Ah yes
Well look here look here
Ah what do we have?
- Halo?
- Czy mam przyjemność z panną Carter?
- Tak to ja
- Jestem menadżerem Bruno Marsa i dzwonię do pani w sprawie nagrania do teledysku pana Marsa. Czy miałaby pani czas jutro popołudniu na omówienie szczegółów naszej współpracy.
- Tak oczywiście.
- To widzimy się jutro o 13 w kafejce „Romance”. Wie pani gdzie się ta kafejka znajduję?
- Tak, oczywiście. Będę punktualnie. Dowidzenia
- Dowidzenia
W końcu. Już nie mogłam się doczekać kiedy ktoś do mnie zadzwoni w sprawie tego teledysku. Mam nadzieję, że wszystko się uda i że się nie rozmyślą w ostatniej chwili.
Spotkanie nie trwało długo. Praktycznie były to same formalności. Musiałam podać swoje dane osobowe. Menadżer Bruna powiedział mi kiedy zaczną się próby i mniej więcej jak to będzie wyglądać. Musze powiedzieć szczerze jestem zachwycona.
- Hej Lara. Słuchaj. Byłam na spotkaniu odnośnie tego teledysku i Bruno jednak nie kłamał. Na serio w nim wystąpię
- Ale się cieszę. Moja przyjaciółka wystąpi w teledysku jeszcze takiego ciacha.
- Pamiętaj on jest mój – Zaśmiałam się
- Tak wiem Hooligan Forever. Szkoda, że nie mogę tego samego powiedzieć o sobie.
- Oj nie bądź taka smutna. To tylko Bruno.
- Tylko?
- Żartuje. Spełnienie moich marzeń. Jejku. Aż nie mogę się doczekać kiedy zaczniemy próby.
- A kiedy odbędzie się wasze pierwsze spotkanie na planie?
- Już za tydzień – Nie mogłam uwierzyć. Siedem dni i znowu zobaczę Bruna. Nie widziałam Go już ponad miesiąc.
- Szczęściara.
- Tak wiem. – Uśmiechnęłam się pokazując swoje ząbki.
Rozmowę przerwał nam dzwoniący telefon. Gdy zobaczyłam na wyświetlaczu kto do mnie telefonuje opadła mi szczęka. Tylko nie on!
Liam.
- Halo?
- Cześć Sam. Wiem, że nie powinienem dzwonić, ale musimy pogadać.
- Błagam Cię odczep się.
- Przepraszam Cię. Proszę pogadajmy
- Jeśli myślisz, że po tym wszystkim co mi zrobiłeś będę chciała Cię jeszcze widzieć to się mylisz.
- Wiem, że Cię skrzywdziłem, ale muszę Ci to wytłumaczyć. Proszę spotkajmy się dzisiaj o 16 w parku. Wiesz jakim. Tym naszym ulubionym
- Niech Ci będzie. A tak poza tym już nie lubię tego parku. –burknęłam i się rozłączyłam
Odłożyłam słuchawkę. Strasznie mnie zabolało kiedy usłyszałam jego głos. W końcu jeszcze Go kocham. Nie potrafię o nim tak szybko zapomnieć. Lecz co on sobie wyobraża? Cały miesiąc się nie odzywał, a teraz nagle chce wszystko wyjaśnić? Jak dla mnie wszystko jest już wyjaśnione. Nie wiem co robić. Czuje się rozdarta. Z jednej strony zdradził mnie. Tak wiem zdrady się nie wybacza, lecz co ja poradzę, że Go kocham?
-Kto to?
-Koleżanka. Prosiła żebym się z nią spotkała. - Musiałam skłamać. Nie mogłam jej powiedzieć prawdy. Wściekła by się.
-Aha. A więc do każdej koleżanki mówisz, że ma się odczepić, następnie sugerujesz, że nie chcesz się z nią widzieć, a na koniec jednak się z nią spotykasz w waszym byłym ulubionym parku. Nie sądzisz, że to dziwne?
-Ani trochę - czułam jej palące spojrzenie na moim ciele
-No dobrze. To skoro nie chcesz powiedzieć prawdy to nie mów, ale mam pytanie. Po jaką cholerę się z nim spotykasz!? -krzyknęła.
-To nie tak. -odrzuciłam
-A jak!? Najpierw Cię krzywdzi a potem liczy, że mu wybaczysz? Czy on kompletnie zgłupiał?
-Nie, znaczy tak.
-Co masz zamiar zrobić?
-Sama nie wiem. Ja go nadal...
-Nawet nie kończ. A co jak zrobi to jeszcze raz? Zastanów się
-Ale...
-Nie ma ale. Sory. Musze już iść. Mam nadzieję, że podejmiesz właściwą decyzję.
Co niby w tej sprawie byłoby właściwe? Wybaczenie nie wchodzi w rachubę. Zapomnienie - nigdy w życiu. To dlaczego mnie tak do niego ciągnie? Dlaczego pomimo tego wszystkiego nadal Go kocham? Nie wiem co zrobić. Absolutnie tego nie wiem. Boję się spotkania. Boję się, że jak Go zobaczę to wybuchnę albo zmięknę. Po prostu się boję.
***
Jutro szkoła :( O nie!
0 komentarzy :(
Czy ktoś to czyta? - Tak wiem. Pytam się już o to setny raz, ale naprawdę nie widzę tu śladu życia.
Dajcie znać o sobie!
Komentarz = uśmiech na mojej twarzy + motywacja do pisania + częstsze wstawianie odcinków
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wakacje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wakacje. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 31 sierpnia 2014
poniedziałek, 18 sierpnia 2014
#8
Poszliśmy do parku. Bruno zamówił nam lody. Czekoladowe. Moje ulubione. Chodziliśmy przez chwilę po ścieżce by znaleźć ustronne miejsce do pogadania.
-Wiem, że to kiepski moment, ale mam dla ciebie małą propozycję.
-Jaką?
-Otóż niedługo pragnę wydać kolejny singiel i potrzebuję pięknej dziewczyny do tego. Czy zechciałabyś wziąć w nim udział?
-Bruno … - Zatkało mnie- Oczywiście, że tak.
-Wiem, że to dla ciebie duża szansa gdyż chcesz zostać aktorką. Myślę, że to Ci zapewni lepszy start.
-Oj dziękuje. Jesteś wspaniały.
-Nie przesadzaj. Jak mógłbym Ci jeszcze bardziej poprawić humor?
-Hmm… Może pójdziemy na basen. Mam ochotę się wykąpać.
-Okej. Chodź spakujemy się i ruszamy.
-Sam idziemy zjechać z tej zjeżdżalni?
-Nie, nie. Za wysoko. Przykro mi mam lęk wysokości. – mówiłam z przerażeniem w oczach. Niby mam lęk wysokości a latać samolotem się nie boję. Wiem jestem trochę dziwna.
-No chodź. Zjedziemy razem
-O nie. Nigdy tam nie wejdę. – skrzyżowałam ręce na klatce piersiowej
-A jak cię tam zaciągnę - Bruno położył swoje ręce na biodrach
-Powodzenia. Na pewno ci się nie uda.
-No to patrz.
Bruno chwycił mnie jak małżonek świeżo upieczoną pannę młodą kiedy trzeba przenieść ją przez próg. Krzyczałam ciągle „Bruno przestań” albo „Bruno puść”, ale na niego nic nie działo. W końcu się poddałam i powiedziałam, że sama tam wejdę. Bruno opuścił mnie na ziemie. Próbowałam uciec, lecz Bruno mnie złapał. Już nie miałam innego wyjścia. Musiałam tam iść. Musiałam przezwyciężyć swój lęk. Dotarliśmy na górę. W końcu. Starałam się nie patrzeć w dół, ale coś mnie kusiło i kilka razy zerknęłam. Było strasznie wysoko.
-No to jedziemy
-Bruno, ale ja się strasznie boję.
-Nie bój się zjadę razem z tobą.
-A jak mi się coś stanie? Jak nie zdążysz mnie uratować?
-Spokojnie, dam radę.
Bruno chwycił mnie za rękę i zjechaliśmy. Było strasznie, ale za to bardzo fajnie. Następną godzinę spędzaliśmy zjeżdżając z mniej strasznych zjeżdżalni. Gdy skończył nam się czas wyszliśmy z basenu. O dziwo ludzie nie rozpoznali Bruna. Trochę mnie to zdziwiło no bo jak można nie znać Bruna? No cóż widocznie są jeszcze ludzie do których jego muzyka nie dotarła. Wróciliśmy do hotelu. Poszliśmy do swoich pokoi. Chciałam się trochę ogarnąć, jakoś przebrać i jeszcze gdzieś wyjść z Brunem, ale zadzwonił mój telefon. Wiedziałam, że to nie będzie, krótka rozmowa. Moje marzenie prysło.
