Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lara. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lara. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 8 listopada 2015

#114

SAM

Z samego rana musiałam pożegnać się z Brunem gdyż dość wcześnie miał wylot. Złożyłam na jego ustach najsoczystszy pocałunek na jaki mnie stać i pozwoliłam mu odejść. Wiedziałam, że ten wyjazd nie jest sprawą służbową i miejmy nadzieję, że nic złego on tam nie zrobi. Poprosiłam go żeby dał mi znać kiedy wróci żebym wtedy mogła wcielić swój plan w życie. Jeszcze nie wie w który dzień konkretnie to nastąpi, ale obiecał mi, że da znać. 
Dzień na planie dłużył mi się nie miłosiernie, a jedyną odskocznią od problemów był telefon od Lary. 
-Cześć kochanie.
-Hej. 
-Jak ja dawno cię nie słyszałam. Opowiadaj co tam u ciebie. 
-A dobrze. Mam nadzieję, że dostałaś moją kartkę z Francji.
-Oczywiście.
-Jejku, ten wyjazd był taki spontaniczny, ale go nie żałuję. Poznałam masę nowych ludzi i nabyłam tyle doświadczenia w fotografii, że sobie tego wyobrazić nie mogę.
-Całe szczęście, że to ciebie tam wysłali.
-Tak. Europa jest cudowna.
-Kiedy wracasz?
-Za dwa miesiące.
-Co tak długo?
-Tak mam rozłożone sesje.
-Oj, to trochę źle.
-Jakoś przeżyję. Ty lepiej opowiadaj co tam u ciebie?
-W miarę dobrze.
-Sam...
-Lara...
-Wiem, że tak nie jest,
-Obiecuje, że jak przyjedziesz to wszystko ci opowiem. Po prostu to nie jest rozmowa na telefon.
-Dobra.
Rozmawiałyśmy jeszcze pół godziny póki nie położyłam się spać.

BRUNO

Zajechałem na lotnisko w krótszym czasie niż się spodziewałem i z tego względu musiałem tam dłużej czekać na odlot samolotu. Po jakimś czasie dołączyła do mnie Amy i oboje ruszyliśmy przez odprawę. W samolocie siedzieliśmy koło siebie i co jakiś czas rozmawialiśmy.
-Jesteś gotów żeby się z nią zobaczyć?
-Myślę, że tak.
-W takim razie jeszcze dzisiaj będziemy mogli do niej pójść. 
-Jak dobrze.
-Wspaniale.
Wyobraziłem co to by było gdyby Amy wtedy nie uciekła. Pewnie teraz bylibyśmy razem w domu i byli byśmy szczęśliwą rodziną. Niestety, bardzo prawdopodobne by było, że nie był bym piosenkarzem. Nie spotkałbym tylu ludzi. Byłbym zwykłym szarym człowiekiem bez większych ambicji chcący spokojnie przeżyć każdy dzień.

####
Hej :)
Krótki odcinek, ale cóż.
Czy kolejny pojawi się jeszcze dziś? 
Nie wiem. 
Czy pojawi się w środę?
Prawdopodobnie tak, więc zajrzyjcie tu w tygodniu :*

środa, 15 lipca 2015

#78

SAM

Spotkanie z Kameronem przebiegło szybko i sprawnie. Omówiliśmy co każdy ma zrobić i zwinęliśmy się do domu. W środku czekał na mnie Bruno, który jak mniemam dopiero wrócił ze studia. 
-Kochanie! -krzyknęłam
Obrócił się w mgnieniu oka i zauważywszy mnie podbiegł do mnie i obdarzył mnie pocałunkiem. 
-Tęskniłeś? -spytałam
-I to nawet nie wiesz jak bardzo. Z resztą jestem strasznie wykończony. Całe szczęście, że to już koniec harówki. 
-Co to oznacza?
-Że za tydzień nasza płyta ujrzy światło dzienne. 
Z moich ust wydobył się okrzyk radości. 
-Gratuluję kocie.
Pocałowałam go, a on złapał mnie za tyłek i już chciał działać, ale go powstrzymałam.
-Jestem strasznie głodna.
Zrezygnowany dał mi spokój i usiadł ze mną do stołu. Przez cały posiłek się mi przyglądał. Trochę mnie to peszyło więc zwróciłam mu kilka razy uwagę. I tak nie przestał.
-No dobra chodź. -złapałam go za rękę -Ale idziemy do mojej ulubionej sypialni. 
-Nie inaczej. Też ją uwielbiam, ale czekaj chwilę. 
Zatrzymał się i chwycił mnie na ręce.
-Puść mnie!
-Nie. Chcę cię zanieść do naszej sypialni. 
-Wariat!
Jak powiedział tak zrobił. Zaniósł mnie prosto do naszej sypialni gdzie przez reszta dnia cieszyliśmy się sobą. 

***

Dzisiaj jest dzień w którym plan mój i Kamerona ma zostać zrealizowany. O 12:00 jak się umówiliśmy miałam zadzwonić do Lary i wyciągnąć ją 'na miasto'. Oczywiście zgodziła się. Podeszła pod mój dom gdzie wspólnie pojechałyśmy taksówką pod umówiony adres.
-Przepraszam, ale chyba pan pomylił drogi -powiedziała do kierowcy. 
-Taki dostałem adres.
Lara spojrzała się na mnie pytającym wzrokiem, a ja tylko westchnęłam. Wyszliśmy z taksówki i po zapłaceniu kierowcy dołączyłam do zdezorientowanej Lary. 
-Co się tu do jasnej cholery dzieje?
-Chcę ci pokazać nowy butik
-Chyba sobie jaja robisz. Tu pośród kilkunastu hangarów wątpię żeby był jakikolwiek sklep. 
-No dobra masz mnie. Nie idziemy na zakupy. Przyprowadziłam cię tu, bo Bruno wpadł na szalony pomysł żebyśmy skoczyli ze spadochronów a dobrze wiesz, że boję się wysokości. Potrzebuję kogoś kto będzie tam ze mną i mnie wesprze. 
-I uważasz, że ja jestem odpowiednią do tego osobą?
-Nie inaczej. 
-Dobra to chodźmy. 
Weszliśmy na teren i kątem oka zauważyłam machających do nas dwóch ludzi. Prawdopodobnie to był Bruno i Kameron. Ruszyłam w ich stronę chwytając Larę za rękę i ciągnąc ją za sobą. Gdy do nich doszliśmy przywitałam się z każdym po kolei. Lara także to zrobiła.
-Po co tu Kameron? -spytała na ucho
-A kto będzie wspierał Bruna? -odpowiedziałam pytaniem.
-Dziwni jesteście. 
-Dzięki.
Przyszli do nas ludzie z ekipy i dali nam specjalne skafandry i jakieś okulary. Jako że był to nasz pierwszy skok musieliśmy skoczyć z osobą, która już to wcześniej robiła. Przebrani weszliśmy do małego samolotu. Gdy pojazd wystartował chwyciłam Bruna za rękę i mocno ją ścisnęłam. 
Spokojnie Sam to zwykły lot samolotem.
Nie, musisz jeszcze skakać.
Ugh, mózgu wyłącz się
-Masz kamerę? -spytałam po cichu Bruna
-Tak
Gdy już dotarliśmy na odpowiednią wysokość pracownicy przymocowali nasze kombinezony i ogólne nas całych do ich ciał. Oni byli trochę bardziej zabezpieczeni, bo mieli jeszcze kaski i plecaki ze spadochronem. 
Jeden z nich otworzył drzwi i nim się obejrzałam Kameron wyskoczył, zaraz po nim zrobiła to Lara, a potem przyszła kolej na Bruna. No i zostałam sama. Stanęłam na krawędzi i spojrzałam w dół. Wszystko wydawało się takie małe. Miałam ochotę się cofnąć już nawet robiłam krok w tył, ale przypomniałam sobie po co tu jestem i postanowiłam się nie poddać tak łatwo. 
-Gotowa?
-Nie, ale skaczmy już.
Nie musiałam długo czekać żeby poczuć powiew wiatru w całym swoim ciele. Przez chwilę straciłam ostrość wzroku, a gdy już ją odzyskałam byłam prawie obok Bruna. Chwyciłam go za rękę i razem poszybowaliśmy w stronę Lary i Kamerona. Lecieli niemalże na równi ze sobą. Po chwili cała nasza czwórka była na tym samym poziomie. Kameron spojrzał się na mnie i widziałam w jego oczach tą nutkę niepewności, ale szybko ją odgoniłam szerokim uśmiechem i skinieniem głowy. Kameron zrozumiał i odpiął kieszeń wyciągając z niej małe pudełeczko. Obróciłam się do Bruna by mu przypomnieć o kamerze, ale pomyślał o tym przede mną i już zaczął nagrywać. Pomimo tego, że wiatr strasznie wiał i nie dało się praktycznie nic powiedzieć Kameron przezwyciężył siłę oporu i wykrzyczał to jedno piękne zdanie.
-Lara zostaniesz moją żoną?
Na jej reakcje długo nie trzeba było czekać. Co prawda nic nie powiedziała, ale jej uśmiech i to że się do niego przybliżyła i pocałowała świadczył o tym, że się zgadza. Z racji tego, że mieliśmy rękawice Kameron nie mógł założyć Larze pierścionka na palec, ale zrobił to zaraz po wylądowaniu. Jeszcze nigdy nie widziałam takiego błysku w jej oczach i szczęścia wymalowanego na twarzy. Chyba długo marzyła o tej chwili. I nie dziwie jej się. Naprawdę z Kameronem się kochają i powinni być do końca życia razem. Bynajmniej takie jest moje zdanie, choć teraz śmiem twierdzić, że ich jest podobne. Jeszcze tylko ślub. Najbardziej upragniona przez Larę chwila. I od dzisiaj przeze mnie też.

####
Siemanko :*
Co tam u was słychać? 
Opowiadajcie.
Mam wam coś do przekazania.
Od 20 lipca wyjeżdżam na wczasy gdzie prawdopodobnie nie będę miała dostępu do internetu, więc nie mam pojęcia kiedy pojawi się kolejny odcinek. Postaram się dodać jeszcze jeden przed wyjazdem, ale nie obiecuję. ;)
A teraz mam do was prośbę
Co roku w mojej miejscowości jest taka imprezka, gdzie występują różni piosenkarze. I chodzi o to, że oni co roku biorą jakiegoś 'discopolowca'. Całe szczęście tym razem mamy możliwość wyboru oraz przedstawienia własnych propozycji. Także jeśli moglibyście wypełnić tą ankietę to byłabym wam bardzo wdzięczna. https://docs.google.com/forms/d/1oxWRRt8ditunM5DBQ-tw3zTy02CSx8YeZa_yrTgRUdk/viewform?c=0&w=1
I teraz podam wam kilka odpowiedzi do pytań tak żebyście przyczynili się do sprowadzenia kogoś fajnego w nasze strony. 
'Jaki gatunek muzyki...?' Zaznaczcie tam proszę 'reggae'
'Jaki zespół preferowałbyś jako gwiazdę wieczoru?' Kamil Bednarek
A co do reszty pytań to możecie udzielić jakąkolwiek odpowiedź :D
Z góry dziękuję za pomoc :D

niedziela, 10 maja 2015

#62

BRUNO

Obudziłem się pierwszy. Trudno w to uwierzyć zwłaszcza, że Sam to ranny ptaszek. Była godzina 6:48. Spała koło mnie. Wyglądała przeuroczo. Nie wiem czy wybaczy mi to co wczoraj zrobiłem, ale niech wie, że to dla mnie też były tortury. Nie chciałem wczoraj zajść dalej, ponieważ czułem, że to nie był odpowiedni moment. Dopiero co dowiedziała się, że żyje. To wszystko musiał się zdarzyć kiedy indziej. Może dzisiaj, może jutro...
Poszedłem do łazienki by umyć twarz. Nie wiem czemu wczoraj tego nie zauważyłem, ale przed drzwiami znajdowało się rozbite radio i telefon. Chyba naprawdę wstrząsnęła nią wiadomość o rozbiciu się samolotu. 
Umyłem twarz i posprzątałem rozwalone urządzenia. Ubrałem buty i ruszyłem do sklepu. Miałem cichą nadzieję, że jak wrócę Sam będzie już na mnie czekała. Kupiłem kilka bułek i jakiś twarożek. Wróciłem do mieszkania i jak można było się spodziewać Sam nadal spała. Zrobiłem nam śniadanie. Posmarowałem bułeczki twarożkiem i posypałem szczypiorkiem. Chciałem pójść ją obudzić, ale kątem oka zobaczyłem zegarek, który wskazywał 7:40. Nie miałem zbyt wiele czasu toteż pośpiesznie zjadłem śniadanie i napisałem liścik do Sam. Musiałem pojechać do swojego domu by się przebrać i umyć a następnie pojechać do Phila, bo wczoraj napisał mi w smsie, że mam do niego wpaść o 10.
W domu poszło mi naprawdę sprawnie i szybko. Wziąłem krótki prysznic i zmieniłem ubrania. Napisałem do Phila, że będę za 10 minut. Nie mieliśmy daleko do siebie, ale pomimo tego zawsze się spóźniałem. Tym razem przybyłem szybciej.
Jak się okazało w domu Lawrenców od rana pełno roboty. Przyjaciel zwierzył mi się, że Urbana wymyśliła sobie jakiś remont. To jej się meble przestały podobać, to kolory ścian jej zbrzydły. W skrócie masa pracy.
Phil poprosił mnie bym pomógł mu wynosić meble z pokoi. To wcale nie było takie łatwe. Ważyły co najmniej dwa razy więcej ode mnie.
-Jeśli chodzi o wczorajszą rozmowę to nie chciałem na ciebie tak naskoczyć. Wybacz, ale po prostu nie chcę o tym rozmawiać.
-Rozumiem.
-To co zabieramy się za robotę?
-Jasne.

