Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rodzice. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rodzice. Pokaż wszystkie posty

sobota, 26 września 2015

#99

BRUNO

Najczęstszym pytaniem które sobie zadawałem było: Dlaczego akurat teraz? Gdyby Amy pojawiła się jakiś rok wcześniej bez wahania rzuciłbym się na nią i nigdy bym jej nie wypuścił. Natomiast dzisiaj to wszystko wygląda zupełnie inaczej. Nie wyobrażam sobie to zrobić będąc z Sam, ale także nie wyobrażam sobie nie być z Sam. Przecież ja ją kocham ponad życie. W takim razie dlaczego czuje się taki zmieszany? Dlaczego nie potrafię wyrzucić z siebie Amy? Dlaczego ucieszyło mnie to, że postanowiła o mnie walczyć?
Nie wiem. Nie wiem. Nie wiem...
Nie wiem tylu rzeczy, że aż mnie to przeraża. Czy ja ją nadal kocham? Byłam moją pierwszą prawdziwą miłością i jakaś cząstka niej zawsze była we mnie i głupio mi to przed sobą przyznać, ale teraz ta cząstka zaczęła się powiększać. To zaniedbywane uczucie jakim kiedyś była miłość do Amy chyba na nowo się odradza.
Nie! Nie możesz tego zrobić! Nie możesz tak myśleć! Nie możesz skrzywdzić Sam!
A czy mogę krzywdzić siebie? Nie.
Muszę poważnie zastanowić się czego oczekuję od życia.
Obie dla mnie wiele znaczą i z obiema chciałbym być, ale mogę być tylko z jedną.
Szkoda tylko, że mam tak mało czasu by dokonać wyboru.
Sądziłem, że ten buziak od Amy trochę mi pomoże, że bynajmniej dzięki niemu dowiem się co tak naprawdę czuję do Amy, ale zamiast tego wiem tylko tyle, że jestem totalnym dupkiem. Dlaczego? Ponieważ nie czuje się winny temu co zaszło. Nie czuję potrzeby podzielenia się tym z Sam i nie czuję żebym w jakimś minimalnym stopniu ją zdradził.
Czy to normalne? Ani trochę.
Chciałbym by to wszystko było prostsze. By dokonywanie wyborów nie niosło za sobą tyle strat i by nie bolało żadnego z nas.
Lecz wiem, że to wszystko będzie mnie okropnie boleć. Cokolwiek nie zrobię będzie źle.
Może gdybym nie był aż tak zajęty rozmyślaniem o tym wszystkim zauważyłbym wcześniej to, że Amy nie powiedziała mi dlaczego wyjechała.
Gdyby nie to, że jestem teraz w totalnej rozsypce może wróciłbym na plac i poprosił o wyjaśnienia, ale już dzisiaj absolutnie się do tego nie nadaję. Nasze spotkanie mogłoby się źle skończyć dla mnie zwłaszcza, że teraz nie byłbym w stanie się jej oprzeć.
Co bezsilność robi z człowiekiem...
Wielogodzinne rozmyślania wyczerpały mnie do tego stopnia iż po przyjściu do domu od razu położyłem się do łóżka i usnąłem.

***

-Przepraszam cię mamo, ale muszę już jechać -stałem z mamą przed domem i się z nią żegnałem. Tuliła się do mnie i płakała doskonale zdając sobie sprawę z tego, że zanim tu wrócę minie dużo czasu.
-Dobrze synku. -odsunęła się ode mnie -Pozdrów Sam.
-Okej
Odszedłem od mamy i wsiadłem do auta w którym był już Eric, Cindia, Liam i tata, który miał odwiedź całą naszą czwórkę na lotnisko. Po drodze niewiele rozmawialiśmy, a gdy dotarliśmy do celu szybko pożegnaliśmy się z tatą i udaliśmy się do odprawy.
W samolocie potrafiłem myśleć tylko o tym kiedy spotkam się z Sam i o tym co jej powiem oraz o tym, że czeka mnie jeszcze jedna rozmowa z Amy.
Ciekawe czego wtedy się dowiem.

####
Hej :)
Dzisiaj krótko, ale na temat.
Oczywiście zapraszam jutro na kolejny odcinek.
Wybaczcie mi, że nie wstawiam postów w tygodniu, ale przez szkołę nie mam czasu :(
Tak to bywa :(
Wiec no... piszcie co sądzicie i wpadajcie na nowego bloga :)
Bajoo :*

sobota, 19 września 2015

#97

SAM

Najtrudniejsze w całym tym wyjeździe było kładzenie się do łóżka. To wtedy wszystko powracało i to ze zdwojoną siłą. Pewnego wieczoru nie wytrzymałam i najciszej jak potrafiłam weszłam do sypialni rodziców i na moja szczęście czy też nieszczęście jeszcze nie spali. Położyłam się pomiędzy nich i zaczęłam płakać. Tata przytulił mnie do siebie, a mama gładziła moje włosy i plecy od tyłu. Pocieszali mnie i mówili, że wszystko się ułoży, a ja na tą jedną króciutką chwilę im uwierzyłam i usnęłam.

***

Kolejnego dnia spodziewałam się długiego odpytywania ze strony rodziców, lecz tego nie zrobili. Zachowywali się całkiem normalnie i za to byłam im naprawdę wdzięczna. Chociaż bardzo mnie kusiło by im się zwierzyć ostatecznie powstrzymałam tą pokusę i postanowiłam oszczędzić tatę, ale mamie już musiałam powiedzieć, bo sobie sama nie dawałam z tym rady. 
Opowiedziałam jej całą historię zaczynając o spotkaniu z Ryanem a na jakiejś Amy kończąc. Oczywiście nie pominęłam tego jak na Święcie Dziękczynienia potraktował mnie Bruno. Wtedy moje serce najbardziej krwawiło.
-Co za szczeniak -uwierzcie mi, że to co moja mama przed chwilą powiedziała wcale nie oznacza nic dobrego. Moja mama prawie nigdy nie przeklina i nie wyzywa nikogo, więc musiała się mocno zdenerwować skoro coś takiego powiedziała.
-Nie wiem mamo co robić. Naprawdę nie chcę żeby to wszystko tak się skończyło. Proszę cię pomóż mi.
-Kochanie przede wszystkim się nie poddawaj. Wiem, że on zachowywał się nie fajnie, ale może wystarczy żebyście porozmawiali i wszystko by się wyjaśniło. Z resztą musicie to zrobić, bo inaczej nie uda wam się spokojnie żyć. Proponuję ci żebyś pojechała jak najszybciej do Los Angeles i się z nim spotkała.
-Ale mamo jak to nic nie da? Co wtedy będę miała zrobić?
-Jestem pewne, że ta rozmowa dużo wyjaśni i wiem że coś zmieni, więc się tym nie przejmuj.
-Boję się mamo.
-Rozumiem. Wiem też, że będziesz musiała się czegoś wyrzec żeby być szczęśliwą i wiem też, że i ty postawisz Brunowi jakieś ultimatum więc proszę cię dostosuj się do swojego jeśli chciałabyś być z nim.
-Myślisz, że tak będzie?
-Tak i nawet wiem co ci Bruno powie.
-Co takiego?
-Żebyś przestała spotykać się z Ryanem.

###
Hej :)
Wiem, że króciutki dlatego już jutro pojawi się kolejny :)
Piszcie śmiało co czujecie i wgl. :)
A ja jeszcze zapraszam was na mojego drugiego bloga, bo dzisiaj też pojawił się tam nowy odcineczek.
Bajoo :*

wtorek, 15 września 2015

#95

SAM

Dotarłam do NY szybciej niż się tego spodziewałam. Zamówiłam taksówkę i podjechałam pod mój stary dom, czyli obecny dom moich rodziców. Zadzwoniłam dzwonkiem i po chwili w drzwiach pojawiła się mama. Rzuciła się i wycałowała mnie całą. Po chwili dołączył do nas tata i całą trójką się tuliliśmy.
-Co ty tu robisz? -spytała mama
-Wpadłam was odwiedzić.
-Sama?
-Tak. Bruno musiał coś załatwić.
Widziałam w mamy spojrzeniu, że nie mi nie uwierzyła, ale widocznie nie chciała martwić taty i nie ciągnęła tematu.
-A gdzie masz bagaż?
-Przyjechałam bez bagażu. Wiem, że są tu jakieś moje ciuchy, więc nie pakowałam torby. Z resztą zawsze mogę pójść na miasto i sobie coś kupić no nie tatusiu?
-Oczywiście. Widać, że moja krew. 
Mama się zaśmiała.
-Chodźmy do środka.
Weszłam do domu i ściągnęłam buty w korytarzu. Tata na mnie nakrzyczał, bo stwierdził, że tu i tak jest brudno, więc bez sensu ściągnęłam obuwie. Nie zrobiłam sobie nic z tego i chodziłam na boska po domu. Dziwnie było patrzeć na sypialnie w której kiedyś się spało i wiedzieć, że teraz nie należy już do mnie a do moich rodziców. 
-Herbaty?
-Poproszę.
Zasiadłam z rodzicami przy stole i zaczęliśmy pić przyrządzony przez mamę napar.
-Co tam u was? -spytałam
-Wszystko dobrze. 
-A jak się czujesz tato?
-Lepiej. Chodzę co tydzień do doktora żeby mógł kontrolować mój stan i nawet on stwierdził, że ostatnio mi się poprawiło.
-No to wspaniale. -powiedziałam -A ty mamo?
-Bez zmian. Ciągle czuję jakbym miała osiemnaście lat.
Zaśmialiśmy się.
-Co cię tu sprowadza córuś, bo nie wierzę, że tylko w odwiedziny do nas przyjechałaś?
-Ależ oczywiście, że nie. Przyjechałam tu na kilka dni, ponieważ mam jakieś sprawy do załatwienia.
-Czyli jednym słowem wykorzystasz nas po to żeby nie płacić za hotel?
-Oczywiście.
Znowu się zaśmieliśmy.
Było mi smutno ponieważ musiałam okłamać swojego ukochanego tatę, ale jakby nie patrzeć zrobiłam to dla jego dobra. Nie chciałam żeby się niepotrzebnie zamartwiał.
-Może pójdziemy na miasto? Stawiam obiad.
-Kochanie dobrze wiesz, że mogę zrobić ci cokolwiek zechcesz.
-Wiem, ale wykorzystam cię dopiero jutro.
-No to w takim razie pójdę się ubrać i przyszykować -powiedział tata -Będę gotów za 30 minut.
Zaśmiałam się.
-Nie śmiej się. On wcale nie żartuje -powiedziała mama.

####
Taka mała odskocznia od zmartwień.
Ale spokojnie jeszcze dzisiaj pojawi się kolejny odcinek tym razem z perspektywy Bruna.

wtorek, 1 września 2015

#90

SAM

Gdy dotarliśmy do domu Bruna jeszcze w nim nie było. Nie wiedziałam co powiedzieć jego bliskim gdy się mnie pytali gdzie zniknął. Zwykle wzruszałam ramionami i mówiłam im że sama go poszukuje. 
Stół był już przyszykowany. Mama i Pres się postarały. Na samym środku stał świeżo wyciągnięty pieczony indyk faszerowany w sosie żurawinowym, a w miseczkach obok były słodkie ziemniaczki. Z tego co się orientuję to później na stół miało trafić także ciasto z dyń. 
-Ciociu pobawisz się ze mną? -podszedł do mnie Liam
-Nie jestem twoją ciocią. Jestem Sam. -podałam małemu rączkę po czym ją uścisnął
-A ja jestem Liam -uśmiechnął się uroczo.
Złapał mnie za rączkę i zaprowadził do pokoju z porozwalanymi zabawkami.
-Wiesz jak się tym bawi? -pokazał na jeden z samochodów
-Nie mam pojęcia. Możesz mi pokazać?
-Jasne.
Mały wziął do ręki pilot i zaczął klikać na nim różne guziki. Samochód jeździł do przodu i do tylu co chwilę skręcał w różne strony, wydawał z siebie jakieś dziwne dzięki. Zupełnie jakby kierował normalnym autem.
-Kumasz?
-Nie za bardzo.
-No nic. W takim razie zbudujemy wieże.
Liam podał mi klocki i razem zbudowaliśmy naprawdę wysoką i piękną wieżę. Szkoda tylko, że po pięciu sekundach Liam ją rozwalił. Jednak liczy się to, że w ogóle coś zrobiliśmy.
-Zapraszam na obiad -powiedziała do nas pani Hernandez
-Babciu, a ja własnie zbudowałem wieżę. Szkoda, że nie przyszłaś wcześniej to bym ci pokazał. No i tak w ogóle to mi Sam w tym pomogła.
-Liam -powiedziała ostrzegawczym tonem mama
-Spokojnie. Kazałam mu tak do siebie mówić.
-No właśnie. I wiesz co babciu. Sam jest fajna. Buduje duże wieże...
Zniknęli za drzwiami, a ja zostałam tutaj by posprzątać w pokoju. Miał tutaj tyle porozwalanych zabawek, że nie dało się normalnie nogi postawić.
-Sam czekamy na ciebie! -krzyknęła Tiara
-Już idę -odparłam i ruszyłam w stronę wielkiego stołu.
Nawet nie zauważyłam kiedy Bruno wrócił. Stał po przeciwnej stronie stołu i patrzał się na mnie, a gdy przyłapałam go na tym to odwrócił wzrok. Nawet nie zajął mi koło siebie miejsca, a gdy Jamie to zauważyła chciała się przesiąść żebym mogła siedzieć koło Bruna, ale ją powstrzymałam. Spojrzała się na mnie pytająco a ja jedynie westchnęłam.
Usiadłam pomiędzy Tiarą, a Tahiti. Na przeciwko mnie siedział Eric, który patrzył na mnie z nieukrywanym smutkiem. Dwa krzesła dalej siedział Bruno, który już więcej tego wieczoru na mnie nie spojrzał.
-Czas na modlitwę. -powiedział tata
Wszyscy odmówiliśmy dziękczynną modlitwę, a później każdy z nas miał powiedzieć na głos za co szczególnie dziękuje w tym roku.
-Za wspaniałą rodzinę -zaczęła mama
-Za dobre wypieki mojej żony -powiedział pan Hernandez
-Za najważniejszych mężczyzn w moim życiu -powiedziała Cindia
-Za was wszystkich -powiedział Eric
Gdy przyszła kolej na Bruna spojrzałam się na niego i wyczekując, że powie iż dziękuje za nasz wspólny rok, bądź coś w tym stylu spochmurniałam gdy usłyszałam inne słowa z jego ust.
-Za 'Unorthodox Jukebox'
Reszta mówiła za co oni w szczególności dziękują, ale ja już ich nie słuchałam. Stałam jak wryta i sięgałam myślami jak najdalej tylko po to żeby się nie rozpłakać.
Gdy usłyszałam swoje imię bez zastanowienia odparłam
-Za rodziców i za Bruna
Wszyscy się na mnie spojrzeli i później na Bruna. Chyba dopiero zdali sobie sprawę, że Bruno nie jest wdzięczny Bogu za mnie. Chwilę ciszy przerwała Tiara mówiąc o tym za co ona dziękuje.
I tak minęła nasza kolacja. Przy wyczuwalnym napięciu i sztucznych gadkach.
Po kolacji cała rodzina wzięła się za sprzątanie, a następnie ruszyła w stronę swoich sypialni i poszli spać. Ja natomiast została w salonie i usnęłam na dość niewygodnej kanapie.