-Halo Sam gdzie ty jesteś? Czemu nie ma cię w domu? Czemu nie odbierasz ode mnie telefonu? –Pytała przerażona Lara
-Przepraszam byłam zajęta. Jestem w Londynie razem z Brunem.
-Z tym Brunem?
-O tak. Jest naprawdę fajnym facetem. Musisz Go kiedyś poznać
-Z wielką chęcią.
Później przez około 30 minut rozmawiałyśmy o sytuacji ze szpitala. Lara znienawidziła Liam’a jeszcze bardziej niż przedtem.Ja natomiast Go nadal kocham, ale nie wybaczę mu nigdy tego co mi zrobił. Nigdy! Dopiero podczas tej rozmowy zdałam sobie sprawę, że gdy byłam z Brunem w ogóle nie myślałam o sytuacji z przed kilku godzin. Nie myślałam o Liamie. Po prostu dobrze się bawiłam. Chociaż na chwilę zapomniałam o bólu, który mi sprawił.
Gdy skończyłam rozmowę, Bruno przyszedł i powiedział, że mam się pakować, ponieważ zaraz jedziemy na lotnisko. Niestety co dobre kiedyś się kończy. Zrobiłam co mi kazał i wsiadłam do taksówki, która czekała na mnie i na Bruna przed hotelem. Po drodze nie wiele rozmawialiśmy. Wystarczyła mi jego obecność. Przeszliśmy przez odprawę i weszliśmy do samolotu. Lecieliśmy pogrążeni w myślach. Nawet nie poczułam kiedy odpłynęłam.
Dotarliśmy do NY. Na lotnisku oczywiście było wielkie zamieszanie, ponieważ kilka fanek Go rozpoznało. Chciały sobie zrobić z nim zdjęcie i wziąć autografy. Nim się obejrzałam w okół mnie było około 30 osób. Bruno powiedział, że mam na niego poczekać na zewnątrz. Obiecał, że to nie potrwa długo. Przyszedł do mnie po 20 minutach. Oczywiście przeprosił za to, ale Go uspokoiłam. Tak w zasadzie to nic się nie stało.
I znowu jazda taksówką. Nieco ożywiliśmy się z rozmową dopiero przed moim domem. Wiedziałam, że teraz jest ten czas. Czas pożegnania. Posmutniałam.
-Cześć Bruno. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś się spotkamy. Wspaniale się z tobą bawiłam –Uśmiechnęłam się choć było mi strasznie smutno
-Na pewno się zobaczymy w końcu nakręcamy razem teledysk
-A no tak zapomniałam. Do zobaczenia- Łzy zaczęły mi spływać po policzku.
-Czemu płaczesz? -starł mi jedną łzę z policzka
-Nie chcę żebyś odchodził.
-Ale ja nie odchodzę. Jeszcze się zobaczymy. Obiecuję. Dam Ci znać w ciągu najbliższych tygodni odnośnie naszej współpracy
-Dziękuje. Do zobaczenia
Na pożegnanie przytuliliśmy się. Chyba umoczyłam kawałek jago kurtki swoimi łzami. Ostatni raz wciągnęłam jego zapach i odeszłam.
W domu miałam swój komitet powitalny. Oczywiście jak to najlepszej przyjaciółce dałam klucze od mieszkania. Rzuciła się na mnie w progu jednocześnie sprawiając, że prawie upadałam. Dobrze, że zdążyłam się złapać wieszaka w korytarzu. Ściskała i całowała mnie po policzkach jakby nie było mnie kilka miesięcy. Gdy się uspokoiła weszłyśmy do mieszkania i od razu zaczęłam się jej chwalić tym o czym jej nie powiedziałam.
-Lara nie uwierzysz. Zapomniałam Ci o tym powiedzieć, ale Bruno zatrudnił mnie do swojego nowego teledysku. Aaa! –zaczęłam piszczeć
-Wow! Nie spodziewałam się tego. Czy jest coś jeszcze czego nie wiem? –Przyjaciółka patrzyła się na mnie z wielką zazdrością
-Przytuliłam go chyba z trzy razy i jak szliśmy zjeżdżać ze zjeżdżalni trzymał mnie za rękę a tak poza tym widziałam go bez koszulki
-Aaa! Ty to masz szczęście
-No może trochę – Od razu przypomniała nam się sytuacja z Liam’em.
-Przepraszam Cię, ale ja już muszę uciekać. Trochę na ciebie tu czekałam a w moim mieszkaniu są rodzice, więc chyba rozumiesz.
-Tak, jasne. Do zobaczenia.
-Pa
-Wiem, że to kiepski moment, ale mam dla ciebie małą propozycję.
-Jaką?
-Otóż niedługo pragnę wydać kolejny singiel i potrzebuję pięknej dziewczyny do tego. Czy zechciałabyś wziąć w nim udział?
-Bruno … - Zatkało mnie- Oczywiście, że tak.
-Wiem, że to dla ciebie duża szansa gdyż chcesz zostać aktorką. Myślę, że to Ci zapewni lepszy start.
-Oj dziękuje. Jesteś wspaniały.
-Nie przesadzaj. Jak mógłbym Ci jeszcze bardziej poprawić humor?
-Hmm… Może pójdziemy na basen. Mam ochotę się wykąpać.
-Okej. Chodź spakujemy się i ruszamy.
-Sam idziemy zjechać z tej zjeżdżalni?
-Nie, nie. Za wysoko. Przykro mi mam lęk wysokości. – mówiłam z przerażeniem w oczach. Niby mam lęk wysokości a latać samolotem się nie boję. Wiem jestem trochę dziwna.
-No chodź. Zjedziemy razem
-O nie. Nigdy tam nie wejdę. – skrzyżowałam ręce na klatce piersiowej
-A jak cię tam zaciągnę - Bruno położył swoje ręce na biodrach
-Powodzenia. Na pewno ci się nie uda.
-No to patrz.
Bruno chwycił mnie jak małżonek świeżo upieczoną pannę młodą kiedy trzeba przenieść ją przez próg. Krzyczałam ciągle „Bruno przestań” albo „Bruno puść”, ale na niego nic nie działo. W końcu się poddałam i powiedziałam, że sama tam wejdę. Bruno opuścił mnie na ziemie. Próbowałam uciec, lecz Bruno mnie złapał. Już nie miałam innego wyjścia. Musiałam tam iść. Musiałam przezwyciężyć swój lęk. Dotarliśmy na górę. W końcu. Starałam się nie patrzeć w dół, ale coś mnie kusiło i kilka razy zerknęłam. Było strasznie wysoko.
-No to jedziemy
-Bruno, ale ja się strasznie boję.
-Nie bój się zjadę razem z tobą.
-A jak mi się coś stanie? Jak nie zdążysz mnie uratować?
-Spokojnie, dam radę.
Bruno chwycił mnie za rękę i zjechaliśmy. Było strasznie, ale za to bardzo fajnie. Następną godzinę spędzaliśmy zjeżdżając z mniej strasznych zjeżdżalni. Gdy skończył nam się czas wyszliśmy z basenu. O dziwo ludzie nie rozpoznali Bruna. Trochę mnie to zdziwiło no bo jak można nie znać Bruna? No cóż widocznie są jeszcze ludzie do których jego muzyka nie dotarła. Wróciliśmy do hotelu. Poszliśmy do swoich pokoi. Chciałam się trochę ogarnąć, jakoś przebrać i jeszcze gdzieś wyjść z Brunem, ale zadzwonił mój telefon. Wiedziałam, że to nie będzie, krótka rozmowa. Moje marzenie prysło.
-Halo Sam gdzie ty jesteś? Czemu nie ma cię w domu? Czemu nie odbierasz ode mnie telefonu? –Pytała przerażona Lara
-Przepraszam byłam zajęta. Jestem w Londynie razem z Brunem.
-Z tym Brunem?
-O tak. Jest naprawdę fajnym facetem. Musisz Go kiedyś poznać
-Z wielką chęcią.
