się zbieramy
-A mogę tu przyjść jutro?
Kobieta wydała się być trochę zaskoczona, ale się zgodziła
-Oczywiście
-Dziękuje.
Tak, więc plan na dzisiaj - przeżyć do jutra.

####
Hej :)
Kolejny odcinek. 
Poznaliście już Mie. :)
Ciekawa jestem co wgl myślicie o tej całej sprawie z dzieckiem i Amy?
Obiecuje wam, że będzie ich dużo więcej w weekend i zobaczymy jak mi czas pozwoli, ale mam nadzieję, że jeszcze w tą niedzielę rozwinie się trochę akcja :)
Także do zobaczenia :*

niedziela, 8 listopada 2015

#114

SAM

Z samego rana musiałam pożegnać się z Brunem gdyż dość wcześnie miał wylot. Złożyłam na jego ustach najsoczystszy pocałunek na jaki mnie stać i pozwoliłam mu odejść. Wiedziałam, że ten wyjazd nie jest sprawą służbową i miejmy nadzieję, że nic złego on tam nie zrobi. Poprosiłam go żeby dał mi znać kiedy wróci żebym wtedy mogła wcielić swój plan w życie. Jeszcze nie wie w który dzień konkretnie to nastąpi, ale obiecał mi, że da znać. 
Dzień na planie dłużył mi się nie miłosiernie, a jedyną odskocznią od problemów był telefon od Lary. 
-Cześć kochanie.
-Hej. 
-Jak ja dawno cię nie słyszałam. Opowiadaj co tam u ciebie. 
-A dobrze. Mam nadzieję, że dostałaś moją kartkę z Francji.
-Oczywiście.
-Jejku, ten wyjazd był taki spontaniczny, ale go nie żałuję. Poznałam masę nowych ludzi i nabyłam tyle doświadczenia w fotografii, że sobie tego wyobrazić nie mogę.
-Całe szczęście, że to ciebie tam wysłali.
-Tak. Europa jest cudowna.
-Kiedy wracasz?
-Za dwa miesiące.
-Co tak długo?
-Tak mam rozłożone sesje.
-Oj, to trochę źle.
-Jakoś przeżyję. Ty lepiej opowiadaj co tam u ciebie?
-W miarę dobrze.
-Sam...
-Lara...
-Wiem, że tak nie jest,
-Obiecuje, że jak przyjedziesz to wszystko ci opowiem. Po prostu to nie jest rozmowa na telefon.
-Dobra.
Rozmawiałyśmy jeszcze pół godziny póki nie położyłam się spać.

BRUNO

Zajechałem na lotnisko w krótszym czasie niż się spodziewałem i z tego względu musiałem tam dłużej czekać na odlot samolotu. Po jakimś czasie dołączyła do mnie Amy i oboje ruszyliśmy przez odprawę. W samolocie siedzieliśmy koło siebie i co jakiś czas rozmawialiśmy.
-Jesteś gotów żeby się z nią zobaczyć?
-Myślę, że tak.
-W takim razie jeszcze dzisiaj będziemy mogli do niej pójść. 
-Jak dobrze.
-Wspaniale.
Wyobraziłem co to by było gdyby Amy wtedy nie uciekła. Pewnie teraz bylibyśmy razem w domu i byli byśmy szczęśliwą rodziną. Niestety, bardzo prawdopodobne by było, że nie był bym piosenkarzem. Nie spotkałbym tylu ludzi. Byłbym zwykłym szarym człowiekiem bez większych ambicji chcący spokojnie przeżyć każdy dzień.

####
Hej :)
Krótki odcinek, ale cóż.
Czy kolejny pojawi się jeszcze dziś? 
Nie wiem. 
Czy pojawi się w środę?
Prawdopodobnie tak, więc zajrzyjcie tu w tygodniu :*

sobota, 7 listopada 2015

#113

BRUNO

Sam przyszła jakaś zmarnowana z planu. Niestety, ja nie potrafiłem jej pocieszyć. Musiałem jej powiedzieć, że wyjeżdżam na bliżej nie określony czas. Musiałem tylko ukryć to w jakim celu i z kim jadę. Czy źle się z tym czuję? Jak cholera, ale muszę to zrobić dla dobra nas wszystkich.
-Kochanie muszę ci coś powiedzieć.
-Co takiego?
-Wylatuje jutro do Rio de Janeiro.
-Dlaczego? -spytała zmartwiona
-Muszę osobiście załatwić tam sprawy dotyczące koncertu.
-A czemu Brandon nie może tego zrobić?
-Wziął sobie wolne na kilka dni, więc przez chwilę sam muszę być swoim menadżerem.
-Okej. A kiedy wracasz?
-Nie mam pojęcia. Nie wiem jak długo mi to zajmie.
-Tylko tobie? Jedziesz sam?
-Tak.
-Nie zanudzisz się tam beze mnie?
-Oj, zanudzę, ale muszę to zrobić. To pilna sprawa.
-Rozumiem. W takim razie musimy się sobą dzisiaj nacieszyć.
-Czy ty coś proponujesz?
-Skądże.
Uśmiechnęła się i zniknęła za drzwiami sypialni.

SAM

Co za cholerny kłamca! 
Nie wiem czemu mnie okłamuje, ale jak wróciłam do domu to wiedziałam na stole dwa bilety lotnicze. Nie wierzę, że nie chce powiedzieć mi prawdy, ale obiecuję, że choćby nie wiem co dowiem się o co chodziło. I niech tylko ta pieprzona Amy okaże się powodem dla którego wyjechał to nie wiem co mu zrobię, ale raczej kolorowo nie będzie. 
Na dodatek Ryan mnie jeszcze zdenerwował, bo choć obiecał się poprawić to i tak musieliśmy się jeszcze całować co najmniej pięć razy. Całe szczęście udało nam się tą scenę nagrać wystarczająco dobrze, by reżyserzy dali nam z nią spokój. Jutro co prawda lecimy dalej z materiałem, ale czuję, że teraz to będzie już tylko gorzej. W filmie już jesteśmy parą, więc mogę się spodziewać więcej takich czułych scenek. 