####
Hej :)
Pierwszy dzień szkoły za nami. Jak się z tym czujecie? Od dzisiaj znowu przyjdzie nam się męczyć 10 miesięcy :( Więc byle do wakacji :)

A co do odcinka to strasznie smutny, prawda?
Mi było strasznie przykro jak go pisałam :(

Pamiętajcie, że jeszcze dzisiaj pojawi się pierwszy odcinek na nowym blogu na który serdecznie zapraszam :)

czwartek, 27 sierpnia 2015

#87

BRUNO

Mama od rana pichciła w kuchni i nie chciała niczyjej pomocy, więc całą rodziną wybraliśmy się nad pobliską plaże i zrobiliśmy sobie mały piknik. No dobra prawie całą, bo nie licząc mamy to w domu została także Presley, ponieważ nie miała ochoty na piknikowanie. Oczywiście kłamała. Tak naprawdę tylko ja wiem czemu z nami nie poszła. Po tym jak dowiedziała się o Amy postanowiła nas zmusić do spotkania żebyśmy się pogodzili albo może nawet i zeszli. Doszedłem do tego wniosku ostatniej nocy. Skoro Amy kiedyś wyjechała i się ze mną nie pożegnała to mogło oznaczać tylko tyle, że już nie chce mnie widzieć. Nie kontaktowała się przez tyle lat, a ja to zaakceptowałem i choć było mi czasami smutno to tego nikomu nie mówiłem, ale Pres i tak wiedziała. Ona jako jedyna gdy byliśmy nieco młodsi rozumiała mnie bez słów. Wiedziała co czuje, bo ona też straciła przyjaciółkę. Można powiedzieć, że jechaliśmy wtedy na jednym wózku. Ale i tak w tym wszystkim zastanawia mnie kilka spraw. Dlaczego Pres przestała lubić Sam? Dlaczego wybaczyła Amy? Dlaczego Amy się z nią skontaktowała? I dlaczego chce mnie spotkać?
Między nami wszystko się skończyło w chwili jej wyjazdu.
A może tylko mi się tak wydaje.
Przecież coś czuje jak myślę o niej.
Ale ja bym bardziej nazwał to tęsknotą niż miłością.
Kocham rodziców, siostry, brata i Sam, ale nie czuje tego samego uczucia do Amy.
Nie kiedy o niej myślę.
-Kto by uwierzył, że dzisiaj będziemy razem świętować. -powiedziała Jamie. -Ja na przykład nie spodziewałam się Sam.
-Tak więc niespodzianka -krzyknęła moja piękność
Wszyscy się zaśmiali.
-A co my mamy tu dobrego? -spytał Eric dobierając się do naszego koszyka piknikowego
-Sałatkę, sałatkę no i sałatkę -krzyknęła Cindia, która właśnie dołączyła do naszego kręgu niosąc w rękach sałatkę.
-Cześć kochanie -Eric cmoknął ją w usta
-Cindia! -krzyknął papa
-A gdzie młody? -spytała Tahiti
-Chciał się pobawić z ciocią Presley to go zostawiłam -uśmiechnęła się
-Siadaj koło nas -przywołała ją Jamie
Cindia usiadła na kocu koło Jamie i Tahiti. Na kolejnym siedział tata, Eric i Tiara, a na trzecim siedziałem ja z Sam.
Wszyscy wzięliśmy się za pałaszowanie lekkich przekąsek przed wieczorną ucztą. W naszych ustach głównie gościły sałatki i bagietki z serem pleśniowym. Nowy przysmak rodzinny.
Po jakiejś godzinie Tiara wpadła na pomysł żebyśmy wszyscy poszli się kąpać. Nie było wtedy jakoś zbyt ciepło, ale za zimno też nie, więc wszyscy się zgodzili.
-Ja nie mogę -powiedziała Sam
-Czemu? -spytałem
-Kobiece sprawy.
-W takim razie zostanę z tobą.
-Nie. Jeśli chcesz iść to idź. Ja popatrzę.
-O nie. -powiedziałem, a potem krzyknąłem -Ja z Sam zostajemy! Wiecie te kobiece sprawy!
Wszyscy się na nas popatrzeli i zaczęli się śmiać po czym zanurzyli się w wodzie i zaczęli się świetnie bawić.

SAM

Zostałam z Brunem sama, więc nie krępując się usiadłam między jego nogami i przykleiłam się plecami do jego torsu. Oparłam głowę na jego ramieniu i zamknęłam oczy. Bruno pocałował moją szyję przez co po moim ciele przeszedł dreszcz.
-Zawsze sądziłem, że jak będę starszy to razem z moją żoną będę patrzył jak moje dzieci kąpią się w morzu, a tymczasem widzę tych staruszków.
Uśmiechnęłam się.
-Ja nawet o takim czymś nie marzyłam.
-A więc o czym ty marzyłaś? -spytał
-O tym żeby zostać aktorką.
-I to tyle? A co z rodziną?
-Nigdy jakoś szczególnie nie myślałam o dzieciach. To znaczy uwielbiam je, ale nie mogłabym mieć swojego. Zajmować się takim mały człowiekiem 24/24. To nie moja bajka.
Obróciłam głowę w stronę Bruna. Wydawał się nie być zadowolony.
-A teraz chciałbyś mieć dzieci?
-Nie. Może za jakieś pięć lat, ale i w to wątpię.
Bruno zacisnął mocniej szczękę i poczułam jak mu się mięśnie brzucha napinają.
-A ze mną?
-Bruno...
-Nie ma Bruno. Odpowiedz.
Poczułam jak Bruno się podnosi. Po chwili oboje staliśmy na równych nogach. Położyłam mu ręce na torsie.
-Możemy przełożyć tą rozmowę? Nie chcę się dzisiaj kłócić.
-Już wystarczająco dużo wiem. -westchnął -Powiedz im, że wrócę na kolację.
-Bruno zostań! -krzyknęłam gdy zaczął się oddalać -Proszę -szepnęłam dławiąc się łzami.
Nie posłuchał się mnie.
Zniknął.

####

Hej.
No nie ciekawie o naszych gołąbeczków jest.
Oboje są strasznie zagubieni co już pewnie zauważyliście, ale i tak Bruno ma największy mętlik w głowie.
Oj, co ja z tobą pocznę...

wtorek, 25 sierpnia 2015

#86

SAM

Wyjazd na Hawaje zbliżał się wielkimi krokami. Choć mój terapeuta stwierdził kilka tygodni temu, że nie muszę już do niego chodzić to wolałam pójść na tą jedną wizytę w której pomoże mi nastawić się optymistycznie do wyjazdu. Co chwilę powtarzał, że już nic mi się nie stanie i że tym razem będę już bardziej ostrożna, więc na pewno nie dopuszczę do sytuacji by zostać sam na sam z obcym facetem. I to prawda. Oprócz Bruna, jego rodziny i ich przyjaciół nie mam zamiaru z nikim więcej się spotykać a tym bardziej wybierać się do klubów. W ogóle do klubu raczej nie pójdę. Z resztą to są święta, a nie zwykły wypad. Tak więc mam nadzieję, że będzie dobrze.
-Wziąłeś wszystko? -spytałam Bruna na pięć minut przed wyjazdem z naszego ślicznego domu
-Tak, a nawet jeśli jakimś cudem byśmy zapomnieli to tam też są sklepy.
-Racja. -uśmiechnęłam się, choć tak naprawdę nie było mi do śmiechu.
Godzinę przed tym zdarzeniem pokłóciłam się z Brunem. Nie wiem skąd, ale dowiedział się o moim spotkaniu z Ryanem. Był strasznie wściekły, że go okłamałam. Nie dał mi dojść do słowa i wytłumaczyć tego wszystkiego choć i tak nie wiedziałabym co mu powiedzieć. Prawda była dokładnie taka sama jaką mu przedstawiono. Okłamałam go i poszłam na spotkanie z Ryanem. Całe szczęście Buno nie śmiał mnie oskarżać o zdradę. Chyba na tyle mi wierzy, że nie mogłabym tego mu zrobić.
-W takim razie możemy jechać
Bruno i taksówkarz spakowali wszystkie nasze torby do bagażnika taksówki, którą udaliśmy się na lotnisko. Po drodze Bruno prawie się nie odzywał, a w samolocie to już w ogóle o mnie zapomniał. Kilkanaście minut po starcie zapadł w drzemkę, a mnie tak strasznie przygniotło poczucie winy, że aż poszłam do toalety i zaczęłam w niej płakać. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że choćbym się chciała usprawiedliwić to nie mam jak, bo nawet ja nie wierzę w żadną swoją wymówkę.
Idąc w kierunku swojego miejsca dostrzegłam, że Bruno ma otwarte oczy. Wpatrywał się we mnie, a ja choćby nie wiem co, nie chciałam żeby on wtedy na mnie patrzył. Nie chciałam żeby widział, że płakałam.
Usiadłam koło niego i obróciłam głowę w przeciwną stronę. Jeśli ma zamiar się fochać to proszę bardzo, ale niech bynajmniej się na mnie nie patrzy i niech nie sprawia, że mam ochotę wyskoczyć z samolotu.
Bruno splótł nasze palce u rąk i odwrócił moją głowę w swoją stronę. Zobaczyłam w jego oczach troskę i smutek. Coś we mnie pękło i znowu się popłakałam. Peter otulił mnie swoim silnym ramieniem i pocałował w czoło.
-Przepraszam
Nic więcej nie trzeba było mówić. To jedno zdanie, a w zasadzie słowo oddaje wszystko co mógłby chcieć mi przekazać. Ja także przekazałam mu zaszyfrowane "strasznie mi głupio", "nie chciałam żeby tak wyszło", "naprawdę tego żałuję" w tym jednym słowie.
-Przepraszam -powtórzyłam i chcąc nie chcąc usnęłam w jego ramionach.