Później przez około 30 minut rozmawiałyśmy o sytuacji ze szpitala. Lara znienawidziła Liam’a jeszcze bardziej niż przedtem.Ja natomiast Go nadal kocham, ale nie wybaczę mu nigdy tego co mi zrobił. Nigdy! Dopiero podczas tej rozmowy zdałam sobie sprawę, że gdy byłam z Brunem w ogóle nie myślałam o sytuacji z przed kilku godzin. Nie myślałam o Liamie. Po prostu dobrze się bawiłam. Chociaż na chwilę zapomniałam o bólu, który mi sprawił.
Gdy skończyłam rozmowę, Bruno przyszedł i powiedział, że mam się pakować, ponieważ zaraz jedziemy na lotnisko. Niestety co dobre kiedyś się kończy. Zrobiłam co mi kazał i wsiadłam do taksówki, która czekała na mnie i na Bruna przed hotelem. Po drodze nie wiele rozmawialiśmy. Wystarczyła mi jego obecność. Przeszliśmy przez odprawę i weszliśmy do samolotu. Lecieliśmy pogrążeni w myślach. Nawet nie poczułam kiedy odpłynęłam.
Dotarliśmy do NY. Na lotnisku oczywiście było wielkie zamieszanie, ponieważ kilka fanek Go rozpoznało. Chciały sobie zrobić z nim zdjęcie i wziąć autografy. Nim się obejrzałam w okół mnie było około 30 osób. Bruno powiedział, że mam na niego poczekać na zewnątrz. Obiecał, że to nie potrwa długo. Przyszedł do mnie po 20 minutach. Oczywiście przeprosił za to, ale Go uspokoiłam. Tak w zasadzie to nic się nie stało.
I znowu jazda taksówką. Nieco ożywiliśmy się z rozmową dopiero przed moim domem. Wiedziałam, że teraz jest ten czas. Czas pożegnania. Posmutniałam.
-Cześć Bruno. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś się spotkamy. Wspaniale się z tobą bawiłam –Uśmiechnęłam się choć było mi strasznie smutno
-Na pewno się zobaczymy w końcu nakręcamy razem teledysk
-A no tak zapomniałam. Do zobaczenia- Łzy zaczęły mi spływać po policzku.
-Czemu płaczesz? -starł mi jedną łzę z policzka
-Nie chcę żebyś odchodził.
-Ale ja nie odchodzę. Jeszcze się zobaczymy. Obiecuję. Dam Ci znać w ciągu najbliższych tygodni odnośnie naszej współpracy
-Dziękuje. Do zobaczenia
Na pożegnanie przytuliliśmy się. Chyba umoczyłam kawałek jago kurtki swoimi łzami. Ostatni raz wciągnęłam jego zapach i odeszłam.
W domu miałam swój komitet powitalny. Oczywiście jak to najlepszej przyjaciółce dałam klucze od mieszkania. Rzuciła się na mnie w progu jednocześnie sprawiając, że prawie upadałam. Dobrze, że zdążyłam się złapać wieszaka w korytarzu. Ściskała i całowała mnie po policzkach jakby nie było mnie kilka miesięcy. Gdy się uspokoiła weszłyśmy do mieszkania i od razu zaczęłam się jej chwalić tym o czym jej nie powiedziałam.
-Lara nie uwierzysz. Zapomniałam Ci o tym powiedzieć, ale Bruno zatrudnił mnie do swojego nowego teledysku. Aaa! –zaczęłam piszczeć
-Wow! Nie spodziewałam się tego. Czy jest coś jeszcze czego nie wiem? –Przyjaciółka patrzyła się na mnie z wielką zazdrością
-Przytuliłam go chyba z trzy razy i jak szliśmy zjeżdżać ze zjeżdżalni trzymał mnie za rękę a tak poza tym widziałam go bez koszulki
-Aaa! Ty to masz szczęście
-No może trochę – Od razu przypomniała nam się sytuacja z Liam’em.
-Przepraszam Cię, ale ja już muszę uciekać. Trochę na ciebie tu czekałam a w moim mieszkaniu są rodzice, więc chyba rozumiesz.
-Tak, jasne. Do zobaczenia.
-Pa
***
Dobra. Przestaje narzekać, bo wierzę, że czytacie tego bloga, ale tak dla pewności moglibyście zostawić tu KOMENTARZ!
czwartek, 14 sierpnia 2014
#7
Po tym jak Bruno poinformował mnie, że ma już bilety i możemy jechać, spakowałam się i czekałam aż przyjedzie po mnie taksówka. Gdy tylko wyszłam z auta Bruno podszedł i zapłacił za taksówkę nim zdążyłam się sprzeciwić. Przywitał się ze mną po przez krótkie przytulenie. Zaciągnęłam się jego niesamowitym zapachem. Te jego perfumy. Przyprawiają mnie o dreszcze. Są takie boskie. STOP! Sam masz chłopaka. Nawet nie próbuj myśleć o innym. Racja. Nie mogę sobie pozwolić na chwile fantazji. Jestem już zajęta. Przeszliśmy przez odprawę i w samolocie poczułam się trochę niezręcznie. Nie wiedziałam co mu powiedzieć, o czym z nim rozmawiać, więc tak po prostu zagadałam. Chciałam się coś od niego dowiedzieć. Poznać Go.
-Bruno opowiedz mi coś o sobie
-Okej. Jak już pewnie wiesz tak naprawdę na imię mam Peter, ale bardzo lubię jak wszyscy mówią do mnie Bruno. Już się do tego przyzwyczaiłem. W zasadzie nawet już rzadko reaguje na Peter. Jedynie w rodzinnym gronie. Tam nie ma sławnego Bruna jest po prostu Peter, którego znają i kochają za to jaki jest a nie za to kim jest. Chciałbym by wszyscy moi fani znali Petera, lecz nie mam możliwości z każdym fanem z osobna się zaprzyjaźniać i opowiadać im o sobie.- Aż poczułam się taka dowartościowana. Jestem jedną z fanek, które mają okazję poznać Petra.-Znają mnie tylko z brukowców, a to co piszą nie zawsze jest prawdą. Nie chcę okłamywać swoich fanów, ale też nie mogę za każdym razem powiedzieć im prawdy. Takie jest życie. Kocham to kim byłem i kim się stałem. Myślę, że jakby nagle stałoby mi się coś z głosem to bym się załamał.
- Uwierz mi, że nie tylko ty byś się załamał. Sądzę, że każdy Hooligan przeżył by depresję i to nawet podejrzewam, że gorszą od twojej.
- Masz rację. Właśnie za to kocham swoich fanów, że są ze mną na dobre i na złe. Teraz liczę, że ty opowiesz mi coś więcej o sobie.- Puścił do mnie oczko
- No dobrze.- Zaczęłam trochę onieśmielona, bo niby o czym mam rozmawiać z całym moim światem? -A więc jest Sam. Mam 23 lata. Moim największym marzeniem odkąd pamiętam było spotkanie ciebie. Mam chłopaka Liam’a do którego właśnie lecimy. Mam nadzieję, że go polubisz. Moim hobby jest aktorstwo. Marzę by zagrać w filmie z Will’em Smith, Josh’em Duhamel i Channing’iem Tatum. Są świetnymi aktorami.
- To świetnie. Mam nadzieje, że kiedyś ci się uda
- Ja też
Gdy dotarliśmy na miejsce Bruno spytał się mnie czy ma wejść ze mną, ale ja wolałam to sama załatwić. Chciałam być sam na sam z moim ukochanym.
Szłam przez długi korytarz w poszukiwaniu recepcji. Kiedy już tam dotarłam spytałam się o Liam’a a pielęgniarki pokazały mi gdzie on się znajduję. Udałam się do pokoju numer 45. Gdy otworzyłam drzwi zobaczyłam coś czego nigdy w życiu nikomu bym nie życzyła. Jakaś dziewczyna całowała mojego chłopaka. Łzy mi napłynęły do oczu. Jak on mógł? Przecież byliśmy dobrą parą. Kochaliśmy się. To była prawdziwa miłość bynajmniej z mojej strony. Dlaczego on mi to zrobił? Co we mnie jest nie tak?
- Dlaczego? –Powiedziałam a łzy leciały mi strumieniami po policzkach. Liam odsunął od siebie dziewczynę. Patrzył na mnie ze zdziwieniem.
- Sam to nie jest tak jak myślisz.
