Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Amy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Amy. Pokaż wszystkie posty

piątek, 27 listopada 2015

#121

BRUNO

Od samego rana nie odzywałem się do Amy i ona do mnie również. Myślę, że to przez wczorajszy wyczyn. Dopiero dzisiaj rano gdy już całkowicie wytrzeźwiałem zdałem sobie sprawę co zrobiłem. Na początku pocałowałem Amy i jakoś źle się z tym nie czułem nie mówiąc o tym Sam. Uważałem, że to jest nie istotne, choć mogłoby być podciągane pod zdradę, a teraz? Przespałem się ze swoją byłą. To jest zdrada! 
Zdradziłem Sam!
O Boże...
Zrobiłem najgorsze świństwo na jakie mogłem się zdobyć.
Ona mi tego nie wybaczy.
Nie wybaczy mi też, że to ukrywałem.
I tego, że mam dziecko.
Nie wiem co zrobić.
Muszę jej powiedzieć prawdę inaczej sama się dowie i będzie jeszcze gorzej. Ale czy w ogóle może być gorzej?

***

W samolocie też się praktycznie nie odzywaliśmy. 
Po wyjściu z samolotu wolałem się upewnić w stu procentach, że Sam tam nie ma. 
Nie było.
Wysłałem jej wiadomość, że już wylądowałem.
Odpisała mi.

Szkoda, że mnie nie ma w LA, przyjechałabym po ciebie. No cóż w takim razie nie pozostaje mi nic innego jak życzyć ci udanej podróży do domu. A... I wypocznij, bo jak wrócę to pokaże ci jak bardzo za tobą tęsknie xx Sam.

Nie powiedziała mi kiedy wraca. Może i to dobrze, że nie ma jej teraz w domu. Mam dodatkowy czas na przemyślenia. A w końcu muszę poukładać w tej swojej głowie.

SAM

Wyślij.
Myśl, że mnie nie ma.
Daj mi szansę przeszukania ciebie.
Błagam tylko zostaw komórkę w jakimś widocznym miejscu.
Jeśli ty możesz grać nieczysto to ja chyba też, no nie?

BRUNO

Dotarliśmy bezpiecznie pod moją posiadłość. Otworzyłem drzwi i zawołałem kilka razy Sam.
Wiem, że mi pisała, że jej nie ma, ale może chciała zrobić mi niespodziankę i tylko mnie wkręcała.
Nie odpowiedziała.
Zaprosiłem do środka Amy.
Czas najwyższy z nią porozmawiać.
Weszliśmy do salonu i usiedliśmy na kanapie.
-Ładny dom
-Dzięki
-Twój projekt czy... -przerwałem jej
-Nie dlatego tu jesteśmy. -spuściła głowę -To było...
-Nieodpowiedzialne, głupie, po alkoholu. Zapomnijmy, rozumiem?
-Nie, to znaczy tak. Nie wiem co się ze mną dzieję. Już nie wiem co mam robić. Wiem tylko, że nie chcę zranić Sam. 
-Na to chyba już za późno nie sądzisz? Nie potrafisz zaprzeczyć, że mnie kochasz, a potem lądujemy w łóżku. Na dodatek mamy wspólne dziecko. -ujęła moją twarz w dłoniach -Już na to za późno. Zraniłeś ją doszczętnie. Zniszczyłeś to co pomiędzy wami było. -pocałowała mnie -Nie ma odwrotu. Nie możesz tego wszystkiego wymazać, ukryć w pamięci. Nie możesz jej nie powiedzieć, bo to będzie chyba najgorsze co mógłbyś zrobić -spojrzała nade mnie -prawda Sam?
Obróciłem się.
Stała tam.
Płakała. 

#####
Nocne marki oczekujcie jeszcze jednego odcinka, gdyż jutro nie uda mi się go wrzucić, dlatego będzie dzisiaj.
I co najważniejsze KOMENTUJCIE! bo to już ostatnie odcinki na tym blogu i fajnie by było gdybyście pozostawili po sobie ślad.

niedziela, 22 listopada 2015

#120

BRUNO

Nie liczyłem dokładnie ile lampek wypiliśmy, ale jesteśmy w połowie drugiej butelki. Co chwile się śmiejemy i wspominamy stare czasy kiedy to jeszcze oboje mieszkaliśmy na Hawajach. 
-Tęsknie za tym -powiedziała
-Ja też.
Amy spojrzała się na mnie.
-Kiedyś wszystko było prostsze. Jak się kogoś kochało to się po prostu z nim było. A teraz? Siedzę przed moją największą miłością i nie mogę nic zrobić -w jej oczach pojawiła się łza- Chciałabym wrócić do tych czasów kiedy byliśmy razem. Chciałabym móc się do ciebie przytulić i opowiedzieć ci o tym jaki to świat jest niesprawiedliwy. Chciałabym móc pocałować ciebie i wiedzieć, że ty też tego pragniesz. -popłakała się -Przepraszam, że to wszystko zniszczyłam. 
Usiadłem bliżej niej i ją przytuliłem. Wtuliła swoją twarz w mój tors, a ja zacząłem gładzić jej włosy.
-Nie rozdrapujmy ran. Było minęło.
-Własnie, było minęło. Gdyby nie ja nadal mogłoby to trwać.
Odsunęła się ode mnie i spojrzała się na mnie.
-Proszę cię powiedz mi co do mnie czułeś jak byliśmy razem.
Zdziwiła mnie jej prośba, bo przecież to wiedziała, ale wykonałem jej polecenie.
-Jak byliśmy razem byłaś jedyną kobietą na którą chciałem patrzeć. Nikt inny się nie liczył. Myślałem o tobie bez przerwy. Kochałem cię tak mocno, że nikt nie byłby w stanie wejść do mojego serca. Nawet planowałem nasze dalsze życie. Widziałem ciebie przed ołtarzem, a za kilka lat z moimi dziećmi. Wtedy tak bardzo tego pragnąłem.
-A teraz? Bruno proszę cię bądź ze mną i sam ze sobą szczery. Powiedz co teraz do mnie czujesz.
Bądź szczery.
-Teraz sam nie wiem co czuję. Kocham Sam, ale... Jesteś ty i mam mętlik w głowię. Nie mogę cię wyrzucić stamtąd, a na dodatek jeszcze zadomowiłaś się w moim sercu. Wiem, że odgrywasz tam bardzo ważną rolę, ale nie wiem jaką.
Położyła mi rękę na policzku.
-Kochasz mnie?
Nie wiedziałem co odpowiedzieć.
Bądź szczery.
Milczałem.
Dała mi buziaka w usta.
-Powiedz mi, że mnie nie kochasz a przestanę.
Spojrzałem się jej w oczy.
Płakała.
Znowu mnie pocałowała.
-No powiedz to! -krzyknęła
-Nie potrafię.
Popłakała się jeszcze bardziej.
Przybliżyła swoje usta do moich i po raz trzeci mnie pocałowała, a ja głupi to odwzajemniłem. Całowałem ją, a ona mnie, choć oboje wiedzieliśmy, że to nie właściwe. Całowaliśmy się, bo oboje tego pragnęliśmy. Całowaliśmy się, bo bardzo za tym tęskniliśmy. Całowaliśmy się, bo oboje się kochamy.
Rozpięła moją koszule.
Brnąłem w to dalej.
Całowaliśmy się i całowaliśmy, a po chwili oboje byliśmy bez ubrań.
Tęskniłem za nią. Tak bardzo za nią tęskniłem.
Teraz już wiem, że gdyby znowu chciała mnie opuścić przeszukałbym cały świat żeby ją odnaleźć, choćby po to żeby się pożegnać.
Nie wiem jak to się stało, ale robiliśmy to.
Kochaliśmy się.
Jak kiedyś.
Jak wtedy kiedy poczęła się nasza córka.
Chociaż nie. Robiliśmy to bardziej namiętnie. Zależało nam na każdym dotyku.

***

Leżeliśmy na kanapie całkiem nadzy. Byliśmy wtuleni w siebie nawzajem. Rozmyślaliśmy o tym co się stało i o tym co może się stać. 
-Przepraszam -szepnęła
Przejechałem po jej ramieniu.
-To nie twoja wina. Pragnąłem tego równie mocno jak ty.
Przejechała po moim torsie
-I co teraz zrobimy?
-Nie mam pojęcia. 