***

SAM

Obudziłam się chwilę po 8. Niestety nie zastałam Bruna. Zaczęłam nabierać wątpliwości czy to wszystko co pamiętam ze wczorajszego dnia jest prawdą. Już myślałam, że wczorajsza noc to wytwór mojej wyobraźni, bo jestem tak stęskniona za Brunem i wszystko mi o nim przypomina, ale gdy weszłam do kuchni zdałam sobie sprawę, że jednak była to prawda. Na stole czekało śniadanie, które raczej sama sobie nie zrobiłam. Świerze posmarowane twarożkiem bułeczki - to co lubię najbardziej. Gdy podeszłam bliżej stołu ujrzałam małą karteczkę zgiętą w pół.
"Dzień dobry skarbie. Wybacz, że nie ma mnie na śniadaniu, ale Phil mnie potrzebował. Za to możesz oczekiwać mnie wieczorem. Kocham Cię. 
PS. Mam nadzieję, że podobała Ci się wczorajsza noc. Obiecuję, że dzisiaj nie będę Cię tak torturował. Uwierz, że mi też nie było łatwo. 
xx Bruno."
Głuptas. 
Zjadłam to jakże wyborne śniadanie, a następnie ubrałam się poszłam pobiegać. Po niecałej godzinie wróciłam do domu cała padnięta i spocona. Wzięłam prysznic i postanowiłam wyjść na miasto. Tam spotkałam Larę. 
-Jejku nawet nie wiesz jak się martwiłam. Co się stało?
-W zasadzie to nic. Upuściłam telefon i się rozwalił. 
-Och... Całe szczęście. 
-Idziemy na zakupy?
-Z wielką chęcią, ale nie dzisiaj. Kameron czeka na mnie w domu. Miałam tylko wyskoczyć po coś do jedzenia i tak oto trafiłam tutaj. Jestem tu już prawie godzinę. Pewnie jest wściekły.
-No dobra to leć. Pa
-Pa
Kupiłam sobie seksowną bieliznę, bo czuję, że dzisiaj będzie mi potrzebna. 
Wróciłam do domu i się w nią ubrałam na to założyłam szorty i luźny biały sweterek. Nic nie zrobiłam do jedzenia, bo nie wiedziałam o której mój książę na białym koniu przybędzie. Mam nadzieję, że kupi coś albo może lepiej żeby nie. Nie wiem czy będziemy mieli czas na to żeby coś zjeść. 
Siedziałam i się nudziłam. Nawet nie wiecie jakie to potworne uczucie czekać na kogoś. Włączyłam sobie laptopa, poczytałam najnowsze plotki o ludziach. Natknęłam się na jedną o mnie i o Brunie, która została napisana ponad miesiąc temu. Czyżby media zaczęły coś podejrzewać? Napisali, że Bruno ostatnio jest coraz częściej widziany w moim towarzystwie i że nie szczędzimy sobie czułości. Całe szczęście był tylko jeden taki artykuł. Wiem, że to oznacza początek tej całej jatki z paparazzi, ale jestem na to gotowa. Z serwisów plotkarskich przeszłam na serwisy społecznościowe - facebook, twitter, inastngram... Trzeba było coś wrzucić do sieci, bo dawno nic nie dodawałam. 
Sława zobowiązuje. 
Żartowałam. 
Nie jestem sławna. 
Wstawiałam właśnie zdjęcie na facebooka gdy poczułam, że ktoś mnie obejmuje od tyłu. Lekko podskoczyłam. Obróciłam głowę i na całe szczęście był to Bruno. Dałam mu buziaka na przywitanie. 
-Tęskniłaś?
-Nawet nie wiesz jak bardzo.
-To dobrze, bo od teraz jestem cały twój. 
Zamknęłam laptopa i odłożyłam go na bok. Bruno obrócił mnie w swoją stronę. Ciągle stał a ja siedziałam. Oplotłam swoje nogi wokół pasa i zawiesiłam ręce na szyi. Byłam dość nisko, więc Bruno złapał mnie za tyłek i podniósł do góry. Zbliżyłam swoje usta do jego ucha i zmysłowo wyszeptałam
-Możesz zrobić ze mną wszystko czego zapragniesz. 
Wtem Bruno ścisnął moje pośladki i zaczął całować. Zrobił kilka kroków i oparł mnie o ścianę. 
-Wszystko? -szepnął
W odpowiedzi mruknęłam. 
Całowaliśmy się jak opętani. Ja w międzyczasie walczyłam z jego koszulą. Poczułam, że żałuje, że dzisiaj ją ubrał, bo musiał postawić mnie na ziemię by sam ją rozpiąć. Ja w międzyczasie ściągnęłam sobie sweterek i rozpięłam szorty. Pozwoliłam by to on mi je ściągnął. 
-Wyglądasz niesamowicie. -powiedział gdy zobaczył mnie tylko w bieliźnie. 
Bruno ściągnął spodnie i rzucił mnie na łóżko. Laptop podskoczył, lecz na całe szczęście nie spadł na ziemię. Wzięłam go szybko i położyłam na szafkę nocną. 
-Pokaż mi na co cię stać -powiedziałam
Bruno położył się na mnie i zaczął mnie całować. Zaczynając od czoła przez brzuch aż po same stopy. Wrócił na wysokość mojej twarzy i złączył nasze usta w pocałunek. Był niezwykle namiętny. Niestety nie trwało to długo. Bruna komórka zaczęła dzwonić. 
-Poczekaj może zaraz skończy -powiedziałam.
Bruno wrócił do całowania, ale nie na długo.
-Chyba to coś ważnego skoro się do mnie dobijają. -powiedział i wstał z łóżka.
Komórkę miał w korytarzu w swojej kurtce, ale pomimo tego słychać ją było głośno w sypialni. Słyszałam jak Bruno zbliża się w stronę pokoju.
Nie mogłam dopuścić, by po raz kolejny nam przerwano.
Nie w takim momencie.
Usiadłam na łóżku i czekałam aż Bruno wejdzie do pokoju. Kiedy do niego wszedł ciągle rozmawiał z kimś, ale teraz to osoba po drugiej stronie coś mówiła. Spojrzał się na mnie i wtedy ściągnęłam stanik. Widziałam jak mu opada szczęka. Podeszłam do niego i go pocałowałam, a po chwili wzięłam telefon i go wyłączyłam.
-Dzisiaj jesteś tylko mój, pamiętasz?
Wróciliśmy na łóżko i chyba nie muszę mówić jak to się skończyło.

####
Hm... Można by rzec no w końcu. Po 61 odcinkach to zrobili. Haha. 
Czy robiłam to specjalnie żeby tak długo to trwało?
Po części.
Czy chciałam żeby to tak wyglądało?
Nie do końca, ale ważne, że jest :D

niedziela, 26 kwietnia 2015

#58

SAM

Wolny dzień = pół dnia na siłowni + pół dnia razem z moim skarbem. Tak, to dzisiaj Bruno wraca do NY. Powiedział, że od razu po wylądowaniu przyjedzie do mnie. Pojechałabym po niego na lotnisko, ale powiedział, że wszyscy muszą jechać autobusem, bo Brandon musi z nimi pogadać. Podejrzewam, że będzie to raczej wychwalanie jego show i przedstawienie statystyk dotyczących tego ile osób przyszło na koncert, ile miejsc było pustych, ile i jakich rzeczy się sprzedało u niego w sklepie. Takie formalności. Dzięki temu sprawdzają czy jego kariera się rozwija. 
Miał lot o 2:30 z Rio de Janeiro do Sao Paulo gdzie nastąpiła przesiadka i o godzinie 5 wyruszył bezpośrednio do Nowego Jorku.
O godzinie 8:00 mój zegar biologiczny mnie obudził i nie pozwolił na ponowne zaśnięcie. Ogarnęłam się i zjadłam śniadanie po czym poszłam do mojego ulubionego klubu fitness "Be Fit". Pracowała tam może jedna kobieta, a reszta to sami mięśniacy. Aż miło popatrzeć. Mnie bardzo motywuje ich widok. Ci z którymi się koleguje mają bardzo fajne ksywki- Big Dick, Little Monster i That Ass. Czy nie brzmi to kusząco? Za każdym razem kiedy stękam z bólu i mówię, że już nie dam rady podchodzi do mnie jeden z nich i zaczyna mnie motywować. Gada teksty typu "takie ciało się samo nie zrobi" i pokazuje na plakat jakieś wysportowanej babki oraz "ten tłuszczyk chyba na dobre osiadł się na twoim tyłku" i wtedy zdenerwowana i zmotywowana daje z siebie jeszcze więcej, bo przecież nie pozwolę by jakaś tkanka tłuszczowa zasłaniała moje mięśnie.
Po całym treningu z dodatkową przebieżką, poszłam się umyć i przebrać, bo byłam spocona jak świnia.
-Część mięśniaki -rzuciłam wychodząc ze studia.
Miałam niecałe 10 min stąd do domu, więc postanowiłam przejść się na pieszo. Zaszłam jeszcze do sklepu żeby kupić coś na dzisiejszy wieczór. Miałam zamiar przygotować wykwitną kolację. Niech wie, że przez ten cały miesiąc czekałam na niego.
W domu od razu zabrałam się za robotę. W menu znalazła się rolada ze szpinakiem i żurawiną, a na deser creme brulee. Do tego zakupiłam czerwone wino. Ta kolacja będzie przepyszna.
Po niezliczonej ilości minut w kuchni, w których zdążyłam wszystko przygotować i posprzątać, postanowiłam zadzwonić do Lary. Nie odebrała za pierwszym razem, toteż włączyłam sobie radio, by umilić czas czekania.
-I jak tam maleńka idą przygotowania?- zgarnęła od razu po odebraniu telefonu
-Wszystko skończone.
-U mnie tak samo. Czekam tylko na wiadomość. Kameron ma mi dać znać jak będą już w NY.
Zapraszamy na wiadomości lokalne. 
-Czekaj Lara ścieżkę radio, bo mi przeszkadza.
-Okej
Lot nr. 17 z Sao Paulo do Nowego Jorku startujący o godzinie 5:09 uległ tragicznemu wypadkowi. Około godziny 14 podczas lotu samolot zajął ogień. Nie jest znany główny powód zapalenia się samolotu, ale podejrzewamy, że winą tego był brak wcześniejszego przeglądu. Piloci stwierdzili, że latali tym samolotem kilka razy w ciągu minionego tygodnia w którym to 3 razy wystąpił przegląd. Jedyne co nam wiadomo w tej sprawie jest to, że podczas awaryjnego lądowania samolot był już niemal bez skrzydeł i runął płasko o ziemię. Cały przód został zdewastowany. Nadal trwa akcja ratunkowa podczas której policjanci oraz strażacy wydobywają ciała z samolotu. Wyciągnięto już ponad 20 ciał. Wszyscy martwi. 
-Sam do jasnej cholery odezwij się.
Nie wiem co się stało. Poczułam jedynie jak urządzenie z mojej prawej dłoni wyślizguje się na ziemię po czym sama osunęłam się na podłogę.
Lot nr 17 z Sao Paulo do Nowego Jorku, który wyruszył o 5:09 i miał nieszczęsny wypadek o godzinie 14:00.
Samolot Bruna i jego ekipy.
Godzina przed lądowaniem.
Wypadek.
Chciałam zadzwonić do Lary i powiedzieć jej o tym co usłyszałam, ale mój telefon upadając na ziemię rozbił sobie szybkę przez co dotyk nie działał. Nie było możliwości żebym do kogokolwiek zadzwoniła.
Tak trudno opisać jest co czuję. Moje serce rozbiło się na milion kawałeczków. Ciało było bezsilne. Mogłam jedynie podnieść dłonie żeby wytrzeć potok łez spływających po policzkach.
Niezmiernie trudno jest mi przyjąć to do wiadomości, że już nigdy mogę nie ujrzeć Bruna. Czyżby nasza wczorajsza rozmowa należała do ostatnich? Gdybym tylko o tym wiedziała nigdy bym jej nie zakończyła. Nie pozwoliłaby żeby "Dobranoc" było ostatnim słowem jakie ode mnie usłyszy. Powiedziałabym jak bardzo go kocham, że jest dla mnie kimś więcej niż tylko chłopakiem, że odgrywa w moim życiu najważniejsza rolę, że chciałabym się z nim zestarzeć i że nigdy, ale to nigdy bym go nie opuściła.
A teraz? Nic nie mogę zrobić. Muszę mieć nadzieję, że nie jest jedną z tych śmiertelnych ofiar. Chociaż szczerze wątpię w to by ktokolwiek przeżył ten lot...
Przestań Sam! Musisz mieć nadzieję!
Słyszysz!?
Nadzieja to jedyne co ci pozostało.
Nie wiem jak długo siedziałam w bez ruchu, ale gdy spiker ponownie się odezwał gwałtownie wstałam.
Mamy kolejne wieści dotyczące wypadku. Tak jak przypuszczaliśmy wszystko zaczęło się od silnika. Za bardzo rozgrzana i przepracowana część samolotu sama się zapaliła. Inspektorzy twierdza, że jest to teoretycznie niemożliwe, ale sami nie potrafią podać innego rozwiązania. Rzadko kiedy silniki w samolotach samoistnie się zapalają, lecz jak widać zdarzają się wyjątki... 
Nie, nie, nie...
To nie może być prawda.
Odruchowo sięgnęłam po telefon i po kilku sekundach zdałam sobie sprawę, że nic nie zrobię, a ja potrzebowałam jednego połączenia. Potrzebowałam zadzwonić do Bruna.
-... więcej nie damy rady. Ogień spalił większą część samolotu. Trudno jest nam zidentyfikować jakiegokolwiek z pasażerów. Niedługo otrzymamy pełną listę osób lecącym tym samolotem, wtedy podamy państwu więcej szczegółów.
A więc jednak...
Mówią, że nadzieja umiera ostatnia. Moja umarła razem z tymi słowami. 
Wzięłam głęboki oddech i spróbowałam sobie to wszystko poukładać, ale co tu jest do układania... Samolot się spalił, nie ma żadnego żywego osobnika, który przeżył ten lot... Nie ma nic. To już koniec. 
Spojrzałam na zegarek by sprawdzić jak dawno temu to się stało. Była godzina 16:43.
Prawie 3 godziny temu. 
Gdyby nie to teraz byłby u mnie w domu i razem świętowalibyśmy jego powrót.
Życie jest niesprawiedliwe.
Życie jest do dupy.
On nie powinien się zapalić. 
Nie powinien startować bez przeglądu. 
Teraz przez durne nie dopatrzenie zginęło wiele ludzi w tym Phil, Kameron, Brandon, Eric... i Bruno. 
-TYLKO NIE BRUNO!!! -krzyknęłam. Mój szloch zagłuszył to co wyleciało z moich ust, ale musiałam jakoś się wyładować -NIE! BRUNO!!!
Wstałam i podeszłam do radia. Chwyciłam je do ręki po czym cisnęłam w ziemię. Urządzenie nawet nie drgnęło. Byłam tak wściekła na cały świat. Zaczęłam skakać po radiu aż doszczętnie je zniszczyłam. 
Nie potrafiłam sobie wyobrazić, że teraz moje życie będzie bez Petera. 
Nie po tym co przeszliśmy.
Nie po tym jak bardzo go pokochałam. 
A jednak życie lubi rzucać nam kłody pod nogi. 
Nie miałam wyjścia musiałam się z tym pogodzić, bo od teraz tak miała wyglądać moja przyszłość. 