***

Z lotniska odebrał nas tata Bruna. Był w lekkim szoku kiedy przez prawie całą drogę się do siebie nie odezwaliśmy. A dlaczego tego nie zrobiliśmy? Nie wiem. Ja nie chciałam nic mówić, bo wydawało mi się, że to Bruno powinien zacząć. A co jeśli on myślał tak samo? Teraz to już nie ważne, bo stojąc przed tak dobrze znanym mi domem Hernandezów miałam zamiar przywitać się ze wszystkimi i wycałować z całych sił panią Hernandez. Jest ona moją ulubioną kobietą w tej rodzinie.
-Aloha! -krzyknęła Tiara gdy tylko wyszliśmy z auta.
-Witajcie moje aniołeczki -powiedziała mama Bruna
Najpierw podeszła do swojego syna i go całego wycałowała, a następnie podeszła do mnie i się przywitała.
-Miło mi panią znowu widzieć pani Hernandez.
-Oj przestań. Mów mi Bernie
-No nie wiem. Będzie mi trochę głupio.
-W takim razie mów mi mamo.
Spojrzałam się na nią jakby powiedziała, że ma dla mnie gwiazdkę z nieba. Czy aż tak bardzo zależało mi na tym żeby należeć do ich rodziny? Hm... Na pewno zależało mi na tym żeby mnie akceptowali, a te słowa mówią więcej niż to, że mnie akceptują. Mówią także, że mnie lubią, a nawet i kochają w jakiś sposób.
-Tęskniłam za tobą mamo. -powiedziałam kiedy minęła chwila w której miałam ochotę się rozpłakać.
Pani Hernandez to znaczy mama przytuliła mnie do siebie i pocałowała delikatnie w czoło.
-Ja też tęskniłam za tobą moja nowa córuś.
Nie wiem czemu, ale to sprawiło, że się uśmiechnęłam i puściłam pojedynczą łzę z moich oczu.
-A co tu się dzieje? -podszedł do nas pan Hernandez.
-Właśnie zyskaliśmy nową córkę -powiedziałam mama Bruna
-Ach tak. Czyli znowu zostałem ojcem. -uśmiechnął się i wyciągnął w moją stronę dłoń- Witam. Jestem tata.
-Cześć. Jestem nową córką. -powiedziałam i się zaśmiałam, a później znowu się popłakałam.
Durne emocje.
-Widzę, że rodzinka już w komplecie -powiedział Bruno
-Tak. Własnie ochrzciliśmy nasze nowe dziecko -powiedział tata.
Bruno podszedł bliżej mnie i złapał mnie za rękę po to bym poszła z nim przywitać się z jego siostrami. Oczywiście wszystkie tak się cieszyły z mojego przyjazdu, że nie mogły się opanować. Tylko w sumie Pres wydawała się być jakaś taka ponura. Jakby nie chciała mnie tu widzieć. Może wstała dzisiaj lewą nogą i teraz wyżywa się na wszystkich, bo to nie możliwe żebym jej coś zrobiła zwłaszcza, że przy ostatnim naszym spotkaniu zachowywała się całkiem normalnie.
-Zapraszam wszystkich na obiad -krzyknęła mama
Weszliśmy do środka i zanim z Brunem usiedliśmy przy stole postanowiliśmy zanieść nasz bagaż do naszej tymczasowej sypialni. Gdy odłożyłam walizkę i chciałam zejść na dół po kolejną Bruno chwycił mnie za nadgarstek i przyciągnął do siebie. Objął mnie swoimi rękoma i jak to miał w zwyczaju pocałował mnie w czoło.
-Chyba jestem jeszcze trochę zły.
-Wiem.
-Ale chciałbym żebyśmy zachowali się normalnie. Żebyśmy wyglądali jakbyśmy byli w związku.
-Postaram się.
-To przepraszam w samolocie było szczere.
-Moje też.
-Tak więc możemy się pocałować i wrócić do stanu sprzed kłótni?
-Oczywiście.
To był krótki, ale bardzo smutny pocałunek. Oddaliśmy w nim tyle złych emocji, że aż poczułam jak Bruna to wszystko boli. Głupia ja. Nie chciałam go tak zranić.
Zjedliśmy obiad i przez reszta dnia przygotowywaliśmy się do jutrzejszego dnia.
Do Święta Dziękczynienia.

####

Hejo :)
Co tam u was?
Jak się czujecie w związku z tym, że to ostatni wolny tydzień?
Mi jest trochę smutno :(

A teraz opowiadajcie co czujecie odnośnie nowego odcinka.
Jeśli mam być szczera to jest mi smutno, że u nich się tak dzieje.

Pamiętajcie, żeby namówić sowich znajomych do głosowania.
To dla mnie bardzo ważne.
I mam nadzieję, że mi pomożecie :)
Jeszcze raz dziękuje wam za dosłownie wszystko :*

poniedziałek, 17 sierpnia 2015

#79

SAM

Radości nie było końca. Jeszcze tego samego dnia poszliśmy świętować zaręczyny do jednej z najlepszych restauracji. Zamówiliśmy najdroższe dania i wspólnie się delektowaliśmy. Bruno okazał się być wspaniałym przyjacielem i wyręczył Kamerona przy płaceniu rachunku. Jak to można było przewidzieć cała nasza czwórka przeholowała z alkoholem. Pijani zamówiliśmy taksówkę, która najpierw odwiozła nasze gołąbeczki pod dom, a następnie podrzuciła nas do naszej willi. Ledwo co weszliśmy do domu. Niezdarnie ściągnęliśmy buty i ciuchy z siebie. Czy sex po pijaku jest lepszy? Nie wiem, ale na pewno jest bardziej dziki. Jeszcze tylu pozycji podczas naszego związku nie przetestowaliśmy ile w ciągu tejże nocy.

***

-Good morning sweetie.  
Bruno pocałował mnie w obojczyk, szyję, policzek i na końcu w usta.
-Jak się spało?
-Spało? -spytałam -Wczoraj nie dałeś mi usnąć.
Uśmiechnął się.
-Ale to ty błagałaś o więcej.
-Bo byłeś niesamowity skarbie. 
Położył rękę na moim wciąż gołym brzuchu i przeniósł ją na jedną z piersi po czym delikatnie zaczął ją pieścić.
-W takim razie może powtórzymy to teraz?
-Mhm... 
Nasze usta połączyły się w delikatny pocałunek. Po chwili Bruno zmienił pozycję i znajdował się nade mną. Co chwilę zmieniał miejsca w których rozdawał swoje soczyste buziaki. W pewnym momencie ktoś postanowił nam przerwać i zadzwonić na mój telefon.
-Halo? -mruknęłam.
-Sam do jasnej cholery gdzie ty się podziewasz? Czekamy na ciebie już 30 minut. Za 15 minut widzę cię w studio. -powiedziała Cameron.
-Jejku, przepraszam. Zaspałam. Już lecę.
Rozłączyłam się i rzuciłam telefon na łóżko. 
-Nic nie mów tylko się ubieraj. Musisz mnie zawieść na plan.
Zarzuciłam na siebie jakieś spodenki i bluzkę na krótki rękaw. Ubrałam buty, wzięłam torebkę i szybciej niż by się tego ktokolwiek spodziewał siedziałam w aucie. Bruno wyszedł z domu minutę po mnie i ruszyliśmy w drogę.
-Trzeba ci kupić auto. -stwierdził
Nic nie odpowiedziałam. To prawda. Potrzebuję auta, lecz chyba nie jestem na nie gotowa. Co prawda prawo jazdy mam już od kilku lat, ale jakoś nie widzę siebie jako kierowce na tych ruchliwych drogach.
Dotarliśmy na plan i tak jak się spodziewałam oberwało mi się za spóźnienie na samym wejściu, ale udało mi się udobruchać Cameron.
Ćwiczyliśmy i powtarzaliśmy w kółko to samo przez jakieś 3 godziny, później mieliśmy krótką przerwę na obiad, po czym nastąpiły 4 godziny kolejnych ćwiczeń.
Nie chcę nikogo oszukiwać i Cameron też nie chciała dlatego wygłosiła 10 minutowa mowę o tym, że wypadliśmy dzisiaj strasznie cienko i że musimy się wziąć do roboty na co ja przytaknęłam, choć wiedziałam, że to ja dzisiaj byłam najgorsza.
-Odwieźć cię do domu? -usłyszałam za sobą
-Nie dziękuję. Przejdę się.
-W taką ulewę? -spytał zdziwiony Ryan.
-Bruno po mnie przyjedzie.
-Jak sobie chcesz. -uśmiechnął się i odszedł.
Próbowałam się do dzwonić do Bruna ze trzy razy i za każdym razem nie odbierał. W końcu zrezygnowana podeszłam do Ryana.
-Twoja propozycja nadal aktualna?
-Jak najbardziej. -spojrzał na mnie i posłał mi jeden ze swoich piękniejszych uśmiechów- Poczekaj tylko wezmę kurtkę.
Wsiedliśmy do auta i powiedziawszy Ryanowi gdzie ma się udać odpalił silnik i ruszył w danym kierunku.
-Tylko jutro się nie spóźnij -powiedział gdy już miałam zamiar wyjść z auta.
-Postaram się -dałam mu buziaka w policzek i wyszłam.

BRUNO

Po tym jak odwiozłem Sam wróciłem do domu i położyłem się do łóżka. Poczułem na sobie tak straszne zmęczenie, że jedyne o czym w tamtej chwili myślałem to sen. Oczywiście usnąłem, ale na ile? dwadzieścia minut? godzinę? dwie godziny? Nie mam pojęcia, lecz wiem, że ta drzemka nic mi nie dała, a zwłaszcza po tym jak zostałem z niej obudzony. Nie obudziłem się sam z siebie. Obudziły mnie moje stuknięte siostry krzycząc prosto do ucha "Surprise!". Nie mam pojęcia jak się dostały do domu zwłaszcza, że wszystkie drzwi były zamknięte a kluczy nie posiadały. Wolałem jednak w to nie wnikać, bo czułem, że jak się dowiem to się ostro wkurzę. Gdy mój umysł zaczął funkcjonować normalnie i zaczął nabierać podejrzliwości co do ich wizyty spytałem się po co tak właściwie one tu przyjechały.
-Jak to po co? -zaczęła Presley- Jutro wychodzi do sklepów twoja płyta. Czas to uczcić.
-Wiedziałyśmy, że jutro jest impreza, ale chciałyśmy zrobić rodzinne świętowanie. -powiedziała Tiara
-No właśnie. I zaraz do nas dojdzie tata z Ericem. Poszli kupić coś do jedzenia i picia. -dorzuciła Tahiti.
-Bo widać, że u ciebie nie ma zbyt wiele dobrego. -rzuciła Jamie z kuchni.
-Jesteście stuknięte
-Oj braciszku jeszcze nam podziękujesz, że urządziliśmy ci taką fajną imprezkę. -odpowiedziała Tiara
W tym momencie drzwi się otworzyły i ujrzeliśmy w nich resztę naszej rodzinnej bandy.
-Czemu mama nie przyjechała?
-Dobrze wiesz, że nie lubi podróżować samolotem, ale kazała ci przekazać najszczersze gratulacje i wycałować cię. -powiedziała Jamie po czym wszystkie siostry się na mnie rzuciły i zaczęły całować.
-Wystarczy już!
Siostry powróciły na swoje poprzednie miejsca.
-Czyli przylecieliście z Hawaii specjalnie dla mnie?
-Gdzieżby tam znowu synu. -zaczął tata- Przyjechaliśmy pozwiedzać LA, a do ciebie po drodze wstąpiliśmy.
Siostry zaśmiały się.
Presley podała każdemu lampkę, a Eric ponalewał do nich szampana.
-Za 'Unorthodox Jukebox'!
Na te słowa wszyscy wlali trunek do ust.
Od tamtej chwili zaczęła się imprezka. Puściliśmy mój drugi album, który robił nam za tło do rozmów. Na stoliku w salonie przy którym wszyscy siedzieliśmy, znajdowało się mnóstwo alkoholu. Co chwilę nasze usta zalewała nowa fala ciepła i smaku gorzkiego alkoholu. Nie szczędziliśmy sobie trunku. W końcu jest okazja do świętowania. UNORTHODOX JUKEBOX!
Po chwili do domu wróciła Sam. Była w szoku gdy zobaczyła całą moją rodzinę i porozwalane po całym pokoju butelki.
-Hej -powiedziała niepewnie.
-Witaj siostrzyczko! -krzyknęła Tiara
-Co tu się dzieje?
-Jak to co? -spytała Tahiti- Właśnie tu odbywa się najlepsza impreza roku!
Pijana Jamie podeszła do Sam i ją przytuliła
-Rozluźnij się. Jesteś taka jakaś spięta. Może zrobić ci masaż?
-Nie, dziękuję.
-Kochanie jutro do sklepów wychodzi mój drugi album!
-No to gratuluję, ale czy musicie aż tyle pić? Nawet pan panie Hernandez?
-Przecież nie wypiłem dużo. Może ze dwie ewentualnie trzy...
-Oj no nie bądź taka wściekła. Baw się razem z nami. -powiedziała Tiara
-Wybaczcie mi, ale nie mam ochoty.
Powiedziawszy to ruszyła w stronę schodów i po kilku sekundach zniknęła mi z pola widzenia.
-Dziwie się, że jeszcze z nią jesteś. -powiedziała Presley
-Czemu?
-Bo to nie jest kobieta dla ciebie.
-Nie jest?
-Spójrz. Ona nawet bawić się nie potrafi. Trzyma cię pod kloszem.
-Nie prawda.
-W takim razie powiedz mi kiedy ostatni raz byłeś na jakiejś imprezie.
-Hm... no...
-Więc widzisz
-Ale to nie przez nią tylko przez pracę. I z resztą to raczej nie twoja sprawa.
-Jesteś moim bratem, to jest moja sprawa.
-Wiesz co nie mam ochoty z tobą dłużej o tym rozmawiać. Idę do Sam.
-Jeszcze nie skończyliśmy i radzę byśmy po powrocie porozmawiali, bo mam ci coś ważnego do powiedzenia.
Zostawiłem swoich towarzyszy na chwilę samych na dole i ruszyłem na górę. Poszedłem do naszej ulubionej sypialni, bo jak się spodziewałem była tam Sam.
-Coś cię ugryzło?
Obróciła się w moją stronę i podeszła do mnie.
-Ty jesteś kompletnie pijany. Lepiej usiądź.
-Co się stało?
-Jestem na ciebie wkurzona, chociaż wkurzona to za mało powiedziane. -spojrzała na mnie- Dobrze wiesz, że nie mam samochodu, a dzisiaj padało tak, że nie mogłam wrócić pieszo do domu. Dzwoniłam. Nie odbierałeś. I teraz już widzę dlaczego. Byłeś zajęty 'świętowaniem'!
-Przepraszam. Nie wiedziałem, że mnie potrzebujesz.
-Dlatego odbiera się telefon!
-Nie wiem gdzie jest. -złapałem ją za biodra i posadziłem na swoich kolanach- Przepraszam. -pocałowałem ją w szyję.
-Następnym razem po prostu pomyśl. -powiedziała już nieco łagodniej
-Obiecuję.
Zeszła z moich kolan i zaczęła czegoś szukać w szafie.
-Zejdziesz do nas?
-Tak. Tylko wezmę prysznic.
Poszła do łazienki, a ja udałem się na dół. Impreza trwała w najlepsze i nikt nie miał zamiaru kończyć świętowania.
-No braciszku mamy do pogadania. -powiedziała Pres
-Nie mam ochoty.
-Uwierz mi, że masz.
-Więc mów
-Amy wraca do domu. Przyjeżdża na Hawaje!
Impreza trwała w najlepsze. Goście rozmawiali i bawili się. Po jakimś czasie dołączyła do nas Sam, która także świetnie się bawiła. Ja natomiast przez cały ten czas siedziałem pogrążony w myślach. Nie spodziewałem się, że taka chwila nastąpi w moim życiu. Kiedyś tak bardzo czekałem na to by Amy wróciła, teraz pragnę tego tak samo mocno jak wcześniej, ale wiem, że od tej pory wszystko się zmieni. Już nic nie będzie takie same.