####
Kolejne ważne info.
Chciałabym was psychicznie nastawić na koniec opowiadania.
Smutno mi z tego powodu, bo się z nim zżyłam, ale nadszedł ten czas by w końcu zakończyć tą historię.
Już w piątek powinien pojawić się jakiś odcinek. W sobotę pojawi się reszta odcinków, a w niedzielę epilog. 
Z góry zapowiadam, że będą potrzebne wam chusteczki.
Trzymajcie się. Pa :*

#119

SAM

Dni bez Bruna jakoś szczególnie mi się nie ciągnęły. Chodziłam do pracy, użerałam się z Ryanem. Postanowiłam sobie odpuścić. Nie mogłam go przecież zmuszać żeby ze mną porozmawiał czy żeby na mnie spojrzał. Jest urażony moim zachowaniem i w końcu to zrozumiałam. On potrzebuje czasu. Złamałam mu serce. To ja jestem ta zła i to ja powinnam dać mu spokój, więc już to robię. 
Kilka minut temu zadzwonił do mnie Bruno i powiedział kiedy wraca.
-Jutro?
-Tak. Mam już kupione bilety na samolot, ale nie przejmuj się jeśli masz pracę to nie musisz po mnie przyjeżdżać. I tak załatwiłem sobie żeby ktoś po mnie wpadł.
-To dobrze kochanie, bo naprawdę nie mam czasu. -czas zacząć zabawę -Wyjeżdżam za godzinę. Mamy nagrywać kilka ujęć do filmu w Nowym Jorku i niestety, ale się nie zobaczymy przez dłuższy czas. Będę tam może ze trzy dni, ale pójdę jeszcze do rodziców, więc prawdopodobnie zostanę trochę dłużej.
-To szkoda.
-Ale nie ma co się przejmować. Jak wrócę to nadrobimy zaległości. 
-O tak. Jejku jak ja za tobą tęsknie.
-Uwierz mi, że ja za tobą też. 
Usłyszałam jakiś obcy głos w słuchawce. Był tak cichy, że nie mogłam go zidentyfikować.
-Przepraszam cię, ale muszę już iść.
-Dobrze. 
-Kocham cię.
-Ja ciebie też.
Rozłączyłam się.
Prawda jest taka, że nigdzie nie wyjeżdżam i wcale nie nagrywamy nic w NY. Zostaje tu w domu by dowiedzieć się o co chodzi. Mam nadzieję, że jak Bruno wróci to zostawi za sobą jakiś ślad albo że chociaż na chwilę zniknie tak bym mogła zajrzeć do jego telefonu.

BRUNO

-Białe czy czerwone? -spytałem.
-Białe.
Postanowiliśmy z Amy opić to, że jestem ojcem tak cudownej dziewczynki i trochę zapić smutki iż musimy ją opuścić.
Przyniosłem do pokoju gdzie siedziała Amy dwie lampki i nalałem do nich trunku.
-Za ojcostwo -powiedziałem
-Za rodzinę którą byśmy byli -dodała
Stuknęliśmy się lampkami i wino wylądowało w naszych ustach.
-Będę za nią tęsknił.
-Ja też.

####
Uwaga! Uwaga! Uwaga!
Ważne info!
Jeszcze dzisiaj zostanie dodany jeden odcinek, ale jeśli nie chcecie by was zżerała ciekawość co się będzie dalej działo nie czytajcie go.
Pragnę was ostrzec, bo wiem, że wytrzymać tydzień z tym odcinkiem będzie trudno.

#118

BRUNO

Kolejnego dnia z samego rana wybrałem się do klinki odebrać wyniki badań na ojcostwo. Strasznie się tego obawiałem i myślę, że każdy mężczyzna na moim miejscu bałby się otworzyć taką kopertę. Dostałem ją od tej samej pielęgniarki z którą rozmawiałem wczoraj. Całe szczęście dzisiaj była trochę milsza.
Wróciłem do hotelu i siedząc na łóżku zastanawiam się nad wynikiem. Boję się tam zajrzeć, lecz wiem, że muszę. Nie boję się pozytywnego wyniku, lecz negatywnego. Zdążyłem bardzo polubić tą małą i nie chciałbym jej stracić.
Teraz albo nigdy.
Otworzyłem kopertę.
Przeczytałem list.
Na 99,9 % ta mała dziewczynka jest moją córką.
Ulga.
A następnie straszne przygniecenie.
Co to teraz będzie...

***

-Jutro z samego rana wylatujemy -oznajmiłem 
-Okej, ale rozumiem, że idziemy się dzisiaj z nimi pożegnać
-Tak.
Wsiedliśmy w taksówkę i dojechaliśmy do domu mojej córki i jej rodziców.
Gdy się dowiedzieli, że jutro opuszczamy Rio posmutnieli i zaprosili nas na kolejną wizytę. Powiedzieli, że jak będziemy w Rio to mamy koniecznie do nich wpaść. 
Najgorzej było pożegnać się z małą.
-Jus jedzies?
-Jutro, ale z rana kiedy jeszcze będziesz spać.
-Skoda. Myslalam ze sie zapzyjaznimy
-Jesteśmy przyjaciółmi.
-Na pewno?
-Tak
-Ale takimi do konca zycia?
-Myślę, że tak
-No to skoda ze jedzies. Nie bedziemy sie widzec.
-Już ja się postaram żebyś się widzieli.
-Pzyjedzies jesce kiedys do mnie?
-Jeśli będziesz chciała to zjawie się tu od razu
-Ale ja juz chce. Nie mozes zostac?
-Nie mogę. Muszę załatwić kilka spraw, ale obiecuję, że niedługo znowu do ciebie przyjadę.
-Dobze. W takim razie zegnaj.
-Żegnaj.
Podeszła do mnie i się przytuliła. Wiele mnie to kosztowało żeby się nie rozpłakać. Mała natomiast nie kryła swoich uczuć i po jej policzku poleciała łza.
-Barzo cie lubie. Będe tesknić.
-Ja też.
Wyszliśmy z domu, a ja już nie potrafiłem dłużej utrzymać moich łez na swoim miejscu. Powolutku spłynęły mi po policzku. Amy do mnie podeszła i mnie przytuliła.
-Jeszcze kiedyś ją zobaczysz.
-Mam taką nadzieję.

####
Hej :)
Kolejny odcinek za nami.
Obiecałam dwa razy więcej odcinków, więc muszę być dzisiaj dodane co najmniej także trzymajcie się i czekajcie do wieczora, bo prawdopodobnie wtedy pojawi się kolejny :*

niedziela, 15 listopada 2015

#117

BRUNO

Wstałem dzisiaj o tej samej porze co wczoraj, lecz postanowiłem nie budzić Amy. Miałem do załatwienia sprawę o której nikt nie miał pojęcia i nie chciałem by ktoś o niej się dowiedział. 
Poszedłem z samego rana do kliniki by tam dać włos Mii i swój do analizy. Chciałem by przeprowadzili te badania bym mógł w stu procentach być spokojny iż Mia jest naprawdę moim dzieckiem.
A co jeśli okaże się, że nie jest?
Będę w stanie o niej zapomnieć?
Oto jest pytanie.
Gdy dałem włosy do badania usłyszałem w ciągu jakiego czasu przyjdą wyniki.
-Jak to dwa tygodnie!?
-Ale proszę się uspokoić. Każde badanie tyle trwa.
-A nie dało by się tego jakoś przyśpieszyć?
-Wątpię.
-Nawet gdybym zapłacił trzy razy więcej?
-To wtedy może udało by nam się zrobić to w ciągu tygodnia.
Co za ździerstwo.
-Macie tu pięć razy tyle i chcę widzieć wyniki badań jutro z rana.
-Już się robi.
Kobieta za ladą uśmiechnęła się i napisała coś na kopercie z włosami ode mnie.

***

-Gdzie byłeś? -spytała Amy.
-Musiałem się przewietrzyć.
Kłamstwo.
-Jadłeś śniadanie?
-Jeszcze nie.
-W takim razie chodź.
Kucharze dzisiaj zaserwowali nam jajecznice, bekon i tosty. Pyszotka.
-Tak sobie myślałam, że może wyszlibyśmy dzisiaj gdzieś całą piątką?
-Dobry pomysł, ale myślisz, że się zgodzą?
-Powinni. Jeśli pójdą z nami to nie widzę problemu.
-W takim razie jedzmy i zbierajmy się do drogi.

***

Tak jak Amy przypuszczała nie mieli nic przeciwko i poszli razem z nami do oceanarium. Zza szyb mogliśmy obserwować kilkadziesiąt odmian pływających ryb i kilka ssaków morskich. Delfiny najbardziej spodobały się Mii.
-Chcę na nim popływać.
-Jesteś jeszcze za mała kochanie. -powiedziała Ava
-Jak dorośniesz to cię tam zabiorę -powiedziałem
-Obiecujesz?
-Obiecuję
I dotrzymam tej obietnicy mała.

####
Hej :)
Kolejny odcineczek za nami.
Powiem wam szczerze, że polubiłam Amy. Nie wiem co wy dokładnie o niej myślicie, ale w gruncie rzeczy ona jest dobra. Z początku jakoś nie byłam do niej przekonana, ale teraz już mi się to wszystko unormowało.

Ważne info.
Prawdopodobnie w przyszłą sobotę nie pojawi się żaden odcinek na tym blogu, gdyż będę zajęta, ale w niedzielę za to będzie tych odcinków dwa razy więcej :D
Trzymajcie się :)
Do zobaczenia :*

sobota, 14 listopada 2015

#116

BRUNO

Przeżyłem.
Biorąc pod uwagę wczoraj to dziś jest jutro.
Tak więc mogę iść do małej.
Gdyby nie to, że jest godzina 7 nad ranem pędem udałbym się do mej córki.
Jejku jak to bosko brzmi. 
Tak czy inaczej postanowiłem zajść do pokoju Amy, który znajdował się na przeciwko mojego i ją obudzić. Jeśli jeść śniadanie to z kimś. Zapukałem.
-Jeśli to ty Peter to możesz wracać do swojego pokoju. Ja jeszcze śpię.
-W takim razie czas najwyższy się obudzić.
-Jeszcze godzinka.
-Nie. Wstawaj. Idę na dół zamówić nam śniadanie i widzę cię w jadalni za 15 minut, bo jak nie to inaczej sam po ciebie przyjdę. 
-Dobra -jęknęła

***

Tak samo jak punktualnie na dół zeszła Amy tak samo punktualnie na stół przybyło śniadanie. 
-Smacznego
-Nawzajem.
Tęskniłem za pancakes'ami z kostką masła i miodem toteż zamówiłem je nam na śniadanie.
-Pyszne -zachwycała danie Amy
Mruknąłem.
Były takie dobre, że gdy się skończyły to trochę mi się smutno zrobiło. Chciałem zamówić sobie jeszcze jedną porcję, ale wiedziałem, że nie najlepiej się to dla mnie skończy. 
-I co teraz panie Hernandezie?
-Cóż proponuje pozwiedzać okolicę i za jakieś dwie godziny wybrać się w odwiedziny do jednej z najwspanialszych dziewczynek jakie kiedykolwiek wiedziałem.
-W takim razie pójdę się ubrać.

