Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ryan. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ryan. Pokaż wszystkie posty

piątek, 27 listopada 2015

#122

SAM

Nie sądziłam, że to wszystko się tak obróci. Miałam inny plan. Nie chciałam słyszeć tego co usłyszałam. Nie chciałam jej widzieć. Lepiej mi było jak nie miałam pojęcia jak wygląda. Teraz będę wypatrywać tej twarzy z nadzieją iż spotkam ją na ulicy i będę mogła jej urwać łeb.
-To... -nie wiedziałam co powiedzieć. Co więcej, ja nie miałam już nic do powiedzenia.
-Sam... -Odezwał się Bruno
-Ty parszywa bezduszna świnio. -jęknęłam
-Przepraszam. Ja naprawdę nie chciałem tego zrobić. Ja...
-Ty snobistyczny dupku! -krzyknęłam
-Proszę cię daj mi coś powiedzieć
-Jesteś kłamcą. Okrutnym bez serca potworem. Draniem, śmieciem...
-Sam proszę cię -podszedł do mnie
-Spróbuj zrobić jeszcze jeden krok, a obiecuje, że ci przywalę.
-Sam ja... -zrobił krok.
Nie żartowałam.
Podeszłam bliżej niego i przywaliłam mu pięścią w twarz. Z jego nosa poleciała krew.
-Nienawidzę cię. Zdradziłeś mnie z nią -skazałam palcem na obserwatora wydarzeń -Macie dziecko? -spytałam
-Daj mi wyjaśnić.
-Nie przesłyszałam się. Naprawdę macie dziecko! 
Z jego nosa coraz bardziej lała się krew.
Załamałam się.
-Kochałam cię. Wierzyłam, że i ty to robiłeś, a tymczasem... Ale byłam głupia. 
-Nie chciałem. Pojawiła się tak nagle i wszystko się pomieszało. 
-A nie powinno! Do jasnej cholery jeśli mnie naprawdę kochałeś to nie powinieneś był w ogóle na nią patrzeć!
-Przepraszam. 
-Posłuchaj mnie teraz uważnie, bo to będą ostatnie moje słowa do ciebie. Później nie chcę cię już więcej na oczy widzieć, rozumiesz? -spojrzał na mnie z błaganiem w oczach -Rozumiesz!? -pokiwał głową. Rozryczałam się jeszcze bardziej -Kochałam cię jak cholera. Byłeś tym z którym chciałam iść dalej przez życie. To z tobą planowałam przyszłość. Pomimo tego, że wbiłeś mi milion noży w plecy jeszcze oddycham i już wiem, że kolejnego nie pozwolę sobie wbić. Dałeś mi szansę i nadzieję na wspaniałą przyszłość. I nie wybaczę ci tego, że tak szybko mi to odebrałeś. Jesteś okropnym dupkiem. Skończonym kretynem. Największym skurwysynem na świecie. Nienawidzę cię! Możesz iść dalej się pieprzyć ze swoją dziwką. Już wam nie będę przeszkadzać. Żegnaj.
-Sam proszę cię daj mi szansę to wszystko wyjaśnić
Złapałam go dwoma rękoma za twarz.
-Nie ma sensu. I tak ci nie wybaczę i i tak to nic pomiędzy nami nie zmieni. Jak teraz na ciebie patrzę to rzygać mi się chce. Nienawidzę cię i chcę byś to wiedział. NIENAWIDZĘ CIĘ! 
Naplułam mu na twarz.
-Nienawidzę cię najbardziej na świecie!
Wybiegłam z mojego byłego mieszkania. Ze łzami w oczach biegłam przed siebie nie patrząc na ulicę. Jeszcze jakby tego było mało zaczął padać deszcz. Moje nogi nawzajem się plątały. Kilka razy się wywaliłam, ale się podniosłam i biegłam dalej. Jeśli miałabym na oko ocenić ile przebiegłam niż się poddałam wyszłyby ze trzy kilometry.
Zatrzymałam się.
Usiadłam na ulicy nie zważając na to, że może mnie ktoś przejechać. Moje życie właśnie straciło sens. Nie jest już nic warte. Równie dobrze może mnie już nie być na tym świcie.
Błagam przejedźcie mnie.
Albo przynajmniej zabierzcie to z mojej głowy.
Nie chcę znowu o tym myśleć, ale muszę... 
Byłam w pokoju za ścianą salonu. Drzwi były lekko otwarte żebym mogła kontrolować sytuację gdyby poszedł gdzieś i bym musiała go śledzić. Nie było takiej potrzeby. Usiadł w salonie, a wraz z nim Amy. Gdy tylko usłyszałam, że zaczynają rozmowę zaczęłam się bać. W sumie nie miałam pewność czy to była ta Amy, bo nigdy w życiu jej nie widziałam i nie słyszałam, ale coś mi podpowiadało, że to ona. Zaczęła się rzeźnia. Powiedzieli, że muszą zapomnieć, że to było po alkoholu... Już wtedy miałam łzy w oczach. Wiedziałam co to oznacza. Chciałam wyjść i powiedzieć im "niespodzianka", ale usłyszałam coś jeszcze. Wiadomość, że mają dziecko rozbiła moje serce na małe kawałeczki. Coś co ja tak bardzo chciałam mieć oni już mieli. Mój chłopak ze swoją byłą. I na dodatek nic mi o tym nie powiedział. Nic! Każdy mięsień w moim ciele odmówił mi posłuszeństwa, oczy od kilku minut wylewały z siebie całe zapasy wody jakie posiadały. Straciłam wszystko. Straciłam Bruna. Mojego kochanego jednego w swoim rodzaju chłopaka. Najukochańszego pod słońcem mężczyznę. Straciłam go albo to on stracił mnie. W każdym bądź razie wychodząc na przeciw problemowi wiedziałam, że to już koniec, a gdy on go pocałowała znieruchomiałam. Utkwiłam w miejscu jak rzeźba. Jak można być tak okrutnym? Płakałam jeszcze bardziej o ile to było możliwe. Straciłam całą kontrolę. Przestałam oddychać, a kiedy mi tego zabrakło ponownie wzięłam oddech. Obrócił się i spojrzał na mnie. Jeszcze nic mnie bardziej w życiu nie bolało. Nawet jak mój tata był w tragicznym stanie w skali bólu dałabym wtedy 7 a dzisiaj daje aż 10. Spojrzałam na niego i poczułam nienawiść. Nienawidziłam mężczyznę za którego przed godziną byłabym w stanie oddać życie. Czy to nie jest zabawne? Nie. To jest cholernie smutne.
Położyłam się na asfalcie. 
Osoba za którą dałabym się zastrzelić trzymała za spust.
Przykre. 
Dobry Panie niech jakieś auto mnie przejedzie. 
I wtedy się pojawiło, ale wyhamowało przede mną.
Wysiadała z niego jakaś kobieta.
-Czy cię powaliło? Co ty robisz na środku ulicy? Prawie bym cię przejechała -krzyczała
-To dlaczego tego nie zrobiłaś? Miałaś to zrobić! -wybuchałam histerycznym płaczem -Zrób to póki jeszcze tu siedzę. Zrób to! Proszę!
Kobieta spojrzała się na mnie jak na dzikusa. 
-Wsiadaj do auta.
-Nie. Masz mnie przejechać!
-Wsiadaj do auta!
Nie chciałam tam iść. Sama mnie zaniosła. W sumie wszystko mi jedno co się teraz stanie. Miejmy nadzieję, że wywiezie mnie gdzieś do lasu i rzuci na pożarcie zwierzętom.
-Gdzie mieszkasz? -spojrzałam się na nią nie wiedząc o co chodzi -Gdzie mam cię zawieść?
Znałam tylko jedną osobę do której mogłabym się udać.
Dojechaliśmy na miejsce. Kobieta pomogła mi wyjść z auta.
-Błagam nie zrób sobie nic głupiego -powiedziała na pożegnanie.
Zapukałam do drzwi.
Nikt nie otworzył.
Pukałam tak długo póki nie opadłam z sił i nie osunęłam się na ziemie. Położyłam się na niej. Zaczęłam płakać i jęczeć. Co jakiś czas krzyczałam, że go nienawidzę.
Deszcz na mnie padał. Było mi zimno. Może chociaż zamarznę na śmierć. Najradośniejsza myśl dzisiejszego dnia.
Nadal nie wierzę, że byłam taka głupia, by dać się nabrać na jego gierki. Nie wierzę, że pokochałam gwiazdora. Przecież to było oczywiste, że mnie zrani. To dało się przewidzieć. Głupia idiotka!
Nie dane mi było dalej się rozczulać nad sobą. Ktoś usiadł koło mnie i mnie podniósł. Przytulił mnie do siebie i zaczął mnie uspokajać.
-Dajcie mi święty spokój! Dlaczego nikt nie chce pozwolić mi umrzeć?
-Bo to nie jest czas na ciebie.
Odezwał się.
Bałam się, że tego nie zrobi.
Że to iż się tu znalazłam nic nie wniesie.
Bałam się, że go tu nie będzie.
Bałam się, że straciłam go już na zawsze.
-Tak bardzo cię przepraszam -popłakałam się jeszcze bardziej
-Cii... Już dawno ci wybaczyłem.
Przytulił mnie jeszcze bardziej do siebie.
Zrobiło mi się ciepło, a nawet gorąco i to nie wcale na ciele.
W pustym sercu rozpalił się mały płomyczek, który zaczął mnie od środka ogrzewać.
Co jest najlepszym lekarstwem na złamane serce? Czy ktoś wie? Ja nie wiem. Nie mam pojęcia jak sobie z tym poradzę, ale mam przy sobie Ryana i wiem, że z nim jakoś dam radę.
Muszę.

