Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Liam. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Liam. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 1 września 2015

#90

SAM

Gdy dotarliśmy do domu Bruna jeszcze w nim nie było. Nie wiedziałam co powiedzieć jego bliskim gdy się mnie pytali gdzie zniknął. Zwykle wzruszałam ramionami i mówiłam im że sama go poszukuje. 
Stół był już przyszykowany. Mama i Pres się postarały. Na samym środku stał świeżo wyciągnięty pieczony indyk faszerowany w sosie żurawinowym, a w miseczkach obok były słodkie ziemniaczki. Z tego co się orientuję to później na stół miało trafić także ciasto z dyń. 
-Ciociu pobawisz się ze mną? -podszedł do mnie Liam
-Nie jestem twoją ciocią. Jestem Sam. -podałam małemu rączkę po czym ją uścisnął
-A ja jestem Liam -uśmiechnął się uroczo.
Złapał mnie za rączkę i zaprowadził do pokoju z porozwalanymi zabawkami.
-Wiesz jak się tym bawi? -pokazał na jeden z samochodów
-Nie mam pojęcia. Możesz mi pokazać?
-Jasne.
Mały wziął do ręki pilot i zaczął klikać na nim różne guziki. Samochód jeździł do przodu i do tylu co chwilę skręcał w różne strony, wydawał z siebie jakieś dziwne dzięki. Zupełnie jakby kierował normalnym autem.
-Kumasz?
-Nie za bardzo.
-No nic. W takim razie zbudujemy wieże.
Liam podał mi klocki i razem zbudowaliśmy naprawdę wysoką i piękną wieżę. Szkoda tylko, że po pięciu sekundach Liam ją rozwalił. Jednak liczy się to, że w ogóle coś zrobiliśmy.
-Zapraszam na obiad -powiedziała do nas pani Hernandez
-Babciu, a ja własnie zbudowałem wieżę. Szkoda, że nie przyszłaś wcześniej to bym ci pokazał. No i tak w ogóle to mi Sam w tym pomogła.
-Liam -powiedziała ostrzegawczym tonem mama
-Spokojnie. Kazałam mu tak do siebie mówić.
-No właśnie. I wiesz co babciu. Sam jest fajna. Buduje duże wieże...
Zniknęli za drzwiami, a ja zostałam tutaj by posprzątać w pokoju. Miał tutaj tyle porozwalanych zabawek, że nie dało się normalnie nogi postawić.
-Sam czekamy na ciebie! -krzyknęła Tiara
-Już idę -odparłam i ruszyłam w stronę wielkiego stołu.
Nawet nie zauważyłam kiedy Bruno wrócił. Stał po przeciwnej stronie stołu i patrzał się na mnie, a gdy przyłapałam go na tym to odwrócił wzrok. Nawet nie zajął mi koło siebie miejsca, a gdy Jamie to zauważyła chciała się przesiąść żebym mogła siedzieć koło Bruna, ale ją powstrzymałam. Spojrzała się na mnie pytająco a ja jedynie westchnęłam.
Usiadłam pomiędzy Tiarą, a Tahiti. Na przeciwko mnie siedział Eric, który patrzył na mnie z nieukrywanym smutkiem. Dwa krzesła dalej siedział Bruno, który już więcej tego wieczoru na mnie nie spojrzał.
-Czas na modlitwę. -powiedział tata
Wszyscy odmówiliśmy dziękczynną modlitwę, a później każdy z nas miał powiedzieć na głos za co szczególnie dziękuje w tym roku.
-Za wspaniałą rodzinę -zaczęła mama
-Za dobre wypieki mojej żony -powiedział pan Hernandez
-Za najważniejszych mężczyzn w moim życiu -powiedziała Cindia
-Za was wszystkich -powiedział Eric
Gdy przyszła kolej na Bruna spojrzałam się na niego i wyczekując, że powie iż dziękuje za nasz wspólny rok, bądź coś w tym stylu spochmurniałam gdy usłyszałam inne słowa z jego ust.
-Za 'Unorthodox Jukebox'
Reszta mówiła za co oni w szczególności dziękują, ale ja już ich nie słuchałam. Stałam jak wryta i sięgałam myślami jak najdalej tylko po to żeby się nie rozpłakać.
Gdy usłyszałam swoje imię bez zastanowienia odparłam
-Za rodziców i za Bruna
Wszyscy się na mnie spojrzeli i później na Bruna. Chyba dopiero zdali sobie sprawę, że Bruno nie jest wdzięczny Bogu za mnie. Chwilę ciszy przerwała Tiara mówiąc o tym za co ona dziękuje.
I tak minęła nasza kolacja. Przy wyczuwalnym napięciu i sztucznych gadkach.
Po kolacji cała rodzina wzięła się za sprzątanie, a następnie ruszyła w stronę swoich sypialni i poszli spać. Ja natomiast została w salonie i usnęłam na dość niewygodnej kanapie.

####
Hej :)
Pierwszy dzień szkoły za nami. Jak się z tym czujecie? Od dzisiaj znowu przyjdzie nam się męczyć 10 miesięcy :( Więc byle do wakacji :)

A co do odcinka to strasznie smutny, prawda?
Mi było strasznie przykro jak go pisałam :(

Pamiętajcie, że jeszcze dzisiaj pojawi się pierwszy odcinek na nowym blogu na który serdecznie zapraszam :)

środa, 10 września 2014

#10


-Hej Sam- chciał mnie przytulić, jednakże się odsunęłam 
-Hej. Mów co chcesz, bo nie mam zbytnio czasu.
-Bo widzisz. Bardzo Cię przepraszam za tamtą sytuację. Naprawdę nie chciałem Cię skrzywdzić. Uwierz mi. Nadal bardzo Cię kocham. Tamta dziewczyna to… po prostu się pomyliłem. Wiem, że trudno mi teraz w to uwierzyć a zwłaszcza, że odezwałem się dopiero po miesiącu, ale chciałem dać Ci czas. Jeszcze raz przepraszam. 
-Myślisz, że mi twoje przepraszam coś da?- Byłam na niego cholernie wściekła. – Nawet nie wiesz jak się wtedy poczułam. Płakałam przez ciebie dniami i nocami a kiedy się pozbierałam ty przychodzisz i sprawiasz, że wszystkie emocje powracają. Nie potrafię Ci tego wybaczyć. Za bardzo mnie zraniłeś!
- Wiem. Nie chciałem tego. To jakoś tak wyszło. Nic na to nie poradzę- jak usłyszałam te słowa jeszcze bardziej podniosło mi się ciśnienie. Dałam mu z liścia
- To jakoś tak wszyło. Nic na to nie poradzę- zaczęłam cytować jego słowa. Z moich oczu płynęły łzy– Wiesz co? Lepiej było jak się do mnie nie odzywałeś. Zapamiętaj to nie tamta dziewczyna to zniszczyła tylko ty!- Wyraźnie podkreśliłam ostatnie słowo. 
- Tak wiem. Przepraszam. Wybacz mi proszę. Gdybym mógł cofnąć czas nigdy by do tego nie doszło. Nie spotykałbym się z tą dziewczyną. Przepraszam. 
-Gówno mnie obchodzi co byś zrobił –wycedziłam to zdanie przez potok łez, które spływały po moich policzkach – To co się stało nigdy się nie odstanie. Jesteś totalnym debilem, kretynem, kłamcą… -przerwał mi
-Rozumiem. Czyli nie ma szans na zgodę?
-Będzie. Jeśli wyjedziesz stąd i już nigdy w życiu nie pokażesz mi się na oczy. Nie zbliżaj się już więcej do Nowego Jorku a zwłaszcza do mojego domu. Wyjedź do swojej zasranej paniusi w Londynie. Mogę się założyć, że właśnie na ciebie czeka. Pewnie za chwilę masz samolot by pojechać do niej i ją bzyknąć, więc lepiej już idź. Nie będę wam przeszkadzać 
-Przestań –krzyknął –Nie jadę do Londynu. Skończyłem z nią
-Wiesz jak bardzo mnie to obchodzi? –zadałam pytanie i nawet nie czekałam na odpowiedź –tak bardzo jak to co się stało z twoimi wczorajszymi skarpetkami, chociaż dobrze wiem, że zapewne masz je nadal na sobie. – podeszłam do niego bliżej i zaczęłam grozić mu palcem –ostrzegam cię, że jak cię jeszcze kiedyś zobaczę to nie ręczę za siebie –odeszłam od niego
Czuję, że dobrze postąpiłam. Jeszcze przed chwilą miałam wątpliwości co zrobić, bo czułam, że go kocham, lecz gdy go ujrzałam, zrozumiałam, że tak naprawdę, go nienawidzę. Jest najgorszym człowiekiem jakiego kiedykolwiek poznałam.