####

Witam was po długiej przerwie.
Jak mijają wam wakacje?
Wypoczęliście chociaż trochę?
Pochwalcie się co robiliście przez te półtora miesiąca.

Ostatnio zauważyłam, że przegapiłam coś bardzo ważnego, a mianowicie tego, że już rok jestem z wami i piszę to opowiadanie. Co prawda rocznica była w czerwcu, ale dobrze, że w ogóle sobie skojarzyłam. Jejku, jak ten czas szybko leci. Nie spodziewałam się, że tak długo będę prowadziła tego bloga i że na dodatek mam zamiar pisać kolejne opowiadanie.
Dziękuje wam za wszystko.
Za to, że jesteście.
Za to, że czytacie moje wypociny.
Za to, że komentujecie.
Za 7 tys. wyświetleń.
Za prawie 80 odcinków.
Za wspólny rok.
Jesteście naprawdę fantastyczni.
Love ya 
<3 :*

środa, 10 czerwca 2015

#70

BRUNO

Te cztery dni minęły tak szybko jak szybko przyszły. Rozstałem się z Sam zaraz po rozdaniu nagród. Dałem jej czas by pomogła swoim rodzicom przenieść się do niej. To straszne co im się przytrafiło. Nie mogę sobie wyobrazić co by się stało gdyby moi rodzice musieli sprzedać nasz rodzinny dom na Hawajach. A jeśli o Hawajach mowa to zaprosiłem Sam na tygodniowy wyjazd w moje rodzinne strony. Brandon dał nam wolne, ponieważ stwierdził, że jesteśmy zmęczeni po trasie. Za to jak wrócimy musimy ostro wziąć się do roboty, bo trzeba w końcu wydać tą płytę. 
Zamówiłem taksówkę i przyjechałem nią pod dom Sam. Dzisiaj wylatujemy. 
-Witaj Bruno! -usłyszałem głos taty Sam
-Dzień dobry. Miło pana znowu widzieć.
-Mi ciebie też. Sam jest w środku. Pójdę ją zawołać.
Po chwili dziewczyna wybiegła z mieszkania i rzuciła się na mnie obdarowując mnie słodkim pocałunkiem.
-Gotowa?
-Tak, tylko się z nimi pożegnam
Spakowałem jej walizki do taksówki i pożegnałem się z jej rodzicami.
-Co jest? -spytałem gdy od 10 minut patrzała w okno i się nie odzywała
-Martwię się o nich. Nie wiem czy sobie poradzą
-Oj przestań. Na pewno dadzą sobie radę
-A co jeśli się zgubią na mieście?
-To zadzwonią do ciebie albo po taksówkę albo spytają się kogoś na ulicy jak dojść na waszą ulicę.
-Ach... w sumie masz rację.
Uśmiechnąłem się.
-Nie wiem co się ze mną dzieje dzieje, ale się boję.
-Czego?
-Tego, że twoja rodzina mnie nie polubi.
-Polubią cię. Jestem tego w 100% pewny.
-A ja nie. Mieliśmy dość dziwny start.
-Co masz na myśli?
-To, że byłam twoją fanką. A to w takim przypadku jest wadą. Mogą uznać, że lecę na twoje pieniądze albo...
-Oni nie są tacy. Zrozumieją.
Położyłem jej rękę na kolanie.
-Miejmy nadzieję.
Uśmiechnęła się i oparła się głową o moje ramię.
-Daleko jeszcze? -spytała kierowcę.
-Za 5 minut będziemy na miejscu.
Przeszliśmy przez odprawę i po 30 minutach wylecieliśmy. Podróż nie trwała długo albo bynajmniej tak mi się wydawało, bo się zdrzemnąłem. Poczułem takie straszne zmęczenie, że gdy usiadłem na swoim miejscu moje oczy momentalnie się zamknęły i dopadł mnie sen.
Sam obudziła mnie słodkim buziakiem w usta.
-Jesteśmy -powiedziała z entuzjazmem.
Na lotnisku czekał na nas Eric, który przyjechał tu kilka godzin wcześniej i postanowił nas odebrać.
Za to przed domem czekali już wszyscy.
-Aloha! -krzyknąłem
-Witaj domu kochanie -powiedziała moja mama i podeszła się ze mną przywitać.
-To jest Sam. Sam poznaj moją mamę, tatę i ukochane siostry: Jamie, Tahiti, Tiara i Presley.
Wszyscy przytulili ją na przywitanie. Szybko znalazły wspólny język i nim się obejrzałem nie było Sam koło mnie. Poszła gdzieś z dziewczynami.

SAM

Nie mam pojęcia czego się bałam. Jego rodzina jest bardzo sympatyczna. Są tacy pogodni, mili, towarzyscy...
I nawet wszystkie jego siostry mnie polubiły, a ich chyba się najbardziej obawiałam.
-A więc jak to jest być dziewczyną Bruno Marsa? -spytała Tiara
-A jak to jest być jego siostrą? -odpowiedziałam pytaniem na pytanie
-W sumie to normalnie. -zaśmiała się
-Ja chyba cie gdzieś kiedyś widziałam -wtrąciła się Tahiti
-Może w teledysku twojego brata? -powiedziała Jamie starając się nie roześmiać z miny Tahiti kiedy skojarzyła fakty
-No tak...
-Dobra teraz moja kolej -powiedziała Presley
-Na co? -spytałam
-Na test -odpowiedziała Tiara
Jaki znowu test?
-Mam się bać?
-Powinnaś
-Okej. Zaczynajmy. Lubisz zwierzaki?
-Tak. Najbardziej psy
-Dobrze gotujesz?
-W miarę.
-Często sprzątasz dom?
-To zależy. Potrafię sprzątać raz w miesiącu albo nawet kilka razy w tygodniu
-Długo śpisz?
-Nie. Jestem rannym ptaszkiem
-Przeszkadza ci prasowanie męskich koszuli?
-Skądże
-Nie będziesz miała nic przeciwko jeśli twojego partnera co chwilę będzie odwiedzać jego zajebista rodzina?
-Oczywiście, że nie.
-Ulubiona czekolada?
-Z orzechami
-Lubisz imprezować?
-Kocham
-Chciałabyś mieć dzieci?
-Jeszcze o tym nie myślałam. Na razie ważniejsza jest dla mnie kariera.
-Ostatnie. Kochasz naszego brata?
-Najbardziej na świecie.
-Hm... 7/10. Witaj w rodzinie siostro
Presley podeszła do mnie i mnie przytuliła, a później dołączyły do nas pozostałe siostry Bruna.
-W takim razie co powiesz na wyjście do klubu? -spytała Jamie
-Ty na serio? -spytała Tahiti
-Od czasu do czasu trzeba się porządnie zabawić, a że mamy nowego członka rodziny to trzeba to uczcić.
-Racja! -krzyknęła Tiara
-Dobra dziewczyny dajcie mi 30 min. Muszę się wyszykować

***

-Bruno przestań! -krzyknęłam kiedy ten mnie zaczął łaskotać.
-No proszę cię.
-Nie! Już umówiłam się z dziewczynami.
-Ale...
-Nie ma ale. Oprowadzisz mnie czy mam sobie kogoś innego załatwić?
-Dobra już idę.
Weszliśmy do środka jego uroczej chatki. Pokazał mi po kolei gdzie jest kuchnia, salon, łazienka, pokoje dziewczyn, sypialnie rodziców, uroczy taras z tyłu domu, a to co najlepsze zostawił na koniec -jego pokój. Gdy do niego weszliśmy stanęłam jak wmurowana. Na ścianach wisiało pełno plakatów Elvisa Presleya i Michaela Jacksona oraz kilka jego zdjęć ze szkoły. 
-Wow 
Nie było dane mi bardziej przypatrzeć się temu pomieszczeniu, gdyż pewien osobnik popchnął mnie na łóżko.
-Może teraz?
-Bruno ja naprawdę nie mam czasu
Zaczęłam się śmiać kiedy stojąc na przeciwko mnie zaczął robić striptiz. Guzik po guziku odpinał swoją koszulę robiąc do tego seksowne i dość zabawne miny. Gdy jego koszula znalazła się na ziemi odpiął pasek i zaczął ściągać swoje spodnie. Gdy i one wylądowały na ziemi ktoś wszedł do pokoju
-Kurwa! Znowu... -zaklął Eric
-Ja pierdziele. -powiedział zażenowany Bruno -Że też to musiał być on.
Powiem szczerze, że pomimo Bruna zdenerwowania ta sytuacja mnie rozbawiła. 
-Co chcesz!? -wrzasnął
-Dziewczyny mnie tu wysłały, bo Sam długo nie schodziła i chciały żebym ją pogonił. I szczerze mówić masz stary szczęście, że to ja wszedłem a nie Tiara czy Tahiti.
-Może jeszcze mam ci podziękować?
Wychylił się z za drzwi.
-Powinieneś.
Natychmiast oberwał od Bruna zwiniętą koszulą.
-Wyjdź! Idź powiedz dziewczynom, że Sam już idzie.
-Już lecę.
Wstałam z łóżka i przybliżyłam się do Bruna.
-Mógłbyś być dla niego trochę milszy.
-Ugh. Ale zobacz co zrobił
-Nie chciał
-No ale... -przerwałam mu pocałunkiem
-Chociaż spróbuj.
Poszłam do łazienki i szybko zarzuciłam na siebie jakąś sukienkę.
-O nie, nie. Na pewno tak nie pójdziesz
-Co ci się nie podoba?
-Wszystko. To znaczy jest świetna i wyglądasz w niej cudownie, ale chyba trochę za dużo ona ci odkrywa.
-Oj przestań to tylko odrobina biustu.
-Ale mojego biustu i chcę żeby inni też wiedzieli, że jesteś zajęta.
-Przecież nie mam zamiaru cię zdradzić
-Sam!
-Bruno!
-Proszę zrób to dla mnie i idź ją przebierz.
Co za uparciuch. No nie ustąpi.
-Dobra przebiorę to, ale nie masz na co liczyć dzisiaj w nocy
-Wygrałaś.
-Za późno skarbie -to powiedziawszy zamknęłam się w łazience i przebrałam sukienkę.
Po niecałych pięciu minutach zeszłam na dół.
-To co idziemy?
-Jasne.
Rzuciłyśmy się ku wyjściu i po jakiś 20 minutach byliśmy pod klubem gdzie zaczęłyśmy dobrze się bawić.


####

Wybaczcie, że odcinek dopiero po tygodniu, ale nie miałam czasu na pisanie

A teraz coś dla was. 
Mam małą niespodziankę. 
Kto odpowie poprawnie na moje pytanie może liczyć na nagrodę.
A pytanie brzmi
Które z odpowiedzi Sam nie spodobały się Presley? (3 odpowiedzi)
Macie dwie próby.
Życzę miłego zgadywania.

czwartek, 4 czerwca 2015

#69

SAM

-Martini poproszę. -powiedziałam do barmana.
-A czemu tak urocza kobieta siedzi przy barze sama? -dosiadł się do mnie Ryan
-Ponieważ jej druga połówka wyjechała w trasę.
-Bruno Mars?
-Tak
-Ach... Całe szczęście my aktorzy nie mamy takich problemów
-Nie wiedziałam, że jesteś aktorem
-Jeszcze wiele rzeczy o mnie nie wiesz
Skosztowałam zamówionego drinka, którego dosłownie przed kilkoma sekundami położył przede mną barman.
-W takim razie opowiedz mi coś o sobie.
Uśmiechnął się do mnie tym uśmiechem, którym nie jedną zwaliłby z nóg. Gdyby nie Bruno zapewne bym mu uległa, ale nic nie równa się z uśmiechem mojego skarba. 
-Jestem najlepszym tancerzem z jakim kiedykolwiek będzie ci dane tańczyć.
-Skąd wiesz, że zechcę z tobą zatańczyć?
-Uwierz mi maleńka, zechcesz. Nie oprzesz się mojemu urokowi osobistemu i tym mięśniom -mówiąc to napiął swoje mięśnie.
Zaśmiałam się.
-A więc tak w dzisiejszych czasach podrywa się kobiety?
-Po części. Gdybym chciał cię poderwać już dawno by nas tu nie było, ale ja chcę tylko z tobą zatańczyć, wiec... Zatańczysz ze mną Sam?
-Ależ oczywiście. Pokaż na co cię stać.
Nie okłamał mnie. Tańczył lepiej niż nie jeden facet z którym kiedykolwiek tańczyłam. 
-Zdradź mi swój sekret. Gdzie się tego nauczyłeś? -i znowu ten uśmiech
-Na planie "Step Up 4 Revolution". Musisz to obejrzeć
-Nie omieszkam
Tańczyliśmy jeszcze kilka kawałków, lecz po chwili porwał mnie jakiś inny facet, a potem kolejny i w kółko zmieniałam partnerów aż poczułam, że mi nogi odpadają i wróciłam z powrotem do baru. Tam już na mnie czekał.
-To znowu ty -powiedziałam gdy usiadłam na krześle koło Ryana
Wolałabym żeby zamiast niego był tu Bruno, no ale niestety zaraz po rozdaniu nagród musiał wyjechać, a ja po prostu nie mogłam sobie odmówić takiej imprezy. Miałam możliwość poznania wielu ciekawych osób z branży muzycznej, ale i aktorskiej, więc ją wykorzystałam.
-Odszedłem na dosłownie sekundę, a ty już z innym w obrotach. Ranisz! -dotknął dłonią swojej piersi udając, że naprawdę go zraniłam.
-Wybacz, ale nie wiedziałam, że mi nie wolno.
-To teraz już wiesz, maleńka. Trzymaj się mnie a zobaczysz, że...
-...ta impreza będzie najlepsza na jakiej kiedykolwiek będzie dane ci być? -spytałam
-Skąd wiedziałaś, że zamierzałem to powiedzieć.
-Bardzo łatwo jest cię rozszyfrować, Ryan.
Uśmiechnął się.
-To co idziemy tańczyć czy wolisz spić się i zobaczyć co potem z tego wyjdzie?
Walnęłam go lekko w ramię.
-Mam chłopaka
-A ja dziewczynę -zaczął się śmiać- To tylko żart. Wyluzuj się.
Ma rację. Jesteś strasznie spięta Sam. Rozluźnij się. To zwykła impreza, zwykłe żarty... Po prostu baw się dobrze.
-W takim razie poproszę jeszcze jednego drinka.
Roześmiał się.
Absolutnie zapomniałam co oznacza słowo "stop". Taniec po tańcu, drinku po drinku... Nawet nie wiem kiedy i jak zakończyła się ta impreza. Pamiętam tylko, że siedziałam w taksówce koło Ryana, jego uśmiech, woń alkoholu, zmartwione twarze moich rodziców, coś zimnego na mojej twarzy, niesamowity smród, łóżko, a potem już chyba usnęłam.