***

Zapukałem raz, potem drugi i na końcu trzeci i wtedy w drzwiach pojawił się jakiś mężczyzna.
-A pan do kogo? 
Wtem przede mnie wystąpiła Amy, a mężczyzna się uśmiechnął.
-Wejdźcie.
Weszliśmy do środka gdzie zastaliśmy bawiącą się Mie ze swoją mamą.
-Cześć -krzyknęła Amy i pobiegała do małej
Ja przywitałem się z mamą Mii i zapoznałem się z jej tatą.
Jak głupio tak o nich myśleć. Przecież prawdziwi rodzice to ja i Amy. To do nas powinna się tak zwracać i to z nami powinna mieszkać.
Na samym końcu przywitałem się z małą księżniczką.
-Hej. Pamiętasz mnie? -wyciągnąłem do niej rękę, a ona schowała się za Amy.
-Jeszcze się wstydzi -powiedział Joseph -ale spokojnie niedługo się do ciebie przekona.
-Mam nadzieję.
Ava zaproponowała nam coś do picia, więc oboje wzięliśmy sobie herbatę. Amy napiła się kilka łyków i dołączyła do Josepha i Mii. Ja natomiast zostałem sam z Avą.
-Mam tyle pytań...
-Śmiało.
-Dlaczego postanowiliście zaadoptować Mię?
-Długo staraliśmy się o dziecko, ale nie mogłam zajść w ciążę, więc kiedy nadarzyła się okazja postanowiliśmy z niej skorzystać i zaadoptować Mię.
-I nie przeszkadza wam, że Amy ciągle ma z nią kontakt?
-Nie. Myślę, że to w pewnym sensie dobre rozwiązanie. Dzięki temu bynajmniej wie co się dzieje z jej dzieckiem, a nam osobiście nie przeszkadza to, że jest dla niej nową ciocią.
-A nie boicie się, że powie małej prawdę?
-Nie, jeszcze nie...
-W każdym bądź razie nie będzie wam przeszkadzało jeśli Mia będzie miała nowego wujka?
-O ile nic jej nie zrobisz i nie będziesz chciał jej nam odebrać to nie.
-Uwierz mi, że bardzo bym chciał to zrobić, ale wiem, że tak nie można. To wy ją wychowaliście i choćby nie wiem jak mi serce krwawiło z bólu nie mogę was jej pozbawić. To by było nie w porządku. Chciałbym po prostu czasami ją odwiedzać albo organizować całej naszej piątce jakieś wspólne wakacje. Chciałbym być częścią jej życia. Zależy mi na tym.
-Rozumiem cię i uwierz mi zrobię co w mojej mocy żebyś był kimś ważnym dla niej.
-Dziękuję.
-Nie ma sprawy.

***

Po 30 minutach mała oswoiła się ze mną i dopuściła mnie do wspólnej zabawy. Budowaliśmy razem wierzę i za każdym razem kiedy się rozwalała Mia zaczynała się śmiać. Czasami robiłem to specjalnie żeby spadła, ponieważ chciałem jeszcze raz usłyszeć jej przesłodki śmiech.
-Okej, a może teraz pokażesz mi jakieś swoje lalki?
-Dobla.
Mała poszła po lalki, a Ava która czuwała nad nami postanowiła się ulotnić.
-Myślę, że potrzebujecie na chwilę pobyć sami. Mogę pójść do nich?
-Oczywiście.
Byłem prze szczęśliwy z tego powodu. Sam na sam z moją małą. 
Brakuje dosłownie chwili żebym ją pokochał.
Albo może lepiej to ujmę. Brakuje dosłownie jednego wyniku badań żebym ją pokochał.
-Plose to jes Katy, a to Petel -zaśmiała się -Macie tak samo na imię -znowu się zaśmiała -Zawse mi sie to imie podobało i jak się spytalam cioci Amy cy moge tak nazwać tego chłopacka to powiedziała, ze tak. -śmiech -Dlacego sie nie smiejes?
-Zamyśliłem się. Mia mogę cię o coś prosić?
-Zalezy o co
-Przytuliłabyś mnie?
-No nie wiem. A obiecas ze mnie nie udusis?
-Obiecuje. 
Podeszła do mnie i mnie przytuliła, a ja korzystając z okazji wyrwałem jej z głowy najdelikatniej jak potrafiłem jednego włosa i gdy się odsunęła schowałem go do folii, którą miałem w kieszeni od wewnętrznej strony bluzy. 
Nie powiem, że mi się nie podobało, bo mógłbym w tym uścisku trwać przez cały swój żywot, ale musiałem jakoś zdobyć jej włosa.
Nie to żebym też nie ufał Amy na słowo, ale wolałbym mieć na papierze to czy jestem ojcem tej dziewczynki czy też nie. 
W końcu tak naprawdę od tego zależy moja przyszłość.
I całe moje życie.

####
Hej :)
Jak tam w szkole?
Mam nadzieję, że jakoś idzie.
Oto przed wami kolejny odcinek.
Wątpię żeby dzisiaj pojawił się jeszcze jeden, ale już jutro...
Wpadajcie.
Czytajcie.
Komentujcie.
I ponownie wpadajcie jutro.
See ya

środa, 11 listopada 2015

#115

BRUNO

Od pięciu minut zbieram się w sobie by w końcu zapukać do drzwi, ale nie potrafię. Amy dała mi czas bym mógł się wewnętrznie ogarnąć, ale widzę, że się powoli niecierpliwi.
Dobra Bruno dasz radę. To nic strasznego. Zapukaj.
Zapukałem.
Ta minuta która upłynęła od czasu kiedy zapukałem do czasu kiedy jakaś kobieta otworzyła drzwi ciągnęła się w nieskończoność.
-Dzień dobry.
-Hej -przywitała nas przyjaźnie kobieta.
Amy podeszła do niej i zamieniła z nią kilka słów. Po chwili obie kobiety wróciły i zaprosiły mnie do środka. Kobieta przedstawiła mi się. Miała na imię Ava. Zaprosiła nas na obiad, ponieważ dziecko spało, a przerwaliśmy jej w jedzeniu musieliśmy razem z nią skonsumować potrawę.
-Gdzie jest pański mąż? -spytałem
-Jeszcze w pracy.
-O tej porze?
-No cóż.
Wtem do pokoju weszła mała niewinna dziewczynka. Była ubrana cała na różowo. Miała śliczne długie ciemne loki. Zupełnie jak ja. Jej oczy także były koloru czekolady. Była taka urocza.
-Mama
-Córuś zobacz kto do ciebie przyjechał. Ciocia Amy!
-Cześć słońce -powiedziała Amy a mała do niej podeszła.
-Ile ma lat? -spytałem
-3.
Aż dziwne, że to wszystko działo się na przestrzeni czterech lat. Ten nasz romans, ucieczka, moje dalsze życie i jej, spotkanie w Rio i teraz to.
-To skarbie jest kolega twojej cioci.
-Jestem Bruno -podałem rączkę dziewczynce.
Zawstydziła się i schowała się za Amy.
-Co jest skarbie?
-Nie znam tego pana
-To go teraz poznasz. Od dzisiaj to jest twój nowy wujek.
-Nie chcę kolejnego wujka.
-Ale Mia ten pan jest naprawdę bardzo fajny
-Mia? -spytałem
-Tak się nazywa
Mia, Mia, Mia, Mia...
Najpiękniejsze imię na ziemi.
Będę usypiał i wstawał z tym słowem na ustach.
Mia.
-To co dasz mi cześć?
-Dobrze
Podała mi swoją malutką rączkę i ją uścisnęła.
-Jesteś słodka -powiedziałem
Znowu schowała się za Amy, a mi zrobiło się głupio, że powiedziałem to na głos.
-Przepraszam was bardzo, ale musimy iść z Mia do lekarza.
-Coś jej się stało? -spytałem
-Nic poważnego. Jest trochę przeziębiona, ale różnie to z dziećmi bywa, więc wolę poradzić się specjalisty.
-Okej. -powiedziała Amy -To my też się zbieramy
-A mogę tu przyjść jutro?
Kobieta wydała się być trochę zaskoczona, ale się zgodziła
-Oczywiście
-Dziękuje.
Tak, więc plan na dzisiaj - przeżyć do jutra.