BRUNO

Najgorsze w tym wszystkim jest to, że od tego wyjazdu zależy cała moja przyszłość. Nie wiem jak po powrocie powiem Sam prawdę. Nie mam pojęcia jak ona ją przyjmie. Nie wiem jak to będzie. Oj, nie mam pojęcia. Mam tylko nadzieję, że to co dobre się nie skończy i że to wszystko nad czym tyle pracowałem przetrwa tą próbę. Nie chciałbym tracić Sam, a jedyne o czym teraz myślę to to, że tak naprawdę już ją straciłem.

niedziela, 25 października 2015

#111

SAM

Mam głupie przeczucie, że Bruno nie mówi mi prawdy. Nie chcę go wypytywać o to żeby nie tworzyć kolejnych konfliktów. Odkąd tu przyszedł widocznie widać, że jest jakiś nie w sosie i że coś go gryzie. Nie mam pojęcia co to jest, ale niedługo się dowiem.
-Wiesz co chciałam zrobić?
-Co takiego?
-Kolacje, a po niej wspólną romantyczną kąpiel w wannie.
Bruno spojrzał się z nadzieją w oczach.
-Nic straconego. Nadal możemy pójść się wykąpać.
Przybliżył się do mnie.
-Świntuch.
-Czy ja coś powiedziałem?
-Nie, ale pomyślałeś.
Uciekłam do łazienki i odkręciłam wodę w wannie. Poczekałam aż mój książę do mnie przyjdzie i dopiero wtedy zaczęłam się rozbierać. Ściągnęłam tylko skarpetki kiedy obok mnie pojawił się Bruno i pomógł mi zdjąć resztę garderoby. Odwdzięczyłam mu się tym samym i po chwili oboje leżeliśmy wtuleni w siebie w ciepłej wodzie. 
-Czujesz to?
-Co?
-To, że pomimo wszystkiego co nas spotkało i tak jesteśmy razem i kochamy się równie mocno jak wcześniej?
-Czuję to. Czuję tą miłość, skarbie. -powiedziałam i pocałowałam Bruna.
Obróciłam się w jego stronę i pocałowałam go ostatni raz po czym wstałam i wyszłam z wanny.
-Wiesz gdzie się to lepiej robi?
Spojrzał na mnie jakby nie do końca wiedział czy dobrze zrozumiał.
-W sypialni -dokończyłam i zniknęłam za drzwiami 

***

Obudził mnie Bruno, który z kimś rozmawiał. Nie chciałam go podsłuchiwać, ale nie dało się go nie słyszeć. Choć stał w łazience i szeptał, słowa które wypowiadał szybko wpadały w moje uszy.
-Dwa dni... nie dam rady... a nie da się przełożyć... no nie... spróbuj... jak wyjeżdżają... okej postaram się... pa.
Wolałam udawać, że śpię, bo gdyby Bruno się dowiedział, że słyszałam tą rozmowę mogłoby nie być za ciekawie, a skoro on mi nie powie co się dzieje to sama się dowiem.
Bruno położył się obok mnie na łóżku i pocałował mnie w czoło. Mogłabym przysiąc, że przez jakiś czas się na mnie patrzył, ale nie chciałam otwierać oczu i tego potwierdzać, bo bym się wtedy wydała, a przecież mam misję.
Skoro on nie jest ze mną szczery to mam prawo do takiej samej zagrywki.
Może gdybym się spytała o co chodzi to by mi powiedział, ale jestem niemal pewna, że to co wydobyłoby się z jego ust byłoby jednym wielkim kłamstwem, dlatego postanowiłam sobie darować ten krok.
Dowiem się o co chodziło choćby nie wiem co i przysięgam, że jeżeli to wszystko ma jakikolwiek związek z Amy to mu nogi z dupy powyrywam.

#110

BRUNO

Wróciliśmy do budynku i Amy pokazała na co ją stać. Mieliśmy dość sporo czasu na podjęcie decyzji, więc ze zmęczenia postanowiliśmy przełożyć to na dzień jutrzejszy. 
Miałem sporo do przemyślenie i jedyne o czym marzyłem to przyjść i położyć się do łóżka. Niestety, Sam zaplanowała na dzisiaj jakąś niespodziankę. 
Zanim otworzyłem drzwi od domu usłyszałem dźwięk nadchodzącego smsa. 

Proszę zatrudnij mnie jako choreografa. Amy

Wiesz dobrze, że to nie tylko ode mnie zależy. xx Bruno

Wiem, ale możesz ich przekonać. Uwierz mi, ale nie robię tego wszystkiego dla siebie. Chcę wrócić czym prędzej do Rio, a niestety nie mogę, bo nie mam pieniędzy. Amy

Zobaczę co da się zrobić. xx Bruno

Amy wypadła dość dobrze na naszym castingu, więc może uda mi się coś zrobić, by polepszyć jej stan portfela. Oczywiście, pożyczyłbym jej gdyby mnie poprosiła, ale wątpię żeby to zrobiła. To nie w jej stylu.
Wszedłem do domu i nie zastałem nic. Żadnego odgłosu, żadnego zapalonego światła. Rozejrzałem się po parterze i nigdzie jej nie widziałem. Dopiero na piętrze usłyszałem jakiś szmer. Wszedłem do naszej sypialni i ujrzałem ją. Siedziała zapłakana na łóżku.
-Co się stało?
Podszedłem do niej i objąłem ją ramieniem.
-To jest trudniejsze niż myślałam. 
-Co takiego?
-To, że muszę pracować z moim byłym przyjacielem, który nawet mi cześć już nie mówi.
W takich sytuacjach nigdy nie wiem co powiedzieć.
-Wyznał mi dzisiaj miłość. 
-Wiedziałem, że coś z nim było nie tak. Wiedziałem, że się w tobie buja.
-Szkoda, że mi tego nie powiedziałeś wcześniej. Inaczej bym to rozegrała i nie wyszłabym na idiotkę.
-I tak byś mi nie uwierzyła
-Dobra skończmy ten temat. Było minęło.
Było minęło. 
Jeszcze dziś z rana trzymałem się tej myśli.
-A u ciebie wydarzyło się dzisiaj coś ciekawego?
-Mieliśmy casting i... -spotkałem się z Amy, która wyznała mi całą prawdę -Jeszcze nie wybraliśmy kto będzie naszym choreografem, bo poprzeczka wysoko jest postawiona, a tak poza tym to nic.
Spojrzała na mnie i zmrużyła oczy.
-Wiesz, że możemy być ze sobą szczerzy?
-Wiem.
Niestety, nie potrafię cię ponownie zranić.
-Miała być niespodzianka, ale trochę humor mi się pogorszył i nie miałam ochoty nic robić, więc jej nie ma. Przepraszam.
-Nic się nie stało.
Siedzieliśmy wtuleni w siebie przez jakiś czas aż w końcu Sam do końca się uspokoiła i odsunęła się ode mnie. Spojrzała mi głęboko w oczy i mnie pocałowała. 
-Dlaczego mam takie głupie przeczucie, że niedługo będzie po wszystkim?
-Po wszystkim?
-Tak, po tym o co najbardziej w życiu się staraliśmy.
-Nie mam pojęcia kochanie, lecz wiem, że to złudne przeczucie.
Taką mam nadzieję.