- A jak? – Miałam ochotę podejść do niego i mu walnąć, lecz się powstrzymałam. Dziewczyna w międzyczasie wyszła z pomieszczenia – Przyjeżdżam do ciebie taki kawał drogi a ty całujesz się z inną! Jesteś świnią. Gdybym wiedziała, że mi coś takiego zrobisz nigdy, ale to nigdy nie zbliżyłabym się do ciebie. Nienawidzę Cię! – Starałam się wyjść z pokoju, ale Liam mnie zatrzymał. Miał co prawda skręconą kostkę, ale zanim się obejrzałam stał przy drzwiach i nie pozwalał mi wyjść.
- To nie tak Sam. Naprawdę Cię kocham. Ta dziewczyna jest dla mnie –po dłuższym przemyślenie dokończył zdanie. Już wiedziałam, że to musi oznaczać, że ona była z nim dość długo - nikim. Nie wiem dlaczego ją pocałowałem. Naprawdę nie wiem. To był błąd. Przepraszam.- Powiedział co mu ślina na język przyniosła. Wiedziałam, że to nie do końca jest prawda.
- Myślisz, że Ci uwierzę w twoje przeprosiny? Najpierw się myśli a później robi. Jak długo trwał wasz romans?
- Czy to ma teraz znaczenie. Kocham Cię. Nie chcę żebyś odchodziła.
- Ma wielkie znaczenie. Jak długo to trwa? Czy to dla niej tu przyjechałeś? – Krzyknęłam
- Tak. –spuścił wzrok- Przepraszam Cię. Spotkałem ją około 3 miesięcy temu i tak jakoś wyszło. – Nie wytrzymałam. Dostał z liścia.
- Wypuść mnie. Nie chcę cie już więcej widzieć. To koniec! Rozumiesz? To już jest koniec. Nie dzwoń do mnie. Nie pisz. Po prostu zostaw mnie w spokoju.
Wypuścił mnie. Biegłam przez długi korytarz aż wyszłam z tego budynku. Przed szpitalem czekał na mnie Bruno. Bez żadnego słowa przytuliłam się do niego. Bruno był trochę zmieszany. Nie wiedział co ma zrobić. Przytulił mnie i spytał:
- Co się stało?
- Nie chcę o tym rozmawiać. Możemy już stąd iść?
- Jasne. A gdzie byś chciała? – Odsunęłam się. Łzy powoli przestawały spływać mi po policzku.
- Do domu
- Przykro mi. Samolot mamy załatwiony dopiero na jutro. Myślałem, że będziesz chciała dłużej tu zostać.
- Chciałam, ale … - I znowu się popłakałam. Gorzej niż małe dziecko jak się mu zabierze zabawkę. – Sama już nie wiem
-Jak chcesz mogę załatwić lot dzisiaj?
-Nie. Zostańmy tu. Dziękuję Ci Peter
- Nie ma za co Sam. A teraz chodź do hotelu.
Udaliśmy się do hotelu. Bruno wynajął nam pokoje obok siebie. Gdy Bruno wręczył mi klucz weszłam do środka i się zamknęłam. Zaczęłam wszystko przemyślać. Dlaczego coś takiego się wydarzyło? Jak ja mogłam do tego dopuścić? Dlaczego wcześniej nie odkryłam, że jest coś nie tak? Nasza „miłość” trwała rok. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że wierzyłam w każde jego słowo. W każde jego „Kocham Cię”. Może Lara miała rację mówiąc, że mnie wykorzysta. Widocznie Lara ma oko do ludzi.
- Sam jesteś tam?
- Jestem. –Podeszłam do drzwi i otworzyłam je. Bruno wszedł nic nie mówiąc. Usiadł na łóżku.
- Dobrze się czujesz? Martwię się. Trochę mnie zaskoczyłaś jak wyszłaś z tego szpitala cała zapłakana.
-Przepraszam. Po prostu zobaczyłam coś czego nie chciałabym widzieć. Liam … on całował się z inną dziewczyną. – W tym momencie się rozpłakałam.
-Przykro mi.
Od tej chwili siedzieliśmy tak przez około 10 minut bez żadnego słowa. Myśleliśmy o tej sytuacji. Bruno nie wiedział co powiedzieć a ja nie chciałam się mu zwierzać bo wiedziałam, że się znowu rozpłaczę.
-Bruno mam do ciebie ogromną prośbę. Pójdźmy na lody. One zawsze poprawiają mi humor. –Uśmiechnęłam się a on odwzajemnił to.
-Jasne.
***
I znowu okrągłe 0. Czy ktoś w ogóle to czyta?
czwartek, 7 sierpnia 2014
#6
Droga strasznie się dłużyła, ale już jestem. Miałam jeszcze
15 minut, wiec rozejrzałam się po okolicy. Było tam kilka sklepików, które aż
kusiły by do nich wejść. Przyjrzałam się wystawie. Tyle sukienek. Jako, że
jestem wielką fanką takich ubrań weszłam dosłownie na sekundę do środka.
Zobaczyłam jedną w której się zakochałam. Niestety nie miałam przy sobie tyle
gotówki na zakup tej cudnej sukienki. Muszę tu wpaść później. Udałam się z
powrotem na umowne miejsce. Zostały minuty do przyjścia Bruna. Trochę się
zamyśliłam, lecz gdy usłyszałam tajemniczy głos powróciłam do
rzeczywistości.
- Cześć Sam
- Cześć
To był Bruno! BRUNO jednak przyszedł i nawet był
punktualny. Płakać mi się chciało z radości.
- Mam kilka planów na spędzenie tego dnia. Jeśli chcesz
żebyśmy gdzieś poszli to powiedz
- Nie, nie. Nie ważne gdzie pójdziemy ważne, że pójdę z
tobą. – Powiedziałam to. Naprawdę to powiedziałam. Nie wierzę. – Oj.
Przepraszam. Nie chciałam się tak wygłupić.
- Nic się nie stało. Uwierz, że przy mnie ludzie szaleją. –
Uśmiechnął się i w ten sposób pokazał swoje śnieżnobiałe ząbki.
- To gdzie idziemy?
- Na początek zabieram Cię na plażę. Trzeba wykorzystać taki
ładny dzień
-O jak fajnie
Dotarliśmy do celu i zauważyłam, że Bruno rozgląda się czy wokół nas nikogo nie ma. Gdy uznał, że jest czysto spytał:
Dotarliśmy do celu i zauważyłam, że Bruno rozgląda się czy wokół nas nikogo nie ma. Gdy uznał, że jest czysto spytał:
- Sam idziemy popływać?
- Tak tylko jest mały problem. Nie mam w co się przebrać.
- Chodź w tym co masz. Po kąpieli pójdziemy na zakupy.
- Dziękuje.
- Nie ma za co. Lepiej chodź
- Idę, idę.
Bruno wskoczył do wody. Następnie ja. Byliśmy cali mokrzy,
ale co tam. Dla Bruna wszystko.
- Sam bo wiesz odkąd tu przyjechaliśmy chciałem coś zrobić,
ale nie miałem odwagi.
- To na co czekasz?– OMG! Czy on chce mnie pocałować? – Zrób
to teraz.
Zanim dokończyłam Bruno chlapnął mnie wodą. Ach! Ten nasz
zabawny Bruno.
- Bruno! – krzyknęłam najgłośniej jak potrafiłam. – Nie
podaruje Ci tego. Podejdź tu.
- Nie, nie. Jak chcesz się zemścić to mnie złap.
I zaczęła się zabawa w ganianego.
- Mam Cię.
- I co mi teraz zrobisz? – Odparł Bruno
- Hm… Właśnie się zastanawiam czy Cię utopić czy jednak
ocalić – zażartowałam sobie. Chyba wszyscy wiedzą, że nigdy bym nie utopiła
Brunza.
- I co wybrałaś?
- Chyba to pierwsze.
- Czyli mam się bać.
- O tak. Lepiej uważaj.
Zaczęliśmy się chlapać. Bitwa trwała około 5 minut póki
fanki nie zdały sobie sprawy z tego, że to Bruno. Nagle wszyscy zbiegli się
wokół Bruna. Nie chciałam przeszkadzać, więc wyszłam z wody. Zobaczyłam trzy
nieodebrane połączenia od Liam’a. Szybko oddzwoniłam.
- Hej Liam! Dzwoniłeś?
- Dzień dobry tu doktor Knowles. Czy pani to Sam Carter?
- Tak to ja. O co chodzi? -muszę przyznać, że byłam
strasznie zdziwiona i wystraszona, że odebrał jakiś lekarz
- Pani chłopak został przewieziony wczoraj do szpitala. Miał
wypadek. – Jak to usłyszałam aż mi serce zamarło. – Podczas prób do jednego z przedstawień Liam źle stanął na nogę i
spadł ze sceny. Ma złamaną rękę i skręconą kostkę
- Doktorze kiedy mogłabym do niego przyjechać?