####
Hej :)
Kolejny odcinek. 
Poznaliście już Mie. :)
Ciekawa jestem co wgl myślicie o tej całej sprawie z dzieckiem i Amy?
Obiecuje wam, że będzie ich dużo więcej w weekend i zobaczymy jak mi czas pozwoli, ale mam nadzieję, że jeszcze w tą niedzielę rozwinie się trochę akcja :)
Także do zobaczenia :*

niedziela, 8 listopada 2015

#114

SAM

Z samego rana musiałam pożegnać się z Brunem gdyż dość wcześnie miał wylot. Złożyłam na jego ustach najsoczystszy pocałunek na jaki mnie stać i pozwoliłam mu odejść. Wiedziałam, że ten wyjazd nie jest sprawą służbową i miejmy nadzieję, że nic złego on tam nie zrobi. Poprosiłam go żeby dał mi znać kiedy wróci żebym wtedy mogła wcielić swój plan w życie. Jeszcze nie wie w który dzień konkretnie to nastąpi, ale obiecał mi, że da znać. 
Dzień na planie dłużył mi się nie miłosiernie, a jedyną odskocznią od problemów był telefon od Lary. 
-Cześć kochanie.
-Hej. 
-Jak ja dawno cię nie słyszałam. Opowiadaj co tam u ciebie. 
-A dobrze. Mam nadzieję, że dostałaś moją kartkę z Francji.
-Oczywiście.
-Jejku, ten wyjazd był taki spontaniczny, ale go nie żałuję. Poznałam masę nowych ludzi i nabyłam tyle doświadczenia w fotografii, że sobie tego wyobrazić nie mogę.
-Całe szczęście, że to ciebie tam wysłali.
-Tak. Europa jest cudowna.
-Kiedy wracasz?
-Za dwa miesiące.
-Co tak długo?
-Tak mam rozłożone sesje.
-Oj, to trochę źle.
-Jakoś przeżyję. Ty lepiej opowiadaj co tam u ciebie?
-W miarę dobrze.
-Sam...
-Lara...
-Wiem, że tak nie jest,
-Obiecuje, że jak przyjedziesz to wszystko ci opowiem. Po prostu to nie jest rozmowa na telefon.
-Dobra.
Rozmawiałyśmy jeszcze pół godziny póki nie położyłam się spać.

BRUNO

Zajechałem na lotnisko w krótszym czasie niż się spodziewałem i z tego względu musiałem tam dłużej czekać na odlot samolotu. Po jakimś czasie dołączyła do mnie Amy i oboje ruszyliśmy przez odprawę. W samolocie siedzieliśmy koło siebie i co jakiś czas rozmawialiśmy.
-Jesteś gotów żeby się z nią zobaczyć?
-Myślę, że tak.
-W takim razie jeszcze dzisiaj będziemy mogli do niej pójść. 
-Jak dobrze.
-Wspaniale.
Wyobraziłem co to by było gdyby Amy wtedy nie uciekła. Pewnie teraz bylibyśmy razem w domu i byli byśmy szczęśliwą rodziną. Niestety, bardzo prawdopodobne by było, że nie był bym piosenkarzem. Nie spotkałbym tylu ludzi. Byłbym zwykłym szarym człowiekiem bez większych ambicji chcący spokojnie przeżyć każdy dzień.

####
Hej :)
Krótki odcinek, ale cóż.
Czy kolejny pojawi się jeszcze dziś? 
Nie wiem. 
Czy pojawi się w środę?
Prawdopodobnie tak, więc zajrzyjcie tu w tygodniu :*

niedziela, 25 października 2015

#110

BRUNO

Wróciliśmy do budynku i Amy pokazała na co ją stać. Mieliśmy dość sporo czasu na podjęcie decyzji, więc ze zmęczenia postanowiliśmy przełożyć to na dzień jutrzejszy. 
Miałem sporo do przemyślenie i jedyne o czym marzyłem to przyjść i położyć się do łóżka. Niestety, Sam zaplanowała na dzisiaj jakąś niespodziankę. 
Zanim otworzyłem drzwi od domu usłyszałem dźwięk nadchodzącego smsa. 

Proszę zatrudnij mnie jako choreografa. Amy

Wiesz dobrze, że to nie tylko ode mnie zależy. xx Bruno

Wiem, ale możesz ich przekonać. Uwierz mi, ale nie robię tego wszystkiego dla siebie. Chcę wrócić czym prędzej do Rio, a niestety nie mogę, bo nie mam pieniędzy. Amy

Zobaczę co da się zrobić. xx Bruno

Amy wypadła dość dobrze na naszym castingu, więc może uda mi się coś zrobić, by polepszyć jej stan portfela. Oczywiście, pożyczyłbym jej gdyby mnie poprosiła, ale wątpię żeby to zrobiła. To nie w jej stylu.
Wszedłem do domu i nie zastałem nic. Żadnego odgłosu, żadnego zapalonego światła. Rozejrzałem się po parterze i nigdzie jej nie widziałem. Dopiero na piętrze usłyszałem jakiś szmer. Wszedłem do naszej sypialni i ujrzałem ją. Siedziała zapłakana na łóżku.
-Co się stało?
Podszedłem do niej i objąłem ją ramieniem.
-To jest trudniejsze niż myślałam. 
-Co takiego?
-To, że muszę pracować z moim byłym przyjacielem, który nawet mi cześć już nie mówi.
W takich sytuacjach nigdy nie wiem co powiedzieć.
-Wyznał mi dzisiaj miłość. 
-Wiedziałem, że coś z nim było nie tak. Wiedziałem, że się w tobie buja.
-Szkoda, że mi tego nie powiedziałeś wcześniej. Inaczej bym to rozegrała i nie wyszłabym na idiotkę.
-I tak byś mi nie uwierzyła
-Dobra skończmy ten temat. Było minęło.
Było minęło. 
Jeszcze dziś z rana trzymałem się tej myśli.
-A u ciebie wydarzyło się dzisiaj coś ciekawego?
-Mieliśmy casting i... -spotkałem się z Amy, która wyznała mi całą prawdę -Jeszcze nie wybraliśmy kto będzie naszym choreografem, bo poprzeczka wysoko jest postawiona, a tak poza tym to nic.
Spojrzała na mnie i zmrużyła oczy.
-Wiesz, że możemy być ze sobą szczerzy?
-Wiem.
Niestety, nie potrafię cię ponownie zranić.
-Miała być niespodzianka, ale trochę humor mi się pogorszył i nie miałam ochoty nic robić, więc jej nie ma. Przepraszam.
-Nic się nie stało.
Siedzieliśmy wtuleni w siebie przez jakiś czas aż w końcu Sam do końca się uspokoiła i odsunęła się ode mnie. Spojrzała mi głęboko w oczy i mnie pocałowała. 
-Dlaczego mam takie głupie przeczucie, że niedługo będzie po wszystkim?
-Po wszystkim?
-Tak, po tym o co najbardziej w życiu się staraliśmy.
-Nie mam pojęcia kochanie, lecz wiem, że to złudne przeczucie.
Taką mam nadzieję.

###
Hej :)
Przepraszam, że nie dodałam wczoraj odcinka, ale ostatnimi czasy zabiegana jestem i po prostu zapomniałam o tym.
W ramach przeprosin postaram się jeszcze dodać coś dzisiaj, ale nie mam pojęcia ile to będzie odcinków, lecz co najmniej jeden się pojawi.

Ogłoszenie parafialne.
Następny odcinek pojawi się najszybciej 07.11. Wiem, że to długo i przepraszam was za to, ale w przyszłym tygodniu szykują się dwie imprezy i już wiem, że nie będę miała czasu by dodać coś nowego, a w tygodniu nie wchodzę na laptopa i mam zbyt mało czasu na pisanie, więc jeszcze raz was przepraszam.