***

Już dzisiaj pierwsza próba do teledysku. Strasznie się stresuje. Ciekawe co będę musiała robić. Mam nadzieje, że chociaż w jednej scenie będę występowała obok Bruna. 

Idąc długim, ciemnym korytarzem dostrzegałam dużo pokoi. Na jednym z nich pisało „Bruno Mars”. Tak bardzo chciałam tam wejść, że nie mogłam się powstrzymać. Otworzyłam drzwi. Nikogo nie było w środku. Zobaczyłam te wszystkie kostiumy. Garnitur, koszula w kratę, jeansy… Aż by się chciało tu zostać na zawsze. Po prostu raj. Rozmarzyłam się troszkę o Brunie, gdy usłyszałam czyjś głos.

- Co pani tu robi? Nie widzi pani, że to moja garderoba? – Moja? Tylko jedna osoba mogła to powiedzieć. Obróciłam się. To był Bruno. – Proszę stąd wyjść bo wezwę ochronę.
- Już wychodzę. Przepraszam, że tu weszłam – Udałam się w stronę drzwi
- Czy my się znamy? – spytał Peter
- W zasadzie to tak. Nie wiem czy mnie pamiętasz, ale miesiąc temu po twoim ostatnim koncercie…
- A tak już wiem. Ty jesteś Sara. Jak miło, że przyszłaś 
-Nie jestem Sara tylko Sam – Poczułam się trochę zażenowana. Pomylił moje imię. 
- Wybacz. Mam tyle na głowie, że zapomniałem
-Nic się nie stało. To ja już pójdę. Do zobaczenia na próbie.

Gdy weszłam do odpowiedniej sali zaczęłam się zastanawiać czemu Bruno zaprosił mnie do współpracy nad jego teledyskiem. Stały tam 3 wysokie, szczupłe brunetki. A ja? Ja jestem dość niska. Mam 1,63 m wzrostu. Jeszcze na dodatek jestem blondynką o wielkich, brązowych oczach. Strasznie różniłam się od tych dziewczyn. W sumie to dobrze, bo nie byłam wyższa od Bruna i będę się bardziej rzucała w oczy w teledysku, a z drugiej strony to źle bo z tego co widziałam dziewczyny mnie nie polubiły. Jak przechodziłam obok to patrzyły się na mnie jak na jakiegoś wroga, gdy zaś się ich coś spytałam totalnie mnie olewały.

Nadszedł czas próby. Choreograf wyjaśnił nam co będziemy robić. Teraz tylko czas to wykonać. Kilka godzin ciężkiej harówki się do czegoś przydały. Wiem już co i jak. Jutro będą już oficjalne próby. A pojutrze nagrania. 

***


Kilka dni później

- No dobra opowiadaj jak było
- Ogólnie to dobrze. Mamy już nagrane wszystkie sceny. Teraz tylko czekamy na montaż. Bruno powiedział, że  jak wszystko będzie już gotowe to zaprosi wszystkich, którzy pracowali przy teledysku i obejrzymy go przedpremierowo.
- No to masz fajnie. A powiedz mi w ogóle co ty tam robiłaś?
- Ja byłam tam jedną z głównych twarzy. Wcieliłam się w przyjaciółkę Bruna. Były też trzy modelki, które wpędziły go w niezłe tarapaty, a ja mu pomogłam się od nich wyrwać.
- Czyżby „Count on me”?
- Skąd wiedziałaś?- Spytałam lekko zdziwiona. Lara nie jest jakąś mega fanką Bruna.
- A czytałam w gazecie- Nawet osoba, która jej nie zna nie uwierzyłaby w to.
- A tak na serio? Jestem twoją przyjaciółką. Uwierz mi znam Cię lepiej niż Ci się wydaje.
- No dobra. Powiem Ci. Bo ten no…
- No wyduś to z siebie kobieto
- Bo ten choreograf. No wiesz Paul. To mój chłopak. Powiedział mi co nieco nad czym pracujecie.
-Osz ty małpo. I mi nic nie powiedziałaś?
- Wybacz nie miałam kiedy. Spotykamy się dopiero od miesiąca i nie wiedziałam czy to coś poważnego. A wiesz ty wtedy jeszcze z Liam’em zerwałaś i nie chciałam Cię dołować. –spuściłam głowę- Co jest?
- Nie powiedziałam Ci, ale ostatnio się z nim spotkałam.
-Co!? –krzyknęła
-Spokojnie. Chciał żebym mu wybaczyła, ale ja nie zmiękłam. Jeszcze przed rozmową nie wiedziałam co zrobić. Wahałam się, lecz gdy zaczęłam z nim rozmawiać wiedziałam, że to nie ma sensu. Może i go kocham, ale to co zrobił na zawsze zostanie w mojej głowie. Nie zapomnę o tym
-Zuch dziewczyna. Ja bym mu chyba z liścia zdzieliła. I to oczywiście przy najłagodniejszym scenariuszu. Nie chciałabyś mnie widzieć kiedy to ja bym go wtedy zobaczyła w szpitalu. Koleś by wisiał powieszony na drzewie za własnego ptaszka. –uśmiechnęłam się
-Dobra. Wróćmy do tematu. A więc jak się poznaliście?
-Byłam w hipermarkecie na zakupach. Szłam przez alejkę z warzywami i wtedy Go ujrzałam. Wyglądał tak cudnie. Niby nic nie robił, bo tylko przeglądał papryki chcąc wybrać jak najświeższą, ale to spowodowało, że jeszcze bardziej wpadł mi w oko. Zajrzałam do jego koszyka. Były tam praktycznie same warzywa. Pomyślałam sobie, że dba o siebie. Pewnie gotuje sobie samotne, zdrowe obiadki. Zamarzyło mi się usiąść koło niego przy jednej z jego kolacji. – widziałam jak jej powieki się powoli zamykają. Chrząknęłam-  Wybacz, zamyśliłam się. Kontynuujmy. A więc, chcą nie chcą w mojej głowie ułożył się plan. Chciałam by mnie zauważył a najlepszym wtedy rozwiązaniem było dla mnie wpaść na niego. Więc udałam, że jestem zamyślona i „przez przypadek” weszłam w niego. Przeprosiłam i wtedy usłyszałam jego cudny głos. Powiedział, że to on przeprasza. Wiedziałam, że nasza rozmowa dobiega końca, więc podałam mu paprykę z mojego koszyka i powiedziałam, że ta będzie lepsza. I wtedy zaczęliśmy rozmowę o tym czy mi nie będzie potrzebna. Upierał się żebym to ja ją wzięła, ale odmówiłam. Powiedziałam, że jeśli tak bardzo chce żebym zjadła tą paprykę to niech coś ugotuje i mnie zaprosi. Wtedy powiedział, że nawet mnie nie zna, więc się mu przedstawiłam. Od tamtego czasu coraz częściej się spotykaliśmy. A co do tej kolacji to była pyszna.
- Osz ty przebiegła lisico.
-Tak, wiem. Zły plan, lecz ile dobrego przyniósł. Później oczywiście się mu przyznałam, że to uknułam, a on powiedział tylko, że jeśli ja bym nie zrobiła pierwszego kroku to on i tak by mnie zaczepił, bo wpadałam mu w oko.
-No to widzę, że tak czy siak byście się spotkali. Mówiłaś, że byłaś na kolacji z nim. Jak było u niego w domu?
-Wiesz co? Właśnie jedno mnie zaskoczyło, bo nie zaprosił mnie do siebie tylko zaproponował żeby zrobić to u mnie. W sumie to jeszcze ani razu u niego nie byłam. Pewnie się czegoś wstydzi.
-Może masz rację. A chociaż dobrze całuje?
-I to nawet nie wiesz jak. Jestem w siódmym niebie gdy nasze usta się stykają
-Jak ja ci zazdroszczę
-Spokojnie. Nie długo też sobie kogoś znajdziesz.