#####
Tak więc kochani oto jest ostatni normalny odcinek.
Widzimy się w epilogu.
Jak myślicie co tam się stanie?
Obstawiacie, że są jeszcze jakieś szanse dla Sam i Bruna?
Komentujcie!!!

sobota, 7 listopada 2015

#112

SAM

Tego dnia nie wydarzyło się nic więcej niepokojącego związanego z Brunem, ale za to wszystko jeszcze bardziej pokomplikowało się z Ryanem. 
Z samego rana poszłam do studia z zamiarem przebolenia tych ośmiu godzin i najszybszego powrotu do domu. Niestety, los chciał inaczej i pokrzyżował te plany. Z samego rana gdy tylko weszłam do studia i przywitałam się ze wszystkimi oprócz Ryana, bo oczywiście gdy mnie tylko zobaczył to uciekł, dowiedziałam się, że dzisiaj jest ten dzień kiedy w filmie para głównych bohaterów ma się pocałować. Z tego wszystkiego omal nie zemdlałam. Nie chciałam tego robić i wiem, że Ryan nie chciał tego jeszcze bardziej, ale musieliśmy. Rozmawiałam z Cameron i próbowałam to wszystko przełożyć, ale się nie udało. Stwierdziła, że prędzej czy później i tak będziemy musieli to zrobić, a jako że nie mamy zbyt wiele czasu ten pocałunek musiał być nagrany dzisiaj. Nie mieliśmy wyjścia.
Naszą niechęć widać już było podczas pierwszych nagrań gdzie jak na razie mieliśmy tylko udawać, że dobrze się bawimy. Powtarzaliśmy te sceny chyba ze 20 razy aż w końcu coś się spodobało reżyserom. Następna scena to była scena pocałunku. Musiałam wziąć się w garść i zrobić to co na aktora przystało - dobrze udawać.
Stanęliśmy z Ryanem naprzeciwko siebie i spojrzeliśmy sobie w oczy. Nie mogłam znieść dłużej tego spojrzenia niż przez 2 sekundy, więc odwróciłam głowę. Reżyser krzyknął, że zaczynamy, więc ponownie musiałam spojrzeć mu w oczy. Kamery zaczęły nagrywać, a my wzięliśmy się do roboty. To ja miałam wykonać pierwszy ruch, więc pocałowałam go. Liczyłam na to, że chociaż trochę się postara, ale on ani drgnął. Reżyser nam przerwał i zaczął się wydzierać na Ryana. Ten powiedział, że się postara, ale to dla niego ciężkie i nie wie jak to wyjdzie. Tak więc znowu zaczęliśmy się całować i kiedy czułam, że nic z tego nie będzie po prostu się odsuwałam. Po jakiś 5 razach miałam dość. Wykończona psychicznie udałam się do garderoby, gdzie pozwoliłam by moje policzki pokryły się wodospadem łez.
Musisz to przeboleć. Jeszcze chwila i dzień dzisiejszy się skończy. 
Płakałam i płakałam. Słyszałam, że mnie wołają, ale nie miałam ochoty się nigdzie ruszyć. Zostałam w garderobie póki nie przyszła po mnie Cameron
-O mamusiu co ci się stało?
-Już nie daję rady. Proszę cię przerwij to.
-Dobrze wiesz, że nie mogę tego zrobić. Terminy nas gonią i musimy jak najszybciej nagrać ten film.
-W takim razie nie możemy nagrać dzisiaj jakiejś innej sceny?
-A co ci to da? Jutro też musiałabyś stawić czoła tej scenie, a przecież im szybciej tym lepiej.
-Ale ja nie potrafię. To mnie tak boli.
-Nie wiem co się pomiędzy wami wydarzyło, ale uwierz mi, że nie tylko wy cierpicie z tego powodu. My też ubolewamy nad tym, że tak wspinały duet już nie może na siebie patrzeć.
-Ale jestem głupia. To wszystko moja wina...
-Nieprawda. Skoro coś się skończyło to musiało zawinić więcej osób.
-Ty nie rozumiesz.
-Może i nie, ale nie wierzę żeby absolutnie wszystko było twoją winą.
-Och...
-Dobra choć do kosmetyczki ona zrobi z tobą porządek i nagramy tą scenę. Musisz dać radę.
-Postaram się.
Poszłam do kosmetyczki i ona swoim sprawnymi rękoma zrobiła wspaniały makijaż. Potem poszłam na plan i zanim zaczęłam grać wzięłam Ryana na stronę by załatwić z nim tą sprawę.
-Czy możesz w końcu porządnie to zagrać? Nie chcę powtarzać tej sceny milion razy tylko dlatego, że ty nie potrafisz się wykazać.
-Może i mógłbym, ale po co? Jeśli tego nie zrobię twoje usta będą tak długo całować moje aż w końcu im się znudzi. Jeśli nie mogę tego mieć w przyszłości to daj mi się tym nacieszyć na zapas
-Jesteś chory.
-Nie, ja po prostu chcę poczuć jak to by było. Może to i okropne, ale wyobraź sobie, że nadal jest mi z tym trudno.
-Ryan...
-Postaram się. Dam ci spokój. Zakończymy film. Zapomnimy o sobie raz na zawsze.
-Musi się tak stać?
-Sam czego ty ode mnie oczekujesz? Najpierw zrywasz ze mną przyjaźń, a teraz nie potrafisz znieść myśli, że po filmie to wszystko się skończy? Że po premierze, kilku wywiadach i pozowaniu na ściankach nie będzie nic? Mogło być pięknie, ale widocznie nie było nam to dane.
-Sama już nie wiem czego oczekuje. Przepraszam.
-Ja wiem czego oboje od siebie oczekujemy.
-Czego?
-Zejdźmy sobie z oczu raz a na zawsze.

####
Witam was po tak długiej nieobecności. Mam nadzieję, że nie tęskniliście za mocno. Hahaha
Proszę oto nowy odcinek. Kolejny pojawi się być może jeszcze dzisiaj, a jeśli nie to już na pewno jutro.

sobota, 17 października 2015

#107

SAM

Najgorsze były pierwsze minuty. Nie wiedziałam czego mam się spodziewać. Cała ekipa powitała mnie z wielkim entuzjazmem, ale Ryana nie widziałam. Jeszcze nie przyszedł. Serce mi pękło na dwa kawałki, bo nie mogłam go dojrzeć. Może dzisiaj ma wolne? Może jest chory? Może jeszcze nie wrócił od rodziny? Może się zwolnił? Nie, nie, nie. Na pewno nic z moich domysłów nie jest prawdziwe. Z resztą potwierdziło to skrzypienie otwieranych drzwi. Mówiłam, że moje serce połamało się na dwa kawałki? Kłamałam, jest ich co najmniej tysiąc. Przywitał się ze wszystkimi po kolei, a koło mnie przeszedł jakby mnie tu zupełnie nie było. Zachciało mi się płakać. Jeszcze nigdy w życiu nie było mi tak przykro. Nawet wtedy gdy Bruno na Święcie Dziękczynienia nie podziękował Bogu za mnie nie czułam się tak okropnie jak teraz. Spojrzałam na niego i przyłapałam go na tym, że on też na mnie spogląda. Spuścił głowę i się obrócił.
Przepraszam. Czy możemy o tym zapomnieć proszę? Potrzebuję cię. Nie potrafię żyć jak gdyby nigdy nic wiedząc, że jesteś obok i nie mogę nic zrobić. Nie mogę cię przytulić, nie mogę z tobą nigdzie wyjść. Tak bardzo chcę wrócić do tego co było. Przepraszam Ryan. Słyszysz mnie? Przepraszam. Wróć tu! Przywitaj się ze mną. Zostańmy znowu przyjaciółmi! Słyszysz mnie? Ryan! No chodź tu! Proszę! Nie zostawiaj mnie! Podejdź tu i mnie przytul. Powiedz, że za mną tęskniłeś. Powiedz, że nic się nie stało i że nadal lubisz mnie tak jak wcześniej. Powiedz, że i tak złamiemy zakaz i będziemy się razem przyjaźnić, bo bez siebie nie istniejemy. Zrób to! Proszę!
Nim się zorientowałam stała przy mnie Cameron i mnie uspokajała. Po mojej twarzy spływały łzy, a wszyscy wokół patrzyli się na mnie. Było mi tak przykro, że Ryan nie usłyszał moich błagań, że jeszcze bardziej się rozpłakałam. Próbowałam się rozejrzeć. Może stał wśród tłumu i się na mnie patrzył. Może czekał aż Cameron odejdzie i dopiero wtedy podszedłby do mnie i powiedziałaby, że wszystko będzie dobrze.
Nie było go.
Znikł.
Cameron ścisnęła mnie mocniej w uścisku i wytarła moje łzy.
-Już dobrze. Chcesz o tym porozmawiać?
-Nie, nie.
-Przyszłam ci powiedzieć, że zaczynamy pracę, a ty się popłakałaś. Nie wiem co się stało, ale jeśli chcesz zrobić sobie jeszcze jeden dzień wolny to możesz iść.
-Nie. Nic się nie stało. Potrzebuje tylko pięciu minut.
-Dobrze.
Cameron wstała i pomogła mi się podnieść z ziemi. Miała już odejść, ale zadałam jej pytanie.
-Widziałaś gdzieś Ryana?
-Tak. Wyszedł na dwór. Chcesz mogę go zawołać.
-Nie, dziękuję. Sama się do niego przejdę.
-Dobrze.
Chciałam, ale nie chciałam tego robić. Musiałam, ale nie mogłam. Wiedziałam, że to się skończy źle i że będzie boleć, ale musiałam z nim pogadać.
Wyszłam przed budynek. Stał oparty o ścianę.
-Kto by się spodziewał, że kiedyś się spotkamy potem się w tobie zakocham a na końcu zerwiesz ze mną przyjaźń. Dosłownie tydzień przed dniem w którym zaplanowałem, że powiem ci iż cię kocham najbardziej na świecie. Tak niewiele czasu a jednocześnie tak długo. Może to i dobrze, że tak szybko się to zakończyło. W sumie nawet nie wiem co sobie myślałem. Kobiecie w związku miałem wyznać miłość i liczyłem na to, że padnie mi na kolana i powie, że też coś do mnie czuje. To takie nierealne. Nie z tobą.
Spojrzałam na niego ze łzami w oczach. Naprawdę się we mnie kochał?
-Od kiedy cię poznałem poczułem, że jest w tobie coś magicznego. Niestety, krótko po tym dowiedziałem się, że masz chłopaka. Byłem bez szans, ale i tak się nie poddawałem. Myślałem, że jak się do ciebie zbliżę to wszystko jakoś samo się ułoży, ale tak nie było. Z dnia na dzień cierpiałem coraz mocniej tylko dlatego, że nie mogłem być z tobą do końca szczery. Nie mogłem powiedzieć ci co czuję i nie mogłem liczyć na to samo. Teraz jest już koniec i to wszystko i tak już nie ma znaczenia. Wiem na czym stoję i już wiem, że nie warto dalej w to brnąć.
Zobaczyłam w jego oczu łzę.
-Przepraszam cię Ryan nie wiedziałam. Myślałam, że ktoś inny ci się podoba. W końcu opowiadałeś mi kiedyś o jakiejś dziewczynie.
To dotarło do mnie jak grom z jasnego nieba. Ryan opowiadał mi o mnie. Jak ja mogłam wcześniej na to nie wpaść.
-Ale jestem głupia. Przepraszam, nie wiedziałam.
-To bez znaczenia. Nie ma już nic.
-Ryan...
-Powiem ci jedno. Kocham cię i nienawidzę jednocześnie. Budujesz i rujnujesz mi życie. Sprawiasz, że się uśmiecham i że płaczę. Tylko ty tak na mnie wpłynęłaś.
-Ja...
-Nie wysilaj się.
-Proszę pogadajmy jak ludzie. Tylko o tym marzę. Proszę. Chciałabym żebyśmy ze sobą normalnie rozmawiali. Nie chcę żebyś patrzył na mnie jak na wroga. Czy nie możemy utrzymać normalnych relacji?
-Nie. Daj już sobie spokój i nie ciągnij tego czego już nie ma.
-Ale Ryan, pracujemy razem. Jak ty sobie to wyobrażasz?
-A jak ty sobie to wyobrażałaś?
Zatkało mnie.
-Zachowuj jakby nic się nie stało.
-Ryan...
-Sam to koniec. Nie chcę już tego ciągnąc zrozum w końcu. Żegnaj.
-Ryan proszę.
-Żegnaj.