###
Hej :)
Przepraszam, że nie dodałam wczoraj odcinka, ale ostatnimi czasy zabiegana jestem i po prostu zapomniałam o tym.
W ramach przeprosin postaram się jeszcze dodać coś dzisiaj, ale nie mam pojęcia ile to będzie odcinków, lecz co najmniej jeden się pojawi.

Ogłoszenie parafialne.
Następny odcinek pojawi się najszybciej 07.11. Wiem, że to długo i przepraszam was za to, ale w przyszłym tygodniu szykują się dwie imprezy i już wiem, że nie będę miała czasu by dodać coś nowego, a w tygodniu nie wchodzę na laptopa i mam zbyt mało czasu na pisanie, więc jeszcze raz was przepraszam.

niedziela, 18 października 2015

#109

BRUNO

Nie takiej odpowiedzi się spodziewałem. 
Dziecko!?
Jakie dziecko do cholery!?
-Nasze dziecko? 
-Tak, Bruno. Nasze dziecko.
-Ale jak... 
-Po prostu stało się. Sama nie wiem jak do tego doszło, ale jak się zorientowałam, że jestem w ciąży to uciekłam.
-Dlaczego? Przecież poradzilibyśmy sobie z nim razem.
-Z nią.
-Dziewczynka?
-Tak. 
Taka śliczna mała dziewczynka. Moje dziecko. Mogłem ją mieć. Mogła być moja.
-Wyjechałam, bo wiedziałam, że sobie z tym nie poradzimy.
-Nie jestem taki. Nie zostawiłbym cię. Dalibyśmy radę.
-Nie, Bruno. To było bez szans. Może i się kochaliśmy, ale to było za mało. Ty bardzo chciałeś zostać piosenkarzem, a wiedziałam, że dziecko pokrzyżuje ci plany. Nie chciałam stawać ci na drodze do szczęścia. 
Popłakała się jeszcze bardziej. 
Chwyciłem ją za podbródek i podniosłem jej twarzy do góry.
-Moim największym marzeniem jest mieć dzieci, a nie być piosenkarzem. 
-Ale wtedy byłeś tak zafascynowany muzyką, że nawet je zeszłam na drugi plan. Wiedziałam, że nie dasz rady pogodzić tych dwóch rzeczy ze sobą więc uciekłam. 
-Jesteś strasznie niesprawiedliwa. Podjęłaś decyzję za nas dwojga. Gdybym wiedział nie pozwoliłbym ci uciec. 
-Wiem, dlatego ci nie powiedziałam. Uznałam, ze tak będzie lepiej.
-Że będzie lepiej jeśli nie będę wiedział, że gdzieś na świecie chodzi mój potomek!? -krzyknąłem i wtedy sobie zdałem z czegoś sprawę. -Gdzie ona jest? Co z nią zrobiłaś?
Znów spuściła głowę. Nic nie powiedziała
-Mów do cholery! -krzyknąłem
-Gdy się tylko dowiedziałam o ciąży przeszukałam cały internet by znaleźć najlepszą klinikę, w której przeprowadzono by aborcję. 
Aborcja!
Moje serce na chwilę zamarło.
Tylko nie to!
-Znajdowała się w Rio de Janeiro, więc tam pojechałam. Byłam w stu procentach przekonana o tym, że muszę się go pozbyć, bo sobie nie dam rady, ale gdy przekroczyłam próg tej klinki zdałam sobie sprawę, że się oszukuję. Jakoś dałabym sobie radę z dzieckiem. No cóż, wizyta była umówiona więc weszłam do gabinetu. W środku był już doktor, który czekał na mnie by przeprowadzić zabieg, jednak ja chciałam najpierw z nim porozmawiać. On sam wiedział, że to nie jest dobre rozwiązanie i że istnieje milion lepszych, ale to jego praca, więc jeżeli bym się zdecydowała musiałby usunąć ciąże. 
-Zdecydowałaś się?
Tak bardzo bałem się tej odpowiedzi, że czas w którym Amy miała odpowiedzieć wydawał się trwać jakieś milion lat świetlnych.
-Nie. Lekarz powiedział mi, że jest taka możliwość, by zaraz po urodzeniu oddać dziecko dla rodziny, która oczekuje na takie zbawienie. Zgodziłam się na to.
-Co? Oddałaś dziecko obcym ludziom? 
-Wiem, że to nie brzmi fajnie, ale taka jest prawda. Są naprawdę porządni.
-Skąd to wiesz?
-Mam z nimi bardzo dobry kontakt. Nawet ich córka, to znaczy moja, uważa mnie za swoją najlepszą ciocię.
-Jak ty tak możesz? Nie jest ci przykro z tego powodu? 
-Jest, ale lepsze to niż gdybym nie utrzymywała z nimi kontaktu. 
-Nie próbowałaś im jej odebrać?
-Uwierz mi, że bardzo bym chciała, ale to tak nie działa. Jeśli się oddaje dziecko to na zawsze, a nie na jakiś czas. 
-Nie mogę w to wszystko uwierzyć. Nie mogę uwierzyć, że to zrobiłaś. Mogłaś się zwrócić do mnie. Pomógłbym ci.
-Bruno, dopiero co zaczynałeś swoją karierę. Nie chciałam jej niszczyć na wstępie.
-Nie obchodzi mnie żadna kariera ile razy mam ci to mówić. Chcę mieć rodzinę, a ty zabrałaś mi szansę na to.
-Masz jeszcze Sam. Z nią na pewno będziesz miał gromadkę dzieci.
Zabolało. Wiem, że ona nie wie, że Sam nie chce mieć dzieci z powodu dużego ryzyka ich śmierci, ale i tak zrobiło mi się przykro.
-Chcę się z nią zobaczyć.
-To chyba niemożliwe.
-Chcę się z nią zobaczyć -powtórzyłem bardziej stanowczo.
-Ale...
-Załatw mi to spotkanie albo sam sobie je załatwię.
-Dobra. Pogadam z nimi dzisiaj okej?
-Okej.
Ona płakała, ja płakałem. Nawet nie wiem kiedy się to stało, że z moich oczu popłynęły łzy.