-Miejmy nadzieję

***

Witam wszystkich. Postaram się dodawać częściej odcinki jednakże nie będą one regularnie wstawiane. To wszystko zależy od wolnego czasu. Jestem teraz w 3 gimnazjum, więc mam dużo na głowie, ale nadal mam ochotę tworzyć tą historię. Brakuje mi tylko motywacji, ale mam nadzieję, że niedługo ją znajdę. Liczę na wsze komentarze. 

niedziela, 31 sierpnia 2014

#9

Ah yes
Well look here look here
Ah what do we have?

- Halo?
- Czy mam przyjemność z panną Carter?
- Tak to ja
- Jestem menadżerem Bruno Marsa i dzwonię do pani w sprawie nagrania do teledysku pana Marsa. Czy miałaby pani czas jutro popołudniu na omówienie szczegółów naszej współpracy.
- Tak oczywiście.
- To widzimy się jutro o 13 w kafejce „Romance”. Wie pani gdzie się ta kafejka znajduję?
- Tak, oczywiście. Będę punktualnie. Dowidzenia
- Dowidzenia
W końcu. Już nie mogłam się doczekać kiedy ktoś do mnie zadzwoni w sprawie tego teledysku. Mam nadzieję, że wszystko się uda i że się nie rozmyślą w ostatniej chwili.

Spotkanie nie trwało długo. Praktycznie były to same formalności. Musiałam podać swoje dane osobowe. Menadżer Bruna powiedział mi kiedy zaczną się próby i mniej więcej jak to będzie wyglądać. Musze powiedzieć szczerze jestem zachwycona.

- Hej Lara. Słuchaj. Byłam na spotkaniu odnośnie tego teledysku i Bruno jednak nie kłamał. Na serio w nim wystąpię
- Ale się cieszę. Moja przyjaciółka wystąpi w teledysku jeszcze takiego ciacha.
- Pamiętaj on jest mój – Zaśmiałam się
- Tak wiem Hooligan Forever. Szkoda, że nie mogę tego samego powiedzieć o sobie.
- Oj nie bądź taka smutna. To tylko Bruno.
- Tylko?
- Żartuje. Spełnienie moich marzeń. Jejku. Aż nie mogę się doczekać kiedy zaczniemy próby.
- A kiedy odbędzie się wasze pierwsze spotkanie na planie?
- Już za tydzień – Nie mogłam uwierzyć. Siedem dni i znowu zobaczę Bruna. Nie widziałam Go już ponad miesiąc.
- Szczęściara.
- Tak wiem. – Uśmiechnęłam się pokazując swoje ząbki.

Rozmowę przerwał nam dzwoniący telefon. Gdy zobaczyłam na wyświetlaczu kto do mnie telefonuje opadła mi szczęka. Tylko nie on!
Liam.

- Halo?
- Cześć Sam. Wiem, że nie powinienem dzwonić, ale musimy pogadać.
- Błagam Cię odczep się.
- Przepraszam Cię. Proszę pogadajmy
- Jeśli myślisz, że po tym wszystkim co mi zrobiłeś będę chciała Cię jeszcze widzieć to się mylisz.
- Wiem, że Cię skrzywdziłem, ale muszę Ci to wytłumaczyć. Proszę spotkajmy się dzisiaj o 16 w parku. Wiesz jakim. Tym naszym ulubionym
- Niech Ci będzie. A tak poza tym już nie lubię tego parku. –burknęłam i się rozłączyłam
Odłożyłam słuchawkę. Strasznie mnie zabolało kiedy usłyszałam jego głos. W końcu jeszcze Go kocham. Nie potrafię o nim tak szybko zapomnieć. Lecz co on sobie wyobraża? Cały miesiąc się nie odzywał, a teraz nagle chce wszystko wyjaśnić? Jak dla mnie wszystko jest już wyjaśnione. Nie wiem co robić. Czuje się rozdarta. Z jednej strony zdradził mnie. Tak wiem zdrady się nie wybacza, lecz co ja poradzę, że Go kocham?

-Kto to?
-Koleżanka. Prosiła żebym się z nią spotkała. - Musiałam skłamać. Nie mogłam jej powiedzieć prawdy. Wściekła by się.
-Aha. A więc do każdej koleżanki mówisz, że ma się odczepić, następnie sugerujesz, że nie chcesz się z nią widzieć, a na koniec jednak się z nią spotykasz w waszym byłym ulubionym parku. Nie sądzisz, że to dziwne?
-Ani trochę - czułam jej palące spojrzenie na moim ciele
-No dobrze. To skoro nie chcesz powiedzieć prawdy to nie mów, ale mam pytanie. Po jaką cholerę się z nim spotykasz!? -krzyknęła.
-To nie tak. -odrzuciłam
-A jak!? Najpierw Cię krzywdzi a potem liczy, że mu wybaczysz? Czy on kompletnie zgłupiał?
-Nie, znaczy tak.
-Co masz zamiar zrobić?
-Sama nie wiem. Ja go nadal...
-Nawet nie kończ. A co jak zrobi to jeszcze raz? Zastanów się
-Ale...
-Nie ma ale. Sory. Musze już iść. Mam nadzieję, że podejmiesz właściwą decyzję.

Co niby w tej sprawie byłoby właściwe? Wybaczenie nie wchodzi w rachubę. Zapomnienie - nigdy w życiu. To dlaczego mnie tak do niego ciągnie? Dlaczego pomimo tego wszystkiego nadal Go kocham? Nie wiem co zrobić. Absolutnie tego nie wiem. Boję się spotkania. Boję się, że jak Go zobaczę to wybuchnę albo zmięknę. Po prostu się boję.