####

Kto by się spodziewał, że to już przedostatni odcinek i że tak zakończy się ich historia?
Na pewno nie wy. W sumie ja też nie.
Miałam inne plany, ale ze względu na szkołę, rodzinę, brak czasu postanowiłam zakończyć tą historię. 
Pewnie będzie wam smutno i będziecie źli.
I macie rację.
Bo nie powinnam Wam tego robić i na wstępie Was okłamywać.
Wybaczcie.
Tak naprawdę to nie jest koniec historii. Można by rzec, że jest to dopiero początek.
Chciałam zobaczyć jak zareagujecie na taką wieść, ale poczułam, że to złe z mojej strony, dlatego umieszczam od razu sprostowanie. 
Spokojnie Hoolies tak łatwo się mnie nie pozbędziecie. Haha, Jeszcze będziecie musiały się chwilę pomęczyć żeby poznać koniec tej historii.
Piszcie jak wasze wrażenia po odcinku. 

wtorek, 31 marca 2015

#54

BRUNO

Kurczę. Nie dość, że obściskiwała się z Kellanem to jeszcze całowała się z Joshem. Czy to już nie przegięcie? Nie chodzi mi o jej pocałunki, ale o to że jestem zazdrosny o rzeczy, które działy się przed naszym związkiem. Muszę się trochę z tym ogarnąć. To źle na mnie wpływa. Chodzę cały nabuzowany i bez przerwy klnę. Co ta kobieta robi z moim życiem...
Gdy wyszedłem na scenę po raz kolejny udowodniłem sobie, że droga którą obrałem w życiu jest właściwa. Śpiewając przed tysiącami ludzi czułem, że jestem sobą. Dałem z siebie jak zwykle 100% i publiczność to zauważyła, bo obdarzyłam mnie gromkimi brawami. Prosili o bis, więc po raz ostatni dzisiejszego wieczoru sięgnąłem po mikrofon i zaśpiewałem. Był to utwór 'Long distance', który przypomniał mi o tych kilometrach, które dzielą mnie i Sam...
Na after party oczywiście nie obyło się bez alkoholu i teraz już sam nie wiem czy rozmowa, którą przebyłem z Brandonem była fikcją czy prawdą.
Cały poranek próbowałem pozbyć się bólu głowy, który na całe szczęście około 11 ustał. Wczorajszy koncert był jak na razie ostatnim w USA, bo pod koniec trasy jeszcze dwa będą. Dzisiaj wylatujemy do Niemiec gdzie jutro damy kolejny wspaniały występ.
Po podróży wziąłem długi, ciepły prysznic, by pozbyć się stresu i zmęczenia, które nagromadziło się we mnie przez ostatnie kilka dni. Wmasowując w swoje ciało przepięknie pachnące mydełko hotelowe śpiewałem swoją ulubioną piosenkę Michaela Jacksona 'The way you make me feel'.
Skończywszy prysznic, przepasany ręcznikiem w pasie udałem się do mojego pokoju. Zaskoczony osobą, która się w nim znajdowała przez przypadek opuściłem ręcznik, przez co było widać moje czułe miejsce. Szybko z powrotem okryłem się tkaniną.
-Widzę, że Sam ma na co patrzeć -uśmiechnęła się Lara
-Co ty tutaj robisz? -zbyłem jej komentarz
-Akurat miałam sesję zdjęciową w Niemczech niedaleko stąd, więc postanowiłam Was odwiedzić. Kam powiedział mi gdzie się zatrzymujecie.
-Czemu Sam mi nie wspomniała, że tu jesteś?
-Bo pewnie nie wie. Teraz rzadko się spotykamy przez pracę.
-Um. -wskazałem ręką na łazienkę -Ja pójdę się ubrać
-Nie musisz, mi nie przeszkadza twoja golizna. -uśmiechnąłem się i zniknąłem za drzwiami.
-Chcesz coś do jedzenia? -krzyknęła Lara.
-Nie dziękuje. Nie jestem głodny.
-Możesz się mnie spodziewać za kilka minut. Muszę skoczyć do restauracji na dole, bo mnie głód zżera. -usłyszałem zamykające się drzwi, czyli Lara już wyszła z mojego pokoju.
Jestem ciekaw jak długo Lara siedziała w tym pokoju, bo muszę przyznać, że w łazience byłem co najmniej 30 minut.
Lara wróciła z dwoma talerzykami na których nałożone było ciasto czekoladowe.
-Nie chciałem
-Ale ja chciałam, a głupio mi jeść samej.
-Co Cię tu sprowadza?
-Poza tym, że chcę odwiedzić mojego chłopaka i jego przyjaciół to nic. -teatralnie przewróciła oczami.
-Czemu Ci nie wierzę?
-Bo jesteś durny
-No dobra mów o co chodzi
-Tak naprawdę nikt oprócz Ciebie i Phila nie wie, że tu jestem.
-A przecież Kam Ci powiedział... -nie zdążyłem dokończyć
-Nie. Właśnie przyjechałam tu ze względu na niego. Dzień przed waszym wyjazdem się pokłóciliśmy. Poszło o to, że widział mnie z jakimś facetem jak się obejmuję i twierdzi, że widział jak się całujemy, ale to nie było tak. Spotkałam swojego kuzyna na mieście i się z nim przywitałam. Mam tu na myśli przytuliłam się i dałam buziaka w policzek. Możliwe, że o to mu chodziło. Podczas sprzeczki  nie dał mi dojść do słowa, więc nie wie co się tak naprawdę stało. -zaczęła płakać -Nie odbiera ode mnie telefonów, nie odpisuje na smsy. Martwię się, że Go straciłam.
-Spokojnie wszystko się ułoży.
-Nie Bruno nic się nie ułoży! On mnie w ogóle nie słucha. Nie ma zamiaru się do mnie odezwać i gdyby nie to, że cholernie mi na nim zależy i że kocham Go najmocniej na świecie pewnie dałabym sobie już z tym spokój -podszedłem do niej i ją objąłem.
-Pogadam z nim
-Nie bo będzie, że Cię na niego nasłałam... albo w sumie i tak nie mam nic do stracenia.
Wtem ktoś zapukał do drzwi.
-Ej stary! Otwórz. Musisz iść do Brandona, bo ma Ci coś do powiedzenia. -to był Kam
-O nie! Nie chcę żeby widział mnie w takim stanie.
-To idź do łazienki -wskazałem jej drogę.
-Z kim ty gadasz? -dopytywał się Kam
-Sory, rozmawiałem z Sam -otworzyłem mu drzwi i wpuściłem do środka.
-Brandon jest na dole w restauracji. -Kam spojrzał się na stolik gdzie znajdowały się 2 talerzyki z ciastami -Miałeś gości?
-Nie... -jedynym sposobem żeby pogodzić tych dwóch jest ich wspólna rozmowa w cztery oczy- W sumie to tak.
Wziąłem kluczyk od pokoju, który leżał na stole i udałem się do drzwi.
-Co ty wyprawiasz? -spytał Kam
-Wrócę tu za kilka minut i macie być pogodzeni -Kam spojrzał na mnie nie wiedząc o co chodzi -Jest w łazience. -zamknąłem drzwi na klucz.
To były ostatnie słowa jakie usłyszał ode mnie Kam. Zszedłem na dół, by dowiedzieć się o co chodzi.
-Bruno! -krzyknął Brandon- Tu jestem! -wskazał na swój stolik. Przysiadłem się do niego
-Jestem
-Wiedzę. Słuchaj, nie wiem czy pamiętasz naszą wczorajszą rozmowę
-Mam jakieś przebłyski
-No dobra, więc powtórzę Ci to jeszcze raz. Możesz z Sam spotykać się na legalu. Jak wrócisz będzie po premierze jej filmu, więc jeśli pojawiłyby się w mediach jakieś plotki o Was to będą gadać wszędzie o tobie i o niej co pomoże Wam trochę w karierze.
-Czyli znowu wszystko dla dobra kariery!? Myślicie tylko o tym co będą o Nas mówić, a nie o tym jak my się będziemy czuć w tej sytuacji. Pewnie teraz powinienem skakać z radości, bo znieśliście zakaz. Wiesz co!? Pieprzcie się! Gówno mnie obchodzi już to czy mamy zezwolenie czy nie! -wstałem z krzesła i udałem się w stronę wyjścia
-Tobie się nie dogodzi Hernandez. -usłyszałem za sobą.
Nie chciałem na to odpowiadać.
Wyszedłem na świeże powietrze i wyciągnąłem papierosa z prawiej kieszeni mojej bluzy. Zapaliłem go i przeszłem do rozmyślań na ten temat. Faktycznie nie da się mi dogodzić. Teraz jak patrzę na to to widzę, że popełniłem błąd wydzierając się na Brandona, ale cholernie źle mi z tym, że nasi menadżerowie mają nad nami władzę. W sumie nie musimy być im posłuszni, ale w głębi duszy wiemy, że robią to dla naszego dobra. Poprawka - dla dobra naszych karier.
Gdy rzuciłem na ziemię końcówkę drugiego papierosa przez okno balkonowe zauważyłem dwie znane mi postacie. Była to Lara z Kameronem. Krzyczeli coś do mnie, ale przez ruch uliczny nic nie zrozumiałem. Wszedłem, więc na trzecie piętro i otworzyłem drzwi od mojego pokoju.
-Nareszcie! -krzyknęła Lara. -Już po wszystkim. Dziękuje Ci Bruno.
-Do usług
-To my chyba pójdziemy do mojego pokoju -powiedział Kameron i wymijając mnie dodał po cichu- Dzięki za wszystko
-You're welcome.