###
Hej :)
Piszcie co myślicie o tym odcinku.
Spodziewaliście się takiego obrotu sprawy?

sobota, 17 października 2015

#108

BRUNO

Od kilku godzin siedzę w tym nieszczęsnym studiu i wraz z Philem i Brandonem próbuję wybrać jakiegoś choreografa. Do trasy nie pozostało dużo czasu, a nadal nie wiemy jak nasze show miałoby wyglądać. Zaprezentowało nam się już około 40 osób, które tańczyły do wybranej przez siebie piosenki i gdy nam się spodobali zostali poddani jeszcze jednej próbie - tańczeniu do wybranej przez nas piosenki. Zaledwie 5 osób zdało oba te zdania. Reszta nie można powiedzieć, że była zła, ale nie była w naszym typie. Jakieś pół godziny temu przyszedł do nas facet, który tańczył eletric booggie albo kobieta która tańczyła taniec hinduski. Całe szczęście przed chwilą trafił nam się chłopak, którego styl nam odpowiadał. Chcieliśmy już zakończyć przesłuchanie, ale że została nam ostatnia osoba postanowiliśmy jeszcze jej dać szansę. Z tego zmęczenia nawet nie przejrzałem danych o tej osobie.
-Cześć -powiedziała
Rozpoznałem ten głos od razu. Spojrzałem na nią a ona się do mnie uśmiechnęła. Jeszcze nigdy w życiu się bardziej nie wkurzyłem
-Przerwa -powiedziałem
-Ale... -zaczął Phil
-Przerwa -krzyknąłem
Przeszedłem koło Amy i ją szturchnąłem. Obróciła się i wyszła za mną. Zaprowadziłem nas przed budynek.
-Co ty tu robisz?
-Przyszłam na casting
-Nie o to pytam. Po co tu przyszłaś? Przecież ty nawet tańczyć nie umiesz.
-I tu cie zaskoczę, bo przez kilka lat uczyłam w szkółce tanecznej.
-Co?
-To co słyszysz. -spojrzałem na nią ze zdziwieniem -Możesz mi powiedzieć o co ci chodzi i dlaczego jesteś dla mnie taki niemiły?
-Ponieważ niepotrzebnie tu przyszłaś.
-Przyszłam tu ze względu na pracę
-Kłamiesz. Przyszłaś tu żeby zniszczyć mi życie.
-Jak możesz tak myśleć?
-Po tym co ostatnio powiedziałaś mam prawo. Wiem, że się nie poddasz i że będziesz o mnie walczyć, choć ja raczej już tego nie chcę.
-Nie mów tak.
-Ale taka jest prawda. Namieszałaś mi w głowie i przez chwilę nie wiedziałem z kim chcę być, ale teraz już wiem i tą osobą jest Sam.
-Ale ty nic nie wiesz.
-Czego nie wiem?
-Dlaczego uciekłam
-Bo mi nie powiedziałaś i wiesz co? Już nie chcę wiedzieć. Jak to kiedyś Sam powiedziała, było minęło. Czas z tym skończyć. Nie mogę wiecznie żyć przeszłością.
-Szkoda, że ja muszę.
-Naprawdę nie interesuje mnie to, że teraz wzięło ci się na wyrzuty sumienia i jest ci źle z tą całą ucieczką.
-Nie jest mi z tym źle
-A z czym?
Popłakała się.
-Z tym, że nie powiedziałam ci o naszym dziecku.

####
Hej :)
Wiem, że miały być trzy odcinki, ale chciałam was zostawić w takiej niepewności, więc zakańczam to w takim momencie. Haha. Wiem, jestem zła.
Piszcie co myślicie o tych odcinkach i wbijajcie na http://onekisscanchangeeverything.blogspot.com/ , ponieważ tam też dzisiaj ukaże się nowy odcinek.

Ogłoszenie!
Przez jakiś czas prowadziłam na facebooku stronkę "Bruno Mars Poland". Niestety, strasznie ją zaniedbałam. Ma 1300 polubień i uważam, że jest całkiem fajna, więc nie chciałbym by się zmarnowała. Jestem tam sama i rzadko kiedy dodaje posty przez co stronka jest mało aktywna. Z tego względu poszukuje osoby, która chciałabym wrzucać tam posty, więc jeżeli chciałybyście poprowadzić tą stronkę razem ze mną to napiszcie śmiało w komentarzu albo na marsik.pm@gamil.com 