poniedziałek, 21 września 2015

#98

SAM

To było dość przewidywalne, ale i tak o tym nie pomyślałam. Przecież musiałam z czegoś zrezygnować żeby nam się udało. Szkoda tylko, że okazał się tym czymś być Ryan. Mój przyjaciel. Właśnie miałam go stracić. Od tak. Po prostu. Dla Bruna. Dla mej miłości.
Wiem, że wypadałaby się z nim spotkać, ale że byłam w NY a on zapewne w LA to postanowiłam zadzwonić. Odebrał po drugim sygnale.
-Cześć.
-Hej.
-Dawno się do mnie nie odzywałaś. Już myślałem, że kosmici ci porwali -Ryan roześmiał się, ale mi nie było do śmiechu. W końcu to nasze pożegnanie.
-Nie. Jestem cała i zdrowa i chciałabym ci coś powiedzieć.
-Ja też mam ci dużo do opowiedzenia, ale przede wszystkim to, że bardzo za tobą tęskniłem. Nie wiem kiedy wracasz, ale jak tylko będziesz w LA to musimy się spotkać.
Coś ścisnęło mi się w gardle i łza spłynęła po moim policzku.
-Tak w ogóle jak tam na Hawajach?
-Całkiem... -nie potrafiłam skończyć tego zdania, ale Ryan zdawał się tym nie przejmować.
-No to się cieszę. Ja cały tydzień spędziłem z rodziną i muszę przyznać, że bardzo za nimi tęskniłem. Na całe szczęście mam jeszcze kilka dni żeby się nimi nacieszyć.
-Ryan muszę ci coś powiedzieć.
-Słucham
-To będzie trudne i bardzo cię za to przepraszam. Naprawdę nie chciałam żeby to wszystko tak wyszło, ale nie możemy się już spotykać. Koniec ze wspólnymi wypadami. Koniec ze wspólnego żartowania. Koniec z przyjaźnią.
Po tych słowach się rozpłakałam. Nie potrafiłam znieść myśli, że to prawdziwy koniec, ale niestety nie był to zły sen.
-Żartujesz? -spytał
-Bardzo bym chciała
-Ale...
-Nie ma ale Ryan. Będziemy się tylko widzieć na planie. Przepraszam.
-Nie możesz mi tego zrobić.
-Przepraszam.
Rozłączyłam się.
Czy to naprawdę musiało tak się skończyć? Istniało wiele rozwiązań i zapewne było możliwe by moja przyjaźń z Ryanem nie została zerwana, ale wiem, że te rozwiązanie nie przyniosłoby tak dobrych efektów. Niestety czasami trzeba poświęcić się dla dobra ogółu.

###
Hej.
Przepraszam, że go wczoraj nie dodałam, ale zapomniałam :(
Kolejny pojawi się w sobotę :)
Bajoo :*

piątek, 21 sierpnia 2015

#84

BRUNO

Cholerny budzik. Czemu on tak głośno dzwoni? Czy nie da się tego ustrojstwa uciszyć?
Otworzyłem szeroko oczy i wtedy ujrzałem, że Sam już go ogarnęła i wstała z łóżka. 
-Znowu masz na rano? -spytałem 
-O... -widocznie ją zaskoczyłem -Good morning sweetie. Niestety tak. Dzisiaj cały dzień ostro pracujemy. 
-Szkoda. Myślałem, że po moim pierwszym dniu w pracy otrzymam jakieś małe wynagrodzenie. 
Uśmiechnęła się.
-Nie potrzebujesz wynagrodzenia. Wczoraj i tak przeholowaliśmy. Poszliśmy spać o 2 w nocy i teraz zapewne mam wory pod oczami.
-Pokaż.
Podeszła do mnie, ale nie miałem zamiaru patrzeć na to czy te wory pod oczami faktycznie tam są. Pocałowałem ją w usta i przyciągnąłem do siebie.
-Wybacz mi mój drogi, ale nie mam na to czasu.
-No nic w takim razie idź się ubieraj, a ja się jeszcze zdrzemnę.
Wstała z łóżka i ruszyła w stronę łazienki. 
-Aaa -westchnęła -Powodzenia w pracy
Uśmiechnąłem się. 
Sam i tak nie czekała na odpowiedź, bo od razu jak wypowiedziała te słowa zniknęła za drzwiami.
Próbowałem usnąć, ale coś mi nie dawało spokoju. Przecież to nie możliwe żeby Sam pracowała od rana do nocy. Co jak co, ale albo miała na rano i wracała wcześniej albo miała na późniejszą godzinę i wracała po nocy. Trochę to dziwne. 
Niestety przez to nie zmrużyłem oka i zanim się obejrzałem nadszedł czas żebym to i ja wstał i się ubrał. Zaliczyłem poranną toaletę i zjadłem szybkie śniadanie po czym wsiadłem do auta i pojechałem do studia. 
-Witamy na pokładzie -powiedział Brandon gdy tylko przekroczyłem próg w studiu.
-A więc od czego zaczynamy? -spytałem

SAM

Strasznie mi źle z tym, ze Bruno nie wie nic o moim spotkaniu z Ryanem. Czuję jakbym miała przed nim jakiś wielki sekret, a chyba nie powinniśmy mieć przed sobą tajemnic. W końcu jesteśmy razem, a to jeden z warunków udanego związku. W każdym razie nie mówię Brunowi tego ze względu na to, że chyba nie lubi Ryana. Z początku ni nic do niego nie miał, ale odkąd zaczęłam się z nim częściej spotykać nagle zmienił zdanie. Chyba jest zazdrosny, ale nie ma o co, prawda? 
-Gotowa? -spytał pod koniec naszej pracy
-Oczywiście.
Ryan przez całą drogę nie pisnął ani słówka o niespodziance. Chyba bardzo mu zależy na tym żeby mnie zaskoczyć. 
Zaparkował auto przed swoim domem. Nie powiem trochę mnie to zdziwiło, bo już w nim byłam i wątpię żeby mnie coś w nim zaskoczyło. Chyba że tu chodzi o coś innego. Jeju Sam daj sobie z tym spokój. Za chwilę się dowiesz. 
-Witaj w moich skromnych progach. 
-Bardzo skromnych -powiedziałam wchodząc do domu z trzema pietrami i basenem.
Ryan poprowadził mnie przez korytarz i salon, następnie skręciliśmy w lewo kierując się do części domu w której byłam tylko przez chwilę gdyż jak twierdził Ryan nie było tam nic ciekawego tylko mała biblioteczka z książkami i garderoba. Wtedy nie zwróciłam uwagi na to, że w tej części domu są trzy pary drzwi, a nie dwie. Weszliśmy do pomieszczenia do którego za pierwszym razem nie dane było mi wejść. Było tam absolutnie ciemno, praktycznie nic nie było widać. Ryan chwycił mnie za rękę i zaprowadził w jakieś bezpieczne miejsce gdzie mogłam usiąść.
-Gotowa? -spytał
Skinęłam głową i dopiero po chwili zdałam sobie sprawę, że jest tak ciemno, że na pewno tego nie zauważył.
-Tak -odpowiedziałam niemal szeptem.
Wtem usłyszałam ciche brzęknięcie i nade mną rozbłysły się małe światełka.
Gwiazdy.
Kosmos.
Ten widok zaparł mi dech w piersiach i przez chwilę zachwycałam się tym co widzę. Nie odezwałam się nawet długo po tym jak Ryan spytał się mnie czy mi się podoba. Po prostu siedziałam i się wpatrywałam w to cudo. Jednak po chwili zaczęła mnie boleć szyja od tej niewygodniej pozycji i położyłam się na ziemi, a zaraz obok mnie spoczął Ryan.
-Niesamowite. Jak udało ci się to zrobić?
-Nigdy tego nikomu nie mówiłem, ale uwielbiam patrzeć w gwiazdy. Te małe ciała niebieskie podczas bezchmurnej nocy działają na mnie uspokajająco. I kiedyś jak się tak w nie wpatrywałem zamarzyło mi się żeby mieć je w domu, więc wynająłem dekoratora wnętrz i on mi urządził ten wspaniały pokój.
-Dlaczego mi go wcześniej nie pokazałeś?
-Bo nie pokazuje go byle komu. Tak naprawdę nigdy nikomu go nie pokazałem. Jesteś pierwszą w tym pokoju, oczywiście poza mną.
-Ale dlaczego? Przecież takim czymś powinien byś był pochwalić się ze wszystkimi.
-Ale nie chciałem. Z resztą to tak jakby do mnie nie pasuje. Oczywiście uważam ten pokój za skarb i nikomu bym go nie oddał, ale ja nie mam reputacji romantyka. Jak wiesz jestem raczej balangowiczem i podrywaczem. To po prostu do siebie nie pasuje.
-Nie uważam cię za podrywacza.
-Ty nie, ale wszyscy tak. Z resztą kiedyś taki byłem. Co chwilę miałem inną dziewczynę. Trudno było mnie utrzymać przy sobie. A teraz jedyne na co mam ochotę to stały związek.
-Co masz na myśli?
-To, że jestem zakochany w pewnej dziewczynie i marzę o tym żeby z nią być, ale wiem że to się nie uda. Ona nie odwzajemnia mojego uczucia, a ja nie chcę zostać zraniony.
-Jak ma na imię?
-Alex.
-Cóż nie znam żadnej Alex, ale jeśli chcesz to mogę z nią porozmawiać i może coś wskóram.
-Dzięki za propozycję, ale wątpię żeby to coś dało. Ona ma chłopaka.
-Hm... To zupełnie zmienia postać rzeczy. W takim razie albo będziesz musiał znaleźć sobie inną dziewczynę albo będziesz musiał na nią poczekać
-Będę czekał.