####
Jak się podoba odcineczek? 
Dzisiaj wzięła mnie taka wena, że kolejny odcinek będzie (chyba) najdłuższy jaki kiedykolwiek na tym blogu czytaliście. I na dodatek musiałam go robić na dwie części żeby Was nie załamać długością. 
Postaram się Wam wrzucić jeszcze coś do Świąt, więc na razie nie składam Wam życzeń.
Pamiętajcie, że jutro jest 1 kwietnia, czyli Prima Aprilis. Obyście kogoś nabrali i oby nie udało się nikomu Was nabrać. 
Jeśli zdarzy się Wam jakaś śmieszna sytuacja podczas jutrzejszego dnia to możecie się ją ze mną podzielić w komentarzu albo pisząc do mnie na marsik.pm@gmail.com :D

środa, 4 marca 2015

#48

SAM

Powrót do LA trochę mnie uszczęśliwił. Od zawsze czułam, że to miasto jest mi przeznaczone. Ma ten swój wspaniały klimat. Po prostu nie do opisania. To tu od małego marzyłam żeby zamieszkać i teraz to marzenie realizuję. 
Opuściłam mamę kilka godzin temu i teraz leżąc na moim wygodnym łóżku zastanawiam się czy to był dobry pomysł. Niby z tatą coraz lepiej, ale czy ona teraz nie potrzebuje mojego wsparcia? Zaparcie upierała się, że wszystko jest w porządku, więc jej uwierzyłam i mam nadzieję, że to była dobra decyzja. 
Myśląc dosłownie o wszystkim i niczym przypomniałam sobie o Larze. Dawno z nią nigdzie nie wychodziłam i to wszystko była praktycznie moja wina. Muszę jej to wynagrodzić. 
Shopping? xx Sam
Z tobą zawsze skarbie. xx Lara
Po 30 minutach byłyśmy już w centrum. Opowiedziałam jej wszystko o tacie i się ucieszyła, że operacja się udała. Rozmawiałyśmy także o tym co się dzieje w moim życiu, czyli o filmie, reklamach i Brunie. Polubiła Go jeszcze bardziej (o ile to możliwe) za to co zrobił dla naszej rodziny.
Lara opowiedziała mi, że w redakcji dla której pracuje jako fotograf coraz lepiej jej się wiedzie i się zastanawiała czy nie złożyć papierów do Billboardu, bo potrzebują fotografa. Niby tam gdzie pracuje nie jest najgorzej, ale Billboard to spełnienie jej marzeń (zaraz po Vogue) i nie dość, że dzięki temu spotka więcej gwiazd to jeszcze będzie miała większe doświadczenie, a o zarobkach już nie wspomnę.
Nie obyło się bez gadania o Kameronie. Opowiedziała mi jakie to niespodzianki jej sprawił nieraz i że jest szaleńczo w nim zakochana tak jak on z resztą w niej też. Myśli, że to ten jedyny.
Bardzo bym chciała żeby byli razem do końca życia, bo idealniejszej pary od nich nie widziałam. Są tacy słodcy, uroczy...
Za dokładnie 3 dni odbędzie się premiera filmu w którym gram z Kellanem i Joshem i właśnie z tej okazji kupiłam sobie kilka sukienek. Lara pomagała mi je wybrać, dlatego mam pewność, że będę świetnie wyglądać.

***

Kolejnego dnia przyszedł do mnie Bruno ze wspaniałą informacją.
-Za dwa dni wydajemy teledysk. -Mówił bardzo ucieszony tym faktem.
-No to świetnie. Cieszę się razem z tobą. -Pocałowałam Go w usta.
-Pójdziesz ze mną na premierę?
-Tak... -ty durna pało za dwa dni masz premierę własnego filmu! -To znaczy nie. Niestety nie mogę.
-Czemu?
-Bo w ten sam dzień wchodzi do kin film ze mną i muszę się pokazać na czerwonym dywanie.
-No to świetnie. Czemu wcześniej nie mówiłaś?
-To samo pytanie mogłabym zadać tobie.
Uśmiechnęliśmy się.
-A zobaczymy się po premierach?
-Nie wiem, bo mam zaplanowane spotkania w innych miastach przez cały tydzień, więc nie będzie mnie w NY.
-No tak. To może wtedy jutro się spotkamy?
-Aż tak bardzo chcesz patrzeć na moją przebrzydłą twarz? -spytałam
-Chyba przepiękną skarbie -dostałam buziaka w policzek.

***

Nim się obejrzałam stałam obok Kellana na czerwonym dywanie. Szliśmy w stronę ścianki, gdzie będą nam robione zdjęcia. Zgodziłam się z nim tu przyjść ze względu na to, że jesteśmy przyjaciółmi i oboje nie mieliśmy pary.
Pod czarnym garniturem miał białą idealnie opinającą jego ciało koszulę oraz muszkę na szyi. W tym zestawieniu wyglądał obłędnie.
Ustawiliśmy się koło siebie żeby paparazzi mogli nam zrobić zdjęcia. W tle było kilka znanych marek telewizyjnych i oczywiście tytuł filmu.
Nie mam pojęcia jakie pozy mam przyjmować, bo nigdy nie zwracałam na to szczególnej uwagi, dlatego poszłam na żywioł przez co raz prawie pocałowałam Kellana. Tak się obkręciłam, że niefortunnie stanęłam na nodze i się prawie wywaliłam, lecz w ostatniej chwili uratował mnie Kell. Nasze twarze były tak blisko siebie, że długo nie dało się wytrzymać w tej bliskości, dlatego się odsunęłam. Usłyszałam tylko ciche:
-Będę na Ciebie czekał.
Ja wiem, że on się o mnie martwi, że mnie lubi i że mnie kocha jak siostrę, ale nie sądziłam, że jego miłość do mnie będzie silniejsza. Niestety będzie musiał o mnie zapomnieć, bo mam chłopaka.
A propos Bruna.
Przypomniało mi się nasze wczorajsze spotkanie. Jak śpiewał dla mnie 'Just the way you are" i że wspominał coś o tym, że jestem pierwszą dziewczyną, która mu tak w głowie zawróciła. Nie wiem czemu zebrało mu się na takie wyznania, ale to było bardzo miłe z jego strony.
Poza tymi miłymi słowami bez przerwy się całowaliśmy i raz poszłoby to w dalszym kierunku, lecz moja ukochana mama ma kiepskie wyczucie czasu i postanowiła zadzwonić i poinformować mnie, że z tatą już wszystko w porządku, ale i tak dopiero za tydzień puszczą Go do domu.
Wracając do Pana Marsa.
Ostatnimi czasy mam wrażenie, że jest on mi bliższy niż kiedykolwiek i że na prawdę czuję się w jego towarzystwie bardzo dobrze. Za każdym razem gdy mnie nazywa kochanie, misiu albo coś w tym stylu zaczyna mnie boleć brzuch. Gdy mnie całuje przechodzą mnie ciarki i mam 'motylki w brzuchu'. To słodkie, że tak na mnie działa. Gdy rozmawiałam z Lara o nim powiedziałam jej, że bardzo Go lubię, ale chyba skłamałam, bo to uczucie jest o wiele mocniejsze. To chyba zwie się miłość.

####

Hej
Co tam słychać?
Nie mogliście się doczekać odcinka?
Już wczoraj chciałam go wstawić, ale ostatecznie męczenie się nad poprawkami przegrało z moim uzależnieniem - "Słodkie kłamstewka"
Ogląda ktoś to?
Jeśli nie to serdecznie polecam. 
A jeśli tak to co sądzicie o tym serialu? 
Może jest ktoś kto przeczytał książkę?
Liczę na wasze komentarze :*

niedziela, 15 lutego 2015

#44

SAM

Wyszłam z sali mijając przy tym moją mamę z kubkiem kawy w ręku. Otarłam ostatnią łzę z policzka i uśmiechnęłam się lekko.
-Jak ojciec?
Jak odpowiedzieć na to pytanie? Przecież obie dobrze wiemy, że nie jest z nim najlepiej. Co prawda jakoś się trzyma, ale jego stan raczej jest kiepski. Nie wiem jak, ale skądś wytrzasnę te 10 tys. choćbym musiała wziąć pożyczkę. Nie pozwolę na to by mama była zadłużona. 
-Głupie pytanie. Wiesz co, chyba pójdę się z nim przywitać.
-Dobrze
Podeszłam do automatu i zakupiłam sobie kawę. Przyda mi się kolejna dawka kofeiny. 
-Pani ojciec jest dzielny. Wyjdzie z tego. -usłyszałam za sobą głos doktor Ashley.
-Mam nadzieję. -chciała odejść, ale ją zatrzymałam- To było prawdą co pani mówiła o 50% szans?
-Jeśli stan pańskiego ojca się nie pogorszy jego szanse będą o wiele większe, lecz niestety pański ojciec z dnia na dzień jest coraz słabszy. Rak nie daje mu spokoju i zaczyna atakować inne narządy, dlatego musimy przeprowadzić operację w ciągu kilku dni, bo inaczej będzie za późno.
Wróciłam na swoje miejsce i dopiero do mnie dotarło co pani doktor powiedziała. To nie jest zwykłe przeziębienie, tylko choroba, która zabija mojego tatę. Nie mogę po tych wszystkich latach w których mnie wychowywał pozwolić mu odejść, bo jakaś durna choroba, która nie miała prawa u niego wystąpić niestety się pojawiła. 
Mama wyszła po jakiś 10 minutach od taty cała zapłakana. Usiadła kolo mnie i mnie przytuliła. Głaskałam ja po włosach i uspokajałam. Gdy już w miarę się ogarnęła powiedziała mi o czym rozmawiała z tatą (w zasadzie to ona gadała a tata słuchał). Wspominali swoje najwspanialsze chwile, bo tata chciał się znowu poczuć jak nastolatek. Pierwsze ich spotkanie, pocałunek...
-Kochanie jedź do domu i tak się tu nic nie dzieje.
-Nie mamo. Tata mnie potrzebuje
-Uwierz mi, że wolałby żebyś była w domu i przestała się przejmować jego stanem. Proszę Cię jedź i się wyśpij.
-Nie mamo. Chcę tu z tobą zostać
-Sam obiecuje Ci, że jak tylko czegoś się dowiem albo coś się stanie to dam Ci znać.
-No nie wiem
-Jedź.
Dałam mamie buziaka w policzek po czym udałam się do taksówki. Cholernie długo jechało się do domu. Całą drogę przemyślałam o tacie. Nie doszłam do większych wniosków pomimo jednego - kocham tego faceta nad życie i jeśli Go nie uratuje to nic mu już nie pomoże.
W samych drzwiach mojego mieszkania czekała na mnie Lara.
-Jejku! Tak się martwiłam. -Lara rzuciła się na mnie
-Co? Czemu??
-Bruno powiedział mi, że coś się stało i myślałam, że... -rozpłakałam się -Co jest?
-Mój tata ma raka
Widziałam tylko jak Larze otworzyły się usta. Resztę jej twarzy zamazały mi łzy wydobywające się spod moich powiek. Ta wiadomość nadal boli. Poczułam czyjeś ręce na moim ciele. Domyślam się, że Lara się do mnie przytuliła
-Wszystko będzie dobrze
Wiem, że tak nie myśli. Chciała mnie tylko pocieszyć.
-Nie obrazisz się jeśli powiem Ci, że chciałabym zostać sama?
-Nie. To w takim razie do zobaczenia. -cmoknęła mnie w policzek i wyszła
Miałam ochotę położyć się pod kołdrą z ciepłą herbatą i zająć myśli czym innym, ale niestety nie było mi to dane.
Po 10 minutach od wyjścia Lary zabrzmiał dzwonek do drzwi.
Czy wy kurwa nie możecie dać mi spokoju chociaż na godzinkę!?
Otworzyłam drzwi nie spodziewając się, że stanie w nich Bruno.
-Nie odbierałaś telefonów. Martwiłem się.
-Przepraszam. Rozładował mi się telefon.
W międzyczasie Bruno wszedł do środka i ściągnął kurtkę jak i buty. Rozgościł się wchodząc do salonu i siadając na mojej kanapie. Chyba nie zauważył, że nie mam ochoty na towarzystwo ludzi.
-A więc co się stało?
Usiadłam koło niego i starałam się być silna i nie płakać, ale mi się nie udało.
-Mój tata jest poważnie chory
Bruno momentalnie z dobrego humoru przerzucił się na smutny. Objął mnie ramieniem i ścisnął tak bym poczuła, że jest przy mnie i mnie wspiera.
-Nie wiem... -przyłożyłam mu palec do ust.
-Nic nie musisz mówić. Po prostu tu bądź.
Postawiłam Go w dość niezręcznej sytuacji, bo co mógł powiedzieć o tym wszystkim nie znając mojego ojca. Nie wiedząc jakim wspaniałym jest człowiekiem.
Bruno siedział mocno tuląc mnie do siebie i delikatnie głaszcząc moje włosy. Pomogło mi to się trochę uspokoić, ale nieznacznie. Nie wiem czy chciałam żeby tu był czy żeby sobie poszedł. Czułam wielką ochotę położenia się do łóżka i pogrążenia się w krainie gdzie żadne zło mnie nigdy nie dosięgnie, ale równocześnie chciałam by Bruno siedział tuż obok mnie, bo przy nim czułam się bezpieczna, kochana...
Potrzebowałam się komuś wyżalić. Potrzebowałam pomocy.
Opowiedziałam Brunowi wszystko czego się dowiedziałam od mamy i doktor Ashley. Czułam jak intensywnie nad czymś myśli. Może chciał poukładać sobie wszystko w głowie a może nie mógł przyjąć tego do wiadomości.
-Pomogę Wam -spojrzałam na niego pytającym wzrokiem -Wpłacę te 30 tysięcy.
Tego się nie spodziewałam. To co powiedział totalnie mnie zaskoczyło. Byłoby to nam na rękę, ale nie mogłam do tego dopuścić. Muszę nauczyć radzić sobie sama.
-Nie! To jest mój problem. Nie mogę od ciebie tego wymagać
-Ale ja chcę Ci pomóc
-Będę się głupio czuła.
-Oj przestań
-Nie, Bruno. Nie możesz tego zrobić. Nie chcę byś wydał tyle pieniędzy przeze mnie
-I tak nie mam co z nimi robić
-To idź na zakupy, cokolwiek. Muszę sobie sama poradzić.
Nie powiedział nic więcej na ten temat. Co więcej nawet przestał gadać i sprawił, że zapomniałam o problemach. Jeden pocałunek a tak wiele dał.
Kocham jego wyczucie czasu. To, że wie kiedy i co robić. Wie jak całować by cały świat się zatrzymał i nic poza tym momentem się nie liczyło. Naprawdę nic.