Do zobaczenia jutro :*
Papa :*

niedziela, 11 października 2015

#106

BRUNO

Byłem tak spragniony tego pocałunku, że gdy się skończył musiałem się powstrzymywać żeby nie błagać Sam o kolejny. Pewnie by się zgodziła, ale nie chciałem na nią naciskać. W końcu jakby nie patrzeć ta cała sytuacja jest taka świeża. 
-Boje się -powiedziała
-Dlaczego?
-Już jutro muszę wracać do pracy
-Nie rozumiem, przecież lubisz swoją pracę.
Sam wywróciła oczami jak gdyby to co mówiła nie było najoczywistsze na świecie.
-Nawet ją kocham, ale boję się tam pójść. Tam będzie Ryan, a ja będę musiała zagrać dziewczynę zakochaną w nim.
Teraz to do mnie dotarło. To była moja wina, że się tak czuła. Zdziwiło mnie to iż to mi opowiedziała o swoich lękach.
-Może nie będzie tak ciężko jak ci się wydaje.
-Będzie jeszcze gorzej. W ogóle nie wiem po co ci to mówię.
-Bo chcesz bym wiedział co czujesz. 
-Bardziej chyba chcę... nieważne
-No mów.
-Chciałam żebyś zobaczył jak moje życie zmieniło się w ostatnim czasie i żebyś dostrzegł przez kogo tak się stało. Nie mam ci tego za złe. Jakby nie patrzeć sama zrobiłam to co zrobiłam zanim ty mnie o to poprosiłeś, ale tak cholernie trudno mi żyć z myślą, że wrócę na plan i już nie będę mogła z nim normalnie porozmawiać. 
Nie wiedziałem co odpowiedzieć. Mogłem ją pocieszyć i powiedzieć, że nie będzie dobrze, ale musiałbym skłamać. Mogłem powiedzieć jej, że nie musi się tak poświęcać ze względu na mnie, ale wtedy mnie by bolało to, że się z nim spotyka.
-W każdym bądź razie jutro będę musiała iść i grać. Nie będzie mnie cały dzień i podejrzewam, że ciebie też nie, ale mam nadzieję, że wrócisz w miarę wcześnie do domu.
-Nie wiem skarbie. Jutro mamy castingi, bo nie mamy choreografa i musimy kogoś jak najszybciej naleźć i nie mam pojęcia jak długo to nam zajmie. Postaram się być jak najwcześniej w domu.
-Dobrze, bo będzie czekać cię mała niespodzianka.
-Jaka niespodzianka?
-Taka niespodziankowata.
Zaśmieliśmy się.
-Tak bardzo za tym tęskniłem.
-Za czym?
-Za twoim słodkim śmiechem.
Zaśmiała się jeszcze raz i mnie pocałowała.
-Za tym też tęskniłem.
-W takim razie dlaczego mi przerywasz?
Nie powiedziałem nic więcej.
Całowaliśmy się tak długo aż padliśmy z sił.

###
 Witam was ponownie.
Możliwe, że w tygodniu wrzucę wam jakiś nowy docinek, ale nie mogę tego obiecać. 
Powiem wam tyle (nie wcale nie robię tego żeby was ciekawość zżerała, wcale) w kolejnych co najmniej trzech odcinkach będzie się tyle działo, że w głowie wam się to nie mieści. Także wyczekujcie odcinków. 
Bajoo :*

#105

SAM

W końcu się pogodziliśmy. Długo czekałam na tą chwilę, ale było warto. Ostatnie dwa dni naszego urlopu spędziliśmy razem. Byliśmy w kinie, zoo, na kolacji... Było wspaniale, pomimo tego jednego razu gdy zignorował swoje fanki dla mnie.
Wychodziliśmy właśnie z restauracji kiedy zaczepiły go cztery fanki. Bruno początkowo nie zwrócił na nie uwagi, a gdy go szturchnęłam powiedział im, że się śpieszy i zostawił je tam z tyłu. Wsiedliśmy do auta i zanim Bruno polecił kierowcy gdzie ma się udać rozkazałam Brunowi zdjąć sygnety i łańcuchy.
-Po co?
-Dla fanek.
-Oszalałaś? Nie mamy czasu.
-Nie mamy czasu na dojazd domu? Nie bądź śmieszny. Daj mi te rzeczy.
Bruno ściągnął biżuterie i dał mi do ręki.
-A teraz chodź ze mną.
Wysiedliśmy z samochodu i ruszyliśmy w stronę dziewczyn.
-Podejdziesz do dziewczyn i ładnie je przeprosisz, zrobisz sobie z nimi zdjęcia i dasz im autografy, za swoje brzydkie zachowanie podarujesz im po małym prezencie w postaci tej biżuterii, na koniec powiesz im żeby napisały na kartce swoje numery telefonów i kiedy tylko będziesz znał daty koncertów zadzwonisz do nich osobiście i ustalisz z nimi na jaki koncert chciałby przyjść. Oczywiście nie muszę wspominać, że bilet ma być z wejściówką za kulisy.
Bruno wydał się być zdziwiony moim zachowaniem, ale dla mnie było ono najnormalniejsze pod słońcem. W końcu też kiedyś byłam czyjąś fanką.
Podeszłam z nim do dziewczyn i zanim Bruno zaczął coś mówić poprosiłam je żeby mi się przedstawiły. Były w takim szoku, że nie zapomniały jak się mówi, ale po krótkiej chwili jedna z dziewczyn przejęła inicjatywę i przedstawiła wszystkie po kolei.
-Ja jestem Dominika, a to są moje koleżanki Zuza, Nika i Agnieszka.
Następnie Bruno przeprosił je i zrobił to wszystko co mu powiedziałam. Dziewczyny nie wiedziały co powiedzieć, a jedna z nich o mało co nie zemdlała. Staliśmy z nimi chyba z dziesięć minut póki kierowca się nie upomniał i musieliśmy iść. Muszę przyznać, że fajnie się z nimi rozmawiało. Wydawały się być takie sympatyczne. Aż żałuję, że tak mało czasu mieliśmy dla nich. W każdym bądź razie Brunowi serio zrobiło się głupio i w samochodzie przeprosił mnie za to, a ja jedyne co powiedziałam to to by sprawił żeby te dziewczyny na jego koncercie poczuły się wyjątkowo. Obiecał, że tak zrobi.
Kilka minut później przyszło mi powiadomienie, że ktoś oznaczył mnie na zdjęciu. Weszłam i zobaczyłam te dziewczyny. Dałam like i skomentowałam. Bruno też to zrobił.
Już teraz powinny czuć się wyjątkowe.
Gdy dojechaliśmy do domu Bruno postanowił nieco podgrzać atmosferę panującą między nami i zasłonił wszystkie rolety w salonie, zapalił świece i włączył wolną muzykę.
-Zatańczy pani ze mną?
-Z przyjemnością.
Zaczęliśmy wolno wić się w rytm melodii. Nie liczyło się nic innego tylko my. Jego oddech łaskotał mnie w szyje, a jego loczki muskały moją twarz. W pewnym momencie Bruno odsunął się delikatnie ode mnie i spojrzał się na moje usta. Lekko skinęłam głową i wtedy się pocałowaliśmy.
Czułam się jakby to był nasz pierwszy pocałunek. To było takie niesamowite. Tak bardzo za tym tęskniłam.