- Nawet dziś. Przeszedł już wszystkie badania i odpoczywa
- Dobrze postaram się być jak najszybciej tylko proszę mu
nic nie mówić, że przyjeżdżam. On strasznie nie lubi kiedy sama lecę samolotem
- Oczywiście. Nic mu nie powiem.
- Dziękuje panu bardzo. Do widzenia
- Do widzenia
BRUNO! BRUNO! Krzyczałam z całych sił, lecz Bruno mnie nie
słyszał. Cały mój wysiłek zagłuszał tłum nastolatek. Musiałam się do niego
dostać. Pchałam się tak długo aż w końcu się udało.
- Bruno ja już muszę iść. Przepraszam.
- Dlaczego?
Odeszłam nie chciałam by fanki czuły się zawiedzione. Szłam
z przemokniętymi ubraniami przed siebie. Nie wiedziałam co zrobić.
- Sam czekaj!
- Bruno, ale muszę iść. Naprawdę. Przepraszam Cię.
- Co się stało?
- Mój chłopak miał wypadek. Jest w Londynie. Ma złamaną rękę
i skręconą kostkę. Nie wiem jak, ale muszę jechać do niego jak najszybciej.
- Poczekaj. Najpierw kupimy jakieś suche ubrania a potem
pomyślimy co dalej.
- Nie, Bruno. Nie mam czasu. Muszę znaleźć lot. Jeszcze
najlepiej żeby był dzisiaj.
- Jak będziesz taka zdenerwowana to na pewno nic nie
zdziałasz. Obiecuję, że wszystkim się zajmę tylko choć kupimy sobie jakieś
suche ciuchy bo jestem strasznie przemoknięty
- No dobra
Kupiłam sobie śliczne ogrodniczki a pod spodem miałam krótki
jasnozielony top. Bruno zaś kupił sobie dżinsy i koszulkę w takim samym
odcieniu co ja. Mieliśmy na sobie podobną garderobę. To było takie słodkie.
- Mam pomysł. Wiem, że do końca dnia nie będziesz miała już
dobrego humoru, ale dzisiaj nie uda nam się już znaleźć żadnych lotów do
Londynu. Obiecuje, że jutro polecimy tam razem. A teraz chodź, bo zrobiło się
już dość późno. Zabieram Cie na kolację.
- Dziękuje Ci Bruno. Jesteś niesamowity.
Zamówiliśmy sobie spaghetti. Tak wiem przereklamowane, ale
za to jakie romantyczne. Siedzieliśmy tak chyba z 2 godziny rozmawiając o
naszym życiu, Bruna karierze i wielu innych sprawach. Sądzę, że Bruno mnie
polubił. Naprawdę fajnie nam się ze sobą gadało.
Po kolacji razem z Brunem pojechałam taksówką pod mój dom.
Podziękowałam Brunowi za ten wspaniały dzień i przytuliłam go na
pożegnanie.
Przed snem myślałam tylko o Liamie. Nie wiem co sobie zrobię
jak mu się coś stanie. Tak bardzo Go kocham. Nie potrafiłabym znieść myśli, że
on tam cierpi a ja nawet nie mogę go zobaczyć. Musiałam tam polecieć. Wiem, że
prędzej czy później bym to zrobiła. Zapewne nieźle by mnie to szarpnęło za
kieszeń, ale czego nie robi się dla ukochanego. Dobrze, że Bruno obiecał, że
się tym zajmie, bo nie wiem czy ja bym dzisiaj coś zdziałała.
***
Hmm... 0 komentarzy przy poprzednim odcinku. Smutam. Potrzebuję motywacji by częściej wstawiać Wam odcinki. Zostawcie po sobie miły ślad.
niedziela, 27 lipca 2014
#5
-Słuchajcie
kochani. Mam dla was niespodziankę. –powiedział Bruno –Otóż dzisiaj kończy się
moja trasa koncertowa. Z tego powodu wraz z menadżerem postanowiliśmy
uszczęśliwić jedną z fanek. Nasz pomysł jest taki by wylosować dziewczynę,
która spędzi tzw. „Dzień z Brunem”. Jest to pierwszy raz kiedy organizujemy
takie wydarzenie. Miejmy nadzieję, że w przyszłości zachęci to Was do
przychodzenia na moje koncerty. Jesteście gotowi, żebym wylosował?
-Tak!
–Krzyknęło ok. 50 osób
-Okej to
zaczynamy –Gdy Brunz wypowiedział te słowa poczułam kłucie w sercu. Miałam
nadzieje, że wylosuje mnie. Bardzo tego pragnęłam. –Uwaga! Zwyciężczynią
zostaje… - Bruno nie powiedział od razu. Czekał na odpowiednią chwilę. Tak jak
w filmach, kiedy wszystkich zaczyna zżerać ciekawość. - … Rose O’Conner.
Zaczęto bić
brawa. Byłam załamana, ponieważ nie wygrałam.
Nikt się nie
zgłaszał po nagrodę.
-Rose.
Jesteś? Wygrałaś! Chodź do nas. –Powiedział Bruno. Nadal nic. Cisza. Wszyscy
czekali. Nikt nie przyszedł. –Okej. Chyba Rose nie chce spędzić ze mną dnia,
dlatego będę losował ponownie. Drugą zwyciężczynią zostaje… Samanta Carter.
-Nie wierzę.
Wygrałam.
-To uwierz Samanto.
–powiedział Bruno
-Po prostu
Sam
-Dobrze. Po
prostu Sam –wszyscy zaczęli się śmiać- wygrałaś.
-Ja nie wiem
co powiedzieć. Dziękuje
-Nie musisz
dziękować. Przyjemność leży po mojej stronie
Wszyscy już
się rozchodzili więc ja także udałam się do wyjścia. Nagle usłyszałam jak ktoś
woła moje imię. Zatrzymałam się. To był Phil – najlepszy przyjaciel Bruna.
-Sam.
Poczekaj chwilkę.
-Dobrze.
-Musisz mi
podać numer swojej komórki, żeby ustalić w jaki dzień się spotkasz z Brunem.
-Okej. Już
podaje.
Podałam swój numer a potem się rozstaliśmy. Nie mogłam
się doczekać kiedy opowiem o tym Liam’owi.***
-Kochanie nie uwierzysz. Na koncercie było niesamowicie. Było dużo fanów Bruna...
-Yhy
-Strasznie
mi się podobało. Żałuj, że Cię nie było.
-Yhy
-Czy ty mnie
w ogóle słuchasz?
-Yhy
-To co
powiedziałam?
-Yhy
-Dobra.
Słuchaj kończę. Zadzwoń jak będziesz miał dla mnie czas. Nie ma sensu bym teraz
z tobą rozmawiała. –Powiedziałam zdenerwowana.
-Wybacz
zamyśliłem się.
-Nie ważne
już i tak przeszła mi ochota na rozmowę z tobą
-Przepraszam nie rozłączaj się
-Pa
Czemu
on mnie tak olał? Co się z nim dzieje? Kiedyś słuchał co do niego mówię i
dzielił się swoimi refleksjami na dany temat. A teraz? Ma mnie w czterech
literach. Może po prostu jest zmęczony po pracy. Nie broń Go! Ale ja go nie bronie. No dobra, może trochę
***
Ah yes
Well look here look here
Ah what do we have?
Telefon dzwoni. Odbierz. Może to coś ważnego
-Halo?
-Dzień dobry. Z tej strony menadżer Bruna. Czy mam przyjemność z panną Carter?
-Tak.
-Ma pani czas jutro na spotkanie z Brunem?
-Oczywiście.
-To dobrze. Proszę czekać na niego o 12 w miejscu, w którym odbył się koncert.
-Będę punktualnie.
W końcu. Już nie mogłam się doczekać. Po trzech dniach zadzwonił do mnie menadżer Bruna. Moje marzenie się spełniło. Idę się spotkać z Brunem.
***
Halo? Jest tu kto? Czyta ktoś to opowiadanie? Nie widzę żadnego komentarza, więc śmiem twierdzić, że nie. Jeśli się mylę to zostaw jakiś ślad po sobie.
sobota, 19 lipca 2014
#4
Aaa! To już
dziś. Koncert!
-Hej Lara.
Jesteś już gotowa? Musimy wyjeżdżać.