***

Nie mogę Was długo trzymać w napięciu zwłaszcza, że teraz dużo się dzieje, dlatego macie już dzisiaj kolejny odcinek :*

czwartek, 1 stycznia 2015

#31

SAM

Kac wcale nie zwalnia Cię z obowiązków - z tego sobie zdałam sprawę podczas dzisiejszego dnia. Od rana miałam zawalone spotkania. Najpierw musiałam pójść na plan. Nagrywałam bowiem malutką rólkę w młodzieżowym filmie. Niby to nic takiego, ale jakoś się z niej cieszyłam. Teraz zobaczą mnie także nastolatki a wiadomo, że fanów raczej powinnam w nich szukać.
Praca nad filmem zajmie im pół roku a mi zaledwie tydzień. Z czego przychodzę tu już drugi raz.
Po nagraniu sceny pędem poleciałam do Marka. Mieliśmy omówić kwestie finansową, a także z tego co się później dowiedziałam miał już dla mnie kilka wypatrzonych castingów. Ten gości jest niesamowity.
źródło internet
Po uzgodnieniu tego i owego musiałam jechać na siłownie. Tak w końcu wzięłam się za siebie. Nie mogę patrzeć jak inne dziewczyny na planie mają płaski brzuch i szczupłe uda, a ja... Szkoda gadać. Może nie należę do grubych, ale fałdka i cellulit tu i ówdzie są. To jest przygnębiające. Z resztą nie robię tego tylko dla siebie. Według Marka statystyk za kilka miesięcy (po premierze filmu) powinnam stać się sławniejsza. Przez co reporterzy będą się mnie czepiać o najmniejszy drobiazg.
Na końcu gdy już się ogarnęłam - wzięłam prysznic i ubrałam czyste ciuchy przyjechali do mnie rodzice. Niestety wczoraj nie mogli przyjechać, ponieważ tata poczuł się gorzej, ale już jest dobrze. Tak jak planowali zostają na dwie noce. Czyli cały jutrzejszy dzień jestem dla nich.
O nie!
Jutro Bruno wraca. Chciałam jechać po niego na lotnisko. Cóż Bruno poczeka. Mam nadzieję...
-Mama, tato jak ja Was dawno nie widziałam. Tak strasznie tęskniłam
-My ciebie też córuś. -Powiedział tata i mnie uściskał.
-Cześć kochanie -Mama się ze mną przywitała
Odkąd pamiętam nasze stosunki były dobre. Mama była strasznie wyrozumiała. A jako że byłam jedynaczką miałam wszystko co chciałam. Z czasem stałyśmy się z mamą najlepszymi przyjaciółkami. Mówiłam jej o wszystkim (no dobra prawie, bo są rzeczy których mama nie powinna wiedzieć). Z tatą może nie miałam takich dobrych stosunków co z mamą, ale zawsze byłam 'córeczką tatusia'. Odkąd pamiętam chwalił mnie przed kolegami. Traktował jak księżniczkę. Byłam ich oczkiem w głowie tak samo jak oni są teraz moimi. Gdyby coś im się stało nie poradziłabym sobie. Za bardzo ich kocham.
-No to opowiadajcie co tam u Was słychać.
Opowiedzieli mi, że byli u cioci Lidii w gościnie i że ciocia ma dwoje wnuków. Jej córka urodziła bliźniaki. Niestety nie udało się to przy normalnym porodzie. Konieczna była cesarka. Na całe szczęście Tom i Tim są zdrowi. Jakiś miesiąc po ich wizycie tata złamał sobie rękę. Strasznie się zezłościłam, że mi nie powiedzieli, ale nie na długo. Powiedzieli, że tego nie zrobili żebym się nie zamartwiała, zwłaszcza że wtedy pracowałam na planie.
Potem ja musiałam im opowiedzieć co u mnie.
Oczywiście opowiedziałam z dokładnością o pracy na planie i o tym jak wspaniałych ludzi tam spotkałam. Powiedziałam także o mojej przyjaźni z Brunem. Mama 'wyczytała coś pomiędzy wierszami'. Nie wiem jak ona to robi, ale później musiałam jej wszystko opowiedzieć. Kiedy tata się mył mama zaczęła rozmowę.
-Córuś?
-Tak?
-Bruno to twój przyjaciel
-Tak
-Yhym. Bo ja mam wrażenie, że nie tylko.
-Mamo! Naprawdę jesteśmy tylko przyjaciółmi.
-To dlaczego kiedy o nim wspominasz twoje oczy się rozpromieniają? Czemu na każdą wzmiankę o nim się uśmiechasz?
-No dobra masz mnie. Serio jestem aż taka przewidywalna?
-Nie, ale ja Cię dziecko wychowywałam. Wiem jak się zachowujesz w różnych sytuacjach. Wiem po prostu jak czytać z twojej twarzy.
-Czyli pewnie już wiesz, że jestem w nim po uszy zakochana? -mama spojrzała na mnie i się uśmiechnęła- Mamo musisz mi pomóc. Nie wiem co robić. Czuję, że on mnie tylko lubi. I z resztą co taka gwiazda chciałby mieć wspólnego ze mną - ze zwykłym człowiekiem. Nie wiem jakim cudem się przyjaźnimy. To jest jak sen, ale ja nie chcę się z niego budzić. Nie chcę popsuć moich relacji z nim przez moje głupie uczucie.
-Kochanie, na pewno nie popsujesz waszej przyjaźni. Według mnie on powinien wiedzieć. Ale zrobisz co chcesz.
-Ale to jest trudne. Nie chcę mu tego mówić. Za bardzo się boję. Najlepiej żeby to uczucie zniknęło. Już! Teraz! -Nadal jest -Czemu jeszcze nie zniknęło? -nie mam pojęcia czemu, ale się popłakałam.
-Nie płacz córuś. Myślę, że nie zniknęło, dlatego że ma do wypełnienia jakąś misję. Pojawiło się nie bez przyczyny, więc nie odejdzie bez wypełnionego zadania.
Choć wiedziałam co mama chce mi powiedzieć nie mogłam tego przyjąć do wiadomości. Skoro to uczucie się pojawiło to znaczy, że chcę się rozwijać a do tego potrzebuje odwzajemnienia. I żeby było odwzajemnione Bruno musi się dowiedzieć co czuję.

***

Kolejnego dnia poinformowałam Bruna krótkim telefonem, że niestety nie mogę po niego przyjechać. Usłyszałam w jego głosie nutkę zawodu, smutku i rozczarowania. No cóż zrobię. Rodziców nie widziałam kilka miesięcy. Muszę się nimi nacieszyć.
Od rana chodzimy po NY. Tata bardzo chciał poczuć tutejszy klimat. Mieszka w wiosce przy niedużym miasteczku, także to dla niego ogromna różnica. Wróciliśmy do domu na obiad. Mama zrobiła lasagne. Była przepyszna. Później miałam iść z mamą na zakupy i gdy szykowałyśmy się do wyjścia do mieszkania wpadła Lara.
źródło internet
-Zbieraj się jedzie... O dzień dobry. -Lara zauważyła moją mamę.
-Witaj Laro.
-Nie wiem czy ktoś Ci powiedział, ale ja nie jadę. Jak zauważyłaś mam gości.
-Gdzie córuś nie jedziesz?
-Po Bruna na lotnisko.
-Ale Sam... Musisz! Po prostu musisz. To... jest ważne. Musisz tam być.
-Nie mogę. Dawno nie widziałam rodziców. Chciałabym spędzić z nimi trochę czasu.
-Dobrze, rozumiem. Przykro mi. To ja już pójdę.
-Nie! -krzyknęła moja mama -Jedź Sam.
-Nie mamo. Nie zostawię Cię. Miałyśmy iść na zakupy.
-Pójdę z tatą
-A jak się zgubicie?
-Zadzwonimy do ciebie albo weźmiemy taksówkę. Spokojnie kochanie damy sobie radę.
-Na pewno?
-Tak. Idź już, bo nie zdążysz.
-Chwileczkę. Nie w takich ciuchach- zatrzymała mnie Lara -Ubierz jakąś sukienkę.
-Czemu?
-Nie pytaj tylko to zrób.
Poszłam do pokoju i się przebrałam. Słyszałam rozmowę mamy z Larą. Lara jej dziękowała a mama powiedziała, że rozumie o co jej chodzi i oby się udało.
Co się udało?
Nie miałam czasu się zastanawiać, bo nie zdążyłabym na lotnisko.
-Pa mamo. Kocham Cię
-Pa słonko.
Zniknęłam za drzwiami. Przez całą podróż Lara nie mówiła nic konkretnego i co chwilę uśmiechała się pod nosem. Nie mam pojęcia o co chodzi jej i mojej mamie, ale czuję, że niedługo się dowiem.

***

I jak po Sylwestrze? Żyjecie? Hahaha
Ja się wybawiłam w miłym towarzystwie. Muszę przyznać, że było świetnie.
Już 2015 rok. Nie mogę w to uwierzyć.
Ledwo się do 2014 przyzwyczaiłam a tu już 2015 :D
Czekam na Wasze relacje z Sylwestra :*