####
Heeej :*
Co tam u was słychać?
Przeraża was myśl o tym, że jeszcze jeden tydzień wolnego i znowu do szkoły?
Jeśli mam być szczera to mnie strasznie przeraża. Teraz idę sama do zupełnie nowej szkoły. :( Mam nadzieję, że jakoś dam sobie radę :)
A wy do której klasy teraz idziecie?

czwartek, 20 sierpnia 2015

#83

BRUNO

Dzisiaj jest jeden z tych niewielu dni kiedy ma przyjemność jeść z moją ukochaną śniadanie. Niezmiernie się cieszę, że dzisiaj zaczyna pracę później. Co prawda ja już od jutra też powracam do roboty i raczej nie będzie to miła praca. Trzeba będzie ustalić wszystko co związane z nową trasą koncertową. Tak! Kilka dni temu Brandon do mnie zadzwonił i powiedział, że ma wspaniałe wieści i tymi wspaniałymi wieściami okazał się wstępnym zaraz trasy koncertowej. Światowej trasy. Niezmiernie się wtedy ucieszyłem. Zacząłem intensywnie myśleć o miejscach w które chciałbym się wybrać oraz o choreografii którą razem z chłopakami pokazalibyśmy podczas show. Chcąc nie chcąc teraz lista utworów na koncertach się zmieni i do każdej nowej piosenki trzeba będzie coś wymyślić. Jeszcze na dodatek tego całego zamieszania z płytą mój pierwszy singiel robi furorę. Zostałem zaproszony do kilku telewizji śniadaniowych by udzielić wywiadów i do kilku programów rozrywkowych by zaśpiewać im 'LOOH'. Jak się cieszę, że moja praca jest jednocześnie moją pasją i czerpie z niej przyjemność, bo inaczej chyba bym się załamał, że tyle mam do roboty. 
-I co? -spytała Sam
-Co co?
-Jesteś w domu dziś wieczorem?
-Tak. Dzisiaj jest ostatni dzień mojego krótkiego urlopu. 
-Och... Faktycznie. Zapomniałam. Może uda mi się dzisiaj urwać wcześniej, więc zarezerwuj sobie wieczór dla mnie.
-Okej. Już ja nam dzisiaj dostarczę atrakcji. 
Sam się zaśmiała.
-No co?
-Nie nic. 
Przez resztę dnia siedziałem w domu i zrobiłem w nim totalny porządek. Posprzątałem każdy zakamarek. W końcu widać, że tu ktoś mieszka. Postanowiłem w końcu ściągnąć to drzewo ze zdjęć co jest w naszej ulubionej sypialni. Trochę dziwnie się czuję kiedy kocham się z Sam, a ono tam jest. Mam wrażenie jakby ludzie z tych zdjęć nas obserwowali. 
Także postarałem się o to żeby jak Sam wróci było coś dobrego do jedzenia. Szkoda tylko, że sam tego nie upiekłem, a zamówiłem z restauracji. 

SAM

Zaszłam Ryana od tyłu i zasłoniłam mu oczy dłońmi. 
-Zgadnij kto to
-Nie wiem. Może to ty Cameron? -wiedziałam, że udaje, że nie wie kim jestem
-Nie. Ja jestem tutaj! -usłyszeliśmy w oddali jak Cameron krzyczy. 
Wybuchliśmy śmiechem. 
-A więc to ty. Nie rozpoznałem cię. -rzuciłam mu oburzone spojrzenie
-Aż tak bardzo jestem podobna do wszystkich innych dziewczyn? 
-Nie. Ty jesteś wyjątkowa. 
Prze ułamek sekundy miałam wrażenie, że w oczach Ryana pojawiło się coś dziwnego. Coś co by mówiło 'wyjątkowa, ale nie moja'. 
Nie. Wykluczone Sam. To na pewno ci się wydawało.
Jakby na domiar złego właśnie zdałam sobie sprawę jak dużo ten komplement dla mnie oznacza. Nie pamiętam żeby ktoś oprócz Bruna kiedyś tak do mnie powiedział. Aż ciepło mi się na sercu zrobiło.
-A więc chciałam ci powiedzieć, że prawdopodobnie jutro mam wolny wieczór.
-No to świetnie. -uśmiechnął się
-Powiesz mi co to za niespodzianka?
-Nie. -powiedział to tak stanowczo, że nie ciągnęłam tematu.

***

-Zamknij oczy. -polecił mi Bruno zanim przekroczyłam próg.
-Ale muszę się rozebrać.
-Spokojnie. Pomogę ci. 
Zamknęłam oczy i pozwoliłam żeby Bruno ściągnął mi kurtkę i buty. Następnie owinął mi czymś oczy i poprowadził nie do jakiegoś pomieszczenia. Tak dobrze zakrył mi moje paczadełka, że nawet jakbym zdołała je otworzyć i tak bym nic nie zauważyła. W końcu się zatrzymaliśmy i Bruno ściągnął mi chustę. Otworzyłam oczy. Znajdowaliśmy się w łazience. Wokół nas w każdym możliwym miejscu paliły się świece, a na ziemi porozsypywane były płatki róż. 
-Rozbieraj się -powiedział zmysłowo do mojego ucha.
Dopiero teraz zauważyłam wannę napełnianą wodą z dużą ilościom piany. 
-Szybciej, bo woda zaraz będzie zimna. 
Ściągnęłam ubrania i ruszyłam za Brunem w stronę wanny. Gdy już się dobrze w niej ułożyliśmy tak, że ja opierałam się plecami o jego tors Bruno zrobił mi delikatny masaż po czym zaczął mnie całować i po chwili zmieniliśmy pozycję i zaczęliśmy się kochać. Nawet nie zdajecie sobie sprawy jak fajnie jest to robić w wodzie. 

BRUNO

Gdy już wyszliśmy z wanny odziani jedynie w białe szlafroki ruszyliśmy do jadalni. Tam czekał na nas nakryty stół. Musiałem jeszcze na chwilę wstąpić do kuchni po talerz ze spaghetti. Jedliśmy ze wspólnego naczynia tak jak to robiły psy w 'Zakochanym kundlu'. Swoją drugą świetna bajka. 
Przy kolacji opowiedzieliśmy sobie co się nam w dniu dzisiejszym przydarzyło i Sam poinformowała mnie, że jutro zostaje dłużej w pracy. 
-No cóż takie wymogi -rzekła pod koniec swojej wypowiedzi.
Trochę nie chciało mi się w to uwierzyć, ale sobie odpuściłem. Nie chciałem stwarzać problemu tam gdzie go prawdopodobnie nie było. 
Po wspólnym posiłku ruszyliśmy w stronę sypialni i tam zapominając o całym świecie kochaliśmy się przez cały wieczór.

####
Witam was :*
Dzisiaj znowu dwa odcineczki.
Mam nadzieję, że przypadną wam do gustu.
Piszcie co o nich sądzicie.
I ogólnie piszcie co wam leży na serduchach.
Do następnego :*

#82

BRUNO

Jeszcze tego samego dnia zadzwoniłem do mamy i powiedziałem jej o zmianie planów.
-O jak się cieszę synku. Kolejne święta razem
-Ja też mamo się cieszę. 
-A powiedz mi czemu zmieniliście zdanie?
-No cóż. Po prostu poprosiłem ładnie Sam o to żebyśmy zmienili swoje plany.
-A jej rodzice jak to przyjęli?
-Och... Byli troszkę smutni, ale dali sobie radę.
-To może weźcie lepiej do niech jedźcie.
-Nie mamuś. Już jest wszystko załatwione.
-No dobrze. Jak chcesz.
-Okej. Zadzwonię do was później a teraz wybacz, ale muszę zrobić coś ważnego.
-Dobrze synku. Trzymaj się.
-Pa.
Jak jest mi z tym źle, że muszę tak wszystkich okłamywać. No ale co innego mogę zrobić. Przecież nie powiem mamie prawdy. Od razu wybiłaby mi ten pomysł z głowy.
To nie jest tak, że ja już nie kocham Sam i chcę wrócić do Amy. Nadal uważam, że Sam jest tą jedyną i raczej nie mam zamiaru zmieniać swoich poglądów, ale gdy dowiedziałem się, że Amy przyjeżdża to coś się we mnie na nowo urodziło. I tu nie chodzi o to że znowu ją kocham. Po prostu jakaś część mnie która bardzo pragnęła się kiedyś z nią zobaczyć nagle ożyła i teraz domaga się spełnienia. Jednym z głównych powodów dla których jadę się z nią spotkać jest to, że bardzo chciałbym się dowiedzieć dlaczego wtedy odeszła. Dlaczego mnie zostawiła, choć bardzo dobrze nam się układało?