***

Jutro szkoła :( O nie!
0 komentarzy :(
Czy ktoś to czyta? - Tak wiem. Pytam się już o to setny raz, ale naprawdę nie widzę tu śladu życia.
Dajcie znać o sobie!
Komentarz = uśmiech na mojej twarzy + motywacja do pisania + częstsze wstawianie odcinków

czwartek, 14 sierpnia 2014

#7

Po tym jak Bruno poinformował mnie, że ma już bilety i możemy jechać, spakowałam się i czekałam aż przyjedzie po mnie taksówka. Gdy tylko wyszłam z auta Bruno podszedł i zapłacił za taksówkę nim zdążyłam się sprzeciwić. Przywitał się ze mną po przez krótkie przytulenie. Zaciągnęłam się jego niesamowitym zapachem. Te jego perfumy. Przyprawiają mnie o dreszcze. Są takie boskie. STOP! Sam masz chłopaka. Nawet nie próbuj myśleć o innym. Racja. Nie mogę sobie pozwolić na chwile fantazji. Jestem już zajęta. Przeszliśmy przez odprawę i w samolocie poczułam się trochę niezręcznie. Nie wiedziałam co mu powiedzieć, o czym z nim rozmawiać, więc tak po prostu zagadałam. Chciałam się coś od niego dowiedzieć. Poznać Go.
-Bruno opowiedz mi coś o sobie
-Okej. Jak już pewnie wiesz tak naprawdę na imię mam Peter, ale bardzo lubię jak wszyscy mówią do mnie Bruno. Już się do tego przyzwyczaiłem. W zasadzie nawet już rzadko reaguje na Peter. Jedynie w rodzinnym gronie. Tam nie ma sławnego Bruna jest po prostu Peter, którego znają i kochają za to jaki jest a nie za to kim jest. Chciałbym by wszyscy moi fani znali Petera, lecz nie mam możliwości z każdym fanem z osobna się zaprzyjaźniać i opowiadać im o sobie.- Aż poczułam się taka dowartościowana. Jestem jedną z fanek, które mają okazję poznać Petra.-Znają mnie tylko z brukowców, a to co piszą nie zawsze jest prawdą. Nie chcę okłamywać swoich fanów, ale też nie mogę za każdym razem powiedzieć im prawdy. Takie jest życie. Kocham to kim byłem i kim się stałem. Myślę, że jakby nagle stałoby mi się coś z głosem to bym się załamał. 
- Uwierz mi, że nie tylko ty byś się załamał. Sądzę, że każdy Hooligan przeżył by depresję i to nawet podejrzewam, że gorszą od twojej.
- Masz rację. Właśnie za to kocham swoich fanów, że są ze mną na dobre i na złe. Teraz liczę, że ty opowiesz mi coś więcej o sobie.- Puścił do mnie oczko
- No dobrze.- Zaczęłam trochę onieśmielona, bo niby o czym mam rozmawiać z całym moim światem? -A więc jest Sam. Mam 23 lata. Moim największym marzeniem odkąd pamiętam było spotkanie ciebie. Mam chłopaka Liam’a do którego właśnie lecimy. Mam nadzieję, że go polubisz. Moim hobby jest aktorstwo. Marzę by zagrać w filmie z Will’em Smith, Josh’em Duhamel i Channing’iem Tatum. Są świetnymi aktorami.
- To świetnie. Mam nadzieje, że kiedyś ci się uda
- Ja też

Gdy dotarliśmy na miejsce Bruno spytał się mnie czy ma wejść ze mną, ale ja wolałam to sama załatwić. Chciałam być sam na sam z moim ukochanym.
Szłam przez długi korytarz w poszukiwaniu recepcji. Kiedy już tam dotarłam spytałam się o Liam’a a pielęgniarki pokazały mi gdzie on się znajduję. Udałam się do pokoju numer 45. Gdy otworzyłam drzwi zobaczyłam coś czego nigdy w życiu nikomu bym nie życzyła. Jakaś dziewczyna całowała mojego chłopaka. Łzy mi napłynęły do oczu. Jak on mógł? Przecież byliśmy dobrą parą. Kochaliśmy się. To była prawdziwa miłość bynajmniej z mojej strony. Dlaczego on mi to zrobił? Co we mnie jest nie tak?
- Dlaczego? –Powiedziałam a łzy leciały mi strumieniami po policzkach. Liam odsunął od siebie dziewczynę. Patrzył na mnie ze zdziwieniem.
- Sam to nie jest tak jak myślisz.
- A jak? – Miałam ochotę podejść do niego i mu walnąć, lecz się powstrzymałam. Dziewczyna w międzyczasie wyszła z pomieszczenia – Przyjeżdżam do ciebie taki kawał drogi a ty całujesz się z inną! Jesteś świnią. Gdybym wiedziała, że mi coś takiego zrobisz nigdy, ale to nigdy nie zbliżyłabym się do ciebie. Nienawidzę Cię! – Starałam się wyjść z pokoju, ale Liam mnie zatrzymał. Miał co prawda skręconą kostkę, ale zanim się obejrzałam stał przy drzwiach i nie pozwalał mi wyjść.
- To nie tak Sam. Naprawdę Cię kocham. Ta dziewczyna jest dla mnie –po dłuższym przemyślenie dokończył zdanie. Już wiedziałam, że to musi oznaczać, że ona była z nim dość długo - nikim. Nie wiem dlaczego ją pocałowałem. Naprawdę nie wiem. To był błąd. Przepraszam.- Powiedział co mu ślina na język przyniosła. Wiedziałam, że to nie do końca jest prawda.
- Myślisz, że Ci uwierzę w twoje przeprosiny? Najpierw się myśli a później robi. Jak długo trwał wasz romans?
- Czy to ma teraz znaczenie. Kocham Cię. Nie chcę żebyś odchodziła.
- Ma wielkie znaczenie. Jak długo to trwa? Czy to dla niej tu przyjechałeś? – Krzyknęłam
- Tak. –spuścił wzrok- Przepraszam Cię. Spotkałem ją około 3 miesięcy temu i tak jakoś wyszło. – Nie wytrzymałam. Dostał z liścia.
- Wypuść mnie. Nie chcę cie już więcej widzieć. To koniec! Rozumiesz? To już jest koniec. Nie dzwoń do mnie. Nie pisz. Po prostu zostaw mnie w spokoju.
Wypuścił mnie. Biegłam przez długi korytarz aż wyszłam z tego budynku. Przed szpitalem czekał na mnie Bruno. Bez żadnego słowa przytuliłam się do niego. Bruno był trochę zmieszany. Nie wiedział co ma zrobić. Przytulił mnie i spytał:
- Co się stało?
- Nie chcę o tym rozmawiać. Możemy już stąd iść?
- Jasne. A gdzie byś chciała? – Odsunęłam się. Łzy powoli przestawały spływać mi po policzku.
- Do domu
- Przykro mi. Samolot mamy załatwiony dopiero na jutro. Myślałem, że będziesz chciała dłużej tu zostać.
- Chciałam, ale … - I znowu się popłakałam. Gorzej niż małe dziecko jak się mu zabierze zabawkę. – Sama już nie wiem
-Jak chcesz mogę załatwić lot dzisiaj?
-Nie. Zostańmy tu. Dziękuję Ci Peter
- Nie ma za co Sam. A teraz chodź do hotelu.
Udaliśmy się do hotelu. Bruno wynajął nam pokoje obok siebie. Gdy Bruno wręczył mi klucz weszłam do środka i się zamknęłam. Zaczęłam wszystko przemyślać. Dlaczego coś takiego się wydarzyło? Jak ja mogłam do tego dopuścić? Dlaczego wcześniej nie odkryłam, że jest coś nie tak? Nasza „miłość” trwała rok. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że wierzyłam w każde jego słowo. W każde jego „Kocham Cię”. Może Lara miała rację mówiąc, że mnie wykorzysta. Widocznie Lara ma oko do ludzi.
- Sam jesteś tam?
- Jestem. –Podeszłam do drzwi i otworzyłam je. Bruno wszedł nic nie mówiąc. Usiadł na łóżku.
- Dobrze się czujesz? Martwię się. Trochę mnie zaskoczyłaś jak wyszłaś z tego szpitala cała zapłakana.
-Przepraszam. Po prostu zobaczyłam coś czego nie chciałabym widzieć. Liam … on całował się z inną dziewczyną. – W tym momencie się rozpłakałam.
-Przykro mi.
Od tej chwili siedzieliśmy tak przez około 10 minut bez żadnego słowa. Myśleliśmy o tej sytuacji. Bruno nie wiedział co powiedzieć a ja nie chciałam się mu zwierzać bo wiedziałam, że się znowu rozpłaczę.
-Bruno mam do ciebie ogromną prośbę. Pójdźmy na lody. One zawsze poprawiają mi humor. –Uśmiechnęłam się a on odwzajemnił to.
-Jasne. 