wtorek, 23 grudnia 2014

#28

SAM

Jestem bardzo wdzięczna za pomoc. Gdyby nie Bruna menadżer raczej nie dałabym sobie rady. Kim faktycznie mi groziła. Dobrze, że i tak wszyło na moje. Bynajmniej mam taką nadzieje. Dzisiaj mam spotkania z proponowanymi menadżerami. Oby ktoś z nich był taki dobry jak mi opisywano.
Od rana nie mogę odpędzić się od telefonów. Najpierw zadzwonił Bruno, by się mnie spytać jak się czuję, co u mnie itd. Potem zadzwoniła Lara z prośbą o spotkanie. Powiedziałam, że jedynie wieczorem mogę, na co przystanęła. Jesteśmy umówione o 19 u mnie. 10 minut temu zadzwoniła do mnie mama z zapowiedzią wizyty. Ma przyjechać jutro z tatą na 2 dni. Mhm... W końcu zjem coś porządnego, bo ostatnimi czasy nie mam czasu na gotowanie. Teraz dzwoni do mnie Stephan Grande, by mi przekazać, że jednak nie da rady dzisiaj przybyć na spotkanie.
-Oczywiście, że nic się nie stało.
-Jeszcze raz naprawdę przepraszam. Problemy zdrowotne. Mam nadzieję, że pani zrozumie.
-Proszę się mną nie przejmować. Jeżeli będę jeszcze potrzebowała pańskiej pomocy to zadzwonię.
-Dobrze, dziękuję.
-To ja dziękuję.
źródło google grafika
Czyli mam aż 3 godziny wolnego. Czas na porządne zakupy. W mojej szafie wieje pustkami. Zaprosiłabym Larę na wspólny shopping, ale spotykamy się wieczorem, więc nie będę jej zawracać głowy. Wybiorę się sama.
Albo jestem ślepa albo naprawdę nie ma nic ciekawego w tych sklepach. Znalazłam sobie jedynie czarny top z fajnym nadrukiem. Reszta jakoś mi nie pasowała. Biorąc pod uwagę to, że gram w filmie muszę jakoś wyglądać, więc postanawiam zakupić sobie sukienkę. Mam do wyboru dwie takie same sukienki różniące się tylko kolorami - jedna kremowa, druga jasnoniebieska (sukienka na zdjęciu obok). Podczas wewnętrznego pojedynku, którą sukienkę wybrać dociera do mnie dobrze znany mi głos.
-Tę kremową. Będzie Ci bardziej pasować. -obróciłam się. Oczywiście był to Kellan, a obok niego stał Josh -Tak myślę
-Hej. Co wy tu robicie?
-Śledzimy Cię, nie widać? -Podszedł do mnie Kellan i się przytulił. Następnie ten sam gest wykonał Josh.
-Szykuje się jakaś imprezka? -spytał Josh.
-Nie, nie. Kupuję ją dla was -uśmiechnęłam się do nich. - A tak na serio. Przecież muszę jakoś wyglądać na premierze.
-Sam? Zdajesz sobie sprawę, że do premiery jest jeszcze sporo czasu?
-Tak, ale trzeba już się zaopatrzyć. Kto wie co będzie w przyszłości.
źródło http://www.wszelkieprzepisy.pl/ 
Chłopcy ostatecznie pomogli mi wybrać. Pomimo tego, że moje serce pragnęło bardziej jasnoniebieską chłopcy upierali się żebym wzięła kremową. W końcu nie kupuję jej dla siebie, więc się zgodziłam na ich propozycję. Po zakupach poszliśmy na kawę i ciasto. Korzystając z okazji, że jestem w kawiarni zamówiłam sobie przepyszny kawałek czekoladowego ciasta. Tak mi go brakowało.
-Gruba będziesz! -Ach... Kellan
-I kto to mówi? Ten który zjadł już 2 kawałki sernika.
-Ale moje dwa kawałki są mniej tuczące od twojego jednego.
-Czy aby na pewno? Idę o zakład, że tak nie jest.
-Okej. Więc jeśli wygram zaprosisz mnie na kolację do siebie
-Dobra. A jak ja wygram to zabierzesz mnie na wystrzałową imprezę
-Zgoda
Poszliśmy spytać się osoby pracującej w tutejszej kawiarni o to które z nich jest bardziej kaloryczne. Oczywiście, że ciasto czekoladowe, ale czy dwa kawałki sernika nie przebiją tego? Bam! Przebiły o jakieś 100 kcal. Czyli szykuje się niezła impreza. Już nie mogę się doczekać.
Niestety nadszedł czas pożegnania, gdyż za 20 minut mam spotkanie. Dałam im po buziaku w policzek i udałam się na umówione miejsce. Czekałam niecałe 5 minut na przybycie wysokiego mężczyzny. Miał około 2 metrów. Był ciemnoskórym mieszkańcem NY z pięknymi brązowymi tęczówkami. Tylko Bruno pokonał Go w tej walce.
-Witam. Nazywam się Mark Lewson.
-Sam. Miło mi -wyciągnęłam rękę. Ucałował ją delikatnie. Przeszły mnie dreszcze.
Spędziliśmy około godziny na omawianiu szczegółów naszej współpracy. Był bardzo przekonujący. Miał na swoim koncie takie gwiazdy jak Cameron Diaz i Nicki Minaj. Muszę przyznać, że jestem pod wrażeniem. Przedstawił mi szczegółowe plany co do mojej kariery. Nawet mi się nie śniło żeby przez 3 lata zdobyć taką sławę i doświadczenie zawodowe jakie mi oferuje.  Choć jutro mam jeszcze jedno spotkanie już wiem kto zostanie moim menadżerem.
Po powrocie do domu wzięłam szybki prysznic. Po dokładnym osuszeniu skóry ubrałam krótkie szorty i biały top. Po 20 minutach do drzwi zapukała Lara. Otworzyłam jej. Jak się dowiedziałam podczas naszych rozmów nie było szczególnego powodu jej wizyty. Po prostu się stęskniła. Rozmawiałyśmy kilka godzin przy czerwonym winie oglądając jakąś komedie w telewizorze. Nic z niej nie pamiętam przez te plotkowanie.
Następnego dnia obudziłam się z butelką wina w ręku. Była otwarta i do połowy pełna. Obok mnie leżały jeszcze 2 całkowicie puste butelki. Nie wiem skąd wytrzasnęłam aż tyle alkoholu. Wiem tylko tyle, że było go za dużo. Prawie nic nie pamiętam co robiłam, ale na całe szczęście nie ma obok mnie jakiegoś obcego mężczyzny tylko Lara. Mimowolnie się uśmiechnęłam widząc jak leci jej ślina z ust.
-Stawaj, bo się utopisz. -obudziłam ją
-Jeszcze chwilkę.
-Nie ma tak dobrze. Musimy ogarnąć chatę. Za 2 godziny mam spotkanie
-Już, już. Idź zrób śniadanie a ja się ogarnę.
Więc poszłam. Zrobiłam przepyszną jajecznicę. Mniam. Lara dołączyła do mnie i razem zjadłyśmy śniadanie, Następnie wzięłam krótki prysznic i umyłam włosy. Wysuszyłam je suszarką i zostawiłam rozpuszczone. Ubrałam białą koszulę i czarną ołówkową spódniczkę. Muszę jakoś wyglądać na spotkaniu.
Już od początku czułam, że ten facet nie przypadnie mi do gustu. Nie dość, że wyglądał strasznie to jeszcze zachowywał się okropnie. Zamiast on mi coś oferować ja musiałam mu. Po 10 minutach był już skreślony a po kolejnych 15 się z nim pożegnałam.
Chciałam zadzwonić do Marka i powiedzieć mu dobrą nowinę, ale miałam rozładowany telefon.
Gdy doszłam do domu podłączyłam szybko do ładowarki i włączyłam urządzenie. No nieźle. 10 nieodebranych połączeń i to na dodatek wszystkie od Bruna.

***
Witam Was gorąco. Już pojutrze Święta. Kto się cieszy? Ja na pewno. Uwielbiam takie dni. Jest tak rodzinnie i (z perspektywy ogromnego obżartucha) jest duuużo jedzenia. Nie pisałam Wam tego wcześniej, ale jestem bardzo z siebie dumna. Postanowiłam, że od 1 grudnia do Wigilii nie będę jadła słodyczy, chipsów (i tym podobnych) i ciast, pączków itd. I się udało. To znaczy jest jeszcze całe jutro, ale dam radę. Jak już tyle przeszłam to jeden dzień = pikuś. Nie będę się bardziej rozpisywać na ten temat, bo pewnie przynudzam. :D
A teraz konkrety.
Chciałabym Wam życzyć zdrowych i pogodnych Świąt Bożego Narodzenia. Żebyście spędzili dużo czasu z rodziną, żeby było pomiędzy Wami jak najmniej konfliktów. Oraz najważniejsze - żeby Bruno zawitał do naszego kraju.
Mam dla Was prezenciki, czyli każdy kto skomentuje tego posta będzie miał zadedykowany odcinek. Niestety nie mam co innego dać, ale liczy się gest :)
Natomiast jeśli Wy chcielibyście sprawić mi prezent to ucieszyłabym się gdybyście udostępnili link do mojego bloga na swoich blogach, bądź stronkach o Brunie. Z góry dziękuje. :)
Jeszcze raz wszystkiego najlepszego, Hooligans <3

piątek, 5 grudnia 2014

#25

SAM

To był najwspanialszy dzień w moim życiu. Bruno się o wszystkim dowiedział i mam nadzieję, że pozbył się Kim. Ta kobieta nie zasługiwała na niego w żadnym calu.

-I jak? –spytała Lara, gdy weszłam do jej mieszkania
-Dobrze. Zdążyłam z nim porozmawiać przed odlotem
-I tylko tyle mi powiesz? Szczególiki proszę
-A więc, Bruno jakimś cudem w dzień rozmowy poszedł do biura Kim i usłyszał naszą rozmowę. Dowiedział się wszystkiego i chyba z nią zerwał. Zrozumiał, że źle postąpił obrażając się na mnie i ustaliliśmy, że postaramy się aby wszystko pomiędzy nami było tak jak dawniej.
-No to fajnie. – uśmiechnęła się -Muszę Ci się do czegoś przyznać
-Słucham?
-Bo to tak jakby trochę przeze mnie
-Jak to przez ciebie?
-No bo to ja wysłałam Brunowi sms-a żeby przyjechał do biura. Musiałam sprawić żeby się dowiedział w końcu o tym i żeby Ci wybaczył.
-Dziękuje. Nawet nie wiesz jak mi pomogłaś.
-Nie ma sprawy. Polecam się na przyszłość.
A więc po to kazała do siebie zadzwonić, żeby napisać do Bruna. Chciała nam pomóc. Co za przebiegła lisica. Kocham ją. Jest jak siostra. Bardzo mądra siostra. Pomaga, wspiera… Po prostu jest wspaniała

BRUNO

-Ej stary o czym ty tak myślisz? –spytał Kam
-Nie ważne –uśmiechnąłem się do niego
-No mów –wtrącił się Phil
-Pogodziłem się z Sam
-No w końcu –westchnął Phil
-To dobrze –powiedział Kam
-Bardzo dobrze –odpowiedziałem
-Dlatego widziałem ją na lotnisku –wtrącił Phil
-Tak. Przyjechała, bo wysłałem jej sms a potem nie odebrałem od niej telefonu. Zmartwiła się i przyjechała. Chciała wyjaśnić wszystko co się pomiędzy nami stało.
-Stary. Nic tylko brać, taka kobieta to skarb. Gdyby nie Urbana to pewnie byłaby moja
-Ej! Nie pozwalaj sobie. Ona jest moja –Co? Co ja powiedziałem?
-No chyba śnisz.
-Faktycznie. –zaczął się krótki śmiech Phila
-A gdzie Kim? Nie widziałem jej na lotnisku
-Kim już nie ma
-Jak to?
-Zerwałem z nią. –nie mogłem wykrztusić tego z siebie, ale po jakimś czasie mi się udało –Wykorzystała mnie
-Sory stary. Nie wiedziałem.
-Nic się nie stało

***

SAM

Dzisiaj zaczyna się ostatni tydzień pracy na planie. Bynajmniej dla mnie. Od samego rana chodziłam uśmiechnięta. I chyba wszyscy to zauważyli
-Coś ty taka uchachana od samego rana? –spytał Josh
-A nie ważne –odpowiedziałam delikatnie
-Nie karz nam się błagać –powiedział Kellan
-No dobra. Pogodziłam się z Brunem.
-I to jest ten powód? –spytał Kell. Raczej nie był z tego powodu zadowolony.
-Daj dziewczynie na luz. Pogodziła się z super gościem. Znam go osobiście i naprawdę uważam, że jest spoko. Powinniście być razem.
-Serio tak uważasz? Moim zdaniem on jest palantem skoro w ogóle się na nią gniewał. Na taką kobietę nie powinno się obrażać.
-Oj schlebiasz mi –powiedziałam. Udawałam, że nie usłyszałam, że wyzwał Bruna
-Chyba musisz Go osobiście poznać żeby zrozumieć jaki on jest. Nie oceniaj Go.
-Wybacz. Nie chciałem Go obrazić. Po prostu nie ogarniam jak on mógł wyrządzić taką krzywdę Sam
-Bez przesady. Nic mi nie jest
-Ale było. Myślisz, że nie wiem, że chodziłaś smutna i płakałaś przez niego. Przez telefon też potrafię wyczuć, że coś z tobą nie tak
-No dobra. Może i było coś na rzeczy i faktycznie przez niego płakałam, ale to już przeszłość. Nie wracajmy do tego
-Dobra. Koniec tych pogaduszek. Czas na pracę. – wtrącił się Josh
Musieliśmy iść na plan nagrać scenę. Poszło nam całkiem sprawnie. Po pracy udałam się do domu. Wzięłam gorącą kąpiel i położyłam się do łóżka. W ręku trzymałam telefon z wybranym numerem Bruna. Chciałam zadzwonić, ale nie wiedziałam jak się mam zachować. Mam udawać, że nic się nie wydarzyło i rozmawiać z nim jak z przyjacielem czy lepiej będzie jeśli na razie poudajemy tylko znajomych? Sama już nie wiem. Chciałam już kliknąć na przycisk „dzwoń”, ale zdałam sobie sprawę, że to on powinien zadzwonić. Może ma teraz jakieś ważne spotkanie albo gra koncert. Tego nie wiem.
Wstałam i poszłam do salonu. Włączyłam jakiś film. Gdy już lekko się wciągnęłam, usłyszałam jak dzwoni mi telefon. Dzwonek nadal miałam taki sam – Runaway Baby.
Był to Bruno.
Odebrałam. Zaczęliśmy rozmowę. Zbytnio nie mieliśmy o czym gadać. Widać, że ta rozłąka nas poróżniła. Gdy nie mieliśmy już tematów powiedziałam, że źle się czuję i chce iść spać. Oczywiście skłamałam, ale co miałam ciągnąć tą rozmowę? Nie opłacało się. Tylko zmarnowałabym nam czas. Mam nadzieję, że następnym razem pójdzie nam lepiej.