SAM

-Dobrze kochani, minuta przerwy! -krzyknęła Cameron.
-No nareszcie -usłyszałam za sobą okrzyki ulgi
Udałam się do mojej torby i wyciągnęłam z niej butelkę wody. Przez te ciągłe gadanie wyschło mi w gardle. Upiłam kilka łyków i schowałam ją z powrotem do torby. Obróciłam się i omal co zawału nie dostałam. Za mną stał Ryan. Gdy zobaczył moją przerażoną minę roześmiał się.
-Dupek -walnęłam go w pierś.
-Myślałem, że słyszałaś jak do ciebie podchodzę.
-Wyobraź sobie, że nie i o mało co przez ciebie nie zeszłam z tego świata.
-Wybacz. Nie chciałem się przyczynić do twojego zgonu.
-Okej. Wierzę ci. A więc o co chodzi? Po co za mną przyszedłeś bo rozumiem, że raczej nie chcesz pogadać o pogodzie.
-Nie, oczywiście, że nie. Chciałem cię wyciągnąć gdzieś dzisiaj wieczorem.
-Och... Nie wiem czy powinnam. Wiesz Bruno jest w domu i się trochę wścieka, bo się prawie nie widzimy.
-W takim razie możemy to przełożyć na jutro albo pojutrze. W zależności kiedy ci będzie pasowało.
-A czemu aż tak bardzo ci zależy na naszym spotkaniu?
-Niespodzianka.
Nic więcej nie udało mi się od niego wycisnąć. Nie chciał pisnąć ani słówkiem o co chodzi. Po kilku próbach poddałam się. Całe szczęście po chwili musieliśmy wracać do roboty przez co za bardzo nie rozmyślałam nad tym.

***

-Jestem padnięta -powiedziałam gdy przeszłam przez próg drzwi.
Po 8 godzinach ciągłej harówki na planie człowiek tylko marzy o kąpieli i łóżku.
-Też się cieszę, że cię widzę skarbie -pocałował mnie w usta -Aż tak ciężko dzisiaj było?
-Ciężko to mało powiedziane.
-Oj biedulko moja. Może masaż ci pomoże?
-A byłbyś tak dobry i mi go zrobił?
-Jasne. Tylko musisz się rozebrać. Cała
-Wiedziałam, że coś się za tym kryje.
Uśmiechnął się.
-Chyba też mam prawo czerpać z tego przyjemność. A podczas masażu jak będę zerkał na twój seksowny tyłeczek to na pewno od razu się uszczęśliwię i z resztą nie tylko ja -poruszał brwiami
-Zboczeniec. -zaśmiałam się.
Po kolacji i szybkiej kąpieli zrobiłam to co Bruno chciał, a on w zamian za to zrobił mi najlepszy masaż pod słońcem. Mogłabym tak leżeć całymi godzinami i być poddawana tym przyjemnym torturom, bo jak wiadomo na całym ciele mam łaskotki i co jakiś czas Bruno trafiał na mój czuły punkt na plecach więc zaczęłam się wiercić i śmiać, ale później gdy wykrył te miejsca starał się ich unikać chyba że chciał mnie celowo połaskotać to wtedy mnie atakował. Ugh, nie znoszę tego.
Chwilę po masażu Bruno położył się obok mnie na łóżko i grzecznie usnęliśmy. 

poniedziałek, 17 sierpnia 2015

#79

SAM

Radości nie było końca. Jeszcze tego samego dnia poszliśmy świętować zaręczyny do jednej z najlepszych restauracji. Zamówiliśmy najdroższe dania i wspólnie się delektowaliśmy. Bruno okazał się być wspaniałym przyjacielem i wyręczył Kamerona przy płaceniu rachunku. Jak to można było przewidzieć cała nasza czwórka przeholowała z alkoholem. Pijani zamówiliśmy taksówkę, która najpierw odwiozła nasze gołąbeczki pod dom, a następnie podrzuciła nas do naszej willi. Ledwo co weszliśmy do domu. Niezdarnie ściągnęliśmy buty i ciuchy z siebie. Czy sex po pijaku jest lepszy? Nie wiem, ale na pewno jest bardziej dziki. Jeszcze tylu pozycji podczas naszego związku nie przetestowaliśmy ile w ciągu tejże nocy.

***

-Good morning sweetie.  
Bruno pocałował mnie w obojczyk, szyję, policzek i na końcu w usta.
-Jak się spało?
-Spało? -spytałam -Wczoraj nie dałeś mi usnąć.
Uśmiechnął się.
-Ale to ty błagałaś o więcej.
-Bo byłeś niesamowity skarbie. 
Położył rękę na moim wciąż gołym brzuchu i przeniósł ją na jedną z piersi po czym delikatnie zaczął ją pieścić.
-W takim razie może powtórzymy to teraz?
-Mhm... 
Nasze usta połączyły się w delikatny pocałunek. Po chwili Bruno zmienił pozycję i znajdował się nade mną. Co chwilę zmieniał miejsca w których rozdawał swoje soczyste buziaki. W pewnym momencie ktoś postanowił nam przerwać i zadzwonić na mój telefon.
-Halo? -mruknęłam.
-Sam do jasnej cholery gdzie ty się podziewasz? Czekamy na ciebie już 30 minut. Za 15 minut widzę cię w studio. -powiedziała Cameron.
-Jejku, przepraszam. Zaspałam. Już lecę.
Rozłączyłam się i rzuciłam telefon na łóżko. 
-Nic nie mów tylko się ubieraj. Musisz mnie zawieść na plan.
Zarzuciłam na siebie jakieś spodenki i bluzkę na krótki rękaw. Ubrałam buty, wzięłam torebkę i szybciej niż by się tego ktokolwiek spodziewał siedziałam w aucie. Bruno wyszedł z domu minutę po mnie i ruszyliśmy w drogę.
-Trzeba ci kupić auto. -stwierdził
Nic nie odpowiedziałam. To prawda. Potrzebuję auta, lecz chyba nie jestem na nie gotowa. Co prawda prawo jazdy mam już od kilku lat, ale jakoś nie widzę siebie jako kierowce na tych ruchliwych drogach.
Dotarliśmy na plan i tak jak się spodziewałam oberwało mi się za spóźnienie na samym wejściu, ale udało mi się udobruchać Cameron.
Ćwiczyliśmy i powtarzaliśmy w kółko to samo przez jakieś 3 godziny, później mieliśmy krótką przerwę na obiad, po czym nastąpiły 4 godziny kolejnych ćwiczeń.
Nie chcę nikogo oszukiwać i Cameron też nie chciała dlatego wygłosiła 10 minutowa mowę o tym, że wypadliśmy dzisiaj strasznie cienko i że musimy się wziąć do roboty na co ja przytaknęłam, choć wiedziałam, że to ja dzisiaj byłam najgorsza.
-Odwieźć cię do domu? -usłyszałam za sobą
-Nie dziękuję. Przejdę się.
-W taką ulewę? -spytał zdziwiony Ryan.
-Bruno po mnie przyjedzie.
-Jak sobie chcesz. -uśmiechnął się i odszedł.
Próbowałam się do dzwonić do Bruna ze trzy razy i za każdym razem nie odbierał. W końcu zrezygnowana podeszłam do Ryana.
-Twoja propozycja nadal aktualna?
-Jak najbardziej. -spojrzał na mnie i posłał mi jeden ze swoich piękniejszych uśmiechów- Poczekaj tylko wezmę kurtkę.
Wsiedliśmy do auta i powiedziawszy Ryanowi gdzie ma się udać odpalił silnik i ruszył w danym kierunku.
-Tylko jutro się nie spóźnij -powiedział gdy już miałam zamiar wyjść z auta.
-Postaram się -dałam mu buziaka w policzek i wyszłam.