***
I znowu okrągłe 0. Czy ktoś w ogóle to czyta? 

czwartek, 7 sierpnia 2014

#6

Droga strasznie się dłużyła, ale już jestem. Miałam jeszcze 15 minut, wiec rozejrzałam się po okolicy. Było tam kilka sklepików, które aż kusiły by do nich wejść. Przyjrzałam się wystawie. Tyle sukienek. Jako, że jestem wielką fanką takich ubrań weszłam dosłownie na sekundę do środka. Zobaczyłam jedną w której się zakochałam. Niestety nie miałam przy sobie tyle gotówki na zakup tej cudnej sukienki. Muszę tu wpaść później. Udałam się z powrotem na umowne miejsce. Zostały minuty do przyjścia Bruna. Trochę się zamyśliłam, lecz gdy usłyszałam tajemniczy głos powróciłam do rzeczywistości. 
- Cześć Sam
- Cześć
To był Bruno! BRUNO jednak przyszedł i nawet był punktualny. Płakać mi się chciało z radości.
- Mam kilka planów na spędzenie tego dnia. Jeśli chcesz żebyśmy gdzieś poszli to powiedz
- Nie, nie. Nie ważne gdzie pójdziemy ważne, że pójdę z tobą. – Powiedziałam to. Naprawdę to powiedziałam. Nie wierzę. – Oj. Przepraszam. Nie chciałam się tak wygłupić.
- Nic się nie stało. Uwierz, że przy mnie ludzie szaleją. – Uśmiechnął się i w ten sposób pokazał swoje śnieżnobiałe ząbki.
- To gdzie idziemy?
- Na początek zabieram Cię na plażę. Trzeba wykorzystać taki ładny dzień
-O jak fajnie
Dotarliśmy do celu i zauważyłam, że Bruno rozgląda się czy wokół nas nikogo nie ma. Gdy uznał, że jest czysto spytał:
- Sam idziemy popływać?
- Tak tylko jest mały problem. Nie mam w co się przebrać.
- Chodź w tym co masz. Po kąpieli pójdziemy na zakupy.
- Dziękuje.
- Nie ma za co. Lepiej chodź
- Idę, idę.
Bruno wskoczył do wody. Następnie ja. Byliśmy cali mokrzy, ale co tam. Dla Bruna wszystko.
- Sam bo wiesz odkąd tu przyjechaliśmy chciałem coś zrobić, ale nie miałem odwagi.
- To na co czekasz?– OMG! Czy on chce mnie pocałować? – Zrób to teraz.
Zanim dokończyłam Bruno chlapnął mnie wodą. Ach! Ten nasz zabawny Bruno.
- Bruno! – krzyknęłam najgłośniej jak potrafiłam. – Nie podaruje Ci tego. Podejdź tu.
- Nie, nie. Jak chcesz się zemścić to mnie złap.
I zaczęła się zabawa w ganianego.
- Mam Cię.
- I co mi teraz zrobisz? – Odparł Bruno
- Hm… Właśnie się zastanawiam czy Cię utopić czy jednak ocalić – zażartowałam sobie. Chyba wszyscy wiedzą, że nigdy bym nie utopiła Brunza.
- I co wybrałaś?
- Chyba to pierwsze.
- Czyli mam się bać.
- O tak. Lepiej uważaj.
Zaczęliśmy się chlapać. Bitwa trwała około 5 minut póki fanki nie zdały sobie sprawy z tego, że to Bruno. Nagle wszyscy zbiegli się wokół Bruna. Nie chciałam przeszkadzać, więc wyszłam z wody. Zobaczyłam trzy nieodebrane połączenia od Liam’a. Szybko oddzwoniłam.
- Hej Liam! Dzwoniłeś?
- Dzień dobry tu doktor Knowles. Czy pani to Sam Carter?
- Tak to ja. O co chodzi? -muszę przyznać, że byłam strasznie zdziwiona i wystraszona, że odebrał jakiś lekarz
- Pani chłopak został przewieziony wczoraj do szpitala. Miał wypadek. – Jak to usłyszałam aż mi serce zamarło. – Podczas prób do jednego z przedstawień Liam źle stanął na nogę i spadł ze sceny. Ma złamaną rękę i skręconą kostkę
- Doktorze kiedy mogłabym do niego przyjechać?
- Nawet dziś. Przeszedł już wszystkie badania i odpoczywa
- Dobrze postaram się być jak najszybciej tylko proszę mu nic nie mówić, że przyjeżdżam. On strasznie nie lubi kiedy sama lecę samolotem
- Oczywiście. Nic mu nie powiem.
- Dziękuje panu bardzo. Do widzenia
- Do widzenia
BRUNO! BRUNO! Krzyczałam z całych sił, lecz Bruno mnie nie słyszał. Cały mój wysiłek zagłuszał tłum nastolatek. Musiałam się do niego dostać. Pchałam się tak długo aż w końcu się udało.
- Bruno ja już muszę iść. Przepraszam.
- Dlaczego?
Odeszłam nie chciałam by fanki czuły się zawiedzione. Szłam z przemokniętymi ubraniami przed siebie. Nie wiedziałam co zrobić.
- Sam czekaj!
- Bruno, ale muszę iść. Naprawdę. Przepraszam Cię.
- Co się stało?
- Mój chłopak miał wypadek. Jest w Londynie. Ma złamaną rękę i skręconą kostkę. Nie wiem jak, ale muszę jechać do niego jak najszybciej.
- Poczekaj. Najpierw kupimy jakieś suche ubrania a potem pomyślimy co dalej.
- Nie, Bruno. Nie mam czasu. Muszę znaleźć lot. Jeszcze najlepiej żeby był dzisiaj.
- Jak będziesz taka zdenerwowana to na pewno nic nie zdziałasz. Obiecuję, że wszystkim się zajmę tylko choć kupimy sobie jakieś suche ciuchy bo jestem strasznie przemoknięty 
 - No dobra
Kupiłam sobie śliczne ogrodniczki a pod spodem miałam krótki jasnozielony top. Bruno zaś kupił sobie dżinsy i koszulkę w takim samym odcieniu co ja. Mieliśmy na sobie podobną garderobę. To było takie słodkie. 
- Mam pomysł. Wiem, że do końca dnia nie będziesz miała już dobrego humoru, ale dzisiaj nie uda nam się już znaleźć żadnych lotów do Londynu. Obiecuje, że jutro polecimy tam razem. A teraz chodź, bo zrobiło się już dość późno. Zabieram Cie na kolację.
- Dziękuje Ci Bruno. Jesteś niesamowity.
Zamówiliśmy sobie spaghetti. Tak wiem przereklamowane, ale za to jakie romantyczne. Siedzieliśmy tak chyba z 2 godziny rozmawiając o naszym życiu, Bruna karierze i wielu innych sprawach. Sądzę, że Bruno mnie polubił. Naprawdę fajnie nam się ze sobą gadało.
Po kolacji razem z Brunem pojechałam taksówką pod mój dom. Podziękowałam Brunowi za ten wspaniały dzień i przytuliłam go na pożegnanie. 
Przed snem myślałam tylko o Liamie. Nie wiem co sobie zrobię jak mu się coś stanie. Tak bardzo Go kocham. Nie potrafiłabym znieść myśli, że on tam cierpi a ja nawet nie mogę go zobaczyć. Musiałam tam polecieć. Wiem, że prędzej czy później bym to zrobiła. Zapewne nieźle by mnie to szarpnęło za kieszeń, ale czego nie robi się dla ukochanego. Dobrze, że Bruno obiecał, że się tym zajmie, bo nie wiem czy ja bym dzisiaj coś zdziałała. 