***

W ciągu ostatnich dni ukończyłam film i zgłosiłam się na kilka castingów. Dzisiaj przyszła mi wiadomość, że zagram w reklamie szamponu do włosów. W sumie fajnie. Chociaż będę miała zajęcie. Zostało jeszcze 2 tygodnie i 3 dni do powrotu Bruna. Czy odliczam? Skądże. Stęskniłam się za nim. Pragnę Go zobaczyć.
Umówiłam się dzisiaj na obiad z Kellanem. Nadal mam zamiar utrzymać kontakt z ludźmi z planu.
-I jak tam Wam idzie praca?
-Całkiem dobrze. Jeszcze półtora miesiąca i powinniśmy skończyć. A ty masz coś na oku? Jakąś nową rólkę?
-Byłam niedawno na castingach. Zobaczymy co z tego wyjdzie. Jak na razie będę reklamować szampon
-Szampon? –nieco się zdziwił
-Tak. A co?
-Nie nic. Myślałem, że stać Cię na więcej –uśmiechnął się do mnie zadziornie
-A powiedz mi co jest złego w reklamowaniu szamponu?
-Nic, nic. Po prostu stać Cię na reklamowanie jakiejś drogiej biżuterii a nie taniego gówna.
-Nie zapominaj, że ja dopiero zaczynam karierę i że początki są zawsze trudne.
-No fakt. Sam kiedyś reklamowałem soczek do picia
-Serio?
-Tak.
-Czemu ja tego nie wiedziałam.
-Oj nie wiem. Przegapiłaś taką fajną reklamę. I raz, dwa, trzy. Gdy ochotę masz wypij sobie smash. Jeden łyk, drugi łyk i cały soczek znikł. –Kellan zaczął śpiewać
-Kruczę to ile ty musiałeś mieć lat jak to nagrywałeś?
-Około 10. –uśmiechnęłam się. Spojrzałam na zegarek. Było już późno. Musiałam wracać do domu.
-Muszę już iść.
-Okej. Kiedy się spotkamy?
-Nie wiem. Zadzwonię do ciebie.
-Dobrze. Już nie mogę się doczekać. –podeszłam do niego i dałam mu buziaka w policzek na pożegnanie.
W drodze do domu strasznie się zamyśliłam i nawet nie zauważyłam kiedy w kogoś weszłam
-Przepraszam –powiedziałam i spojrzałam się na tą osobę. To była Kim. Spojrzała się na mnie jak na wroga i od razu z jej ust zniknął uśmiech
-Uważaj jak chodzisz!
-Dobrze wiesz, że nie zrobiłam tego specjalnie.
-No nie wiem.
-Chciałam Ci powiedzieć, że to nie przeze mnie Bruno wtedy znalazł się w biurze. Choć w sumie dobrze, że tam przyszedł
-Tak jasne nie przez ciebie. Jestem ciekawa wtedy jakim cudem akurat w ten dzień przyszedł do mnie do pracy? A z resztą, nie tłumacz tego i tak Ci nie uwierzę. Wiem, że chciałaś mi go odbić. Wiem, że chciałaś mnie zniszczyć, ale strzeż się bo to ja zniszczę ciebie  -pogroziła mi palcem
-Czy ty mi grozisz?
-Ja? Skądże
-Nie boję się ciebie
-To zacznij. A tak poza tym papiery rezygnacyjne zostawiłam w biurze -odeszła
-Tylko, że to ja ciebie zwolniłam! –krzyknęłam, ale chyba mnie nie usłyszała
Nie wiem co mam o tym wszystkim myśleć. Ona naprawdę mi groziła, czy tylko tak powiedziała żebym zaczęła się jej bać?



*** 

Krótki, bo brak weny i z resztą strasznie mi się nie podoba, ale muszę Wam coś wstawić bo już dawno nie było tu nowiusieńkiego odcinka.
Zdradzę Wam sekret: Teraz będzie już tylko lepiej. 
Nasza para w końcu się pogodziła i chyba coś z tego wyjdzie...
Z resztą sami zobaczycie. Wystarczy tylko, że będziecie czytać i komentować :D

niedziela, 30 listopada 2014

#24

SAM

Dwa dni do wyjazdu

Trzeba w końcu zmierzyć się z Kim. Wierzę, że dam radę. Wierzę, że ona mi to wszystko wyjaśni i nie będę musiała powiedzieć Brunowi smutnej prawdy.
-Lara. Zaraz do niej idę.
-Okej. Pamiętaj mój ty krasnalku, że masz z nią tylko porozmawiać a nie wyrwać jej oczy. Nie daj się ponieść emocjom.
-Ej! Nie wyzywaj mnie wielkoludzie. Postaram się z nią porozmawiać najspokojniej jak potrafię
-Dobrze. To teraz idź Samanto i pogadaj z nią
-Okej. I nie mów do mnie Samanta
-Dlaczego?
-Znasz moje zdanie na temat tego imienia
-Hm… Raczej nie. Mogłabyś mi to przypomnieć?
-Nie denerwuj mnie. Nie lubię go, bo jest nudne i sztywne.
-Dobra, dobra. Idź sztywniacko, bo Ci zaraz Kim ucieknie
-Kobieto nie uruchamiaj mnie
-Też Cię kocham. Zadzwoń po rozmowie.
-Okej
No to idę. Droga dłuży się jakby bym szła kilka kilometrów a tak naprawdę idę kilka pokoi dalej. Przez chwilę stałam przed drzwiami. Chciałam zrezygnować, ale teraz nie mogę. Nie mogę się poddać. Czas w końcu to załatwić. Muszę tam wejść. Muszę. Naciskam na klamkę. Drzwi się otwierają. Widzę ją. Siedzi na krześle i przegląda jakieś dokumenty. Chciałam się zawrócić, ale mnie zauważyła. Już nie ma odwrotu
-Kim. Musimy porozmawiać –powiedziałam i weszłam do środka

BRUNO

-Phil. Kiedy nagrywamy tą piosnkę?
-Jak wrócimy z trasy
-A nie dałoby się tego jakoś wcześniej załatwić?
-Stary zostały Ci dwa dni. Kiedy ty chcesz to zrobić?
-Nie wiem. Może podczas trasy
-Ale nasz najdłuższy postój w jednym mieście to 4 dni z czego masz w tym miejscu 2 koncerty
-No fakt. To nagramy to po powrocie.
-No dobra. Ej stary choć jeszcze tu. Muszę kupić sobie picie.
-To idź a ja poczekam przed wejściem
Phil wszedł do środka a ja zostałem. Chciałem zadzwonić do Kim, żeby się spytać o której kończy, lecz dostałem anonimowego sms-a „Bruno przyjedź szybko do Kim. Coś się z nią dzieje”. Strasznie się wystraszyłem. Nie wiedziałem co się stało. Postanowiłem, że pojadę do Kim. Wezwałem taksówkę. Napisałem z niej sms-a do Phila, że musiałem gdzieś pójść. Mam nadzieje, że nie będzie zły, że go tak zostawiłem.  Dojechałem do jej biura może w pięć minut. Wszedłem do środka. Dużo osób się na mnie patrzyło, ale już do tego przywykłem, w końcu jestem Bruno Marsem. Gdyby nie fakt, że się śpieszę pewnie zrobiłbym sobie z nimi zdjęcia. Wszedłem na 3 piętro. Przez chwilę szukałem Kim pokoju. Byłem tu może ze 2 razy, więc mam prawo się zgubić. Jest. Gabinet Kim. Chciałem wejść do środka i zobaczyć co się stało, ale wtedy usłyszałem ją
-… tak wyszło
-I tylko tyle masz mi do powiedzenia? – Znam ten głos. Znam, ale nie mogę sobie przypomnieć kogo on jest
-No a co byś więcej chciała wiedzieć?
-No nie wiem może powód dla którego to zrobiłaś. –Już wiem. To na 100 % Sam, ale o czym one gadają. Nic nie rozumiem.
-Bo widzisz żeby zajść daleko jako menadżer trzeba mieć znajomości, a Bruno jest osobą bardzo popularną. Z początku naprawdę myślałam, że mogę coś do niego poczuć, ale to było tylko złudzenie. Fakt polubiłam Go, ale to było tylko tyle. Chciałam zdobyć więcej klientów a wiedziałam, że ja mu się podobam to to wykorzystałam. Nie sądziłam, że on jest aż tak naiwny. A ten koleś co mnie z nim widziałaś to naprawdę fajny facet. Mogłabym Cię zapoznać z jego kolegami – Auć! To zabolało. Myślałem, że coś dla niej znaczę. Kochałem ją. Łza spłynęła mi po policzku
-Nie dzięki. Nie chce znać twoich kolegów. Nie mam ochoty znać Ciebie. Jak mogłaś Go tak skrzywdzić? Bruno naprawdę Cię kocha
-No cóż tak bywa. Nie moja wina, że się we mnie zakochał. A z resztą co on Cię tak obchodzi?
-Bo… -cisza. Nikt się nie odzywa
-Bo? –spytała Kim
-Bo mi na nim cholernie zależy – krzyknęła Sam.
-Biedactwo. Szkoda, że mu na tobie mniej– podkreśliła ostatnie słowo.
-Ale…
-Nie ma żadnego, ale. Mogę się założyć, że nawet jeżeli mu powiesz o tym co ci powiedziałam to ci nie uwierzy. On mnie kocha i jest tą miłością zaślepiony.
-Obiecał, że mi uwierzy –powiedziała ściszonym głosem jakby mówiła to do siebie
-Obiecanki cacanki. A teraz wybacz muszę wracać do pracy
-Nie musisz. Zwalniam cię
-Co? nie możesz tego zrobić!
-A właśnie, że mogę.
Nie chciałem dłużej tego słuchać. Udałem się do domu. Zadzwoniłem do Phila i powiedziałem, że nie przyjdę do pracy bo się źle czuję. Dużo rozmyślałem o tym co dziewczyny mówiły. O co im tak naprawdę chodziło i doszedłem do wniosku, że Kim mnie zdradziła, a Sam musiała to widzieć, dlatego mi wtedy nic nie chciała powiedzieć. Zrobiła to dla mojego dobra a ja ją źle potraktowałem. Głupio się z tym czuję. Nie rozumiem tylko po co Kim nadal ze mną jest skoro i tak już ma dużo klientów. Ja ją tak bardzo kochałem. Ufałem jej a ona tylko mnie wykorzystała. U mnie w sercu już nie ma dla niej miejsca. To już jest koniec. Ona wszystko zniszczyła. Chcę mi się płakać. Chcę przytulić kogoś. Chce by ktoś koło mnie usiadł i powiedział, że nie była mnie warta i że będzie dobrze. Trzema osobami które mogłyby to zrobić są Phil, Kam i Sam. Nie chce na razie mieszać w to chłopaków, a na Sam nie mogę teraz normalnie spojrzeć. Przez to co zrobiłem będę się dziwnie czuł w jej obecności. Mam nadzieję, że mi wybaczy mój głupi czyn. Chociaż na to jest duża szansa, bo powiedziała, że jej na mnie zależy. A mi? Oczywiście, że tak. Jest dla mnie naprawdę kimś ważnym. Zawsze była przy mnie i mnie wspierała. W zasadzie jestem oswojony z myślą, że będzie ze mną do końca życia i może dlatego jakoś zbytnio się nie staram w tej znajomości. Czas to zmienić. Jest moją najlepszą przyjaciółką i chciałbym żeby nią została.
-Kochanie wróciłam –Kim weszła do naszego domu, w zasadzie już mojego
-Nie mów do mnie kochanie
-Co się stało? –na jej twarzy wymalowało się przerażenie
-Ty się mnie pytasz co się stało? A może to się stało, że mnie nie kochasz, że mnie wykorzystałaś i że mnie zdradziłaś – Kim zrobiła wielkie oczy, jakby zaraz miały jej wylecieć
-Słonko kto ci takich głupot naopowiadał? – udawała, że nic nie wie, ale ja to wszystko słyszałem. Nie może mi wcisnąć kitu.
-Ty! – krzyknąłem
-Ja? –spytała zdziwiona
-Tak ty. Byłem dzisiaj u ciebie w pracy i usłyszałem twoją rozmowę z Sam
-To nie tak…
-Nie tłumacz się. Wyjdź stąd. Tam masz walizki –pokazałem na korytarz. Po jej policzkach spłynęły łzy. Może myślała, że jeszcze się nabiorę na jej niewinność. Co to to nie.
-Bruno, Przepraszam.
-Wyjdź. Nie chcę Cie już więcej widzieć
Po moim policzku spłynęła łza. Wiedziałem, że ta rozmowa była jedną z najtrudniejszych w moim życiu.