BRUNO

Po tym jak odwiozłem Sam wróciłem do domu i położyłem się do łóżka. Poczułem na sobie tak straszne zmęczenie, że jedyne o czym w tamtej chwili myślałem to sen. Oczywiście usnąłem, ale na ile? dwadzieścia minut? godzinę? dwie godziny? Nie mam pojęcia, lecz wiem, że ta drzemka nic mi nie dała, a zwłaszcza po tym jak zostałem z niej obudzony. Nie obudziłem się sam z siebie. Obudziły mnie moje stuknięte siostry krzycząc prosto do ucha "Surprise!". Nie mam pojęcia jak się dostały do domu zwłaszcza, że wszystkie drzwi były zamknięte a kluczy nie posiadały. Wolałem jednak w to nie wnikać, bo czułem, że jak się dowiem to się ostro wkurzę. Gdy mój umysł zaczął funkcjonować normalnie i zaczął nabierać podejrzliwości co do ich wizyty spytałem się po co tak właściwie one tu przyjechały.
-Jak to po co? -zaczęła Presley- Jutro wychodzi do sklepów twoja płyta. Czas to uczcić.
-Wiedziałyśmy, że jutro jest impreza, ale chciałyśmy zrobić rodzinne świętowanie. -powiedziała Tiara
-No właśnie. I zaraz do nas dojdzie tata z Ericem. Poszli kupić coś do jedzenia i picia. -dorzuciła Tahiti.
-Bo widać, że u ciebie nie ma zbyt wiele dobrego. -rzuciła Jamie z kuchni.
-Jesteście stuknięte
-Oj braciszku jeszcze nam podziękujesz, że urządziliśmy ci taką fajną imprezkę. -odpowiedziała Tiara
W tym momencie drzwi się otworzyły i ujrzeliśmy w nich resztę naszej rodzinnej bandy.
-Czemu mama nie przyjechała?
-Dobrze wiesz, że nie lubi podróżować samolotem, ale kazała ci przekazać najszczersze gratulacje i wycałować cię. -powiedziała Jamie po czym wszystkie siostry się na mnie rzuciły i zaczęły całować.
-Wystarczy już!
Siostry powróciły na swoje poprzednie miejsca.
-Czyli przylecieliście z Hawaii specjalnie dla mnie?
-Gdzieżby tam znowu synu. -zaczął tata- Przyjechaliśmy pozwiedzać LA, a do ciebie po drodze wstąpiliśmy.
Siostry zaśmiały się.
Presley podała każdemu lampkę, a Eric ponalewał do nich szampana.
-Za 'Unorthodox Jukebox'!
Na te słowa wszyscy wlali trunek do ust.
Od tamtej chwili zaczęła się imprezka. Puściliśmy mój drugi album, który robił nam za tło do rozmów. Na stoliku w salonie przy którym wszyscy siedzieliśmy, znajdowało się mnóstwo alkoholu. Co chwilę nasze usta zalewała nowa fala ciepła i smaku gorzkiego alkoholu. Nie szczędziliśmy sobie trunku. W końcu jest okazja do świętowania. UNORTHODOX JUKEBOX!
Po chwili do domu wróciła Sam. Była w szoku gdy zobaczyła całą moją rodzinę i porozwalane po całym pokoju butelki.
-Hej -powiedziała niepewnie.
-Witaj siostrzyczko! -krzyknęła Tiara
-Co tu się dzieje?
-Jak to co? -spytała Tahiti- Właśnie tu odbywa się najlepsza impreza roku!
Pijana Jamie podeszła do Sam i ją przytuliła
-Rozluźnij się. Jesteś taka jakaś spięta. Może zrobić ci masaż?
-Nie, dziękuję.
-Kochanie jutro do sklepów wychodzi mój drugi album!
-No to gratuluję, ale czy musicie aż tyle pić? Nawet pan panie Hernandez?
-Przecież nie wypiłem dużo. Może ze dwie ewentualnie trzy...
-Oj no nie bądź taka wściekła. Baw się razem z nami. -powiedziała Tiara
-Wybaczcie mi, ale nie mam ochoty.
Powiedziawszy to ruszyła w stronę schodów i po kilku sekundach zniknęła mi z pola widzenia.
-Dziwie się, że jeszcze z nią jesteś. -powiedziała Presley
-Czemu?
-Bo to nie jest kobieta dla ciebie.
-Nie jest?
-Spójrz. Ona nawet bawić się nie potrafi. Trzyma cię pod kloszem.
-Nie prawda.
-W takim razie powiedz mi kiedy ostatni raz byłeś na jakiejś imprezie.
-Hm... no...
-Więc widzisz
-Ale to nie przez nią tylko przez pracę. I z resztą to raczej nie twoja sprawa.
-Jesteś moim bratem, to jest moja sprawa.
-Wiesz co nie mam ochoty z tobą dłużej o tym rozmawiać. Idę do Sam.
-Jeszcze nie skończyliśmy i radzę byśmy po powrocie porozmawiali, bo mam ci coś ważnego do powiedzenia.
Zostawiłem swoich towarzyszy na chwilę samych na dole i ruszyłem na górę. Poszedłem do naszej ulubionej sypialni, bo jak się spodziewałem była tam Sam.
-Coś cię ugryzło?
Obróciła się w moją stronę i podeszła do mnie.
-Ty jesteś kompletnie pijany. Lepiej usiądź.
-Co się stało?
-Jestem na ciebie wkurzona, chociaż wkurzona to za mało powiedziane. -spojrzała na mnie- Dobrze wiesz, że nie mam samochodu, a dzisiaj padało tak, że nie mogłam wrócić pieszo do domu. Dzwoniłam. Nie odbierałeś. I teraz już widzę dlaczego. Byłeś zajęty 'świętowaniem'!
-Przepraszam. Nie wiedziałem, że mnie potrzebujesz.
-Dlatego odbiera się telefon!
-Nie wiem gdzie jest. -złapałem ją za biodra i posadziłem na swoich kolanach- Przepraszam. -pocałowałem ją w szyję.
-Następnym razem po prostu pomyśl. -powiedziała już nieco łagodniej
-Obiecuję.
Zeszła z moich kolan i zaczęła czegoś szukać w szafie.
-Zejdziesz do nas?
-Tak. Tylko wezmę prysznic.
Poszła do łazienki, a ja udałem się na dół. Impreza trwała w najlepsze i nikt nie miał zamiaru kończyć świętowania.
-No braciszku mamy do pogadania. -powiedziała Pres
-Nie mam ochoty.
-Uwierz mi, że masz.
-Więc mów
-Amy wraca do domu. Przyjeżdża na Hawaje!
Impreza trwała w najlepsze. Goście rozmawiali i bawili się. Po jakimś czasie dołączyła do nas Sam, która także świetnie się bawiła. Ja natomiast przez cały ten czas siedziałem pogrążony w myślach. Nie spodziewałem się, że taka chwila nastąpi w moim życiu. Kiedyś tak bardzo czekałem na to by Amy wróciła, teraz pragnę tego tak samo mocno jak wcześniej, ale wiem, że od tej pory wszystko się zmieni. Już nic nie będzie takie same.

####

Witam was po długiej przerwie.
Jak mijają wam wakacje?
Wypoczęliście chociaż trochę?
Pochwalcie się co robiliście przez te półtora miesiąca.

Ostatnio zauważyłam, że przegapiłam coś bardzo ważnego, a mianowicie tego, że już rok jestem z wami i piszę to opowiadanie. Co prawda rocznica była w czerwcu, ale dobrze, że w ogóle sobie skojarzyłam. Jejku, jak ten czas szybko leci. Nie spodziewałam się, że tak długo będę prowadziła tego bloga i że na dodatek mam zamiar pisać kolejne opowiadanie.
Dziękuje wam za wszystko.
Za to, że jesteście.
Za to, że czytacie moje wypociny.
Za to, że komentujecie.
Za 7 tys. wyświetleń.
Za prawie 80 odcinków.
Za wspólny rok.
Jesteście naprawdę fantastyczni.
Love ya 
<3 :*

sobota, 11 lipca 2015

#77

SAM

Miało być lepiej i tak też się stało. Wizja wspólnego mieszkania choć odrobinę mnie przerażała jednak się sprawdziła. Pogłębiło się nasze uczucie. Już nie mogę wyobrazić sobie żeby z rana wstać i nie zobaczyć Bruna twarzy przy mojej. Co prawda mieszkamy razem zaledwie miesiąc, ale już się do siebie strasznie przywiązaliśmy. 
W ciągu tego miesiąca wszyscy z zespołu przeprowadzili się do LA. Lara także zmieniła miejsce zamieszkania. Wraz z Kameronem zakupili sobie niewielki domek kilka przecznic od naszego. Niestety Lara ucierpiała na tej przeprowadzce najbardziej, ponieważ musiała zrezygnować z pracy. Co prawda nie przyznaje się głośno, że to było dla niej trudne, ale ja jestem jej przyjaciółką i doskonale zdaje sobie z tego sprawę. Być fotografem w jednym z najlepszym magazynów w USA to naprawdę spore wyróżnienie z którego musiała zrezygnować. Mam nadzieję, że znajdzie pracę w innym magazynie, który z pewnością przyjmie ją z otwartymi rękoma biorąc pod uwagę jej doświadczenie.
Przede mną właśnie otworzyły się drzwi, które zaprowadzą mnie na sam szczyt. Zaczynam pracę nad filmem w którym reżyserem jest Cameron Diaz. Dzisiaj jest mój pierwszy dzień więc zapewne dostanę scenariusz i omówimy kwestie wyglądu itd. Poznam także ekipę z którą będę miała przyjemność współpracować.
Przybyłam na miejsce na dziesięć minut przed omówionym czasem. W środku czekała już Cameron z ekipą przygotowawczą. Przedstawiłam się każdemu po kolei i przeszliśmy do rzeczy. Cameron nie czekała na innych aktorów z przedstawieniem mi wizji głównej bohaterki. Miała być skromną, młodą, piękną dziewczyną, która nie oczekuje wiele od życia. Nie liczy się dla niej pieniądze czy sława tylko to żeby przeżyć do kolejnego dnia. Bohaterka w którą się wcielę jest chora na jakąś chorobę której nazwy nawet nie potrafię powtórzyć. Wiem tylko tyle, że jeżeli zapomni w ciągu dnia wziąć choćby jednej tabletki może umrzeć.
Niespodziewanie na salę weszła reszta ekipy filmowej. Cameron przedstawiła mnie wszystkim i gdy doszła do ostatniej osoby i powiedziała, że to właśnie ten mężczyzna zagra głównego bohatera płci męskiej, czyli chłopaka mojej bohaterki byłam lekko zszokowana.
-My się znamy -zapewnił ją Ryan
Cameron spojrzała na nas i lekko się uśmiechnęła po czym odeszła od nas zostawiając nas zupełnie samych.
-Cieszysz się na naszą wspólną przygodę?
-I to nawet nie wiesz jak bardzo -rzuciłam z sarkazmem
Wiem, że nic mi nie zrobił i moja odpowiedź była zbyt ostra, ale nie powiem nie spodziewałam się tego.
-Dobra kochani zbiórka! -krzyknęła Cameron -Proszę oto scenariusze. Zapoznajcie się z pierwszą i drugą sceną. Najlepiej żebyście już na jutro nauczyli się kwestii wtedy byśmy je przećwiczyli.
Następnie wytłumaczyła wszystkim jak mniej więcej mają wyglądać grane przez nich postacie. Pomimo tego, że ja o swojej wiedziałam już wszystko musiałam zostać do końca. Dowiedziałam się, że większość scen będzie grana w LA, ale jest też kilka do których będziemy musieli zmienić otoczenie.
-Gdzie się tak śpiesz? Może pójdziemy na kawę
-Wybacz Ryan, ale jestem zmęczona.
-Oj, proszę. Nie widzieliśmy się tyle czasu i chciałbym z tobą porozmawiać.
-No dobra, ale tylko na chwilę.
Poszliśmy do kawiarenki i zaczęliśmy rozmawiać. Powiem szczerze, że nabrałam chęci do grania z nim w filmie. Wiedziałam, że jest fajnym gościem, ale też wiedziałam, że jest strasznym podrywaczem, a takich osób nie lubię, jednak pomimo tej swojej wady naprawdę go polubiłam. Rozmawiało się z nim bardzo miło i widać było, że gadka nie jest wymuszona, a naprawdę interesuje go to o czym mówię. Nawet nie wiem kiedy zleciały te dwie godziny, ale po odebraniu dzwoniącego telefonu musiałam się już zbierać. Dałam buziaka w policzek Ryanowi i pojechałam do umówionego miejsca. Tam czekał już na mnie Kameron.