-Poczekaj jeszcze chwilkę. Muszę się pomalować
-Nie mamy czasu. Dobrze wiesz, że chcę być wcześniej by nie stać w gigantycznych kolejkach
-No tak, ale jeśli się nie pomaluję to będę wyglądać jak potwór
-Nie przesadzaj. Nie jak potwór raczej jak zjawa z moich najgorszych koszmarów
-Bardzo śmieszne
-Ja się uśmiałam
-Dobra już kończę, tylko pomaluje usta. Wsiadaj do auta.
-Okej.
Jechałyśmy
niecałą godzinę. Pośpiesznie udałyśmy się do miejsca w którym odbywał się
koncert. Nie było jeszcze zbyt wielu ludzi także mogłyśmy swobodnie zająć sobie
miejsce i kupić pamiątki. Znalazłam sobie taką śliczną bluzę z Bruna podobizną.
Stwierdziłam, że muszę ją mieć. Kupiłam ją i jeszcze plakat, żeby Bruno miał
się gdzie podpisać. Lara kupiła sobie to samo.
-Chodź
szybko zaraz się zacznie –Pośpieszała mnie przyjaciółka.
-No poczekaj. Nie widzisz, że coś robię
-Nie. Chyba oślepłam. Chodź, bo twój Bruno zaraz wyjdzie na scenę a ty nadal będziesz gniła w toalecie
-Jejku, Lara. Spokojnie. Mamy jeszcze trochę czasu a fryzura się sama nie poprawi.
-Pomóc Ci?
-Nie, dzięki. Jeszcze mi wszystkie włosy wyrwiesz.
-A żebyś wiedziała. Daję Ci jeszcze minutkę a później idę.
-Okej, okej.
Skończyłam układać włosy i poszłam z przyjaciółką do naszych miejsc. Chwilę czekałyśmy aż Bruno wyjdzie, a gdy się pojawił dał takie show jakiego się nie spodziewałam.
Zaczął koncert od „Just the way you are”. To było niesamowite. Następnie
zaśpiewał „The other side”, „Grenade”, „Runaway baby” oraz wiele, wiele innych.
Podczas
koncertu wiele osób rzucało mu na scenę kwiaty, misie a także zdarzyło się, że
jakaś dziewczyna rzuciła biustonosz. Bruno jak to zauważył zaczął się śmiać i
powiedział coś w stylu „Dziękuje, ale to nie mój rozmiar”.
W trakcie
widowiska można było odczuć tą niesamowitą więź ze wszystkimi Hooligans. Nigdy
w życiu nie czułam się lepiej. Ten występ Bruna był dla mnie czymś
fantastycznym. Nie dość, że usłyszałam jak Bruno śpiewa to jeszcze mogłam go
zobaczyć na żywo. Zapewne nie jedna osoba chciałby być na moim miejscu.
-Kochani
jesteście niesamowici. Kocham Was! –Powiedział Bruno.
-My Ciebie
też –Wykrzyczeli wszyscy
-Niestety
muszę już kończyć. Do zobaczenia wkrótce –Odparł Bruno
-Proszę
jeszcze jedną piosenkę. Proszę! – Aż mnie zdziwiło, że wszyscy jednogłośnie
powiedzieli to zdanie.
-Dobrze.
Niech wam będzie, ale to naprawdę ostatnia.
Wtedy Bruno
zaczął śpiewać „Talking to the moon” i nagle poczułam, że Ci ludzie, którzy są
tutaj są moją rodziną. Miło było słyszeć jak wszyscy śpiewają „talking to the
mooooooooooooooooooooon”. Nagle się popłakałam. Nie mam pojęcia czemu. Może
dlatego, że to już koniec koncertu lub dlatego, że wszyscy tu zebrani są moimi
przyjaciółmi albo dlatego, że wiedziałam, że już nic takiego więcej się nie
powtórzy.
Po
zakończeniu koncertu osoby, które wykupiły sobie bilety „VIP” miały udać się do
pomieszczenia, w którym czekał na nich Bruno. Mogli zrobić sobie z nim zdjęcie
lub wziąć autograf.
Ustawiłam
się w kolejce. Byłam 20. Czekałam aż w końcu nadejdzie moja kolej. Podeszłam do
Bruna i zaczęła się krótka pogawędka:
-Hej Bruno
-Cześć. Jak
masz na imię?
-Sam
-Miło mi Cię
poznać. Co mogę dla Ciebie zrobić? –Po tych słowach pomyślałam sobie. Możesz
wziąć ze mną ślub albo po prostu mnie pokochać, ale powiedziałam zupełnie coś
innego.
-Możesz mi
podpisać ten plakat.
-Już się
robi- odpowiedział Peter.
-Dziękuje.
Jeśli można chciałabym mieć z tobą zdjęcie. –Powiedziałam bardzo zestresowana.
-Oczywiście.
–Po tych słowach Lara zrobiła nam fotkę.
-Dziękuje Ci
bardzo.
-Nie ma za
co. Przyjemność leży po mojej stronie.
Gdy Lara odebrała swój autograf razem z nią udałam
się do wyjścia, ale ochroniarze nie chcieli nas wypuścić. Powiedzieli, że Bruno
ma dla nas wszystkich niespodziankę. Czekałyśmy jeszcze około godziny, aż
wszystkie fanki zrobią sobie z nim zdjęcie żeby Bruno mógł powiedzieć coś o
zaplanowanej przez niego atrakcji.
***
Jak tam wakacje? Lenicie się w domu czy gdzieś wyjeżdżacie? Na mnie czeka ciocia do której niedługo się wybiorę a także morze <3
Jeżeli czytacie tą historię zostawcie mi swój KOMENTARZ. Chciałabym wiedzieć czy ma sens pisanie dalszych odcinków.
poniedziałek, 7 lipca 2014
#3
Nastał
ranek. Nawet nie zauważyłam kiedy ten czas zleciał. Nadeszła pora by już iść do
domu, by pożegnać się z Liam’em. Nie chciałam tego robić. Pożegnania są zawsze
takie smutne.
-Kochanie … -przerwałam i rzuciłam mu się na szyję. Nie mogłam powstrzymać łez. Wiedziałam, że to jest ostatnie pięć minut kiedy Go widzę. Pocałowaliśmy się. Puściłam Liam’a. Wiedziałam, że czas już iść. – Kocham Cię.
Szłam przed siebie. Myślami byłam z Liam’em. Zastanawiałam się czy dobrze zrobiłam. Nie mogłam jechać z nim, bo nie stać mnie było na bilet i z resztą nie miałbym co tam robić. Nie chciałam Go powstrzymywać, ponieważ było to dla niego bardzo ważne, ale w głębi duszy czułam, że ten wyjazd nas od siebie oddali.
Poszłam do domu i coś zjadłam. Chciałam jeszcze raz pójść do Liam’a i się upewnić czy wszystko spakował, ale wiedziałam, że się rozpłaczę i już tak łatwo nie wyjdę z jego domu. Miałam cichą nadzieję, że jeszcze podjedzie pod mój dom i się z nim zobaczę, ale tego nie zrobił. Już za nim bardzo tęskniłam. Tak to jest z rozłąkami. Nikt tego nie chce, ale czasami musi tak być. Szkoda, że Londyn jest tak daleko, bo przez to nie będziemy mogli do siebie jeździć.
Chciałam zadzwonić do Liam’a i usłyszeć jego głos, ale ktoś zadzwonił do drzwi. Nieogarnięta z postrzępionymi włosami, okruszkiem w kąciku ust i bez makijażu otworzyłam drzwi. To była Lara.
-Cześć krasnalku
-Co ty tu robisz?
-Słyszałam, że ten łajdak wyjeżdża – spojrzałam się na nią groźnym wzrokiem – to znaczy najwspanialszy chłopak pod słońcem i pomyślałam, że pewnie będzie Ci smutno, więc zabieram Cię do miasta.
-Ale ja nie mam ochoty na zakupy.
-Masz tylko jeszcze o tym nie wiesz – weszła do mojego mieszkania. Poszła do sypialni i otworzyła moja szafę w poszukiwaniu fajnych ciuchów. – Ubierz to –powiedziała i podała mi czarną skórzaną spódniczkę i do tego dżinsową koszulę. Z początku pomyślałam, że to będzie fatalne połączenie, ale zastanowiłam się nad tym głębiej i wyszło, że jest genialne. Co jak co, ale Lara miała dobry gust.
-Świetne są te ciuchy, ale ja nigdzie nie idę.