***

-O mamusiu kochana! -usłyszałam kobiecy głos -Sam obudź się!
Machnęłam ręką w stronę dochodzącego głosu.
-Jeszcze 5 minut
-Dziecko kochane -drugi głos -Coś ty narobiła?
Czy oni nie rozumieją co znaczy pięć minut!?
Głowa mnie cholernie boli, czuje się źle i na dodatek śmierdzę, ale zaraz chwileczkę. Nie śmierdzę takim typowym smrodem dla ludzi, którzy poprzedniego dnia się nie umyli, śmierdzę wymiocinami.
-Jasna cholera.
Zerwałam się z łóżka.
Byłam cała w wymiocinach. Z resztą łóżko też nie było gorsze.
Ohyda.
W łazience zdjęłam z siebie te okropne ciuchy i wzięłam zimny prysznic.
Błagam cię, zmyj się smrodzie.
Nigdy wcześniej tak bardzo nie cieszyłam się na widok mydła.
Osuszona i w miarę ogarnięta poszłam do pokoju z zamiarem posprzątania tego okropieństwa. O dziwo tego już tam nie było.
-Zaraz wrzucę to do pralki i problem z głowy -przeszła obok mnie mama i się uśmiechnęła
-Nie powinnaś... To znaczy to obrzydliwe. Nie musiałaś tego robić. Sama bym to zrobiła.
-Wiem to kochanie -pocałowała mnie w czoło
Zaczęłam szukać po całym mieszkaniu mojej torebki w której znajdował się niezbędny dla mnie przedmiot do dalszego funkcjonowania w dniu dzisiejszym - tabletki przeciwbólowe. Znalazłam je i popiłam zimną wodą. Co za ulga.
-Jesteś gotowa córuś?
-Gotowa na co?
-Na zabranie rzeczy z naszego domu
-To już dzisiaj?
-Tak
O kurczę. Myślałam, że to jutro. Gdybym o tym wiedziała to bym się poprzedniego dnia tak nie schlała.
-Um. No to ja wezmę tylko parę rzeczy i możemy jechać.


***

Wdech, wydech, wdech, wydech. 
To tylko twój stary dom.
To, że się z nim rozstajesz wcale nie oznacza, że jeszcze tu nie wrócisz
Nie oszukujmy się. To właśnie to oznacza.
Te myśli wcale nie pomagały mi zabrać najpotrzebniejszych rzeczy z mojego starego pokoju.
Stoję w drzwiach pokoju i nie jestem gotowa zrobić kolejnego kroku. Z tym pokojem wiążę się tyle historii. Nie jestem gotowa go tak po prostu porzucić. 
Może wydawać się to dziwne, ale dla mnie naprawdę ciężko jest rozstać z tym domem. Co innego jest kiedy się z niego wyprowadzasz i wiesz, że zawsze możesz wrócić, bo będzie na ciebie czekała rodzina, a co innego jest się z nim rozstawać z myślą, że to ostatni raz kiedy tu jesteś, bo już nie będzie okazji tu wrócić. Bo ten dom w którym mieszkałeś przez większość swojego życia nagle przestaje być twój.
To jest strasznie smutne.
-Gotowa? -pyta tata
-Nigdy nie będę na to gotowa
Spojrzałam na niego smutną miną
-Czuję się temu winny
-Co? Nie. To nie twoja wina
-Ale gdyby nie ja... gdyby nie moja choroba nie musielibyśmy tego robić
-Tato nawet nie wolno ci tak myśleć. Nie miałeś na to wpływu. 
-Ale zobacz. Czy nie było by wam łatwiej gdyby...-przerwałam mu
-Nie. Nie byłoby! Byłoby nam 100 razy ciężej. -łza spłynęłam mi po policzku
-Przepraszam.
Przytulił mnie i pocałował w czoło.
-A co to za czułości bez matki? 
Po chwili poczułam, że jeszcze jedno ramie otacza moje ciało.
-Kocham was -powiedziałam i się od nich odsunęłam -Dajcie mi jeszcze 5 minut. 
-Dobrze skarbie
W zasadzie mogłabym pojechać już teraz do mojego mieszkania, ale chciałam pobyć w tym pomieszczeniu jeszcze przez chwilę skoro ma być to mój ostatni raz. Położyłam się na łóżku i zamknęłam oczy. Do mojej głowy zaczęły napływać miliony wspomnień z którym wiązałam to miejsce.
Po moim policzku poleciała łza.
Ostatnia łza w tym domu.
-A więc żegnaj
Zamknęłam drzwi wyjściowe i skierowałam się do auta. Wsiadłam do niego i po raz ostatni obejrzałam się w stronę domu.
Żegnaj.

####

Hejoo
Cóż zauważyłam, że cokolwiek obiecam to się nie spełnia także od dziś nic wam nie obiecuje. Miały być częściej odcinki a zamiast tego są rzadziej :( 
Przepraszam, ale kończę gimnazjum i mam nieco więcej obowiązków, czyli mniej czasu na pisanie :(

Pytania:
Znacie jakąś Hoolie? 
Wasi znajomi lubią Brunka?

niedziela, 24 maja 2015

#67

SAM

-Biała! 
-Jesteś pewien?
-Tak. W czarnej wyglądasz jak zakonnica
-Dzięki. 
-Oj przestań, wiesz o co mi chodzi. Bierz białą. Zachwycisz nią niejedną osobę. 
Zapłaciłam za sukienkę i wraz z Kellanem poszłam na lody. Dwa wielkie puchary przywędrowały na nasz stół. 
-Smacznego
Wyglądały naprawdę smacznie toteż rzuciłam się na nie od razu. Kellan także nie zwlekał.
-Ubrudziłaś się na nosie
-Gdzie?
-Daj serwetkę zetrę to.
Przyłożył serwetkę prosto na czubek mojego nosa. Jejku, jak to musiało zabawnie wyglądać. Jeszcze były to lody truskawkowe.
-Niczym Rudolf.
-Shut up!
-Mogłem zrobić ci zdjęcie. -śmiał się
-Uważaj, bo teraz ja mogę zrobić tobie.
Maznęłam go po policzku odrobiną lodów czekoladowych.
-Nie fajnie.
Wyciągnęłam telefon i już chciałam włączyć aparat kiedy poczułam coś zimnego na czole. No tak. Zemsta Kellana.
-Jaki smak?
-Jagodowy.
-Mhm...
Chciałam się pozbyć lodów z czoła, lecz zamiast tego tylko je rozmazałam.
-Wyglądamy jak jakieś dziwaki.
-Może lepiej chodźmy się umyć, co? Bo zaraz ludzie zaczną się na nas dziwnie patrzeć.
-Nie chcę nic mówić Sam, ale już się dziwnie na nas patrzą i jak już zapewne zauważyłaś jesteśmy numerem 1 na wszystkich językach od jakiejś godziny. Dziwne, że jeszcze nikt nie przyszedł po autograf albo po zdjęcie.
-Racja. To może my zróbmy sobie zdjęcie
-Co?
-To co słyszysz. Chcę z tobą zdjęcie.
-Ale że tak teraz?
-A kiedy głupku?
-No nie wiem może jak się umyjemy.
Zaśmiałam się.
-No chodź i nie marudź.
Zrobiliśmy sobie chyba z 10 zdjęć z czego jakieś 3 powędrowały na różne portale społecznościowe.
Kellan okazał się być tak miły i odwiózł mnie do domu. Zaprosiłam go do środka, ale odmówił, gdyż stwierdził, że musi jeszcze coś ważnego załatwić.
-Co wy tu robicie? -spytałam rodziców stojących przed moim domem
-Przyjechaliśmy cię odwiedzić
-Ale ty tato tak możesz? Przecież lekarz zabronił ci...
-Oj nie marudź już tylko chodź się przywitać.
Uściskałam ich i weszliśmy do środka. Zaproponowałam im coś do picia, lecz nic nie chcieli.
-Długo na mnie czekaliście?
-Nie. Góra 30 minut.
-Mogliście zadzwonić.
-Nie chcieliśmy ci przeszkadzać
-Wy nigdy mi nie przeszkadzacie. -uśmiechnęłam się- A więc co was tu sprowadza?
-A czy już nie można bez powodu przyjechać do swojej córki w odwiedziny? -spytał tato.
-Oczywiście, że można.
Mama westchnęła przez co przeniosłam wzrok na nią. Nie wyglądała jakby była zadowolona tego co tato powiedział.
-Och... Okej. A więc opowiadajcie co tam u was.
Dowiedziałam się, że taty stan trochę się poprawił i lekarz pozwala mu już na więcej rzeczy (np. na długą jazdę samochodem, czy też jogging). Wcześniej nie mógł się zbyt przemęczać żeby nie narażać organizmu na dodatkowe choroby i bóle. Mama przez cały czas siedziała jak na szpilkach, ale nie chciała powiedzieć mi czemu jest tak zdenerwowana.
Po godzinie tata stwierdził, że jest zmęczony, więc poleciłam im żeby zostali u mnie na noc, bo nie chciałam żeby po ciemku wracali do domu. Tata położył się na moim łóżku i niemalże natychmiast zasnął. Widocznie zmęczyła go ta podróż. Wróciłam do mamy gdy zdałam sobie sprawę, że tata głęboko śpi.
-Mamo powiesz mi o co chodzi?
Mama zaczęła płakać. Podeszłam do niej i ją przytuliłam.
-Spokojnie. -głaskałam ją po głowie- Daj sobie czas. Nie musisz mi tego od razu mówić.
Mama płakała jeszcze przez chwilę po czym wystarczająco się uspokoiła żeby opowiedzieć mi co ją dręczy.
-Nie mam już siły skarbie. Nie daje sobie rady.
-Ale co się stało?
-Przez chorobę twojego taty musieliśmy zwolnić się z pracy. Twój tata nie mógł już pełnić swojego zawodu, a ja zrezygnowałam żeby być przy nim i się nim opiekować. Przyznano twojemu tacie rentę, lecz niewielką. Ja też co prawda dostaję jakieś pieniążki, ale są to grosze. Ledwo starcza nam na życie. Wyłożyłam już wszystkie oszczędności jakie mieliśmy na leki. -spojrzała na mnie ze łzami w oczach- Będziemy musieli sprzedać dom.
-Tak mi przykro.
-Kochanie ty nie rozumiesz. My nie mamy wyjścia. Stracimy dom nad głową
-Jejku nie. Nie pozwolę na to. Możecie zamieszkać u mnie
-To tylko chwilowe rozwiązanie. 3 osoby w mieszkaniu z jedną sypialnią. To nie wypali.
-Ale jest jeszcze salon. Mogę się do niego przenieść.
-Nie kochanie. Nie możemy tego od ciebie wymagać.
-Nic nie wymagacie. Ja chcę wam pomóc. Przez tyle lat ja mieszkałam w waszym domu. Daj szansę mi się odwdzięczyć.
-No nie wiem...
-Już postanowione. Mieszkacie u mnie.
Przytuliłam mamę. Poczułam na ręce jak spada na nią kilka łez. Mama wciąż płakała
-Wszystko będzie dobrze.
Naprawdę w to wierzę.
Teraz zamieszkamy razem jak za dawnych czasów.