niedziela, 18 października 2015

#109

BRUNO

Nie takiej odpowiedzi się spodziewałem. 
Dziecko!?
Jakie dziecko do cholery!?
-Nasze dziecko? 
-Tak, Bruno. Nasze dziecko.
-Ale jak... 
-Po prostu stało się. Sama nie wiem jak do tego doszło, ale jak się zorientowałam, że jestem w ciąży to uciekłam.
-Dlaczego? Przecież poradzilibyśmy sobie z nim razem.
-Z nią.
-Dziewczynka?
-Tak. 
Taka śliczna mała dziewczynka. Moje dziecko. Mogłem ją mieć. Mogła być moja.
-Wyjechałam, bo wiedziałam, że sobie z tym nie poradzimy.
-Nie jestem taki. Nie zostawiłbym cię. Dalibyśmy radę.
-Nie, Bruno. To było bez szans. Może i się kochaliśmy, ale to było za mało. Ty bardzo chciałeś zostać piosenkarzem, a wiedziałam, że dziecko pokrzyżuje ci plany. Nie chciałam stawać ci na drodze do szczęścia. 
Popłakała się jeszcze bardziej. 
Chwyciłem ją za podbródek i podniosłem jej twarzy do góry.
-Moim największym marzeniem jest mieć dzieci, a nie być piosenkarzem. 
-Ale wtedy byłeś tak zafascynowany muzyką, że nawet je zeszłam na drugi plan. Wiedziałam, że nie dasz rady pogodzić tych dwóch rzeczy ze sobą więc uciekłam. 
-Jesteś strasznie niesprawiedliwa. Podjęłaś decyzję za nas dwojga. Gdybym wiedział nie pozwoliłbym ci uciec. 
-Wiem, dlatego ci nie powiedziałam. Uznałam, ze tak będzie lepiej.
-Że będzie lepiej jeśli nie będę wiedział, że gdzieś na świecie chodzi mój potomek!? -krzyknąłem i wtedy sobie zdałem z czegoś sprawę. -Gdzie ona jest? Co z nią zrobiłaś?
Znów spuściła głowę. Nic nie powiedziała
-Mów do cholery! -krzyknąłem
-Gdy się tylko dowiedziałam o ciąży przeszukałam cały internet by znaleźć najlepszą klinikę, w której przeprowadzono by aborcję. 
Aborcja!
Moje serce na chwilę zamarło.
Tylko nie to!
-Znajdowała się w Rio de Janeiro, więc tam pojechałam. Byłam w stu procentach przekonana o tym, że muszę się go pozbyć, bo sobie nie dam rady, ale gdy przekroczyłam próg tej klinki zdałam sobie sprawę, że się oszukuję. Jakoś dałabym sobie radę z dzieckiem. No cóż, wizyta była umówiona więc weszłam do gabinetu. W środku był już doktor, który czekał na mnie by przeprowadzić zabieg, jednak ja chciałam najpierw z nim porozmawiać. On sam wiedział, że to nie jest dobre rozwiązanie i że istnieje milion lepszych, ale to jego praca, więc jeżeli bym się zdecydowała musiałby usunąć ciąże. 
-Zdecydowałaś się?
Tak bardzo bałem się tej odpowiedzi, że czas w którym Amy miała odpowiedzieć wydawał się trwać jakieś milion lat świetlnych.
-Nie. Lekarz powiedział mi, że jest taka możliwość, by zaraz po urodzeniu oddać dziecko dla rodziny, która oczekuje na takie zbawienie. Zgodziłam się na to.
-Co? Oddałaś dziecko obcym ludziom? 
-Wiem, że to nie brzmi fajnie, ale taka jest prawda. Są naprawdę porządni.
-Skąd to wiesz?
-Mam z nimi bardzo dobry kontakt. Nawet ich córka, to znaczy moja, uważa mnie za swoją najlepszą ciocię.
-Jak ty tak możesz? Nie jest ci przykro z tego powodu? 
-Jest, ale lepsze to niż gdybym nie utrzymywała z nimi kontaktu. 
-Nie próbowałaś im jej odebrać?
-Uwierz mi, że bardzo bym chciała, ale to tak nie działa. Jeśli się oddaje dziecko to na zawsze, a nie na jakiś czas. 
-Nie mogę w to wszystko uwierzyć. Nie mogę uwierzyć, że to zrobiłaś. Mogłaś się zwrócić do mnie. Pomógłbym ci.
-Bruno, dopiero co zaczynałeś swoją karierę. Nie chciałam jej niszczyć na wstępie.
-Nie obchodzi mnie żadna kariera ile razy mam ci to mówić. Chcę mieć rodzinę, a ty zabrałaś mi szansę na to.
-Masz jeszcze Sam. Z nią na pewno będziesz miał gromadkę dzieci.
Zabolało. Wiem, że ona nie wie, że Sam nie chce mieć dzieci z powodu dużego ryzyka ich śmierci, ale i tak zrobiło mi się przykro.
-Chcę się z nią zobaczyć.
-To chyba niemożliwe.
-Chcę się z nią zobaczyć -powtórzyłem bardziej stanowczo.
-Ale...
-Załatw mi to spotkanie albo sam sobie je załatwię.
-Dobra. Pogadam z nimi dzisiaj okej?
-Okej.
Ona płakała, ja płakałem. Nawet nie wiem kiedy się to stało, że z moich oczu popłynęły łzy.

###
Hej :)
Piszcie co myślicie o tym odcinku.
Spodziewaliście się takiego obrotu sprawy?

sobota, 17 października 2015

#108

BRUNO

Od kilku godzin siedzę w tym nieszczęsnym studiu i wraz z Philem i Brandonem próbuję wybrać jakiegoś choreografa. Do trasy nie pozostało dużo czasu, a nadal nie wiemy jak nasze show miałoby wyglądać. Zaprezentowało nam się już około 40 osób, które tańczyły do wybranej przez siebie piosenki i gdy nam się spodobali zostali poddani jeszcze jednej próbie - tańczeniu do wybranej przez nas piosenki. Zaledwie 5 osób zdało oba te zdania. Reszta nie można powiedzieć, że była zła, ale nie była w naszym typie. Jakieś pół godziny temu przyszedł do nas facet, który tańczył eletric booggie albo kobieta która tańczyła taniec hinduski. Całe szczęście przed chwilą trafił nam się chłopak, którego styl nam odpowiadał. Chcieliśmy już zakończyć przesłuchanie, ale że została nam ostatnia osoba postanowiliśmy jeszcze jej dać szansę. Z tego zmęczenia nawet nie przejrzałem danych o tej osobie.
-Cześć -powiedziała
Rozpoznałem ten głos od razu. Spojrzałem na nią a ona się do mnie uśmiechnęła. Jeszcze nigdy w życiu się bardziej nie wkurzyłem
-Przerwa -powiedziałem
-Ale... -zaczął Phil
-Przerwa -krzyknąłem
Przeszedłem koło Amy i ją szturchnąłem. Obróciła się i wyszła za mną. Zaprowadziłem nas przed budynek.
-Co ty tu robisz?
-Przyszłam na casting
-Nie o to pytam. Po co tu przyszłaś? Przecież ty nawet tańczyć nie umiesz.
-I tu cie zaskoczę, bo przez kilka lat uczyłam w szkółce tanecznej.
-Co?
-To co słyszysz. -spojrzałem na nią ze zdziwieniem -Możesz mi powiedzieć o co ci chodzi i dlaczego jesteś dla mnie taki niemiły?
-Ponieważ niepotrzebnie tu przyszłaś.
-Przyszłam tu ze względu na pracę
-Kłamiesz. Przyszłaś tu żeby zniszczyć mi życie.
-Jak możesz tak myśleć?
-Po tym co ostatnio powiedziałaś mam prawo. Wiem, że się nie poddasz i że będziesz o mnie walczyć, choć ja raczej już tego nie chcę.
-Nie mów tak.
-Ale taka jest prawda. Namieszałaś mi w głowie i przez chwilę nie wiedziałem z kim chcę być, ale teraz już wiem i tą osobą jest Sam.
-Ale ty nic nie wiesz.
-Czego nie wiem?
-Dlaczego uciekłam
-Bo mi nie powiedziałaś i wiesz co? Już nie chcę wiedzieć. Jak to kiedyś Sam powiedziała, było minęło. Czas z tym skończyć. Nie mogę wiecznie żyć przeszłością.
-Szkoda, że ja muszę.
-Naprawdę nie interesuje mnie to, że teraz wzięło ci się na wyrzuty sumienia i jest ci źle z tą całą ucieczką.
-Nie jest mi z tym źle
-A z czym?
Popłakała się.
-Z tym, że nie powiedziałam ci o naszym dziecku.

####
Hej :)
Wiem, że miały być trzy odcinki, ale chciałam was zostawić w takiej niepewności, więc zakańczam to w takim momencie. Haha. Wiem, jestem zła.
Piszcie co myślicie o tych odcinkach i wbijajcie na http://onekisscanchangeeverything.blogspot.com/ , ponieważ tam też dzisiaj ukaże się nowy odcinek.

Ogłoszenie!
Przez jakiś czas prowadziłam na facebooku stronkę "Bruno Mars Poland". Niestety, strasznie ją zaniedbałam. Ma 1300 polubień i uważam, że jest całkiem fajna, więc nie chciałbym by się zmarnowała. Jestem tam sama i rzadko kiedy dodaje posty przez co stronka jest mało aktywna. Z tego względu poszukuje osoby, która chciałabym wrzucać tam posty, więc jeżeli chciałybyście poprowadzić tą stronkę razem ze mną to napiszcie śmiało w komentarzu albo na marsik.pm@gamil.com 