-Idziesz kochana. Masz dwa wyjścia albo ubierasz się grzecznie i wychodzisz o własnych siłach albo pomogę ci z wyjściem.
-Nie zmusisz mnie do tego – uśmiechnęłam się do niej
-A o co zakład? Pamiętasz James’a urodziny?
No tak. Zapomniałam, że moja przyjaciółka jest do tego zdolna. James to był nasz kolega, ale już z nim nie trzymamy. Pamiętam, że zaprosił nas kiedyś na swoje urodziny. Byłam wtedy świeżo po zerwaniu i nie miałam ochoty nigdzie wychodzić, za to Lara bardzo chciała iść na jego imprezkę. Upierałam się, że zostanę w domu i nic się nie stanie jak ona pójdzie sama, ale ona twierdziła, że taki wypad dobrze mi zrobi. Że otrząsnę się po zerwaniu i może kogoś poznam. Leżałam w łóżku w pidżamie. Prosiła mnie żebym wyszła i się ubrała, ale ja stanowczo się opierałam. W końcu się zdenerwowała. Ściągnęła ze mnie kołdrę. Próbowała mnie rozebrać, ale jej się nie udało, więc zadzwoniła po swojego ówczesnego chłopaka by jej pomógł. Przyjechał i wziął mnie na ręce i zaniósł do auta. Mogłam jechać w pidżamie albo się przebrać w sukienkę, więc ostatecznie się przebrałam.
-Tak. Pamiętam. Nie zrobisz mi tego po raz kolejny.
-Myślisz, że nie mam tyle odwagi? –była jedną z najodważniejszych osób z mojego otoczenia, więc nawet się z nią nie kłóciłam
-No dobra. Wygrałaś. Daj mi 10 minut.
-Kochanie … -przerwałam i rzuciłam mu się na szyję. Nie mogłam powstrzymać łez. Wiedziałam, że to jest ostatnie pięć minut kiedy Go widzę. Pocałowaliśmy się. Puściłam Liam’a. Wiedziałam, że czas już iść. – Kocham Cię.
-Ja ciebie
też.
-Wybacz mi muszę już iść
-Pa
–Powiedział Liam cały zapłakany
-Nie płacz
skarbie to tylko miesiąc.
-Tak wiem,
ale miesiąc bez ciebie to cała wieczność.
-Przecież
będziemy utrzymywać kontakt. –odparłam
-Oczywiście.
-Już naprawdę muszę iść. –Pocałowałam Go delikatnie w
usta i wyszłam.Szłam przed siebie. Myślami byłam z Liam’em. Zastanawiałam się czy dobrze zrobiłam. Nie mogłam jechać z nim, bo nie stać mnie było na bilet i z resztą nie miałbym co tam robić. Nie chciałam Go powstrzymywać, ponieważ było to dla niego bardzo ważne, ale w głębi duszy czułam, że ten wyjazd nas od siebie oddali.
Poszłam do domu i coś zjadłam. Chciałam jeszcze raz pójść do Liam’a i się upewnić czy wszystko spakował, ale wiedziałam, że się rozpłaczę i już tak łatwo nie wyjdę z jego domu. Miałam cichą nadzieję, że jeszcze podjedzie pod mój dom i się z nim zobaczę, ale tego nie zrobił. Już za nim bardzo tęskniłam. Tak to jest z rozłąkami. Nikt tego nie chce, ale czasami musi tak być. Szkoda, że Londyn jest tak daleko, bo przez to nie będziemy mogli do siebie jeździć.
Chciałam zadzwonić do Liam’a i usłyszeć jego głos, ale ktoś zadzwonił do drzwi. Nieogarnięta z postrzępionymi włosami, okruszkiem w kąciku ust i bez makijażu otworzyłam drzwi. To była Lara.
-Cześć krasnalku
-Co ty tu robisz?
-Słyszałam, że ten łajdak wyjeżdża – spojrzałam się na nią groźnym wzrokiem – to znaczy najwspanialszy chłopak pod słońcem i pomyślałam, że pewnie będzie Ci smutno, więc zabieram Cię do miasta.
-Ale ja nie mam ochoty na zakupy.
-Masz tylko jeszcze o tym nie wiesz – weszła do mojego mieszkania. Poszła do sypialni i otworzyła moja szafę w poszukiwaniu fajnych ciuchów. – Ubierz to –powiedziała i podała mi czarną skórzaną spódniczkę i do tego dżinsową koszulę. Z początku pomyślałam, że to będzie fatalne połączenie, ale zastanowiłam się nad tym głębiej i wyszło, że jest genialne. Co jak co, ale Lara miała dobry gust.
-Świetne są te ciuchy, ale ja nigdzie nie idę.
-Idziesz kochana. Masz dwa wyjścia albo ubierasz się grzecznie i wychodzisz o własnych siłach albo pomogę ci z wyjściem.
-Nie zmusisz mnie do tego – uśmiechnęłam się do niej
-A o co zakład? Pamiętasz James’a urodziny?
No tak. Zapomniałam, że moja przyjaciółka jest do tego zdolna. James to był nasz kolega, ale już z nim nie trzymamy. Pamiętam, że zaprosił nas kiedyś na swoje urodziny. Byłam wtedy świeżo po zerwaniu i nie miałam ochoty nigdzie wychodzić, za to Lara bardzo chciała iść na jego imprezkę. Upierałam się, że zostanę w domu i nic się nie stanie jak ona pójdzie sama, ale ona twierdziła, że taki wypad dobrze mi zrobi. Że otrząsnę się po zerwaniu i może kogoś poznam. Leżałam w łóżku w pidżamie. Prosiła mnie żebym wyszła i się ubrała, ale ja stanowczo się opierałam. W końcu się zdenerwowała. Ściągnęła ze mnie kołdrę. Próbowała mnie rozebrać, ale jej się nie udało, więc zadzwoniła po swojego ówczesnego chłopaka by jej pomógł. Przyjechał i wziął mnie na ręce i zaniósł do auta. Mogłam jechać w pidżamie albo się przebrać w sukienkę, więc ostatecznie się przebrałam.
-Tak. Pamiętam. Nie zrobisz mi tego po raz kolejny.
-Myślisz, że nie mam tyle odwagi? –była jedną z najodważniejszych osób z mojego otoczenia, więc nawet się z nią nie kłóciłam
-No dobra. Wygrałaś. Daj mi 10 minut.
Poszłam do łazienki i się przebrałam. Wyglądałam naprawdę ślicznie w tym zestawieniu. Zrobiłam sobie do tego koka i pomalowałam rzęsy tuszem. Żeby zaakcentować mój ubiór pomalowałam usta na soczysty czerwony.
-I
jak? –spytałam wychodząc z łazienki
-Wspaniale. Idziemy
Lara zabrała mnie jak zwykle na wielkie zakupy. Obkupiłam się za wszystkie czasy. Miałam tyle toreb, że myślałam, że nie doniosę do domu. Ręce mi opadały z sił, a Lara chciała zajść jeszcze do kilku sklepów. Oczywiście zgodziłam się, bo i tak nie dałaby mi spokoju. Po zakupach poszliśmy na koktajl. Zadzwonił mój telefon.
-Przepraszam. Liam dzwoni – zwróciłam się do Lary. Wywróciła oczami –Tak skarbie
-Dzwonię do ciebie, żeby Ci powiedzieć, że już doleciałem i nic mi nie jest
-To dobrze, słońce. I jak tam?
-Całkiem nieźle. Jeszcze nie byłem na mieście, ale później się wybiorę.
-Okej.
-A ty co robiłaś przez cały dzień?
-Byłam z Larą na zakupach
-No to dobrze. Myślałem, że przez cały dzień będziesz siedziała w domu i płakała
-Taki miałam plan, ale zjawiła się Lara
-Jak dobrze, że Cię wyciągnęła. Słuchaj muszę kończyć. Zadzwonię później. Kocham Cię
-Ja ciebie też. Pa
Trochę mnie zaniepokoiła ta rozmowa, bo pod koniec usłyszałam jakiś kobiecy głos, ale to pewnie ktoś z obsługi hotelowej. Wróciłam do Lary i razem udałyśmy się do domu.
***
Widzę, że nie odwiedzacie mojego bloga :( Szkoda. Miałam taki fajny pomysł na opowiadanie. Oczywiście nadal będę je pisać, ale nie wiem czy to ktokolwiek będzie to czytać.
JEŚLI CZYTASZ TO OPOWIADANIE ZOSTAW KOMENTARZ.