####
Cześć wszystkim!
Mam w głowie mętlik, bo nie wiem jak mają potoczyć się losy naszych bohaterów. Za dużo pomysłów :( To co kiedyś było pewne, że się wydarzy w opowiadaniu nagle przestało takie być, więc tak naprawdę sama nie wiem jak zakończę to opowiadanie. Co prawda jeszcze daleko do końca, ale jakiś ogólny plan raczej powinnam mieć, a niestety go nie mam. :(
Wracając do was.
Jakie blogi czytacie, bądź jakie piszecie? Nie muszą być o Brunie. 
Te które ja czytam są z boku po prawej stronie.
Jeśli jeszcze ich nie odwiedziliście to polecam. 
:) :) :)

czwartek, 26 marca 2015

#53

SAM

Odwiedziliśmy grób Sam, gdzie się pomodliliśmy. Miała prawie 14 lat gdy odeszła. Brakowało 2 miesięcy i 12 dni. Nie dziwie się, że moi rodzice byli załamani po jej śmierci. Opowiedzieli mi, że tydzień po ich poznaniu, w przed dzień operacji poszli na lody. Zamówiła jedną gałkę o smaku czekoladowym. Jadła ją około 5 minut póki się nie roztopiła. Gdy tata spytał jej się czemu tak wolno je odpowiedziała, że robi to dlatego iż może to być jej ostatni tak dobry posiłek i chce czuć jego smak jak najdłużej. I to tylko jedna z historyjek, które dane było mi poznać.
Wiem, że po takim dniu ciężko będzie im poprawić humor, ale spróbuję.
-Kochani mam dla Was niespodziankę. Chcę Wam przez nią podziękować za to że jesteście ze mną i mnie wspieracie i kochacie.
-Jaka to niespodzianka? -dopytywał się tata
-Zobaczycie o 16, tylko się ładnie ubierzcie.
-No córuś nie znęcaj się tak nad nami i nam powiedz. -tata nie ustępował.
-Niestety muszę już lecieć i naprawdę nie mam czasu na pogaduszki. Pa -cmoknęłam rodziców w policzki w chwili gdy moja taksówka podjechała pod ich dom.
-Pa -odpowiedzieli wspólnie.
Od razu od rodziców jechałam spotkać się z dziennikarzem i udzielić mu wywiadu. Całe szczęście ubrania wzięłam do rodziców, więc się u nich przebrałam.
Muszę stwierdzić, że to był chyba najnudniejszy wywiad na jakim byłam. Nie dość, że dziennikarz jakiś taki sztywny to jeszcze zadawał takie pytania na które już nie raz odpowiadałam. Całe szczęście nie musiałam się zbytnio wysilać nad odpowiedziami, więc myślami krążyłam wokół moich rodziców.
Oto jak wyglądała ich niespodzianka.
Równo o 16 przed ich domem miała zatrzymać się limuzyna, która zabierze ich do kina wynajętego specjalnie dla nich by mogli w spokoju obejrzeć film w którym gram. Po seansie mają krótkie spotkanie z reżyserem (czyli ich przyjacielem), który z grubsza opowie im jak wyglądała nasza współpraca. Wyjaśni im jak to wszystko powstało i zabierze ich na plan. Niestety będzie to krótka wizyta, bo będzie grubo po 18 a reżyser ma jakąś sprawę do załatwienia. O 19:30 limuzyna podjedzie pod plan zdjęciowy po to żeby zabrać ich na kolację pod gołym niebem przy świecach i grajku z ulicy, który niesamowicie gra na skrzypcach. Chciałam mu pomóc, bo chłopak naprawdę wyglądał jakby nie miał dachu nad głową i zaoferowałam mu dość sporą sumę za występ przy kolacji. Oczywiście się zgodził. Po skończonym posiłku wynajęta limuzyna odwiezie moich rodziców do domu. Miałam w planach wywieść ich do jakiegoś hotelu, ale moja mama nigdy w życiu by tam nie usnęła. Ciężko jej zasnąć w nowych miejscach, dlatego ten pomysł odpadł. Cała ta niespodzianka kosztowała mnie ponad 7 tys i gdyby nie Bruno pewnie by jej nie było. A to dlaczego? Ponieważ chciałam oddać Brunowi pieniądze za to jak zapłacił za koszt operacji, ale się upierał i nie chciał ich przyjąć. Powiedział żebym za nie zrobiła prezent swoim rodzicom, który pomoże im się trochę rozerwać, więc wymyśliliśmy własnie taką niespodziankę. Wiedziałam, że moi rodzice nigdy w życiu nie pójdą do kina, bo jak twierdzą są na to za starzy i ludzie będą się dziwnie na nich patrzeć, dlatego otrzymali całą salę kinową tylko dla siebie, a bardzo mi zależało by zobaczyli mnie na wielkim ekranie, więc ten film im puścili.
W drodze powrotnej do domu napisałam do Bruneckiego.
Tęsknię :( xx Sam
Ja też maleńka xoxo Bruno
Zgadamy się na Skype? xx Sam
Za 30 minut będę wolny. xoxo Bruno
To do zobaczenia. xx Sam
Pierwszy raz odkąd wyjechał ma czas na rozmowę na Skype. Niezmiernie się cieszę. Znowu Go ujrzę. Już prawie zapomniałam jak wygląda... Żartowałam. Nie mogę o nim zapomnieć choćby na minutę, bo gdy tylko zamykam oczy widzę jego cudowną twarz.
Zdążyłam tylko wejść do domu, włączyć laptopa i obczaić fanpage na facebooku (na którym ostatnio coraz więcej like) i zobaczyłam jak Bruno dobija się do mnie na Skype.
-No cześć słońce -po tych słowach ujrzałam jego postać na ekranie
-Witaj kocie
-Mrr -zamruczał jak kot
-Nie grasz dzisiaj?
-W zasadzie to gram, ale musiałem Cię zobaczyć.
-Oo...
-Wiadomo już coś od twoich rodziców?
-Nie. Pewnie jeszcze są na tej kolacji.
W tym momencie dostałam sms.
Dziękujemy kochanie za tak miłą niespodziankę. Przepyszna kolacja i do tego ten nastrój. Świetnie się bawiliśmy i musimy przyznać, że jesteś świetną aktorką. Dziwnie się trochę patrzyło jak całujesz się z Joshem, ale jakoś to przebrnęliśmy. Chyba musimy się przyzwyczaić, bo coś czujemy, że takie sytuację będą się częściej powtarzać. Oczywiście wpieramy Cię i kochamy całym sercem. Całuski. Rodzice. PS. Miły ten chłopak co na skrzypcach grał. Pokazał nam jak wysyłać sms i dziwie się, że wcześniej nie mogliśmy tego ogarnąć. 
To chyba nie był najlepszy pomysł, żeby zatrudniać tego chłopaka do gry. Przez to co zrobił codziennie będę otrzymywała od nich sms. Jeszcze tego mi brakowało żeby mama pisała mi o każdym szczególe swojego dnia.
-Kto napisał?
-Rodzice -przeczytałam mu całego smsa. Gdy spojrzałam ponownie na ekran mina Bruna nieco się zmieniła -Coś nie tak?
-Czemu mi nie powiedziałaś, że w filmie całujesz się z Joshem?
-Myślałam, że wiesz. Z resztą to nie istotne, bo wtedy nie byliśmy jeszcze razem. -Bruno analizował moje słowa
-A dobrze całuje?
-Tak delikatnie i namiętnie jednocześnie... -widziałam, że Bruna mina jeszcze bardziej zrzedła -Żartuje. Nikt nie całuje tak wspaniale jak ty, kochanie
-No ja myślę. Słuchaj muszę kończyć, bo wchodzimy za 10 minut na scenę. Pa
-Kocham Cię.
Uśmiechnął się i się rozłączył.
Czy ja Go czymś uraziłam?
Zachowywał się troszkę dziwnie i czuję, że to przez ten pocałunek.
Ach...
Mój mały zazdrośnik.

###

Hej kochani :*
Muszę Was ostrzec - zapasy mi się kończą :( Czas w końcu się zabrać za pisanie. 
A co tam u Was?

Mam do Was małą, ale jakże ważna dla mnie prośbę.
Otóż, przeglądałam sobie statystki oraz zobaczyłam wynik ankiety i trochę się zasmuciłam. Wiem, że pewnie nie wszyscy oddali głos, ale te pewne 3 osoby + niepewne może z dwie to malutko. Chciałabym Was poprosić o udostępnienie mojej stronki na waszych blogach, stronkach na fb, bądź innych serwisach społecznościowych. Byłabym też Wam ogromnie wdzięczna gdybyście osobiście polecili mojego bloga swoim znajomym. 
To Was dużo nie kosztuje a mi naprawdę pomoże.
Proszę Was pomóżcie mi, bo powoli zaczynam tracić wiarę w to, że to opowiadanie jest dobre i że opłaca się je pisać. Oczywiście mam w głowie ogólny pomysł na tą historię i chciałabym ją Wam przedstawić, ale bez odpowiedniej motywacji jest mi strasznie trudno. 
Bardzo proszę o pomoc. 
I Z góry dziękuję :*


niedziela, 22 marca 2015

#52

SAM

Trudno w to uwierzyć, ale ludzie coraz częściej mnie rozpoznają. Już nie raz gdy przechadzałam się po mieście ktoś mnie zaczepił i poprosił o autograf. To bardzo miłe z ich strony. Czuję się przez to doceniona.
Wszystkie te premiery i wywiady mają się skończyć za 2 tygodnie. Do tej pory mam o wiele bardziej zawalony czas niż podczas gry na planie. Codziennie muszę jeździć do wizażystki, którą niedawno zatrudniłam by pomogła mi z moim image, także powróciłam do chodzenia na siłownię, bo przybyło trochę zbędnych kilogramów a przed kamerami trzeba jakoś wyglądać, bo one i tak same dodają z 5 kilogramów.
Pewnie teraz zrodzi się pytanie skąd mam na to pieniądze. Otóż od premiery na moje konto wpłynęło grubo ponad 20 tys. i z każdym dniem znajduje się tam coraz więcej pieniędzy.
Od rozstania z Brunem minął tydzień i szczerze mówiąc byłam w kiepskiej formie przez pierwsze dwa dni, bo nie mogłam się na niczym skupić, ale już sobie wszystko w głowie uporządkowałam i jest okej. Dzwonimy do siebie codziennie i gadamy max 20 minut, bo więcej czasu niestety nie posiadamy. Ja w dzień mam mnóstwo do załatwienia, jego zaś są wieczory i noce. Trudno jest nam pogodzić te dwa style życia, ale jakoś musimy dać radę.
Dzisiaj odwiedzam po raz pierwszy swojego tatę odkąd miał operację. Jest w domu od kilku dni i mama się nim zajmuję i gdyby nie fakt, że mam urwanie głowy to bym już dawno tam była. Całe szczęście dopiero dzisiaj wieczorem mam spotkanie i to jeszcze w NY, więc spokojnie mogę jechać do rodziców.
Wstałam mniej więcej o 8 i od razu po 'ogarnięciu się' ruszyłam w trasę. Męczy mnie to ciągłe jeżdżenie taksówkami. Chyba czas w końcu pomyśleć o własnym aucie.
Dojechałam nie miejsce i nie fatygując się zadzwonieniem, bądź zapukaniem w drzwi wpadłam do ich domu. Mama była w kuchni i piła herbatę. A gdzie tata?
-O! Co ty tu robisz Sam?
-Przyjechałam odwiedzić najfajniejszych rodziców pod słońcem -cmoknęłam mamę w policzek. -Gdzie tata?
-Śpi jeszcze
-Ten ranny ptaszek?
-Po powrocie ze szpitala śpi do prawie dziesiątej
-To dobrze, bo gdy wstawał o 6 to zawsze nas budził. Teraz my mamy okazję mu to zrobić.
Poszłam do sypialni i wcale nie obchodziło mnie to, że mój tata sobie śpi, wręcz przeciwnie chciałam Go z tego stanu wyciągnąć. Niech wie, że jego jedyna córeczka jest w domu.
Stanęłam nad łóżkiem a tata nawet nie słyszał kiedy weszłam. Postanowiłam, że obudzę Go przy pomocy jego własnej broni - łaskotek.
Tak to właśnie po nim mam te okropne łaskotki.
Przeszłam z myśli do czynów. Tata od razu się ocknął i zaczął śmiać.
-Przestań! Sam już wystarczy! Nie śpię!
Skończyłam z tą torturą.
-Cześć tatusiu -cmoknęłam Go w policzek
-Cześć córuś. Co ty tu robisz?
-Jestem.
Uśmiechnął się.
-Jak tam zdrówko?
-A lepiej. Nic mi nie dokucza... No dobra. Może jedynie te tabletki, które muszę brać kilka razy w ciągu doby.
-Pomagają Ci chociaż?
-Czy ja wiem. Nie czuję różnicy, ale skoro mi je przepisali to chyba muszą skutkować.
-Ben musisz je teraz wziąć -podeszła do nas mama z 3 tabletkami w ręku
-I widzisz. Tak wygląda teraz moje życie.
-To żeby Cię od niego odciągnąć zabieram Was na obiad.
-Nie fatyguj się, mama coś upichci.
-O nie! Należy Wam się coś od życia. Idziemy do najdroższej restauracji w okolicy.
-Nie chcę żebyś...
-Cii. Idziemy i koniec.
Po niecałej godzinie ruszyliśmy w drogę do najlepszej i najdroższej restauracji w okolicy. W "Valentine" miałam okazję jeść tylko raz w życiu, gdy obchodziłam swoje 15 urodziny. Nie wyprawiałam ich ze względu na to, że nie mieliśmy w tym okresie za dużo pieniędzy i pomimo moich sprzeciwów tata zabrał mnie tutaj by uczcić nowy etap w moim życiu. Jak twierdził "gdy kończy się 15 lat człowiek zaczyna się zmieniać i małe córeczki wyrastają i stają się pięknymi kobietami". Przez całą kolację wspominaliśmy czasy gdy byłam małym dzieckiem i także teraz to robimy. Mama opowiada o moich licznych wygłupach, a tata wspomina jak bardzo nie lubił gdy przyprowadzałam chłopaków do domu. Faktycznie, jakoś do żadnego nie pałał entuzjazmem. Jako pierwszego polubił Liama no i teraz Bruna, czyli łącznie polubił tylko ich dwóch a do domu przyprowadziłam około 7.
Po skończonym posiłku zabrałam ich na spacer po pobliskim parku.
-Nigdy Ci tego nie mówiliśmy, ale to właśnie tutaj się poznaliśmy.
-A ja myślałam, że w Hospicjum
-Nie. Tak Ci powiedzieliśmy jak byłaś mała, bo ta historia stąd nie należała do najromantyczniejszych.
-A więc jak to było? Co się wtedy stało?
-27 lat temu gdy tędy spacerowałem ujrzałem pewną dziewczynę. Siedziała sobie na ławce i czytała jakąś książkę. Podszedłem do niej i się jej przedstawiłem. To była Samanta.
-Ta po której mam imię?
-Dokładnie ta. -odparła mama
-Dowiedziałem się o Niej kilku rzeczy np. że przyjechała tu z Polski i że raczej długo tu nie zabawi. Jeszcze wtedy nie wiedziałem co miała na myśli. Podczas gdy nasza rozmowa zgłębiała się coraz bardziej zobaczyłem z daleka twoją mamę. Była z jakimś facetem. Nie był on zbyt miły dla Niej. Ciągle ją głupio zaczepiał, wyzywał a nawet na Nią krzyczał. Gdy przechodzili obok Nas twoja mama spojrzała się na mnie i wtedy jej chłopak ją spoliczkował. Od razu z Samantą zareagowaliśmy. Przywaliłem temu typowi, a Sam zajęła się twoją mamą.
-Od tamtej pory wiedziałam, że spotykam się ze złym facetem. Zerwałam z nim kontakt i całe szczęście facet już mi się nie naprzykrzał.
-To dlaczego powiedzieliście mi że to Sam Was połączyła?
-Bo to była prawda. Kiedy dowiedziałem się, że Sam jest chora i ma operacje od razu pojechałem do szpitala by ją wspierać. Niestety nic ona nie dała. Rak zajął całe jej ciało, a jako że miała dopiero 13 lat trafiła do Hospicjum. Odwiedzałem ją niemal codziennie i twoja mama również. Wtedy się do siebie zbliżyliśmy. I pamiętam jakby to było wczoraj jak przyszedłem do Hospicjum i chciałem się zobaczyć z Sam, ale jej nie zastałem. Powiedzieli mi, że odeszła 2 godziny temu. Rozumiesz to córuś? Dwie godziny. Gdybym się zerwał wcześniej ze szkoły to miałbym szansę się z nią pożegnać. -Po całej naszej trójki policzkach spłynęły łzy- I kiedy obwiniałem się o to, że nie pomyślałem o tym żeby tu szybciej wpaść, do sali weszła twoja mama. Nie musiałem nic mówić. Moje łzy wszystko jej wyjaśniły. Siedzieliśmy w tej sali jeszcze 2 godziny płacząc i wspominając Sam, która naprawdę była wspaniałą osobą.
-Dlaczego mi o tym teraz mówicie?
-Bo dziś są jej urodziny.