###
Hej :)
Wybaczcie, że wstawiam odcinek dopiero dzisiaj, ale nie wyrobiłam się na wczoraj.
Oczywiście później pojawi się jeszcze co najmniej jeden odcinek, więc wchodźcie na bloga i sprawdzajcie czy go już przypadkiem go nie ma.
Oczywiście na moim drugim blogu też jest odcinek! I to jeszcze taki niespodziankowy z Bruna urodzin. Jeśli jeszcze go nie przeczytaliście to zapraszam śmiało. Oczywiście później pojawi się ten sobotni (tam też się nie wyrobiłam). 

Jak podoba wam się niespodzianka?
Teraz już chyba rozumiecie dlaczego potrzebowałam tyle czasu. Po prostu nasza para musiała być pogodzona żeby taki odcinek powstał. :)
Kto wie może ciąg dalszy losów tej czwórki dziewczyn będzie jeszcze ukazany w opowiadaniu. 
I jeśli już tak piszę to chciałabym wam strasznie podziękować za to, że ze mną jesteście i komentujecie moje odcinki. Oczywiście jeśli ktoś czyta i nie komentuje to też jestem mu wdzięczna, ale te dziewczyny swoimi komentarzami dają mi kopa. Dziękuje wam wszystkim.
I nie wiem czy wam o tym wspomniałam czy nie, ale w tym konkursie w którym brałam udział wygrałam, więc dziękuje wam z całego serca, że na mnie głosowaliście. Kocham Łas <3
Do później :*

czwartek, 8 października 2015

#104

BRUNO

Ultimatum - tego się nie spodziewałem. Wiedziałem, że będzie ciężko i że będziemy musieli dużo zrobić żeby naprawić nasze relacje i pomimo tego, że pragnąłem tego najbardziej na świecie nie mogłem znieść myśli, że ktoś mi rozkazuje. Że ktoś mi zakazuje spotykania się z innym. Z Amy. Nie mogłem, teraz gdy jestem tak blisko poznania prawdy, przestać się z nią zadawać. Nie mogłem.
Nie mogłem też dać sobie spokoju z Sam. To ją kocham i to z nią chcę być więc musiałem się poświęcić. Musiałem zrobić coś dla nas. 
Poprzedniego dnia zachowałem się jak kompletny debil więc nie mogłem sprawić by i dzisiejszy dzień zmarnować. Postanowiłem chociaż trochę ugłaskać Sam i zrobiłem jej śniadanie do łózka.
Gdy wszedłem do pokoju moja ukochana jeszcze spała, więc delikatnie usiadłem na łóżku i ściągnąłem jej włosy z twarzy. Obudziła się. 
Nie ucieszyła się na mój widok.
-Zrobiłem ci śniadanie. -położyłem tackę obok. 
-Dzięki.
Wyobrażałem sobie inaczej przebieg dzisiejszego spotkania i sądziłem, że chociaż trochę się ucieszy na mój widok, ale widocznie od marzeń daleko jest do rzeczywistości.
Nie wiedząc co zrobić i zbytnio nie chcąc się narażać postanowiłem opuścić pokój.
-Peter
Nie mówiła na mnie Peter od dawien dawna. Co się zmieniło?
-Możesz zostać? Chciałabym żebyś ze mną był.
-Jasne.
Tego też się nie spodziewałem, ale nie powiem, mile mnie to zaskoczyło.
-Chyba nieco przesadziłam. Nie powinnam była tego w taki sposób załatwiać, ale nie widziałam innego wyjścia. Kocham cię i nie chcę cię stracić.
-Nie stracisz mnie.
Wierzę w te słowa. Nie straci mnie i mam nadzieję, że ja jej też.
-Przez ostatnie dni czułam się fatalnie. Byłam zła na ciebie i na siebie. W końcu wina była po obu stronach. Oboje się okłamywaliśmy i oboje doprowadziliśmy do tego stopnia, że byliśmy dla siebie bardziej jak obcy ludzie niż jak para kochanków. Strasznie mi było z tym źle. Na dodatek zamiast z tobą o tym porozmawiać uciekałam do Ryana. Przepraszam cię, w końcu zrozumiałam swój błąd.
Nie spodziewałem się takiego potoku słów. Nie spodziewałem się, że mi to wszystko powie. Aż mi się głupio zrobiło.
-To ja przepraszam. Tyle miałem na głowie, że nie myślałem o niczym innym jak o imprezowaniu a kiedy się dowiedziałem, że się potajemnie spotykasz z Ryanem to się strasznie wkurzyłem. Przepraszam cię. Gdybym wtedy inaczej się zachował nie doprowadziłoby to do takiego konfliktu.
-To i tak była kwestia czasu.
Musiałem przyznać jej rację. Prędzej czy później doszłoby do jakiegoś większego konfliktu.
-W każdym bądź razie, czy możemy już to zakończyć? Bardzo chciałabym żyć z tobą w zgodzie.
-Oczywiście skarbie.
Podszedłem do niej bliżej i ją przytuliłem. Rozpłakała się.
-Nie płacz.
Spojrzała mi w oczy.
-Kocham cię Peterze Hernandezie.
-Kocham cię Samanto Carter.