środa, 2 lipca 2014
#2
-Hej! Lara
możesz dzisiaj do mnie przyjść?
-Jasne będę
za 30 min
W co by się
tu ubrać? Tyle ciuchów a nie wiem co jest najodpowiedniejsze. W sumie idę tylko
do niego. To może sukienkę? Nie, będę wyglądać jak jakiś pajac. To może te
ogrodniczki? Nie, wyglądają jakoś tak staro. Wiem! Ubiorę top i spodenki. Tak.
To jest to.
-Lara
–krzyknęłam
-Tak?
-Muszę Ci
coś powiedzieć.
-Słucham
–Odchrząknęła.
-Dostałam
dwa bilety „VIP” na koncert Bruna. Nawet nie wiesz jak się cieszę. -Podeszłam
do Lary i przytuliłam ją ze szczęścia.
-Nie wierzę!
Chyba sobie żartujesz? –Lara patrzyła na mnie z miną niedowiarka.
-Nie
żartuje. Naprawdę je mam.
-A kiedy
jest ten koncert?
-Za tydzień
–Sama sobie nie mogłam uwierzyć, że jeszcze tydzień i spotkam mojego idola
-To
gratuluję. Cieszę się twoim szczęściem
-Ja też się
z tego powodu bardzo cieszę. A teraz wybacz mi Lara, ale muszę już iść. Liam na
mnie czeka.
-Okej. Ja
też już wychodzę.
***
*ding dong
-Cześć.
-Hej. Wejdź
skarbie. Może chcesz coś do picia?
-Nie
dziękuje.
-Okej. Chodź
ze mną mam dla ciebie niespodziankę, ale musisz zamknąć oczy.
-Dobrze.
Szłam choć
nie wiedziałam gdzie. Nie byłam pewna czy przez przypadek się nie potknę, ale
jakoś doszłam do celu.
-Możesz
otworzyć oczy- rzekł Liam.
-OMG!
-Coś jest
nie tak?
-Nie. Jest
wszystko w porządku po prostu nie wiedziałam nigdy nic równie pięknego.
Miałam na
myśli wielki bukiet czerwonych róż. Było ich tam chyba ze sto. Obok stał
pięknie nakryty stół. W sam raz na romantyczną kolację. Zastanawiało mnie fakt
po co on to zrobił? Z jakiej okazji? A może to jest jakiś prezent z jego
własnej nie przymuszonej woli, może nic się za nim nie kryje albo po prostu o
czymś zapomniałam. Chciałam się Go spytać, ale się trochę obawiałam odpowiedzi,
więc pozostałam cicho.
-Usiądź
proszę –powiedział Liam z smutnym wyrazem twarzy. –Pewnie zastanawiasz się z
jakiej to okazji. Otóż jest jedna sprawa o której musisz wiedzieć. Niestety
jutro wyjeżdżam na miesiąc do Londynu. Wiem, że chciałaś iść ze mną na koncert
Bruna, ale przykro mi muszę. Dostałem ofertę pracy z najlepszymi ludźmi w
branży. Sama rozumiesz. Muszę zacząć w końcu się rozwijać wiem, że Nowy Jork
daje mi więcej możliwości, ale ta praca zapewni mi dobry start. Wiesz przecież
jak bardzo kocham tańczyć. Zrozum proszę, że dzięki temu będę szczęśliwszy.
-Dobrze.
Rozumiem –powiedziałam to mało przekonująco. Łzy spływały mi po policzkach. Nie
mogłam się powstrzymać. Pierwszy raz muszę się rozstać z moim Liamkiem.
-Kochanie
nie bądź smutna. Wiesz, że Cię kocham, ale to jest naprawdę wielka szansa dla
mnie.
-Rozumiem.
-Wybacz mi.
–Powiedział Liam. Widać było, że żałował, że musi wyjechać tak daleko.
-Nie mam Ci
czego wybaczać. To jest twoja pasja, twoje marzenie. Nie mogę się za to
gniewać.
-Przytul
mnie.
Przytuliłam Go bardzo mocno bo wiedziałam, że przez
miesiąc nie będę tego robić. Chciałabym, żeby został tu, ale to było jego
marzenie. Nie mogłam mu zabronić. Jedyne czego żałowałam to to, że nie mogłam
jechać z nim.
***
Jak tam wakacje? Wyjeżdżacie gdzieś? Ja aktualnie siedzę w domu i piszę dla Was kolejne rozdziały. Mam nadzieje, że Wam się podoba. Niestety nie wiedziałam żadnych motywujących komentarz :( Liczę, że tutaj będzie co najmniej jeden :D
piątek, 27 czerwca 2014
#1
Akcja zaczyna
się pod koniec 2010 roku
-Hej
-Cześć
kochanie –pocałował mnie w policzek
-Mam dla
ciebie niespodziankę -powiedział Liam
-Dla mnie? Z
jakiej to okazji?
-Z okazji
naszej rocznicy, Kotku -Odpowiedział troszkę zdziwiony, że zadałam to pytanie
-Dziękuje Ci
bardzo -odparłam. -Ja też mam coś dla ciebie
-Co takiego?
-Podejdź tu
to Ci dam.
Przybliżył
się do mnie. Poczułam zapach jego nowych perfum. Są niesamowite. Rozkoszowałam
się jeszcze chwilkę jego zapachem aż w końcu Go pocałowałam. Nie pamiętam kiedy
się tak namiętnie całowaliśmy. To było coś fantastycznego, lecz Liam przerwał
ten gorący pocałunek.
-Co się
stało? –Spytałam.
-Zapomniałem
dać Ci prezent a ty już mi się zaczęłaś odwdzięczać. Proszę oto on.
-Dziękuje.
Co to jest?- Była to jakaś paczuszka. Owinięta w ozdobny papier.
-Otwórz to
się przekonasz –Uśmiechnął się, bo wiedział, że ten prezent sprawi mi radość.
Trochę to
trwało zanim to otworzyłam. Bałam się, że zniszczę ten śliczny papier z napisem
„I love you”, ale na całe szczęście udało mi się to swobodnie odpakować.
Otworzyłam małe pudełeczko a w środku była koperta. Wyciągnęłam ją. Otwieram.
Patrzę a tam kartka z tekstem „Dziękuje Ci za ten wspaniały rok. Jesteś
najważniejszą kobietą w moim życiu. Bardzo Cię kocham. Twój Liam.” Ucieszyłam
się jeszcze nikt nigdy czegoś takiego dla mnie nie zrobił. Ukradkiem oka
zauważyłam, że w pudełeczku jeszcze coś jest. Chwyciłam to. Automatycznie się
uśmiechnęłam. Chciałam skakać ze szczęścia. Rzuciłam się na Liam’a. Pocałowałam
Go w policzek i podziękowałam. Były to dwa bilety „VIP” na koncert Bruno Marsa.
-
Wiedziałem, że Ci się spodoba.
- Oj
Misiaczku. Dziękuje Ci jeszcze raz. Jesteś taki kochany. –Odpowiedziałam.
- Nie ma za
co
- Owszem
jest. Właśnie spełniasz moje największe marzenie. Kocham Cię.
Nie mogłam
uwierzyć w to co się stało. Liam spełnił moje największe marzenie. Nigdy
wcześniej nie przeszło by mi przez myśl, że mój chłopak zrobi dla mnie coś
takiego. Co prawda był on o wiele bogatszy ode mnie. Jego rodzice mieli własną
firmę. Zarabiali bardzo dużo pieniędzy, a że Liam im pomagał to dostawał
całkiem sporą sumkę. Ja natomiast byłam ciągle na utrzymaniu rodziców. Tata był
stolarzem a mama pracowała w sklepie. Nie mogłam sobie pozwolić na taki
wydatek.
-Muszę już
lecieć Kochanie – szepnęłam do Liam’a
-Szkoda. To
kiedy się spotkamy następnym razem Sam?
-Może jutro?
-Okej to
widzimy się jutro u mnie.
-Dobrze
Kochanie –Odpowiedziałam i wyszłam.
***
Jak tam po zakończeniu roku? Świadectwa z czerwonym paskiem były? Pochwalcie się średnimi :D
Ja nadal nie mogę uwierzyć, że to wakacje. W sumie mogłabym jeszcze trochę do szkoły pochodzić. Ach! Co ja mówię. Haha. Dobrze, że w końcu jest lato. Mam nadzieję, że będzie ładna pogoda. :D
Subskrybuj:
Posty (Atom)