Do zobaczenia jutro :*
Papa :*

wtorek, 15 września 2015

#96

BRUNO

Jeszcze nigdy w życiu nie byłem tak zagubiony. Jak można co pięć minut zmieniać zdanie o innych? Niestety ja coś o tym wiem i co chwilę zmieniam zdanie o Amy. Raz jest dla mnie tą złą, a raz pokrzywdzoną. Nie potrafię także zdecydować się co do niej czuję. Owszem, to uczucie istnieje, ale czy tym uczuciem jest miłość? Chciałbym móc zaprzeczyć, ale wiem, że nie potrafię tego zrobić. Nie teraz gdy wszystko stało się tak pogmatwane. Nie kiedy Sam przy mnie nie ma.
Minęły już dwa dni odkąd rozstałem się z Sam. Pisałem i dzwoniłem do niej, ale nie odpowiadała. Obawiam się, że już nigdy do mnie nie oddzwoni.
Postanowiłem dać nam tydzień. Jeśli do tego czasu Sam nie przyleci do LA to ja polecę do niej.
Ostatnia moja rozmowa z Ericem zakończyła się na tym, że brat polecił mi a nawet nakazał spotkać się ostatni raz z Amy i wszystko sobie wyjaśnić, a później od niej odejść. Taki też miałem plan, ale obawiam się, że nie będę w stanie od niej odejść.
Poszedłem z rana do Pres i pomimo tego, że nadal jestem na nią wściekły poleciłem jej by umówiła mnie z Amy. Umówiła mnie na 16, czyli miałem niecałe 30 minut żeby do niej dojść. Zebrałem ostatnie siły w sobie i wyruszyłem w drogę. Szedłem dobrze znaną mi drogą prowadzącą do naszego placu. Tym razem patrzałem pod nogi i sprawnie omijałem przeszkody. Nie potknąłem się ani razu. Gdy dotarłem do celu zauważyłem ją siedzącą na starej ławce. Przysiadłem się do niej.
-Nie będę owijał w bawełnę. Przyszedłem tutaj by się czegoś dowiedzieć.
-Wiem -powiedziała
-Jesteś na to gotowa?
-Nie.
-Słuchaj nie chce marnować czasu na to by z tobą tu siedzieć i się nic nie dowiedzieć, więc jeśli byłabyś tak uprzejma wytłumacz mi dlaczego wtedy wyjechałaś.
-Zanim przejdę do sedna chciałabym ci coś jeszcze powiedzieć.
-Tylko szybko
-Zawsze uważałam cię za cudownego faceta. Uwierz mi, że w swoim życiu jeszcze nie spotkałam nikogo równie dobrego jak ty. -spojrzała na mnie nieśmiało- Okres w którym byliśmy razem był najwspanialszy w moim życiu. Bardzo mocno cię kochałam. Z całego serca. Gdybym mogła cofnąć czas to nie wyjechałabym. Teraz wiem, że to był błąd. Wiem, że poradzilibyśmy sobie pomimo wszystko, bo się bardzo kochaliśmy. Z resztą ja wciąż coś do ciebie czuje.
Nie chciałem tego przyznawać przed nią, ani nawet przed sobą, ale te słowa sprawiły, że poczułem się lepiej. Wiem, że gdyby mogła to by została. Wiem, że mnie kocha.
Ale to nie zmieni przeszłości. Nic jej nie zmieni.
Amy położyła rękę na moim policzku.
-Pamiętam jak bardzo pragnęłam żebyś jakimś cudem mnie znalazł. Przez ten cały czas żywiłam nadzieję, że odnajdziesz mnie i wszystko się ułoży, że znowu będziemy razem. A kiedy to się stało stchórzyłam. Wiedziałam, że w Rio de Janeiro znalazłeś mnie przez przypadek, ale wierzyłam, że był to znak z nieba. Uciekłam dlatego, że nie chciałam zniszczyć ci życia. A teraz? Wiem, że ci je zrujnuje i cię za to przepraszam, ale chcę walczyć.
-Chcesz walczyć?
-Tak. Błędem był mój wyjazd. Błędem było moje życie bez ciebie. Wszystko co zrobiłam było błędem. Kocham cię i pragnę żebyśmy byli razem.
Po tym co powiedziała złączyła nasze usta i przelała w ten pocałunek wszystkie emocje które jej dzisiaj towarzyszyły - smutek, żal, tęsknota, pragnienie, miłość...
Oczywiście go nie odwzajemniłem.
Ale też nie przerwałem.
Gdy już sama ode mnie się odsunęła zobaczyłem, że płacze.
-Musiałam to zrobić. Przepraszam.
Złapałem ją za rękę po to by na skupić jej wzrok na mnie, a gdy już odważyła spojrzeć mi się w oczy zobaczyłem to czego obawiałam się zobaczyć. Była zagubiona tak samo jak ja i z tego powodu także cierpiała. Nie mogłem pozwolić sobie teraz na jej współczucie. Nie po tym co przed chwilą zaszło.
Wstałem z ławki i ruszyłem przed siebie. Nie obróciłem się ani razu.
Szedłem dokąd nogi mnie niosły, a kiedy znalazłem się na plaży i zauważyłem w oddali drzewo skierowałem się ku niemu i pod nim usiadłem. Wtedy wszystkie emocje zwyciężyły nade mną i zacząłem płakać.
Niby faceci nie płaczą.
Aż się ciśnie na zęby że powiedzieć tym wszystkim niedowiarkom "a jednak i ja jestem tego doskonałym przykładem".
Niestety.

####
Smuteczek :(
Tak być nie powinno. Muszę to naprawić. Może kiedyś się uda.

niedziela, 30 sierpnia 2015

#89

BRUNO

Ruszyłem przed siebie kierowany złością i smutkiem. Nie miałem pojęcia dokąd zmierzam, ale za bardzo mnie to nie obchodziło. Musiałem to wszystko przemyśleć. Musiałem nabrać siły na ponowne spotkanie z Sam.
Wiem, że nie zrobiła nic złego, ale to, że nie chce mieć dzieci sprawiło mi ogromny ból. Odkąd pamiętam marzyłem o licznym potomstwie i liczyłem na to, że Sam spełni moje marzenie. Chciałem mieć z nią dzieci. Rozumiem jakby nie chciała ich urodzić teraz, bo jest w trakcie nagrywania filmu, a ja zaraz bym jechał w trasę, ale nie potrafię zrozumieć tego, że nawet za pięć lat nie chciałby ich mieć. Lata lecą i nie można tego odkładać w nieskończoność, bo później może już być za późno.
A może za tym, że Sam nie chciałaby mieć dzieci kryje się coś głębszego? Raczej nie. Powiedziałaby mi o tym, prawda?
Nie zdążyłem sobie odpowiedzieć na to pytanie, ponieważ potknąłem się o kamień i upadłem na ziemię, a gdy już wstałem zapomniałem o czym wcześniej myślałem, zaś to co zobaczyłem przed sobą sprawiło, że otworzyłem szerzej oczy i wziąłem głęboki wdech.
Stałem przed starym placem zabaw.
Przed moim ulubionym miejscem spotkań z Amy.
Nie byłem gotowy na to żeby tam wejść i się z nią przywitać. 
Choć widziałem ją doskonale to ona nie widziała mnie, ponieważ stałem kilkanaście metrów za jej plecami. Ciągle miałem szansę stąd zwiać.
Ale jeśli teraz do niej nie pójdę to kiedy? 
Później na pewno nie uda mi się wyrwać z domu. 
Zrobiłem jeden niepewny krok, a po nim kolejny i kolejny...
W końcu przystanąłem w odległości dziesięciu metrów za nią.
Jej złociste loki delikatnie zawirowały kiedy kobieta obróciła głowę z moją stronę. W jej zielonych tęczówkach mogłem wyczytać zaskoczenie, lecz po chwili w jej oku pojawił się także błysk tęsknoty.
-Tyle lat. -powiedziałem
Amy nic mi nie odpowiedziała, a jedyne co zrobiła to rzuciła mi się na szyję i zaczęła płakać. Nie miałem zamiaru jej pocieszać. Nie przyszedłem tu po to by słuchać jak jej było, źle kiedy mnie nie było. Przyszedłem tu po to by dowiedzieć się dlaczego uciekła.
-Gdzie ty byłaś przez tyle czasu?
-Tu i tam.
Odepchnąłem ją lekko od siebie i poczułem smutek, urazę i gniew. Dziwnie czuć to wszystko naraz.
-Tu i tam? A dlaczego nie na Hawajach!?
-To skomplikowane.
-Skomplikowane to było moje życie bez ciebie przez rok po twoim wyjeździe. Nawet nie wiesz jak się poczułem gdy mnie opuściłaś -poczułem jak w moich oczach zbierają się łzy.
Przestań! Faceci nie płaczą!
Bądź silny!
-Poczułem jakbyś mnie zdradziła, jakby nigdy ci na mnie nie zależało. Jakbyś mnie tylko wykorzystała.
-Nie, to nie było tak
-A jak?
-Nie teraz.
-A kiedy? Kiedy się dowiem o tym dlaczego opuściłaś Hawaje?
-Nie dzisiaj. Może przy następnej rozmowie, ale nie dzisiaj.
-Skąd wiesz, że będzie kolejna rozmowa? Może nie mam ochoty cię więcej widzieć.
Zobaczyłem w jej oczach, że te słowa ją zraniły, ale kiedy przypomnę sobie ból jaki ona mi zadała to ciężko jest mi jej współczuć. Niech poczuje chociaż namiastkę tego co ja czułem przez rok.
-Dlaczego wróciłaś?
-Gdy zobaczyłam cię w Rio de Janeiro poczułam, że muszę to zrobić. Że muszę się z tobą spotkać. -spojrzała na swoje buty -Tęskniłam -powiedziała ciszej
Ja też.
Nawet nie wiesz jak bardzo.
Dosłownie umierałem z tęsknoty.
Ale później się pozbierałem i ułożyłem sobie życie na nowo.
A teraz ty znowu próbujesz je zniszczyć.
Przez to, że tęskniłaś.
Że sobie nie mogłaś poradzić chociaż to ty zawiniłaś.
To ty uciekłaś.
-Chyba czas na mnie -powiedziałem
-Bruno proszę daj mi szansę. Chcę ci wszystko wyjaśnić. Obiecuję, że odpowiem na wszystkie twoje pytanie jeśli się kiedyś jeszcze spotkamy.
-Zobaczymy
Zostawiłem ją samą na placu i sam ruszyłem w stronę rodzinnego domu.
Dać jej szansę czy nie?
Pozwolić jej zmienić moje życie czy raz na zawsze ją z niego wyrzucić?
Nie wiem czego pragnę.
Na dzień dzisiejszy nic nie wiem.

####

Hejka :)
Macie tu dwa odcinki na pocieszenie.
Wiem, niedługo szkoła :( Uwierzcie mi, że też ubolewam z tego powodu.

Co sądzicie o tym całym zdarzeniu?
O Sam i Ericu?
O Brunie i Amy?