***

Hmm... 0 komentarzy przy poprzednim odcinku. Smutam. Potrzebuję motywacji by częściej wstawiać Wam odcinki. Zostawcie po sobie miły ślad. 

niedziela, 27 lipca 2014

#5

-Słuchajcie kochani. Mam dla was niespodziankę. –powiedział Bruno –Otóż dzisiaj kończy się moja trasa koncertowa. Z tego powodu wraz z menadżerem postanowiliśmy uszczęśliwić jedną z fanek. Nasz pomysł jest taki by wylosować dziewczynę, która spędzi tzw. „Dzień z Brunem”. Jest to pierwszy raz kiedy organizujemy takie wydarzenie. Miejmy nadzieję, że w przyszłości zachęci to Was do przychodzenia na moje koncerty. Jesteście gotowi, żebym wylosował?
-Tak! –Krzyknęło ok. 50 osób
-Okej to zaczynamy –Gdy Brunz wypowiedział te słowa poczułam kłucie w sercu. Miałam nadzieje, że wylosuje mnie. Bardzo tego pragnęłam. –Uwaga! Zwyciężczynią zostaje… - Bruno nie powiedział od razu. Czekał na odpowiednią chwilę. Tak jak w filmach, kiedy wszystkich zaczyna zżerać ciekawość. - … Rose O’Conner.
Zaczęto bić brawa. Byłam załamana, ponieważ nie wygrałam.
Nikt się nie zgłaszał po nagrodę.
-Rose. Jesteś? Wygrałaś! Chodź do nas. –Powiedział Bruno. Nadal nic. Cisza. Wszyscy czekali. Nikt nie przyszedł. –Okej. Chyba Rose nie chce spędzić ze mną dnia, dlatego będę losował ponownie. Drugą zwyciężczynią zostaje… Samanta Carter.
-Nie wierzę. Wygrałam.
-To uwierz Samanto. –powiedział Bruno
-Po prostu Sam
-Dobrze. Po prostu Sam –wszyscy zaczęli się śmiać- wygrałaś.
-Ja nie wiem co powiedzieć. Dziękuje
-Nie musisz dziękować. Przyjemność leży po mojej stronie

Wszyscy już się rozchodzili więc ja także udałam się do wyjścia. Nagle usłyszałam jak ktoś woła moje imię. Zatrzymałam się. To był Phil – najlepszy przyjaciel Bruna.
-Sam. Poczekaj chwilkę.
-Dobrze.
-Musisz mi podać numer swojej komórki, żeby ustalić w jaki dzień się spotkasz z Brunem.
-Okej. Już podaje.
Podałam swój numer a potem się rozstaliśmy. Nie mogłam się doczekać kiedy opowiem o tym Liam’owi.

***

-Kochanie nie uwierzysz. Na koncercie było niesamowicie. Było dużo fanów Bruna...
-Yhy
-Strasznie mi się podobało. Żałuj, że Cię nie było.
-Yhy
-Czy ty mnie w ogóle słuchasz?
-Yhy
-To co powiedziałam?
-Yhy
-Dobra. Słuchaj kończę. Zadzwoń jak będziesz miał dla mnie czas. Nie ma sensu bym teraz z tobą rozmawiała. –Powiedziałam zdenerwowana.
-Wybacz zamyśliłem się.
-Nie ważne już i tak przeszła mi ochota na rozmowę z tobą
-Przepraszam nie rozłączaj się
-Pa 

Czemu on mnie tak olał? Co się z nim dzieje? Kiedyś słuchał co do niego mówię i dzielił się swoimi refleksjami na dany temat. A teraz? Ma mnie w czterech literach. Może po prostu jest zmęczony po pracy. Nie broń Go! Ale ja go nie bronie. No dobra, może trochę

***

Ah yes
Well look here look here
Ah what do we have?

Telefon dzwoni. Odbierz. Może to coś ważnego

-Halo?
-Dzień dobry. Z tej strony menadżer Bruna. Czy mam przyjemność z panną Carter?
-Tak.
-Ma pani czas jutro na spotkanie z Brunem?
-Oczywiście.
-To dobrze. Proszę czekać na niego o 12 w miejscu, w którym odbył się koncert.
-Będę punktualnie.

W końcu. Już nie mogłam się doczekać. Po trzech dniach zadzwonił do mnie menadżer Bruna. Moje marzenie się spełniło. Idę się spotkać z Brunem.