####
Hej!
A oto przed wami urodzinowa niespodzianka!
Odcineczek!
Jak się podoba?
Myślę, że jest okej.

Nasz Brunecki dzisiaj kończy 30 lat.
Nie wierzę. :o
Ale wiek nie ma znaczenia. Z resztą Bruno i tak wygląda na dwudziestolatka. :)
Łączmy się i zaśpiewajmy mu "Happy Birthday" <3
Wiem, że Bruno i tak nie przeczyta tych tysięcy życzeń urodzinowych które dzisiaj dostał, ale jestem pewna, że wie iż cały świat (nawet Polska) życzy mu sto lat i mam nadzieję, że wie iż w naszym kraju ma swoje wierne fanki które pozostaną z nim na zawsze.
Tego w sumie wam życzę - wieczności z Brunem
W końcu nie bez powodu mówimy Hooligans Forever <3

niedziela, 4 października 2015

#103

SAM

Cios po niżej pasa? Może i tak, ale ja też to przeżyłam. Musiał to zrobić albo inaczej nie mieliśmy w ogóle o czym gadać. Albo kończy z tą całą Amy albo to co pomiędzy nami było się kończy.
-Jak...
-Nie wymagam wiele. Chcę tylko żebyśmy byli szczęśliwi. Chyba możesz tyle dla nas zrobić?
-Nie.
Nie? 
Nie?
NIE!?
Co to ma znaczyć?
Nie?
Ja ci dam nie!
-Co powiedziałeś?
-Nie zrobię tego.
-Nie zrobisz?
-Muszę się z nią jeszcze co najmniej raz spotkać.
-Chyba oszalałeś.
-Nie, muszę to zrobić.
-Ale po co? Co jest takiego ważnego, że musisz się z nią spotkać?
-Muszę się dowiedzieć dlaczego ode mnie odeszła
-Serio? 
-Tak
-To jest dla ciebie takie ważne? Było minęło. 
-Nie. Muszę wiedzieć i kropka.
Nie pozostawił mi wyboru.
-W takim razie żegnam panie Hernandezie.
Zrobiłam kilka kroków w stronę drzwi, ale Bruno złapał mnie za rękę i nie mogłam dalej iść.
-Co ty wyprawiasz?
-To co widzisz. Jeśli ty nie potrafisz się dla mnie poświęcić oznacza to, że nie jesteś mnie wart. Ja dla ciebie zrobiłabym wszystko.
-Ale ja potrzebuje tej rozmowy
-A ja potrzebuje mężczyzny, który nie ugania się za swoją byłą.
-Wcale tak nie jest
-Serio, Bruno? Wierzysz w to, bo ja nie. Chyba coś cię do niej ciągnie skoro nie potrafisz z nią skończyć.
-Przestań
-Taka jest prawda. Mnie nie oszukasz.
Wcześniej płakałam, ale to co teraz się ze mnie wydostało to był przeraźliwy ryk. 
-Sam...
-Miło było cię poznać.
-Dobra! -krzyknął -Już więcej się z nią nie spotkam. Zadowolona? -powiedział to z taką złością, że nie wytrzymałam i przyłożyłam mu w twarz.
-I to nawet jeszcze nie wiesz jak dupku.
Popłakałam się jeszcze bardziej i pobiegłam do sypialni.
Wydarzenia z ostatniej godziny mnie zabiły. Jedyne o czym marzyła to sen. Całe szczęście szybko odwiedziłam tą wspaniałą krainę Morfeusza.

###
W końcu mamy za sobą ich konfrontację.
Co o tym myślicie?
Będzie lepiej czy gorzej?

To na tyle jeśli chodzi dzisiaj o odcinki. 
Kolejne już za tydzień :)

Jeszcze raz przepraszam za opóźnienie.
Love yaa :*

#102

BRUNO

Zszedłem na dół i doznałem szoku. Przy stole siedziała Sam. Miała nieobecny wzrok. Na początku mnie nie zauważyła. Musiałem odrobinę podejść by wypędzić ją z tego stanu.
-Hej -powiedziałem
Super powitanie! Brawo Hernandez!
Uśmiechnęła się lekko.
-Nie wiedziałem, że masz zamiar dzisiaj wrócić.
Wtem Sam się rozpłakała.
Punkt dla ciebie idioto.
Podszedłem do niej i za bardzo nie wiedziałem co zrobić, na całe szczęście Sam przejęła pałeczkę i mnie przytuliła.
-Przepraszam skarbie. Nie chciałem cię zranić. Jestem dupkiem. Masz prawo się na mnie gniewać. Sam jest na siebie zły.
Płakała a ja nie potrafiłem sprawić by przestała. Wtulała się we mnie coraz bardziej a ja nie miałem zamiaru wypuszczać jej z objęć.
-Tak mi przykro. Ostatnimi dniami nie byłem sobą. Tyle się w moim życiu działo. Nie potrafiłem tego wszystkiego pogodzić przez co niestety tobie się oberwało. Przepraszam cię skarbie.
Sam zesztywniała.
-Kim jest Amy?
Prawda czy kłamstwo?
Uratować ją przed kolejnym szokiem i być może cierpieniem czy być z nią szczery?
Jeśli czegoś się nauczyłem w ciągu ostatnich tygodni to to, że kłamstwo nie popłaca.
-Była moją pierwszą miłością
Sam odsunęła się ode mnie.
-Czego od ciebie chce?
Dobre pytanie.
Chce do mnie wrócić, ale dlaczego? Nie możliwe żeby mnie tak jak dawniej skoro przez tyle lat się ukrywała i tak nagle wróciła do mojego życia.
-Nie mam pojęcia.
-Spotkałeś się z nią?
-Tak, ale nie robiliśmy nic złego. -kłamstwo nie popłaca, tak? -Musiałem sobie coś z nią wyjaśnić.
-Dlaczego mi wcześniej nie powiedziałeś o niej?
-Bo to nie miało znaczenia dopóki się nie pojawiła, a potem chyba bałem się wspomnieć o niej przy tobie, ponieważ nie chciałem żebyś się na mnie wściekała.
-A myślisz, że teraz się nie wściekam?
-Wiem, że to robisz. Przepraszam byłem głupi.
-Nie! Nadal jesteś! Myślałam, że załatwimy to w inny sposób, ale moja mama miała rację.
-Z czym?
-Z tym, że będziemy musieli dużo zmienić w swoim życiu. Wyrzec się pewnych rzeczy. Dla ciebie zerwałam przyjaźń z Ryanem!
-Nie musiałaś...
-Musiałam, bo wiem, że tego ode mnie oczekujesz.
-A ty czego ode mnie oczekujesz?
-Przestań zadawać się z Amy. 