Napiszcie co czujecie i już we wtorek odcinek tu i na nowym blogu na który serdecznie zapraszam :)
Do zobaczenia :*

niedziela, 23 sierpnia 2015

#85

BRUNO

Wiem, że pierwszy dzień w pracy zawsze jest męczący, ale żeby aż tak? Cały dzień zastanawialiśmy się nad miejscami w których moglibyśmy dać koncert, ustalaliśmy playlistę, zabraliśmy się za szukanie choreografa... Masa pracy. I tak będzie wyglądać moje życie przez najbliższe kilka tygodni. Całe szczęście za kilka dni jest Święto Dziękczynienia i wyjadę z Sam na Hawaje gdzie mam nadzieję się trochę zrelaksuję. Jeśli mam być szczery to strasznie się rozleniwiłem. Widać urlop mi nie służy. 
-Co panu podać? -spytał się mnie kelner w jednej z restauracji.
-Poproszę lasagne i herbatę.
Po chwili kelner zniknął i zostałem sam przy stoliku. 
Gdzie ona jest?
Skoro Sam nie było w domu, bo jeszcze pracowała to postanowiłem, że też wyjdę gdzieś na miasto. 
Gdzie ona jest? 
-Wolne? -Pres zaszła mnie od tyłu
-Jasne. Siadaj. 
Usiadła naprzeciwko mnie i po chwili podszedł do niej kelner. Zamówiła sałatkę i szklankę soku pomarańczowego. 
-Ach ta dieta. Tyle trzeba się wyrzekać. A co u ciebie braciszku?
Zmierzyłem ją wzrokiem.
Przecież nie przyszliśmy tutaj żeby pogadać o jej diecie albo o tym co się u mnie dzieje.
-Do sedna Presley. 
-Myślałam, że chociaż przez trochę porozmawiamy jak prawdziwe rodzeństwo -rzekła oburzona
-Oboje wiemy, że nie po to się tu spotykaliśmy. 
-Ale oboje wiemy, że możemy chociaż chwilę poudawać, że to zwykłe spotkanie -nachyliła się do mnie -Dwa stoliki za nami siedzi jakiś dziennikarz, więc radzę ci dobrze dobieraj słowa -powiedziała ściszonym głosem 
-Skąd wiesz, że jest dziennikarzem. 
-A kto normalny przychodzi do restauracji z aparatem i dyktafonem? Widziałam jak go chował gdy tylko znalazłam się bliżej twojego stolika. 
Przychodząc tu nawet nie brałem pod uwagę tego, że ktoś mnie śledzi. Nie sądziłem, że ten sam ktoś teraz jest dwa stoliki za nami i nagrywa każde moje słowo. Myślałem, że mój standardowy kamuflaż wystarczy żeby nikt mnie nie rozpoznał. Widocznie myliłem się.
-W takim razie co u ciebie braciszku? 
Zacząłem jej trochę opowiadać o tym co się dzieje teraz w studiu i o tym jak bardzo się cieszę z okazji nowej trasy. Wspomniałem także coś o tym, że nie mogę się doczekać, aż przyjadę do nich na Święto Dziękczynienia i wtedy zaczęliśmy temat Amy.
-Nasza kuzynka też tam będzie. A gdy jej powiedziałam, że masz zamiar przyjechać do nas na święta to była trochę zszokowana. Chyba nie spodziewała się, że w swoim tak napiętym grafiku znajdziesz czas żeby odwiedzić stare śmieci. 
-Mówiła coś?
-Hm... Mówiła, że musicie się spotkać i pogadać i że za tobą tęskniła.
Ja też za tobą tęskniłem Amy i to nawet nie wiesz jak bardzo.
Słysząc te słowa z ust Presley poczułem jak coś we mnie pęka. Wiedziałem, że strasznie było mi brak Amy. Teraz jednak wiem, że tak naprawdę umierałem z tęsknoty tylko schowałem to uczucie gdzieś głęboko w sercu i nauczyłem się z nim żyć.
-Bardzo chciała żebyś w Święto Dziękczynienia wymknął się na chwilę i poszedł w wasze ulubione miejsce.
Naszym ulubionym miejscem był stary plac zabaw kilka przecznic od mojego domu. Nie wiem czemu akurat w to miejsce przychodziliśmy najczęściej, ale wiem, że ten plac zabaw ma w sobie coś czego nie idzie opisać, ale dzięki temu chce się siedzieć tam godzinami. Nie jest tam jakoś przytulnie, rzekłbym, że to miejsce jest nawet obskurne, bo wszystkie drewniane domki już spróchniały, huśtawki zostały skradzione i z drewnianych belek zwisają tylko zardzewiałe łańcuchy, ale pomimo tego to miejsce wydaje się być naprawdę wyjątkowe.
-Podała godzinę?
-Nie. Powiedziała tylko, że nie ważne o której przyjdziesz ona i tak tam będzie. 
Będę tam.
Na pewno tam przyjdę.
Teraz tylko pytanie jak ja się wyrwę z domu tak żeby rodzina niczego się nie domyśliła.
To będzie trudne wyzwanie.

***

-Widziałaś kiedyś tak piękny zachód słońca?
-Nie. Nigdy w życiu.
Przyglądam się słońcu, które powoli chowa się za granicom między niebem a ziemią. Wszystko co nas otacza przyjęło żółtawe barwy. Nawet teraz patrząc na Sam nie mogę dostrzec w pełni jej twarzy, ale wiem, że się uśmiecha. Zawsze to robi kiedy widzi coś pięknego.
-Cóż ja też nie, bo przy pozostałych nie było ciebie. 
Sam obraca się w moją stronę i teraz doskonale widzę jej twarz. Twarz, która tak naprawdę należy do Amy.

Obudziłem się cały spocony. Dziwne, to nie był przecież straszny sen, lecz faktem jest, że był trochę nienormalny.
Głupi mózgu przestań myśleć i śnić o Amy!
Ona nie jest twoja i nigdy nie będzie.
Masz Sam. Kochasz ją. Uważasz, że jest tą jedyną. To o niej śnij i to o niej myśl bez przerwy. Tylko ona się liczy.
Upewniając się, że na pewno już nie śpię spojrzałem na drugą stronę łóżka. Leżała na niej Sam. Jej włosy spadły jej na twarz. Miała odkryte nogi. Zrobiłem co do mnie należało, czyli przykryłem ją, odgarnąłem niesforne pasemka, pocałowałem ją w czoło i rzekłem:
-Kocham Cię. I choćby nie wiem co zawsze będę cię kochał mój aniołku.

####

Hej :)
Co tam u was słychać?
Wszystko dobrze?
U mnie wspaniale. Wczoraj byłam na Festiwalu Kolorów w Gdańsku i było super :)
Grała Marika no i Mesajah <3
Lubicie ich?
Ja w sumie nie słucham Mariki, ale muszę przyznać, że na żywo ładnie śpiewała. A co do Mesajah to był niesamowity <3
Byliście kiedyś na takim festiwalu?
Macie tu filmik z wyrzutu kolorów:)


A wracając do bloga to jak dzisiaj przeczytałam ten odcinek to aż mi się trochę przykro zrobiło.
A wy jakie macie odczucia?

I teraz moja ogromna prośba do was.
Biorę udział w konkursie i bardzo prosiłabym o wasz głos.
Link: https://www.facebook.com/WydawnictwoOtwarte/app_139748179691005 i potem klikacie "Głosuj" i wyskakują wam zdjęcia.
Zdjęcie na które o głos proszę


Jednak mam link, ale gdyby ten nie mógł się wam otworzyć to spróbujcie tym na górze :) https://apps.facebook.com/walizka-ksiazek/zdjecie/167

Jeśli moglibyście to poproście jak najwięcej swoich znajomych o głos.
To dla mnie bardzo ważne, bo w tym konkursie wygrywa jedna osoba z najładniejszym zdjęciem (raczej mi się nie uda, bo duża konkurencja) i 10 osób z zdjęciami które mają najwięcej głosów. Także bardzo proszę namawiajcie swoich znajomych do głosowania.
Ale żeby nie było, że tylko ja czerpie z tego korzyści to mam dla was też taki mały konkurs.
Zróbmy tak. Na koniec tygodnia pod tym postem napiszecie mi ile osób od was zagłosowało na to zdjęcie, a ja nagrodzę każdego z was. Oczywiście nagrody będą różne i dowiecie się o nich w poniedziałek za tydzień, ale proszę oddajcie chociaż swój głos.
Możecie też udostępniać ten link razem z tym zdjęciem (bo ten link jest do aplikacji, a nie można podać linku do zdjęcia) na swoich blogach, stronkach...
Hooligans potrzebuje was :*
Każdy głos się liczy.
Z góry dziękuję za pomoc :*