***

Halo? Jest tu kto? Czyta ktoś to opowiadanie? Nie widzę żadnego komentarza, więc śmiem twierdzić, że nie. Jeśli się mylę to zostaw jakiś ślad po sobie. 

poniedziałek, 7 lipca 2014

#3

 Nastał ranek. Nawet nie zauważyłam kiedy ten czas zleciał. Nadeszła pora by już iść do domu, by pożegnać się z Liam’em. Nie chciałam tego robić. Pożegnania są zawsze takie smutne.
-Kochanie … -przerwałam i rzuciłam mu się na szyję. Nie mogłam powstrzymać łez. Wiedziałam, że to jest ostatnie pięć minut kiedy Go widzę. Pocałowaliśmy się. Puściłam Liam’a. Wiedziałam, że czas już iść. – Kocham Cię.
-Ja ciebie też.
-Wybacz mi muszę już iść
-Pa –Powiedział Liam cały zapłakany
-Nie płacz skarbie to tylko miesiąc.
-Tak wiem, ale miesiąc bez ciebie to cała wieczność.
-Przecież będziemy utrzymywać kontakt. –odparłam
-Oczywiście.
-Już naprawdę muszę iść. –Pocałowałam Go delikatnie w usta i wyszłam.
Szłam przed siebie. Myślami byłam z Liam’em. Zastanawiałam się czy dobrze zrobiłam. Nie mogłam jechać z nim, bo nie stać mnie było na bilet i z resztą nie miałbym co tam robić. Nie chciałam Go powstrzymywać, ponieważ było to dla niego bardzo ważne, ale w głębi duszy czułam, że ten wyjazd nas od siebie oddali.
Poszłam do domu i coś zjadłam. Chciałam jeszcze raz pójść do Liam’a i się upewnić czy wszystko spakował, ale wiedziałam, że się rozpłaczę i już tak łatwo nie wyjdę z jego domu. Miałam cichą nadzieję, że jeszcze podjedzie pod mój dom i się z nim zobaczę, ale tego nie zrobił. Już za nim bardzo tęskniłam. Tak to jest z rozłąkami. Nikt tego nie chce, ale czasami musi tak być. Szkoda, że Londyn jest tak daleko, bo przez to nie będziemy mogli do siebie jeździć.
Chciałam zadzwonić do Liam’a i usłyszeć jego głos, ale ktoś zadzwonił do drzwi. Nieogarnięta z postrzępionymi włosami, okruszkiem w kąciku ust i bez makijażu otworzyłam drzwi. To była Lara.
-Cześć krasnalku
-Co ty tu robisz?
-Słyszałam, że ten łajdak wyjeżdża – spojrzałam się na nią groźnym wzrokiem – to znaczy najwspanialszy chłopak pod słońcem i pomyślałam, że pewnie będzie Ci smutno, więc zabieram Cię do miasta.
-Ale ja nie mam ochoty na zakupy.
-Masz tylko jeszcze o tym nie wiesz – weszła do mojego mieszkania. Poszła do sypialni i otworzyła moja szafę w poszukiwaniu fajnych ciuchów. – Ubierz to –powiedziała i podała mi czarną skórzaną spódniczkę i do tego dżinsową koszulę. Z początku pomyślałam, że to będzie fatalne połączenie, ale zastanowiłam się nad tym głębiej i wyszło, że jest genialne. Co jak co, ale Lara miała dobry gust.
-Świetne są te ciuchy, ale ja nigdzie nie idę.
-Idziesz kochana. Masz dwa wyjścia albo ubierasz się grzecznie i wychodzisz o własnych siłach albo pomogę ci z wyjściem.
-Nie zmusisz mnie do tego – uśmiechnęłam się do niej
-A o co zakład? Pamiętasz James’a urodziny?
No tak. Zapomniałam, że moja przyjaciółka jest do tego zdolna. James to był nasz kolega, ale już z nim nie trzymamy. Pamiętam, że zaprosił nas kiedyś na swoje urodziny. Byłam wtedy świeżo po zerwaniu i nie miałam ochoty nigdzie wychodzić, za to Lara bardzo chciała iść na jego imprezkę. Upierałam się, że zostanę w domu i nic się nie stanie jak ona pójdzie sama, ale ona twierdziła, że taki wypad dobrze mi zrobi. Że otrząsnę się po zerwaniu i może kogoś poznam. Leżałam w łóżku w pidżamie. Prosiła mnie żebym wyszła i się ubrała, ale ja stanowczo się opierałam. W końcu się zdenerwowała. Ściągnęła ze mnie kołdrę. Próbowała mnie rozebrać, ale jej się nie udało, więc zadzwoniła po swojego ówczesnego chłopaka by jej pomógł. Przyjechał i wziął mnie na ręce i zaniósł do auta. Mogłam jechać w pidżamie albo się przebrać w sukienkę, więc ostatecznie się przebrałam.
-Tak. Pamiętam. Nie zrobisz mi tego po raz kolejny.
-Myślisz, że nie mam tyle odwagi? –była jedną z najodważniejszych osób z mojego otoczenia, więc nawet się z nią nie kłóciłam
-No dobra. Wygrałaś. Daj mi 10 minut.
Poszłam do łazienki i się przebrałam. Wyglądałam naprawdę ślicznie w tym zestawieniu. Zrobiłam sobie do tego koka i pomalowałam rzęsy tuszem. Żeby zaakcentować mój ubiór pomalowałam usta na soczysty czerwony.
-I jak? –spytałam wychodząc z łazienki
-Wspaniale. Idziemy 
Lara zabrała mnie jak zwykle na wielkie zakupy. Obkupiłam się za wszystkie czasy. Miałam tyle toreb, że myślałam, że nie doniosę do domu. Ręce mi opadały z sił, a Lara chciała zajść jeszcze do kilku sklepów. Oczywiście zgodziłam się, bo i tak nie dałaby mi spokoju. Po zakupach poszliśmy na koktajl. Zadzwonił mój telefon.
-Przepraszam. Liam dzwoni – zwróciłam się do Lary. Wywróciła oczami –Tak skarbie
-Dzwonię do ciebie, żeby Ci powiedzieć, że już doleciałem i nic mi nie jest
-To dobrze, słońce. I jak tam?
-Całkiem nieźle. Jeszcze nie byłem na mieście, ale później się wybiorę.
-Okej.
-A ty co robiłaś przez cały dzień?
-Byłam z Larą na zakupach
-No to dobrze. Myślałem, że przez cały dzień będziesz siedziała w domu i płakała
-Taki miałam plan, ale zjawiła się Lara
-Jak dobrze, że Cię wyciągnęła. Słuchaj muszę kończyć. Zadzwonię później. Kocham Cię
-Ja ciebie też. Pa
Trochę mnie zaniepokoiła ta rozmowa, bo pod koniec usłyszałam jakiś kobiecy głos, ale to pewnie ktoś z obsługi hotelowej. Wróciłam do Lary i razem udałyśmy się do domu.

***
Widzę, że nie odwiedzacie mojego bloga :( Szkoda. Miałam taki fajny pomysł na opowiadanie. Oczywiście nadal będę je pisać, ale nie wiem czy to ktokolwiek będzie to czytać. 
JEŚLI CZYTASZ TO OPOWIADANIE ZOSTAW KOMENTARZ.

środa, 2 lipca 2014

#2

-Hej! Lara możesz dzisiaj do mnie przyjść?
-Jasne będę za 30 min

W co by się tu ubrać? Tyle ciuchów a nie wiem co jest najodpowiedniejsze. W sumie idę tylko do niego. To może sukienkę? Nie, będę wyglądać jak jakiś pajac. To może te ogrodniczki? Nie, wyglądają jakoś tak staro. Wiem! Ubiorę top i spodenki. Tak. To jest to.

-Lara –krzyknęłam
-Tak?
-Muszę Ci coś powiedzieć.
-Słucham –Odchrząknęła.
-Dostałam dwa bilety „VIP” na koncert Bruna. Nawet nie wiesz jak się cieszę. -Podeszłam do Lary i przytuliłam ją ze szczęścia.
-Nie wierzę! Chyba sobie żartujesz? –Lara patrzyła na mnie z miną niedowiarka.
-Nie żartuje. Naprawdę je mam.
-A kiedy jest ten koncert?
-Za tydzień –Sama sobie nie mogłam uwierzyć, że jeszcze tydzień i spotkam mojego idola
-To gratuluję. Cieszę się twoim szczęściem
-Ja też się z tego powodu bardzo cieszę. A teraz wybacz mi Lara, ale muszę już iść. Liam na mnie czeka.
-Okej. Ja też już wychodzę.