####

Hej :*
Co tam u was słychać?
Jak mijają wam wakacje?
Mi (jak już pewnie wiecie) pracowicie.
Jeszcze na dodatek przez te truskawki chyba uczulenia dostałam :(
Oj ciężkie jest to życie. 
Piszcie cokolwiek.
Po prostu pozostawcie po sobie ślad

czwartek, 4 czerwca 2015

#69

SAM

-Martini poproszę. -powiedziałam do barmana.
-A czemu tak urocza kobieta siedzi przy barze sama? -dosiadł się do mnie Ryan
-Ponieważ jej druga połówka wyjechała w trasę.
-Bruno Mars?
-Tak
-Ach... Całe szczęście my aktorzy nie mamy takich problemów
-Nie wiedziałam, że jesteś aktorem
-Jeszcze wiele rzeczy o mnie nie wiesz
Skosztowałam zamówionego drinka, którego dosłownie przed kilkoma sekundami położył przede mną barman.
-W takim razie opowiedz mi coś o sobie.
Uśmiechnął się do mnie tym uśmiechem, którym nie jedną zwaliłby z nóg. Gdyby nie Bruno zapewne bym mu uległa, ale nic nie równa się z uśmiechem mojego skarba. 
-Jestem najlepszym tancerzem z jakim kiedykolwiek będzie ci dane tańczyć.
-Skąd wiesz, że zechcę z tobą zatańczyć?
-Uwierz mi maleńka, zechcesz. Nie oprzesz się mojemu urokowi osobistemu i tym mięśniom -mówiąc to napiął swoje mięśnie.
Zaśmiałam się.
-A więc tak w dzisiejszych czasach podrywa się kobiety?
-Po części. Gdybym chciał cię poderwać już dawno by nas tu nie było, ale ja chcę tylko z tobą zatańczyć, wiec... Zatańczysz ze mną Sam?
-Ależ oczywiście. Pokaż na co cię stać.
Nie okłamał mnie. Tańczył lepiej niż nie jeden facet z którym kiedykolwiek tańczyłam. 
-Zdradź mi swój sekret. Gdzie się tego nauczyłeś? -i znowu ten uśmiech
-Na planie "Step Up 4 Revolution". Musisz to obejrzeć
-Nie omieszkam
Tańczyliśmy jeszcze kilka kawałków, lecz po chwili porwał mnie jakiś inny facet, a potem kolejny i w kółko zmieniałam partnerów aż poczułam, że mi nogi odpadają i wróciłam z powrotem do baru. Tam już na mnie czekał.
-To znowu ty -powiedziałam gdy usiadłam na krześle koło Ryana
Wolałabym żeby zamiast niego był tu Bruno, no ale niestety zaraz po rozdaniu nagród musiał wyjechać, a ja po prostu nie mogłam sobie odmówić takiej imprezy. Miałam możliwość poznania wielu ciekawych osób z branży muzycznej, ale i aktorskiej, więc ją wykorzystałam.
-Odszedłem na dosłownie sekundę, a ty już z innym w obrotach. Ranisz! -dotknął dłonią swojej piersi udając, że naprawdę go zraniłam.
-Wybacz, ale nie wiedziałam, że mi nie wolno.
-To teraz już wiesz, maleńka. Trzymaj się mnie a zobaczysz, że...
-...ta impreza będzie najlepsza na jakiej kiedykolwiek będzie dane ci być? -spytałam
-Skąd wiedziałaś, że zamierzałem to powiedzieć.
-Bardzo łatwo jest cię rozszyfrować, Ryan.
Uśmiechnął się.
-To co idziemy tańczyć czy wolisz spić się i zobaczyć co potem z tego wyjdzie?
Walnęłam go lekko w ramię.
-Mam chłopaka
-A ja dziewczynę -zaczął się śmiać- To tylko żart. Wyluzuj się.
Ma rację. Jesteś strasznie spięta Sam. Rozluźnij się. To zwykła impreza, zwykłe żarty... Po prostu baw się dobrze.
-W takim razie poproszę jeszcze jednego drinka.
Roześmiał się.
Absolutnie zapomniałam co oznacza słowo "stop". Taniec po tańcu, drinku po drinku... Nawet nie wiem kiedy i jak zakończyła się ta impreza. Pamiętam tylko, że siedziałam w taksówce koło Ryana, jego uśmiech, woń alkoholu, zmartwione twarze moich rodziców, coś zimnego na mojej twarzy, niesamowity smród, łóżko, a potem już chyba usnęłam.

***

-O mamusiu kochana! -usłyszałam kobiecy głos -Sam obudź się!
Machnęłam ręką w stronę dochodzącego głosu.
-Jeszcze 5 minut
-Dziecko kochane -drugi głos -Coś ty narobiła?
Czy oni nie rozumieją co znaczy pięć minut!?
Głowa mnie cholernie boli, czuje się źle i na dodatek śmierdzę, ale zaraz chwileczkę. Nie śmierdzę takim typowym smrodem dla ludzi, którzy poprzedniego dnia się nie umyli, śmierdzę wymiocinami.
-Jasna cholera.
Zerwałam się z łóżka.
Byłam cała w wymiocinach. Z resztą łóżko też nie było gorsze.
Ohyda.
W łazience zdjęłam z siebie te okropne ciuchy i wzięłam zimny prysznic.
Błagam cię, zmyj się smrodzie.
Nigdy wcześniej tak bardzo nie cieszyłam się na widok mydła.
Osuszona i w miarę ogarnięta poszłam do pokoju z zamiarem posprzątania tego okropieństwa. O dziwo tego już tam nie było.
-Zaraz wrzucę to do pralki i problem z głowy -przeszła obok mnie mama i się uśmiechnęła
-Nie powinnaś... To znaczy to obrzydliwe. Nie musiałaś tego robić. Sama bym to zrobiła.
-Wiem to kochanie -pocałowała mnie w czoło
Zaczęłam szukać po całym mieszkaniu mojej torebki w której znajdował się niezbędny dla mnie przedmiot do dalszego funkcjonowania w dniu dzisiejszym - tabletki przeciwbólowe. Znalazłam je i popiłam zimną wodą. Co za ulga.
-Jesteś gotowa córuś?
-Gotowa na co?
-Na zabranie rzeczy z naszego domu
-To już dzisiaj?
-Tak
O kurczę. Myślałam, że to jutro. Gdybym o tym wiedziała to bym się poprzedniego dnia tak nie schlała.
-Um. No to ja wezmę tylko parę rzeczy i możemy jechać.


***

Wdech, wydech, wdech, wydech. 
To tylko twój stary dom.
To, że się z nim rozstajesz wcale nie oznacza, że jeszcze tu nie wrócisz
Nie oszukujmy się. To właśnie to oznacza.
Te myśli wcale nie pomagały mi zabrać najpotrzebniejszych rzeczy z mojego starego pokoju.
Stoję w drzwiach pokoju i nie jestem gotowa zrobić kolejnego kroku. Z tym pokojem wiążę się tyle historii. Nie jestem gotowa go tak po prostu porzucić. 
Może wydawać się to dziwne, ale dla mnie naprawdę ciężko jest rozstać z tym domem. Co innego jest kiedy się z niego wyprowadzasz i wiesz, że zawsze możesz wrócić, bo będzie na ciebie czekała rodzina, a co innego jest się z nim rozstawać z myślą, że to ostatni raz kiedy tu jesteś, bo już nie będzie okazji tu wrócić. Bo ten dom w którym mieszkałeś przez większość swojego życia nagle przestaje być twój.
To jest strasznie smutne.
-Gotowa? -pyta tata
-Nigdy nie będę na to gotowa
Spojrzałam na niego smutną miną
-Czuję się temu winny
-Co? Nie. To nie twoja wina
-Ale gdyby nie ja... gdyby nie moja choroba nie musielibyśmy tego robić
-Tato nawet nie wolno ci tak myśleć. Nie miałeś na to wpływu. 
-Ale zobacz. Czy nie było by wam łatwiej gdyby...-przerwałam mu
-Nie. Nie byłoby! Byłoby nam 100 razy ciężej. -łza spłynęłam mi po policzku
-Przepraszam.
Przytulił mnie i pocałował w czoło.
-A co to za czułości bez matki? 
Po chwili poczułam, że jeszcze jedno ramie otacza moje ciało.
-Kocham was -powiedziałam i się od nich odsunęłam -Dajcie mi jeszcze 5 minut. 
-Dobrze skarbie
W zasadzie mogłabym pojechać już teraz do mojego mieszkania, ale chciałam pobyć w tym pomieszczeniu jeszcze przez chwilę skoro ma być to mój ostatni raz. Położyłam się na łóżku i zamknęłam oczy. Do mojej głowy zaczęły napływać miliony wspomnień z którym wiązałam to miejsce.
Po moim policzku poleciała łza.
Ostatnia łza w tym domu.
-A więc żegnaj
Zamknęłam drzwi wyjściowe i skierowałam się do auta. Wsiadłam do niego i po raz ostatni obejrzałam się w stronę domu.
Żegnaj.