środa, 19 sierpnia 2015

#81

SAM

Przez dwa tygodnie sporo się działo. Na planie miałam urwanie głowy. Potrafiliśmy pracować nawet dziesięć godzin bez dłuższej przerwy. No, ale cóż. Trzeba się trochę poświęcić. Bruno wydał płytę i co chwilę wychodził gdzieś świętować jej sukces. Ja tylko czasami się z nim gdzieś wybierałam, bo zazwyczaj byłam wyczerpana po pracy. Co prawda nie miał mi tego za złe, ale ja sobie miałam. Nie mogłam sobie wybaczyć tego, że Bruno musiał sam świętować swój sukces, a ja albo odpoczywałam w domu albo byłam na kawie z Ryanem. Tak, zdarzyło mi się nie pójść na jakąś imprezę ze względu na to, że byłam umówiona z Ryanem. Bruno oczywiście o tym wiedział i czasami się wściekał, ale szybko tłumaczyłam mu, że musimy omówić jakieś sprawy służbowe. Wtedy kłamałam. To były czysto przyjacielskie spotkania. Nie wiem czemu tak robiłam. Chyba chciałam wtedy odpocząć od tego całego imprezowania, które trwało nawet pięć dni po rząd. Więc chyba mnie rozumiecie? Z resztą Ryan pomimo tego, że jest imprezowiczem nie nalegał bym wyszła z nim gdzieś na potańcówkę. Rozumiał to, że jestem wyczerpana i gdy tylko narzekałam na planie, że nie mam ochoty iść na koleją popijawę od razu zapraszał mnie na kawę. Raz nawet byłam u niego w domu na kolacji. Ale nie żeby to była randka. To był zwykły posiłek z przyjacielem. Z resztą on mi się naprzykrzał i nie robił nic co by sprawiło, że czułabym się z tym źle. Po prostu zaprzyjaźniliśmy się do tego stopnia, że wspólne kolacje nie były dla nas problemem. Że nie nazywało się ich randkami. Poznałam go od tej trochę łagodniejszej strony. Był wrażliwym i niezwykle czułym na cierpienie innych facetem. Lubię go takiego. Z resztą ogólnie go bardzo lubię. Nawet mogłabym powiedzieć, że kocham go jak brata. Dziwne no nie? Nie znamy się za długo, a już nas połączyła taka więź.
-Już nie mogę doczekać się Święta Dziękczynienia. W końcu pojedziemy do NY. Jacy moi rodzice będą szczęśliwi jak zrobimy im niespodziankę. -powiedziałam przy kolacji. Bruno wtedy omal się nie zakrztusił.
-A ja myślałem, że jedziemy na Hawaje.
-Bruno mówiłam ci setki razy, że mam zamiar zrobić rodzicom niespodziankę.
-Wybacz mi zapomniałem.
-Widać jak mnie słuchasz.
-Ten miesiąc był taki zabiegany, że po prostu wyleciało mi to z głowy.
-Okej, ale następnym razem staraj się zapamiętać to co do ciebie powiedziałam.
-Dobra, ale... Chyba mamy problem.
-Czemu?
-Bo ja już potwierdziłem nasze przybycie na Święto Dziękczynienia u mojej rodziny.
-Nie Bruno. Nie możesz mi tego zrobić. Odwołaj to
-Ale jak oni się poczują.
-Nie obchodzi mnie to.
-Co!?
-Dokładnie to co słyszysz! -mówiłam coraz głośniej -Nie obchodzi mnie to jak się poczują. Nie chcę tam jechać. Ostatni raz jak tam byłam... Po prostu nie chcę. Zrozum to. -rozpłakałam się -W ogóle nie pomyślałeś jak ja się poczuję.
-Nie to nie tak skarbie.
-Wal się.
Odeszłam od stołu i poszłam do jakiegoś małego pokoju na parterze. Położyłam się na łóżku i się rozpłakałam. Do mojej głowy przypłynęły obrazy z tamtego dnia. A tak bardzo chciałam zapomnieć!
-Kochanie ja nie chciałem -poczułam jak Bruno kładzie się koło mnie.
-Idź stąd! -krzyknęłam
-Przepraszam. Naprawdę o tym nie pomyślałem. To znaczy myślałem, że już się z tym uporałaś.
-Bo w pewnym sensie się z tym uporałam, ale nadal nie jestem gotowa na wyjazd na Hawaje.
-Dobrze w takim razie to odwołam.
Obróciłam się do niego. Widziałam, że w jego oczach też pojawiły się łzy.
-Nie chciałem ci o tym przypominać.
-Ale się stało. Dobra z resztą nie ważne. Możesz mnie zostawić na chwilę samą?
-Wolałbym...
-Proszę.
-Okej, ale zaraz tu do ciebie wrócę.
Wyszedł.
Wspomnienia z tamtego wieczoru powoli wróciły na swoje miejsca z którego ich nie mam zamiaru wyciągnąć. Trochę się uspokoiłam i naszła mnie myśl. A co jeśli ja nigdy nie będę gotowa na powrót na Hawaje? Chyba będzie dla mnie lepiej jeśli jak najszybciej tam polecę i pokonam swój strach przed tym miejscem. Chyba tak będzie najlepiej.
Wyszłam z pokoju i ujrzałam przed drzwiami zmartwionego Bruna.
-Jeśli tak bardzo ci zależy to możemy jechać na Hawaje.
W jego oczach pojawił się dziwny blask. Nie to nie były oznaki radości, to było coś dziwnego czego genezy nie znam.
-Nawet nie wiesz jak się cieszę. -podszedł do mnie po czym dał mi buziaka w czoło i się do mnie przytulił.

BRUNO 

Czułem się z tym źle, że jej o wszystkim przypomniałem. I czułem się jeszcze gorzej gdyż było to spowodowane przez kłamstwo. Tak naprawdę nie mówiłem nic mojej rodzinie o przyjeździe do nich na Święto Dziękczynienia. Nawet im kiedyś powiedziałem, że prawdopodobnie będziemy wtedy w NY. Byli trochę smutni, ale jakoś to przeżyli. Powiedziałem Sam tak, ponieważ dzień przed tym świętem na Hawaje miała przylecieć Amy. Wiem, to co zrobiłem było naprawdę straszne, ale musiałem. Tak bardzo chciałbym móc ją znowu zobaczyć. Cztery lata temu dałbym wiele za tą chwilę. Teraz z resztą też dużo ryzykuje.

####
Hej :)
A więc macie trochę więcej informacji o Amy. 
Dajcie znać co o niej sądzicie (bynajmniej jak na razie)
Kolejne odcinki już jutro więc mam nadzieję, że wpadniecie i przeczytacie.
Od razu przypominam, że jutro będą dwa odcinki więc patrzcie na numeracje :)
Do zobaczenia :*

#80

BRUNO

Amy, Amy, Amy...
To dlatego Presley ma już dość Sam.
Amy kiedyś była najlepszą przyjaciółką Presley. Później tak się stało, że była moją dziewczyną. Presley była wtedy jak w skowronkach. W końcu jej brat i jej najlepsza przyjaciółka chodzili ze sobą.
Ale to było 4 lata temu.
Potem ona wyjechała bez żadnego słowa i od tamtej pory nawet nie próbowała się ze mną skontaktować. Więc po co wraca na Hawaje? Jaki ma w tym cel?
Myślałem o tym przez najbliższy tydzień, ale nie doszedłem do żadnego wniosku.
Może po prostu postanowiła odwiedzić swoich dziadków.
A może chce odnaleźć mnie.
Nie. To by było głupie. W końcu to ona zakończyła nasz związek.
-Co jest kochanie? Od tygodnia chodzisz z głową w chmurach.
-Wybacz. Ciągle myślę o płycie. Jest od tygodnia w sprzedaży a ja jeszcze nie dostałem żadnych statystyk. Nie wiem jak się sprzedaje i nie wiem czy w ogóle się komuś spodobała.
-Oj na pewno się komuś spodobała. Ja już ją kocham.
-Ale ty jej nawet całej nie przesłuchałaś.
-Ale przesłuchałam wystarczająco dużo by stwierdzić, że jest świetna.
Źle jest mi z tym, że muszę ją okłamywać, ale nie mogę jej wyjawić prawdy. To by było okropne. Zwłaszcza, że po tym jak się dowiedziałem, że wraca w moje rodzinne strony poczułem w sercu takie przyjemne ukłucie. Jakby moje serce cały czas czekało na tą informację.
-W takim razie jak myślisz która jest o tobie?
-Napisałeś o mnie piosenkę?
-A o kim innym mógłbym napisać?
-No nie wiem, ale tego się nie spodziewałam.
-Kochanie to ty jesteś moją muzą -całus- inspiracją -buziak- całym moim światem.
Zamknąłem nasze usta w dość długim i namiętnym pocałunku. Po chwili jednak Sam się ode mnie oderwała i powiedziała:
-Treasure.
-Treasure, Moonshine, Locked out of heaven, Young Girls...
Nie dała mi szansy żebym wymienił więcej piosenek. Złączyła nasze usta w pocałunku. W pewnej chwili poczułem coś mokrego na policzku. Odsunąłem się od Sam i zobaczyłem, że płaczę.
-Jesteś najwspanialszym mężczyzną jakiego znałam. Kocham Cię skarbie.
-Ja ciebie też.
Przytuliłem ją do siebie, a ona w moich objęciach się trochę uspokoiła.

***

Przez kolejny tydzień Sam cały czas kiedy była w domu słuchała mojej płyty. Teraz gdy już mam trochę świeższy umysł mogę z ręką na sercu stwierdzić, że moja płyta przypadła do gustu aż milionowi ludzi na świecie. O tak! W ciągu dwóch tygodni aż tyle osób ją kupiło. 
Natomiast zmartwiła mnie jedna rzecz. Podczas tego ciągłego słuchania tej płyty zdałem sobie sprawę, że w każdej piosence jest coś i o Sam i o Amy. Wiem to jest okrutne, że napisałem o nich płytę. Okrutne jest to, że w ogóle napisałem coś o Amy. Jeśli mam być szczery to właśnie całe 'WIWYM' jest o niej. To była dość stara piosenka, którą napisałem zaraz po naszym rozstaniu. Kilka miesięcy temu ją odnalazłem i trochę w niej poprawiłem. Teraz tego żałuję. Wiem, że jest to piękna piosnka, ale jest strasznie osobista. Nie wiem czemu dopuściłem do tego by została nagrana. 
-Kochanie wiem już, że ten cały 'LOOH' jest o mnie bo mi to powiedziałeś, ale czy 'Gorilla' też jest o mnie? 
Sam krzyczała z drugiego końca kuchni do mnie, gdyż muzyka leciała tak głośno, że normalnie nic nie słyszeliśmy. Podszedłem do niej kilkoma krokami i gdy już ją objąłem i pocałowałem odpowiedziałem twierdząco na jej pytanie. Uśmiechnęła się.
-Serio kochamy się jak goryle? -teraz to ja się zaśmiałem
-Oczywiście, że tak, ale jeśli mi nie wierzysz to mogę ci to udowodnić.
-Hmm... Kusząca propozycja, ale dopiero co robiliśmy to godzinę temu.
-Czyżby ci to przeszkadzało?
-Nie skądże, ale daj mi trochę odpocząć. 
Pięć minut później znaleźliśmy się w naszej sypialni całkiem nadzy. Tak właśnie Bruno Mars interpretuje odpoczynek.