####

Co tam u Was słychać?
Wszystko dobrze?
U mnie wspaniale.
Nie wiem czy ktoś z Was lubi Niezgodną, ale muszę Wam powiedzieć, że byłam w kinie na 2 części. Wspaniały film. Troche kiepska ekranizacja, alr i tak jest mega. Mam ochotę jeszcze raz go obejrzeć.
Kolejny powód który mnie uszczęśliwi to zbliżające się 2 teledyki - Jasona Derulo i Maxa <3 Już nie mogę się doczekać aż je zobaczę.
A wy co sądzicie o tych wykonawcach, bądź o Niezgodnej?
PS Nie zapomnijcie o ankiecie.

sobota, 28 lutego 2015

#47

SAM

-Operacja przebiegła pomyślnie -powiedziała kobieta stojąca przede mną
-Czyli będzie żył? -kiwnęła głową -Mamo słyszałaś!? Tata będzie żył! -tym razem to były łzy szczęścia a nie smutku -Będzie żył...
-Słyszę córuś.
-Jest tylko jeden problem. Pan Ben jest nadal słaby i szczerze mówiąc ta operacja lekko pogorszyła jego stan, ale bynajmniej mamy pewność, że rak się już nie rozprzestrzeni. Musi zostać kilka dni na obserwacji i po dokładnych badaniach zostaną przepisane mu leki, które będzie musiał spożywać żeby wyjść z tego cało.
-Rozumiem.
-Dzisiaj raczej będzie to niemożliwe żeby mogły panie zobaczyć ojca, ale jutro jak najbardziej zapraszam w odwiedziny
Doktor Ashley odeszła dzięki czemu mogliśmy przyswoić sobie te wszystkie wiadomości. Odkąd usłyszałam, że tata przeżyje niewiele z dalszej części konwersacji mnie interesowało, jednak teraz to do mnie doszło. Skutkiem ubocznym tej choroby będzie przyjmowanie leków przez ojca prawdopodobnie do końca życia.
Niestety albo to albo śmierć.
Doszłam do wniosku, że nie opłaca mi się jechać do domu, więc zostałam u mamy w mojej starej, kochanej, rodzinnej chatce. Nie byłam tu już chyba rok (ostatnia wizyta wypadła w Święto Dziękczynienia). Poza tym, że mama zakupiła sobie nowy telewizor nic w tym domu się nie zmieniło. Nadal na górze był mój pokój cały w plakatach. O! Nawet są chyba ze dwa Bruna. Zwiesiłam je tu właśnie rok temu podczas odwiedzin.
Podeszłam do nich i zrobiłam sobie z nimi selfie. Od razu wysłałam je do Bruna z dopiskiem - Największa fanka Bruno Marsa właśnie jest w swoim starym domu i znalazła ten oto słodki plakat. Strzeż się Hernandez masz konkurencję. xx Sam
Nie licząc na odpowiedź rozejrzałam się po pokoju. Na małym biurku znajdującym się na przeciwko łóżka z baldachimem znalazłam swój stary pamiętnik, który był zakryty innymi bezużytecznymi książkami tak żeby nikt go nie zobaczył. Otworzyłam na przykładowej stronie.
Spojrzał się na mnie! Jejku on naprawdę się na mnie spojrzał! Ale to nie było takie zwykłe spojrzenie. Poczułam takie jakby iskierki. Kurcze chyba się zakochałam...
Wpis na temat pierwszej miłości. Nieodwzajemnionej miłości...
Odkąd się spotkaliśmy w parku nie odzywa się do mnie. Unika i olewa mnie. Nie wiem co się dzieje. Może wystraszyło Go moje wyznanie...
Odważna Sam wyznała mu miłość, a potem niestety wszystko się zniszczyło.
Widziałam Go z inną dziewczyną jak szli za rękę. Co za dupek! Powiedział żebym poczekała, bo on nie jest gotowy a teraz spotyka się z inną!? Świnia!
I to koniec tej historii.
Kolejne wpisy były dość nudne - pierwsza dziurka w uchu, złamanie nogi, zmiana fryzury na krótszą...
Natomiast zainteresował mnie ostatni wpis.
14 luty! Czy tylko ja czuję, że te Walentynki będą wyjątkowe? Liam zaprosił mnie na randkę zaraz po tym jak wprowadzę się do mieszkania w NY. Za 2 godziny wyjeżdżamy i jest to raczej mój ostatni wpis, bo zostawiam Cię mój drogi pamiętniku tutaj w domu. Muszę w końcu wyrosnąć z Ciebie.
Co prawda jestem z Liamem od 4 miesięcy, ale tak Go kocham, że zgodziłam się na przeprowadzkę żebyśmy mogli się częściej widywać. Nie będę z nim mieszkać, ani nawet blisko Niego, ale chociaż będziemy w tym samym mieście. 
No cóż, muszę wziąć się za pakowanie, więc muszę skończyć pisać. Także do zobaczenia albo raczej do niezobaczenia pamiętniczku.
Kochana Sam
Teraz jak na to patrzę to moja miłość względem Niego wydawała się być śmieszna. Chodziliśmy ze sobą kilka miesięcy a ja już dla Niego się przeprowadziłam. Oczywiście nie żałuje tej decyzji, bo była ona jedną z lepszych w moim życiu. Żałuje tylko jak to wszystko się między nami potoczyło. 
Chociaż patrząc teraz na wyświetlacz telefonu z wiadomością od Bruna zmieniam zdanie. Może właśnie to dobrze, że z Nim nie jestem, bo kto inny jest mi pisany. 
Widzę, że nie blefujesz. Na prawdę groźnego mam rywala. Wiadomość do tego gościa: Trzymaj łapy przy sobie ona jest moja. xoxo Bruno
Oj kocie... Tęsknie za tym jak spędzaliśmy razem czas i się bez przerwy śmieliśmy. A jeszcze bardziej tęsknie za twoimi ustami. Cholera nawet nie wiesz jak bardzo mam ochotę Cię pocałować. xx Sam
Chyba będziesz musiała się zadowolić plakatem, bo raczej się dzisiaj nie wyrwę ze studia. Ciężka noc przede mną. xoxo Bruno
No to nie przeszkadzam. Do kiedyś tam. xx Sam
Chwilę później wzięłam prysznic. Zapach szamponu do włosów, który szczerze uwielbiam sprawił, że stałam się senna. Ubrałam wygodne ciuchy, które wzięłam z mamy szafy i udałam się spać.

***

Następnego dnia, gdy tylko z mamą wstałyśmy, po zjedzeniu małego śniadania udałyśmy się do szpitala. Jak doktor Ashley obiecała dzisiaj był dzień w którym mogliśmy się spotkać z tatą.
Mama podeszła do recepcji, by spytać się gdzie leży jej mąż. W dość szybkim czasie uzyskałyśmy odpowiedź. Była to sala numer 5. Mogłyśmy tam wejść, ale tylko na chwilę, gdyż pacjent musi odpoczywać.
Po wejściu do sali mama usiadła na krzesełku, a ja na skraju łóżka. Tata całe szczęście nie spał.
-Jak się czujesz tatku?
-Lepiej.
I to też było po nim widać. Niby jego stan się pogorszył, ale ten facet wyglądał jakby siedział w szpitalu z przymusu. Ma za dużo energii i chęci do życia w sobie.
-Długo muszę tu zostać?
-Jeszcze nie wiemy, ale co najmniej kilka dni.
-Ben nie wysilaj się. Nie musisz nic mówić... -nie dał jej dokończyć
-Tak dawno nie miałem tyle siły by mówić, więc proszę nie zabraniaj mi. Dali mi jakieś lekarstwa dzięki, którym czuje się jak nowo narodzony.
-Nawet nie wiesz jak się cieszę, że jesteś tu z nami.
-Uwierzcie mi, że ja chyba bardziej
-I nawet wyglądasz lepiej -stwierdziła mama
-Dla moich kochanych kobiet się tak wystroiłem.
Uśmiechnęłam się.
-Ten chłopak co tu był to twój chłopak?
-Tak. Mówiłam Ci już to.
-Wybacz zapomniałem. To poważne?
-Tak... Nie... To znaczy nie wiem. Jesteśmy razem i po prostu się wspieramy i potrzebujemy swojej bliskości. Nie mogę Ci teraz jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie.
-To on wpłacił pieniądze?
-Tak, a skąd te przypuszczenia?
-Widziałem Go kiedyś w telewizji. Stwierdziłem, że pewnie ma dużo pieniędzy i będzie chciał nam pomóc.
-O tak. To wspaniały chłopak. -skomentowała mama
-Ty też się domyśliłaś?
-Od razu córuś.
-Ach... Czyli nie udało mu się zostać anonimowym.
-Sam? -zaczął tata
-Tak?
-Według mnie on jest fajnym facetem. Trzymaj się Go jak najdłużej. Czuje, że Cię nie zrani.