SAM

Dzień wyjazdu

Cieszę się, że tą rozmowę mam już za sobą. Na pewno nie była ona dla mnie łatwa. Jeszcze na początku Kim udawała, że nie wie o co chodzi, ale później się przyznała. Nie wiem co teraz zrobię. Jestem w 100 % pewna, że Kim go zdradziła. Nie potrafię przekazać takiej wiadomości Brunowi. Nawet gdybym chciała mu to powiedzieć to pewnie by mnie nie słuchał w końcu jest na mnie wściekły i mu się nie dziwie. Moje słowa go zraniły. Pewnie już nigdy mi nie wybaczy.
Pożegnałam się ze wszystkimi Hooligans oprócz Bruna, bo nie przyjechał do nas. Lara urządziła małe pożegnalne przyjęcie. Fajnie było pobawić się w wspólnym gronie. Rozmawiałam z Philem i powiedział mi, że Bruno coraz mniej się na mnie gniewa. Ucieszyłam się z tego powodu, ale i tak wiedziałam, że zanim wszystko pomiędzy nami będzie tak jak dawniej to minie sporo czasu. Chłopcy pojechali. Wszystkim napłynęły łzy do oczu a najbardziej Larze i Kameronowi. Tak trudno patrzeć jak kochający się ludzie muszą się rozstać.
-Wiesz z czego sobie zdałam sprawę?
-Nie.
-Że nigdy ci nie podziękowałam za to, że dzięki tobie poznałam Kamerona.
-Oj to nie była moja zasługa. –odpowiedziałam
-Uwierz mi była. Dziękuje Ci. Kocham Cię, kurdupelku mój
-Ja ciebie też wielkoludku.
Poczułam wibracje w kieszeni. Wyciągnęłam telefon. To sms. Nadawca- Bruno.
„Przepraszam, że nie przyjechałem na imprezę, ale nie potrafię Ci spojrzeć w oczy. Źle postąpiłem wkurzając się na ciebie. Już wszystko wiem. Przepraszam za wszystko. xoxo Bruno”
O co mu chodzi? Co wie? Czemu nie potrafi mi spojrzeć w oczy? Co jest grane? Nie wiem, ale muszę się dowiedzieć. Próbowałam się dodzwonić do Bruna, ale nie odbierał. Powiedziałam Larze o sms i powiedziała, że mam jechać na lotnisko. Zdążę? Nie wiem, ale warto zaryzykować. Mają jeszcze godzinę do odlotu a droga do lotniska trwa 30 min. Chciałam żeby Lara ze mną pojechała, lecz ona powiedziała, że nie zniosłaby kolejnego rozstania z Kameronem, więc została w domu. Droga dłużyła mi się, ale w końcu dojechałam do celu. Mam nadzieję, że nie jest za późno. Weszłam do budynku. Nie widziałam żadnego z Hooligans, więc postanowiłam się trochę rozejrzeć. Natrafiłam na Phila, który mnie nakierował na Bruna.
- Bruno – krzyknęłam. Brązowooki obrócił się w moją stronę. Miał już przechodzić przez barierki, ale ostatecznie od nich odszedł. Podszedł do mnie.
-Co ty tu robisz? –spytał zdziwiony
-Nie odbierałeś telefonu, a twój sms mnie trochę zaniepokoił
-Przepraszam. –spuścił głowę w dół. Odkąd do mnie przyszedł jeszcze ani razu nie spojrzał mi w oczy.
-Co jest? –podniosłam jego głowę i zmusiłam by spojrzał mi w oczy
-Sam. Wiem wszystko i źle się czuje, że Cię tak potraktowałem.
-Co wiesz?
-Byłem wtedy w biurze. Słyszałem jak rozmawiałaś z Kim – nie spodziewałam się tego
-Ojejka. Bruno, tak mi przykro. Chciałam Ci powiedzieć, ale…
-Już dobrze. Nie tłumacz się rozumiem. A teraz wybacz, ale musze już iść. Samolot nie będzie na mnie
Przykro mi, że Bruno dowiedział się w taki sposób o Kim, ale dobrze, że mam to już za sobą.

BRUNO

Odszedłem od Sam. Czułem, że muszę się zawrócić. Że muszę coś zrobić. Nie mogłem odejść bez pożegnania. Chciałem ją mocno przytulić
-Zapomniałeś czegoś? –spytała
-Tak. –podszedłem i wtuliłem się w nią. –Bardzo mi tego brakowało.
-Mi też –nadal trzymałem ją w objęciach. Gdy się odsunęła zobaczyłem, że spłynęła jej łza po policzku
-Czemu płaczesz?
-Bo już myślałam, że nigdy się nie pogodzimy
-Prędzej czy później wszystko by się wyjaśniło, więc na pewno byśmy się pogodzili
-W sumie masz rację. Bruno…
-Tak?
-Chciałabym żeby wszystko było jak dawniej. Żebyśmy nadal byli najlepszymi przyjaciółmi
-Ja też.
Przytuliłem ją jeszcze raz i odszedłem.

***

Hej :)
Cóż mam Wam do powiedzenia? Chyba raczej nic szczególnego, oprócz tego, że dzisiaj jest rocznica śmierci Paula Walkera :(
A tak poza tym to świeci pustkami, także trzymajcie się i do kolejnego odcinka :*

wtorek, 25 listopada 2014

#23

SAM

Kolejnego dnia poszłam do Lary. Wyżaliłam jej się. Bardzo starała się mnie pocieszyć, ale wiedziała, że to na marne. Nic mnie bardziej nie mogło zasmucić jak utrata Bruna. Bardzo go lubiłam. Może aż za bardzo. Czuję, że nie wybaczy mi tych słów. Lara twierdzi, że się chwile pogniewa i mu przejdzie, ale ja nie jestem tego taka pewna. W końcu ona nie widziała jaki on był wściekły jak ze mną rozmawiał. I jaki był smutny i zawiedziony gdy powiedziałam, że nie jest moim przyjacielem. Wczoraj gdy próbowałam do niego dzwonić nie odbierał. Nie dał mi żadnego znaku życia. Mam nadzieje, że nic mu się nie stało. Wiem, że się za bardzo przejmuje, ale ludzie pod wpływem gniewu robią głupie rzeczy.
-Sam nie przejmuj się na pewno mu przejdzie.
-Nie Lara. Ja go za bardzo skrzywdziłam.
-Ale to było wszystko pod wpływem emocji. On na pewno to zrozumie.
-Szczerze w to wątpię –rozległ się dzwonek do drzwi.
-Otworzę –powiedziała Lara i wyszła z salonu. –Bruno! Jak dobrze, że jesteś. Co cię tu sprowadza?
-Nie wiesz może czy Kameron nie zostawił czegoś tutaj dla mnie?
-Zostawił. Wejdź do salonu zaraz Ci przyniosę.
Zrobiła to specjalnie, żebyśmy mogli porozmawiać. Po to go zaprosiła do salonu. Bruno wszedł do pomieszczenia. Spojrzał na mnie i widocznie posmutniał.  Nie chciałam Go skrzywdzić. Nie chciałam…
-Lara! –krzyknął- wiesz co ja przyjdę kiedy indziej po to
-Bruno… -odezwałam się –Bruno ja…
-Nie tłumacz się. Już wszystko jest pomiędzy nami jasne. –po policzku poleciała mi łza
-Nie Bruno. Posłuchaj mnie proszę. –przyszła Lara i dała mu płytę.
-To może ja poczekam w kuchni –powiedziała Lara
-Nie. Ja już wychodzę. –powiedział Peter i udał się do wyjścia
-Bruno… -tylko tyle udało mi się wykrztusić spod moich łez. Zamknął drzwi.
-Sam. Kochanie. Nie płacz. Nie warto.
-Widzisz sama. Nawet nie da się z nim porozmawiać. Nic nie mogę zrobić. Lara to koniec. On mi nie wybaczy.
-Wybaczy, ale daj mu czas.
-Kiedy ja nie potrafię.
-Musisz się postarać, maleńka. –powiedziała i przytuliła mnie. –Wierzę, że dasz radę.
-Mogę zostać dzisiaj u ciebie na noc?
-Jasne. Tylko odwołam spotkanie z Kamem.
-Nie. Idź. Ja poczekam
-Nie mogę Cię tak zostawić.
-Dziękuje. Masz może lody? –uśmiechnęłam się
-Oczywiście. Nawet mam wypożyczone jakieś badziewie. To co, oglądamy ?
-Jasne
Kocham ją. Ona jest dla mnie kimś więcej niż przyjaciółką. Jest dla mnie siostrą. Zawsze wie jak mnie pocieszyć. Jak sprawić bym się uśmiechnęła. Tylko ona to potrafi.

BRUNO

Widocznie nie jesteś moim przyjacielem. Nie jesteś moim przyjacielem… To mnie prześladuje. Ciągle o tym myślę. Jak ona mogła tak powiedzieć? Czy ona naprawdę tak myśli? Sądzę, że tak inaczej by tego nie mówiła. To tak boli, kiedy dowiadujesz się prawdy. I to jeszcze od osoby, którą uważałeś za najlepszą przyjaciółkę. Chciałbym cofnąć czas. Chciałbym jej nie spotkać by uniknąć naszego cierpienia. Niestety nie mam takiej mocy. Nie mogę nic na to poradzić. Mógłbym o tym zapomnieć, ale to nic nie da. Nie da się tak po prostu o tym nie myśleć. Nie da się tego wybaczyć. Nie takich słów. Bardzo ją lubiłem. Bardziej niż dotychczasowe koleżanki. Można by było powiedzieć, że nawet bardziej od moich dziewczyn. Teraz trochę mi przeszło. Nie mam ochoty na nią patrzeć, rozmawiać z nią. Czy to jest chwilowe? Mam nadzieję, że tak. Nie lubię mieć nieprzyjaciół.
-Kochanie mam dzisiaj dużo pracy i nie wiem czy zdążę na kolację –oznajmiła mi Kim
-Jak to nie zdążysz? Mieliśmy ostatni tydzień spędzać razem
-Wybacz mi słonko. Wiesz jak jest?
-Nie. Nie wiem. Wiem tylko tyle, że praca jest dla ciebie ważniejsza niż ja. –zdenerwowała mnie. Podniosłem głos
-Nie mów tak, to nie prawda. –powiedziała spokojnie. Chciała się do mnie przytulić, ale się odsunąłem.
-Nie wiem co mam o tym myśleć. Mam wrażenie, że nic dla ciebie nie znaczę
-Jesteś dla mnie najważniejszym mężczyzną. –teraz pozwoliłem jej się wtulić we mnie –Kocham Cię
-Ja ciebie też
Pocałowała mnie. Później ja ją. I tak się to skończyło, że wylądowaliśmy w łóżku. Dziwny jest nasz związek. Można powiedzieć, że się kłócimy a potem lądujemy w łóżku. To jest trochę chore. Jednak nic nie mogę z tym zrobić. Kocham ją. Jest dla mnie ogromnym wsparciem. Mam nadzieję, że ja dla niej też znaczę więcej niż tylko puste słowa.

SAM

Trzy dni do wyjazdu

Dziś przyszłam do Lary w odwiedziny. Przemyślałam wszystko i dam czas Brunowi, chociaż wiem, że to będzie dla mnie trudne. Podjęłam także decyzję aby w końcu porozmawiać z Kim. Czas najwyższy zmierzyć się z problemem. Musi mi to wyjaśnić.
-Hej
-Cześć
-Co tam u ciebie słychać? –spytałam
-W sumie to nic. Staram się jak najwięcej czasu spędzać z Kameronem. Tak bardzo nie chcę żeby on wyjeżdżał
-Przecież wróci za miesiąc. Dasz radę. Wytrzymasz ten czas
-Miejmy nadzieję. A co tam u ciebie?
-Bez zmian. Bruno jak się nie odzywał tak się nie odzywa. Pracę mam dopiero za tydzień. I postanowiłam, że porozmawiam z Kim o tamtym zdarzeniu.
-No co ty gadasz?
-Naprawdę. Mam zamiar jutro z nią o tym pogadać.  –Lara przez chwilę rozkminiała co powiedziałam. Analizowała każde słowo. Jakby coś knuła.
-A o której?
-Jeszcze nie wiem. A co ty taka ciekawska?
-Ponieważ chcę cię mentalnie przygotować przed tą rozmową. Najlepiej do mnie zadzwoń jak będziesz miała zamiar do niej iść
-No dobra.
Trochę mnie zdziwiło jej zainteresowanie tą sprawą. Takie to podejrzane. Aj! Mam jakieś swoje urojenia. Przyjaciółka chce mi pomóc a ja o jakiś niestworzonych planach myślę. Cieszę się, że przed tą rozmową będę mogła jeszcze porozmawiać z kimś normalnym. Z kimś kto przygotuje mnie psychicznie na tą rozmowę.

***

Kto jest dumny z Bruna? HOOLIGANS !
30 milionów sprzedanych singli oraz 5 milionów sprzedanego "Unorthodox Jukebox"






Akcja się toczy. :D Jestem z siebie taka dumna, bo ostatnio chwyciła mnie wena i napisałam kilka odcinków. Gdybyście byli tam gdzie ja teraz jestem... Jakieś 20 odcinków z przodu. hahah
Niestety nie zdradzę Wam szczegółów, ale wiedzcie, że będzie się działo :D