####

Hejoo
Cóż zauważyłam, że cokolwiek obiecam to się nie spełnia także od dziś nic wam nie obiecuje. Miały być częściej odcinki a zamiast tego są rzadziej :( 
Przepraszam, ale kończę gimnazjum i mam nieco więcej obowiązków, czyli mniej czasu na pisanie :(

Pytania:
Znacie jakąś Hoolie? 
Wasi znajomi lubią Brunka?

czwartek, 28 maja 2015

#68


SAM

Od rana nie mogłam się skoncentrować. Byłam zdenerwowana tym dzisiejszym show, że zapomniałam o najważniejszych czynnościach, choćby o tym, że muszę zjeść śniadanie. Zdałam sobie sprawę z tego dopiero wtedy gdy zakręciło mi się w głowie. 
Musiałam powiedzieć tacie jaką decyzję wczoraj podjęłam. Początkowo się sprzeciwiał, ale po długich namowach uległ.
-Ale to córuś nie działa! -krzyknęła mama
-Działa tylko, że jeszcze nie nadają na tej stacji. Czerwony dywan zacznie się za 30 minut, a sama gala za jakieś 1,5 h.
-I będę cię widzieć? -spytał tata
-Tak.
-Ale jesteś pewna?
-Tak mamo. Wszystko jest ustawione. Musicie tylko chwilę poczekać.
-No dobrze. W takim razie możesz już jechać.
-Okej. Papa
Wyjechałam wcześniej, ponieważ nie byłam gotowa i musiałam się udać do mojej wizażystki. Ona miała już wszystko przygotowane do zrobienia mi makijażu i fryzury. Jedyne co zrobiłam w domu to ubrałam sukienkę, którą razem z Kellanem wybrałam. Jane (tak nazywa się moja wizażystka) zrobiła mi bardzo delikatny makijaż i postanowiła nic nie robić z fryzurą, bo moje długie blond włosy idealnie pasowały do tej sukni.
Zwarta i gotowa ruszyłam w drogę.
Na czerwonym dywanie minęłam się z wieloma gwiazdami. Aż mnie to trochę zdziwiło. Niby to jest mała gala, więc spodziewałam się, że nie będzie aż tyle sław, ale widocznie postanowili rozsławić tą imprezę.
Siedziałam za kulisami i strasznie się denerwowałam, bo nie wiedziała do końca kiedy mam wyjść na scenę i nie wiedziałam co powiedzieć, ale całe szczęście stres mi szybko przeszedł kiedy koło mnie pojawił się Ryan Guzman. 

BRUNO

Dziwne... Sam od dwóch dni nie odbiera moich telefonów. Jest kilka powodów przez które mogłaby tego nie robić, ale nie chcę się nad tym rozwodzić. Wolę przyjąć do wiadomości wersję, że jest zapracowana. 
-Dzisiaj wasz wielki dzień. Gwarantuje wam, że wyjdziecie zwycięsko z tej gali. Do boju! -krzyknął rozentuzjazmowany Brandon.
-Yeah! 
Nie mam bladego pojęcia jak będzie wyglądać cała ta impreza, ale wiem, że jestem nominowany w kategoriach "Song Of The Year", "Record Of The Year" i "Best Music Video" oraz jakoś pod koniec imprezy po rozdaniu nagrody w kategorii "Best Country Album" mam zaśpiewać piosenkę. To będzie ciekawe.
Udałem się z całą moją ekipą do stolika który nam przydzielono. Był on w drugim rzędzie. Zasiedliśmy i przez około 30 minut nie działo się nic póki na scenę nie wyszła para prezenterów, którzy zapowiedzieli, że wygrałem statuetkę w kategorii "Record Of The Year".

SAM

Mężczyzna stojący obok mnie był mniej więcej w moim wieku. Miał ciemne włosy i lekki zarost. Był ode mnie wyższy o jakieś pół głowy. Jego elegancka koszula idealnie opinała się na jego wysportowanym torsie, a klika niesfornych włosów zsuwało mu się na oczy. Drażniło go to.
-Hej. Jestem Ryan -zagadnął
-Sam. -pocałował mnie w rękę
-Nowa?
-To znaczy?
-Pierwszy raz na takich imprezach?
-Tak.
-Widać. Strasznie się stresujesz, ale spokojnie. Zaraz wyjdziemy na scenę i wszystko minie.
-O-okej.
Złapał mnie za rękę.
-No stres
-Co mam powiedzieć?
Uśmiechnął się.
-Spontan.
-Spontan?
-Ach... Nie mamy ustalone z góry jak to ma wyglądać. To ty musisz sama coś wymyślić.
-Świetnie. -burknęłam bardziej do siebie
-Jeśli chcesz zajmę się tym
-Myślę, że dam radę.
-Wierzę w ciebie.
-No dalej teraz wasza kolej! -krzyknął ktoś z personelu.
W ostatniej chwili wyrwałam rękę Ryanowi. Tak się zamyśliłam, że niemal potknęłam się o stopień. Odwrócił się i spojrzał z pytaniem w oczach. Uśmiechnęłam się na znak, że nic mi nie jest. Weszliśmy na scenę i wszyscy zaczęli nam bić brawo.
-Hello everyone! -krzyknął Ryan -Jak się bawicie? -kolejna fala pisków i krzyków -Rozumiem, że dobrze. W takim razie przedstawiamy wam nominowanych w kategorii "Best Music Video".
W tle został puszczony filmik. Nominowani zostali: Rihanna, Ed Sheeran, Katy Perry, Jason Derulo i Bruno.
Bruno!?
Czemu nie powiedział mi, że jest nominowany i że będzie na gali? Chociaż w sumie nie wiem czy on jest. Jeszcze go nie widziałam. Co prawda od początku miałam wrażenie, że ktoś świdruje mnie wzrokiem, ale nie spodziewałam się, że to on. W końcu nasze oczy się spotkały. Był tak samo zaskoczony moją obecnością jak ja jego.
-Skoro znamy już nominowanych czas najwyższy poznać zwycięzce! -powiedział Ryan
-Yeah! -krzyknęłam i otworzyłam kopertę -A zwycięzcą zostaje niezwykle utalentowany i jakże niesamowicie przystojny Bruno Mars!
Bruno wstał z krzesła i widać było, że ta wygrana go zaskoczyła. Szedł powoli w naszą stronę lustrując mnie wzrokiem. Czułam się dość dziwnie, bo nie wiedziałam co za chwilę nastąpi. Nie wiedziałam jak Bruno się ze mną przywita i czy w ogóle to zrobi.
Na samym początku podszedł do Ryna któremu podał dłoń i odebrał od niego statuetkę. Następnie podszedł do mnie i się przytulił.
-You look like a sex bomb. -wyszeptał.
Uśmiechnęłam się szeroko i poczułam jak się rumienie.
-Dziękuje! Nie spodziewałem się, że zgarnę dzisiaj dwie statuetki. Jeszcze raz dziękuje wszystkim z zespołu za pomoc w stworzeniu "The lazy song". Dziękuje także mojemu menadżerowi oraz wszystkim którzy przyczynili się do tego by ta piosenka ujrzała światło dzienne, ale najbardziej dziękuje mojej wspaniałej dziewczynie, która wspierała mnie od początku i wierzyła we mnie. Kocham Cię Sam.
Ten wariat naprawdę to powiedział przed kamerami. I jakby tego było mało podszedł do mnie i mnie pocałował.
Wszyscy zaczęli bić brawo.
Bruno wziął mnie za rękę, więc zamiast zejść z Ryanem ze sceny, poszłam za Brunem. Dosiadłam się do ich stolika i wszyscy zaczęli coś mruczeć i się uśmiechać w naszą stronę.
-Nie wierzę, że to zrobiłeś -szepnęłam mu do ucha.
-To uwierz. -powiedział i się uśmiechnął.
Jego ręka powędrowała na moje kolano. Szukał rozcięcia w mojej sukni i gdy je znalazł jego palce powędrowały wyżej. Zatrzymałam je zanim dotarły do mojego czułego miejsca. Spojrzał na mnie. Dałam mu znać ruchem głowy, że stad wychodzę.
-Za 5 minut w twojej garderobie. -szepnęłam.
Nie miałam pojęcia gdzie znajduje się jego garderoba. Szukałam przez chwilę, aż w końcu spytałam kogoś z obsługi. Wskazali mi trzecie drzwi na lewo. Gdy tam weszłam on już na mnie czekał.
-Pierwszy.
Siedział na sofie. Podeszłam do niego i usiadłam na niego okrakiem. Było to dość trudne do wykonania z taką sukienką, ale dałam radę.
-Co ty tu w ogóle robisz? -spytał
Jeśli on naprawdę chciał teraz ze mną rozmawiać o czymkolwiek to miał pecha, ponieważ nie po to zaciągnęłam go do garderoby. Z resztą wydawało mi się, że on też pragnął czegoś więcej niż pogaduszek.
-Nie -mówiłam między pocałunkami -Nie teraz.
Brakowało mi tego.
Brakowało mi go.
Co z tego, że minęły zaledwie 3 dni.
Cholernie brakowało mi jego bliskości.
Bruno przestał całować mnie w usta i zaczął zostawiać pocałunki na mojej szyi i ramionach. Zsunął jedno, a kilka sekund później drugie ramiączko.
-Chodźcie do tatusia. -powiedział
Zaśmiałam się.
Zaczął całować i pieścić moje piersi. Ja poddałam się rozkoszy. Wrócił ustami do moich ust i ponownie zaczął mnie całować.
-Bruno... O kurwa -usłyszeliśmy głos Erica. Cofnął się i przymknął drzwi. -Nie chcę wam przeszkadzać, ale za 5 minut występujemy.
Bruno spojrzał na mnie widocznie zażenowany i zirytowany tą sytuacją.
-Już idę -krzyknął.
Zeszłam z niego i założyłam ramiączka od sukienki.
-Przepraszam. -powiedział
-Nic się nie stało
-Ugh. Teraz nie da mi spokoju. Kuźwa, że też musiał to być on.
-Chwile cię podręczy i mu przejdzie.
-Wątpię.
Pocałowałam go.
-Idź i daj czadu!
-Dla ciebie wszystko
Wyszedł, a ja zostałam. Położyłam się na sofie i zarzuciłam nogi na oparcie.
Poczekam na niego. Przyjdzie i dokończymy to co zaczęliśmy.


####

Cześć i czołem!
Ten tydzień jest naprawdę ciężki dla mnie. Szkoła nie daje o sobie zapomnieć. No, ale cóż jestem w 3 gim, trzeba mieć jak najlepsze oceny na koniec gimnazjum. 
A co tam u was?
Dają wam w kość w szkole?

Ostatnio 'do życia' wróciło moje pierwsze ff o Brunie.
http://thesexybrunomars.blogspot.com/
Jeśli go jeszcze nie czytacie to polecam :D

Pytanie do was.
Wolicie Bruna w whomp czy w afro?