####

Cześć Wam :* 
Co u Was słychać?
Niedawno przekroczyliśmy 3000 odsłon na blogu. Dziękuje Wam. Liczę, że do końca opowiadania dobijemy do jakiś 10 tys. Hahaha. Jakie ja mam marzenia :) 

środa, 25 lutego 2015

#46

SAM

Niezwykle ważne było dla mnie to żeby tata poznał Bruna. Być może było to ich pierwsze i ostatnie spotkanie, ale bynajmniej wiem, że mój tata wie z kim się spotykam. Marzę o tym żeby było więcej okazji do wspólnych wyjazdów. Chciałabym żeby oni się zaprzyjaźnili. W końcu o czym może marzyć córeczka tatusia?
Gdy Bruno wyszedł z sali zachowywał się trochę dziwnie. Nie wiem co tata, o ile dał radę otworzyć usta, mu powiedział, ale sądzę, że to nie była zwykła rozmowa. Brunz powiedział, że jest głodny, więc wskazałam mu drogę na stołówkę. Nawet się nie spytał czy pójdę z nim, chociaż i tak odpowiedź byłaby przecząca.
Siedziałam na korytarzu razem z mamą i czekałyśmy nawet nie wiemy na co, po prostu oczekiwałyśmy, że coś się stanie, że ktoś przekaże nam dobrą wiadomość. Po chwili podeszła do nas doktor Ashley z informacją, że zabierają tatę na operację. Słyszałam, że musiała tu przyjechać, bo to jest jej pacjent i musi się nim zająć. Z resztą nie dziwie się, bo ona na prawdę zna dobrze mojego ojca i historię jego choroby.
Gdy tata wyjeżdżał ze swojego pokoju na wózku inwalidzkim znowu się popłakałam.
-Kocham Cię, tato
-Ja Was też
To były jego ostatnie słowa zanim zniknął za ogromnymi drzwiami sali operacyjnej.
-A więc zaczęło się -może i mój komentarz był zbędny, ale nawet nie wiem kiedy go wypowiedziałam.
Operacja miała trwać kilka godzin. Nie mogłam siedzieć tak bezczynnie zwłaszcza, że obok mnie płakała kobieta, która mnie urodziła. Wiem, że powinnam być przy niej, ale serce mi się krajało patrząc na nią, a wiedziałam, że nie jestem w stanie jej pomóc.
Zeszłam do stołówki. Przy jednym ze stolików ujrzałam Bruna. Podeszłam do niego kiedy chował coś do kieszeni. Nie pytałam co, bo wydawało mi się to nie istotne.
-Zabrali Go na operację. Teraz musimy czekać przez kilka godzin na wieści.
-Mam zostać z Wami?
-Nie. Jedź do studia, bo tutaj i tak się nic nie dzieje. 
-Dobrze, ale możemy chociaż się gdzieś przejść?
-Nie wiem czy to dobry pomysł
-Operacja dopiero się zaczęła, więc prawdopodobnie nic się nie będzie działo przez dłużysz czas.
-No dobra.
Wyszliśmy na zewnątrz. Wokół szpitala był mały park do którego leniwym krokiem zmierzaliśmy trzymając się za rękę.
-Wiesz, zanim tu przyjechaliśmy nie spodziewałem się, że poznam twojego tatę i że okaże się być tak świetnym facetem.
-Och. Mówisz tak po waszym pierwszym spotkaniu. Poczekaj tylko jak kiedyś pojedziemy do nich na weekend -Przyznam szczerze, że trochę się rozmarzyłam. Myślenie o przyszłości w takiej chwili nie jest mi na rękę bo snuje wielkie nadzieje, które po operacji mogą prysnąć jak bańka mydlana.
-Naprawdę chciałbym żeby ten plan z weekendem wypalił.
-Ja też. -Uśmiechnęłam się tylko dlatego żeby powstrzymać łzy, które próbowały spłynąć po moich policzkach.
Przysiedliśmy na jakiejś ławeczce i bez zbędnych słów wpatrywaliśmy się w głąb parku. Nie było tam nic ciekawego, ale pomimo to nadal miałam skupiony wzrok na drzewach w oddali.
Lubie takie miejsca. Można się tu zrelaksować, poukładać myśli, zapomnieć...
-Chyba już muszę wracać. Moja mama jest sama w środku.
-Dobrze. Kiedy się zobaczymy?
-Nie wiem, ale zadzwonię. -dałam mu buziaka i odeszłam.
Kilka razy drzemałam albo udawałam, że to robię żeby się choć trochę zrelaksować. Czekanie na cokolwiek istotnego jest męczące. Mama też uchodziła w sen. Cieszyłam się, że potrafi jeszcze zajrzeć do tej wspaniałej krainy. Ostatnio pewnie rzadko spała.
Nie wiem co mnie obudziło, to że mama mnie szturchała czy to że na korytarzu było tak głośno jak na ulicy, ale jednego jestem pewna, jak otworzyłam swoje oczy ujrzałam w nich doktor Ashley. Miała kamienną twarz, którą za pewnie ćwiczyła przez kilka lat. Nie wiem czy coś mówiła czy też nie, bo odzyskałam słuch i ostrość widzenia po dobrej minucie od pobudki. Całe szczęście przyszły w porę, gdy doktor Ashley ogłaszała wiadomość.
-Operacja pańskiego ojca przebiegła pomyślnie.

#####
Cześć i czołem :D 
Własnie teraz leci BRIT Awards i czekam aż ogłoszą wyniki na najlepszy brytyjski teledysk i singiel, bo jak wiecie Mark jest nominowany. Trzymam za Niego kciuki :D 
Swoją drogą całkiem fajne w tym roku są statuetki :D

czwartek, 19 lutego 2015

#45

BRUNO

Odkąd mama Sam przyszła do niej cała zapłakana zacząłem martwić się, że coś się stało. Co jakiś czas spoglądałem na wyświetlacz telefonu oczekując wiadomości od Sam, która by mnie uspokoiła, ale takiej nie dostałem. W studiu nie mogłem skupić się na pracy. Chłopacy to zauważyli i wysłali mnie do domu. Samotność pośród czterech ścian też mi nie pomagała. Starałem się odciągnąć myśli od czarnych scenariuszy oglądając jakiś film, ale to było bez sensu. Wiedziałem, że póki nie usłyszę jej niebiańskiego głosu nie uspokoję się, dlatego udałem się do nie do mieszkania. Za pierwszym razem gdy pod nim byłem nikt nie otwierał, lecz za drugim razem mi się poszczęściło. Otworzyła mi drzwi w nieco kiepskiej formie. Na jej twarzy można było zauważyć worki pod oczami, w jej oczach malowało się zmęczenie. Pomimo sygnałów, które zdecydowanie dały mi do zrozumienia, że nikt mnie tu nie chce postanowiłem zostać, bo inaczej nie mogłem się uspokoić. Udałem się do jej salonu i czekałem na wyjaśnienia. To co usłyszałem bardzo mnie zaskoczyło. Nie spodziewałbym się, że cokolwiek stało się jej rodzinie. Widziałem, że strasznie przeżywa chorobę ojca. Nie mogłem patrzeć na to w jakim jest stanie, bo serce mi się krajało. Starałem się poukładać to wszystko w głowie. Nagle przypomniałem sobie jak Sam powiedziała o dość sporej sumie, którą musi wpłacić jako koszt operacji. Postanowiłem jej pomóc. Upierała się żebym zostawił sobie te pieniądze i odpuścił, ale wtedy w mojej głowie zrodził się plan, który miałem zamiar zrealizować gdy tylko wyjdę z jej mieszkania. Jednak to musiało jeszcze trochę poczekać, ponieważ zatraciłem się w pocałunku z nią. Jej niesamowicie delikatne wargi muskały moje dając owoc niesamowitemu pocałunkowi. Czułem, że jest on bardziej desperacki niż spowodowany pożądaniem, lecz nic mi to nie przeszkadzało. Starałem się jej pomóc zapomnieć o tym co się wydarzyło w przeciągu doby w jej życiu i mam nadzieję, że chociaż na chwilę mi się to udało. 
Zostałem u niej do samego rana. Nie mogłem jej wczoraj opuścić po tym co się stało i z resztą chciałem jej pomóc się pozbierać. 
Gdy usnęła w moich ramionach przeniosłem ją do sypialni po czym sam położyłem się koło niej i mocno ją przytuliłem żeby po przebudzeniu wiedziała, że nie jest sama. 
Los chciał żebym to ja pierwszy się obudził, więc to wykorzystałem. 
Gdy wczoraj Sam wspomniała w jakim szpitalu jest jej tata zapisałem sobie nazwę w telefonie. Wiedziałem, że dzisiaj mi się przyda. 
Wyszukałem w internecie numer konta bankowego szpitala i wysłałem tam pieniądze dopisując dla kogo i na co mają być przeznaczone jednocześnie zaznaczając by moja tożsamość została anonimowa.
Zrobiłem nam śniadanie. Sam miała idealne wyczucie, bo gdy skończyłem weszła do kuchni. Chyba trochę była zszokowana moją obecnością, ale szybko jej to przeszło. Podeszła do mnie i dała mi buziaka w policzek
-Jak się spało? -spytałem
-Całkiem dobrze -uśmiechnęła się
Jak dobrze, że jej uśmiech powrócił.
-Zrobiłem nam śniadanie.
-Nie jestem głodna.
-Musisz coś zjeść, bo niedługo zostanie z ciebie sama skóra i kości.
-No dobrze.
Zasiedliśmy do stołu i zjedliśmy zrobiony przeze mnie posiłek. Spytała się mnie o plany na dzisiaj, więc jej powiedziałem, że mam sporo pracy w studiu, ale jeśli chce to zostanę z nią, na co ona stanowczo się sprzeciwiła. Usłyszałem, że dzwoni do niej telefon kiedy ubierałem buty. Rozmawiała z kimś a ja nie chciałem za bardzo przeszkadzać, więc podszedłem do niej i dałem jej buziaka w czoło, po czym się odwróciłem i byłem gotów by iść, lecz ręka Sam mnie powstrzymała. Po minucie zakończyła rozmowę telefoniczną.
-Moja mama dzwoniła i powiedziała, że ktoś przelał na konto szpitala 30 tysięcy jako wynagrodzenie za operację. Choć prosił o anonimowość ja się domyśliłam kto to -spojrzała mi prosto w oczy -Dziękuje.
-Wiem, że mi zakazałaś, ale czułem, że muszę to zrobić, bo chcę pomóc twojemu ojcu. Jeśli mogę komuś uratować życie, bądź dać cień szansy na to, że będzie lepiej to lecę z pomocom.
-Rozumiem i jeszcze raz Ci bardzo dziękuję.
Pocałowała moje usta.
-Wiem, że masz pracę, ale chciałbym żebyś gdzieś ze mną pojechał. Możesz poświęcić mi 2 godzinki?
-Oczywiście. Tylko zadzwonię do Phila i Go poinformuję
Phil oczywiście zgodził się na to bym przyjechał za 2 godziny. Powiedział, że w międzyczasie dopracują tekst piosenki, którą w przeciągu kilku dni będziemy nagrywać.
Jechaliśmy moim autem, bo Sam nie ma jeszcze swojego. Podała mi adres i gdy dotarliśmy na miejsce zrozumiałem co jest grane.
Weszliśmy do środka. Sam podeszła do recepcji i spytała się o swojego ojca.
-Przewieźli Go tu zaraz po twojej wpłacie. Teraz czeka na operację, która odbędzie się za godzinę, także mamy trochę czasu.
Zostaliśmy odesłani do pokoju numer 12. W środku byli rodzice Sam. Przywitałem się z jej mamą po czym Sam przedstawiła mnie jej ojcu. Zauważyłem, że ostatkiem sił podaje mi rękę. Nie wiem jak oni mają zamiar przeprowadzić zabieg na tak słabym człowieku, ale wiem, że to jest ich ostatnia szansa. W ciągu tych kilku minut, w których byłem razem z rodziną Carterów utwierdziłem się w przekonaniu, że to co zrobiłem było słuszne.
Mieliśmy już wychodzić kiedy ledwo słyszalnym głosem tata Sam powiedział moje imię. Wszyscy gwałtownie się zatrzymali. Popatrzyłem na Sam i dałem jej do zrozumienia, że sobie poradzę. Wyszła z pomieszczenia razem z jej mamą.
-Synu...
-Może lepiej żeby pan nic nie mówił. Wiem, że jest pan w kiepskim stanie i że martwi się pan o rodzinę. Obiecuję, że się nimi zaopiekuję w razie... -spuściłem wzrok
-Posłuchaj mnie i nie przerywaj -tym razem jego głos był o wiele mocniejszy- Wiem, że doskonale zajmiesz się moimi kobietami. Wiem też, że będziesz wspierał je w tej trudnej chwili, ale... Nie wiem czy wrócę z sali żywy a chciałbym żeby coś wiedziały. Proszę weź to -podał mi jakieś koperty- i w razie czego przekaż je im.
Wziąłem koperty i spojrzałem na nie. Jedna była dla Sam, druga dla jej mamy, a trzecia dla "wybranka mojej kochanej córki".
Do mnie!
Włożyłem je pod kurtkę i wyszedłem z sali. Miałem je przekazać jeżeli tata Sam nie wyjdzie żywy z tej operacji. Coś mnie podkusiło i przeczytałem swój zaraz po dojściu do stołówki.

Drogi przyjacielu mojej córki!
Wiem, że co najmniej dziwnie to wygląda, że piszę do Ciebie ten list, ale chcę żebyś coś wiedział. Kocham swoją córkę nad życie i nie pozwolę by zadawała się z nieodpowiednim mężczyzną, lecz jednocześnie ufam jej na tyle by wiedzieć, że jesteś w porządku, w każdym bądź razie mam jedną prośbę do Ciebie. Nie wiem czy zamierzasz wziąć z nią ślub, bo to jest jednak poważny krok nad którym musisz się zastanowić ze 100 razy by stwierdzić, że decyzja jest słuszna, ale chciałbym żeby cały czas kiedy z tobą będzie była szczęśliwa. Tylko to się dla mnie liczy. Jeśli nie będzie się smucić przy tobie, jeśli będzie się śmiać i jeśli powie Ci, że Cię kocha oznacza to, że spełniłeś moją prośbę. Może to i niewiele, ale jednak dużo. Pamiętaj o tym żeby ją wspierać i żeby nigdy, ale to przenigdy nie zranić jej w straszny sposób. Jeżeli zechcesz od Niej odejść uszanuje twoją decyzję, ale zrób to tak by najmniej ją bolało. 
Ben Carter 

Obiecuję, że nigdy jej nie zranię tak by nie mogła się po tym pozbierać. 
I obiecuję, że będzie przy mnie szczęśliwa. 
Obiecuję także kochać ją nad życie tak długo jak będzie to możliwe,

***

Hej :) Co tam u Was słychać?
U mnie w sumie nic, ale widzę, że dużo się dzieje u Lawrenców.
Gratuluję.
Słodka <3
 

Zahlia 

W sumie Bruno nie jest gorszy... 
haha

 

Co sądzicie o jego nowej fryzurze? 
Jak dla mnie bomba. 
Kocham Whomp <3