#101

BRUNO

Kolejne dwa dni zleciały mi z prędkością chodzącego żółwia. Bardzo wolno. Miałem ochotę krzyczeć, wrzeszczeć, tłuc, bić, biegać... Miałem ochotę na wszystko co uwolniłby mnie z tego głupiego stanu. Pierwszy raz w życiu poszedłem na siłownie i przez półtora godziny ćwicząc nie myślałem o tym wszystkim, ale kiedy poczułem, że już nie dam rady musiałem zakończyć ćwiczenia i wtedy wszystko znowu powróciło. Ten cały ból. Ta bezsilność.
Wróciłem do domu i pierwsze co zrobiłem to wziąłem chłodny prysznic. Musiałem z siebie zmyć ten pot. 
Umyty usiadłem na moim ulubionym łóżku w mojej i Sam ulubionej sypialni i popatrzyłem na ścianę gdzie kiedyś było drzewo zrobione ze zdjęć i przypomniałem sobie, że chciałem takie zrobić dla Sam. Chciałem żeby nasze zdjęcia utworzyły takie magiczne drzewo. Teraz nadal tego pragnę. Chciałbym je móc zobaczyć. 

SAM

Dzisiaj miałam zamiar wrócić do domu. Pożegnałam się z mamą i z tatą i wsiadła do taksówki, która miała odwieźć mnie na lotnisko. Stamtąd samolotem wyleciałam do LA. 
Podróż minęła szybko i bez problemowo. Na lotnisku zamówiłam taksówkę, która zawiozła mnie pod podany adres. Zapłaciłam kierowcy i ruszyłam w stronę domu. Zatrzymałam się przed drzwiami i wzięłam głęboki wdech. 
Teraz albo nigdy.
Nacisnęłam klamkę i tak jak się spodziewałam drzwi były otwarte. Weszłam do środka. Nie było go w kuchni, ani w salonie. W takim razie musiał być w jednym jedynym miejscu które oboje z całego domu najbardziej kochaliśmy. 
Leżał na łóżku. Prawdopodobnie spał. Stanęłam nad nim i się popłakałam.
-Tyle dla ciebie poświęciłam -szepnęłam -I mam nadzieję, że ty też będziesz potrafił to zrobić. 
Pocałowałam go w czoło i zeszłam na dół. Usiadłam w kuchni i zaczęłam się nad tym wszystkim jeszcze raz zastanawiać.
Czy było warto?
Przekonamy się.

###
Hej :*
Przepraszam, że nic nie dodałam wczoraj, ale nie miałam czasu :(
Za to dzisiaj postaram się wam to wynagrodzić, więc wpadnijcie później :*

niedziela, 27 września 2015

#100

BRUNO

Dotarłem do LA szybciej niż się spodziewałem. Napisałem do Sam, że już jestem i żeby ona też wracała. Nic nie odpisała. Dzwoniłem. Nie odbierała. 
Nie potrafiłem znieść ciszy w domu, więc pojechałem do studia i tam postanowiłem zatracić się w muzyce. Całe szczęście pracy mi nie brakowało, więc miałem co robić. 

SAM

Nie odbierałam i nie odpisywałam, ponieważ nie chciałam teraz mieć z nim kontaktu. Chciałam z nim porozmawiać dopiero po moim przylocie do LA. Serce mi się krajało, bo wiedziałam, że o nie będzie proste. Wiedziałam, że będzie boleć, ale wiedziałam także, że przestanie i że będziemy mogli czuć się szczęśliwi. 

BRUNO

Każda piosenka, którą odsłuchałem przypominała mi to o jednej to o drugiej. Jednak najwięcej z nich było o Sam. Chciałem uciec od tego wszystkiego, ale zamiast tego jeszcze bardziej pogrążyłem się w rozpaczy. Dlaczego tak trudno jest mieć w sercu dwie różne kobiety? Dlaczego trzeba pomiędzy nimi wybierać? Dlaczego to tak boli?

SAM

Marzyłam kiedyś aby robić coś w domu i usłyszeć Bruna jak śpiewa w radiu piosnkę, która jest przeznaczona tylko dla mnie. Teraz kiedy ją usłyszałam automatycznie poleciały mi łzy z oczu. Musiałam ją wyłączyć żeby się uspokoić. Najgorsze w tym wszystkim było to, że w piosence przeznaczonej dla mnie nie czułam nic. Nie czułam, że to bliska mi osoba wyznaje mi miłość. Nie czułam tych emocji. Gdybym nie rozpoznała jego głosu pewnie nie zwróciłabym uwagi na tę piosenkę, ponieważ pomyślałabym sobie, że jest ona taka sama jak każda inna, ale jednak taka nie była. Była specjalnie dla mnie, choć już tego nie czułam.

BRUNO

Muzyk też ma uczucia i dość ciężko je znosi. Wydawałaby się, że ma o tyle łatwiej, bo może swoje cierpienie przelać na papier i stworzyć jakiś niezły hicior. Teraz tak nie było. Próbowałem się rozluźnić i napisać coś co pomogłoby mi się odprężyć, ale nie potrafiłem. Nie napisałem nawet pieprzonej kropki na papierze, bo nie miałem siły. Czułem się strasznie bezsilny. Siedziałem nad tą kartką chyba ze dwie godziny, kiedy w końcu się poddałem i wyszedłem ze studia.

###
Hej :)
Dzisiejszy odcinek jest w pewnym sensie nietypowy, ale to dlatego, że chciałam wam przedstawić co oni oboje czują. Takie małe porównanie.
Niestety w tygodniu nie wstawię odcinka, ale możecie wrócić tu już w sobotę. Wtedy na pewno już będzie.

Dziękuję wam za te 100 odcinków. Nie sądziłam, że uda nam się do tylu dojść. jeszcze raz dziękuję :*

PS. Pamiętam o waszych niespodziankach, ale potrzebuję jeszcze trochę czasu :*