***
*ding dong
-Cześć.
-Hej. Wejdź skarbie. Może chcesz coś do picia?
-Nie dziękuje.
-Okej. Chodź ze mną mam dla ciebie niespodziankę, ale musisz zamknąć oczy.
-Dobrze.
Szłam choć nie wiedziałam gdzie. Nie byłam pewna czy przez przypadek się nie potknę, ale jakoś doszłam do celu.
-Możesz otworzyć oczy- rzekł Liam.
-OMG!
-Coś jest nie tak?
-Nie. Jest wszystko w porządku po prostu nie wiedziałam nigdy nic równie pięknego.
Miałam na myśli wielki bukiet czerwonych róż. Było ich tam chyba ze sto. Obok stał pięknie nakryty stół. W sam raz na romantyczną kolację. Zastanawiało mnie fakt po co on to zrobił? Z jakiej okazji? A może to jest jakiś prezent z jego własnej nie przymuszonej woli, może nic się za nim nie kryje albo po prostu o czymś zapomniałam. Chciałam się Go spytać, ale się trochę obawiałam odpowiedzi, więc pozostałam cicho.
-Usiądź proszę –powiedział Liam z smutnym wyrazem twarzy. –Pewnie zastanawiasz się z jakiej to okazji. Otóż jest jedna sprawa o której musisz wiedzieć. Niestety jutro wyjeżdżam na miesiąc do Londynu. Wiem, że chciałaś iść ze mną na koncert Bruna, ale przykro mi muszę. Dostałem ofertę pracy z najlepszymi ludźmi w branży. Sama rozumiesz. Muszę zacząć w końcu się rozwijać wiem, że Nowy Jork daje mi więcej możliwości, ale ta praca zapewni mi dobry start. Wiesz przecież jak bardzo kocham tańczyć. Zrozum proszę, że dzięki temu będę szczęśliwszy.
-Dobrze. Rozumiem –powiedziałam to mało przekonująco. Łzy spływały mi po policzkach. Nie mogłam się powstrzymać. Pierwszy raz muszę się rozstać z moim Liamkiem.
-Kochanie nie bądź smutna. Wiesz, że Cię kocham, ale to jest naprawdę wielka szansa dla mnie.
-Rozumiem.
-Wybacz mi. –Powiedział Liam. Widać było, że żałował, że musi wyjechać tak daleko.
-Nie mam Ci czego wybaczać. To jest twoja pasja, twoje marzenie. Nie mogę się za to gniewać.
-Przytul mnie.
Przytuliłam Go bardzo mocno bo wiedziałam, że przez miesiąc nie będę tego robić. Chciałabym, żeby został tu, ale to było jego marzenie. Nie mogłam mu zabronić. Jedyne czego żałowałam to to, że nie mogłam jechać z nim. 

***
Jak tam wakacje? Wyjeżdżacie gdzieś? Ja aktualnie siedzę w domu i piszę dla Was kolejne rozdziały. Mam nadzieje, że Wam się podoba. Niestety nie wiedziałam żadnych motywujących komentarz :( Liczę, że tutaj będzie co najmniej jeden :D

piątek, 27 czerwca 2014

#1

Akcja zaczyna się pod koniec 2010 roku

-Hej
-Cześć kochanie –pocałował mnie w policzek
-Mam dla ciebie niespodziankę -powiedział Liam
-Dla mnie? Z jakiej to okazji?
-Z okazji naszej rocznicy, Kotku -Odpowiedział troszkę zdziwiony, że zadałam to pytanie
-Dziękuje Ci bardzo -odparłam. -Ja też mam coś dla ciebie
-Co takiego?
-Podejdź tu to Ci dam.

Przybliżył się do mnie. Poczułam zapach jego nowych perfum. Są niesamowite. Rozkoszowałam się jeszcze chwilkę jego zapachem aż w końcu Go pocałowałam. Nie pamiętam kiedy się tak namiętnie całowaliśmy. To było coś fantastycznego, lecz Liam przerwał ten gorący pocałunek.

-Co się stało? –Spytałam.
-Zapomniałem dać Ci prezent a ty już mi się zaczęłaś odwdzięczać. Proszę oto on.
-Dziękuje. Co to jest?- Była to jakaś paczuszka. Owinięta w ozdobny papier.
-Otwórz to się przekonasz –Uśmiechnął się, bo wiedział, że ten prezent sprawi mi radość.
Trochę to trwało zanim to otworzyłam. Bałam się, że zniszczę ten śliczny papier z napisem „I love you”, ale na całe szczęście udało mi się to swobodnie odpakować. Otworzyłam małe pudełeczko a w środku była koperta. Wyciągnęłam ją. Otwieram. Patrzę a tam kartka z tekstem „Dziękuje Ci za ten wspaniały rok. Jesteś najważniejszą kobietą w moim życiu. Bardzo Cię kocham. Twój Liam.” Ucieszyłam się jeszcze nikt nigdy czegoś takiego dla mnie nie zrobił. Ukradkiem oka zauważyłam, że w pudełeczku jeszcze coś jest. Chwyciłam to. Automatycznie się uśmiechnęłam. Chciałam skakać ze szczęścia. Rzuciłam się na Liam’a. Pocałowałam Go w policzek i podziękowałam. Były to dwa bilety „VIP” na koncert Bruno Marsa.
- Wiedziałem, że Ci się spodoba.
- Oj Misiaczku. Dziękuje Ci jeszcze raz. Jesteś taki kochany. –Odpowiedziałam.
- Nie ma za co
- Owszem jest. Właśnie spełniasz moje największe marzenie. Kocham Cię.
Nie mogłam uwierzyć w to co się stało. Liam spełnił moje największe marzenie. Nigdy wcześniej nie przeszło by mi przez myśl, że mój chłopak zrobi dla mnie coś takiego. Co prawda był on o wiele bogatszy ode mnie. Jego rodzice mieli własną firmę. Zarabiali bardzo dużo pieniędzy, a że Liam im pomagał to dostawał całkiem sporą sumkę. Ja natomiast byłam ciągle na utrzymaniu rodziców. Tata był stolarzem a mama pracowała w sklepie. Nie mogłam sobie pozwolić na taki wydatek.

-Muszę już lecieć Kochanie – szepnęłam do Liam’a
-Szkoda. To kiedy się spotkamy następnym razem Sam?
-Może jutro?
-Okej to widzimy się jutro u mnie.
-Dobrze Kochanie –Odpowiedziałam i wyszłam.

***
Jak tam po zakończeniu roku? Świadectwa z czerwonym paskiem były? Pochwalcie się średnimi :D 
Ja nadal nie mogę uwierzyć, że to wakacje. W sumie mogłabym jeszcze trochę do szkoły pochodzić. Ach! Co ja mówię. Haha. Dobrze, że w końcu jest lato. Mam nadzieję, że będzie ładna pogoda. :D

piątek, 20 czerwca 2014

Postacie

Główni bohaterzy:

Samanta Carter

Samanta Carter ma 23 lata. Mieszka w Nowym Jorku. Wszyscy zwracają się do niej Sam, gdyż jak twierdzi główna bohaterka Samanta brzmi tak uroczyście i nudno. Interesuje się aktorstwem. Od małego występuje w różnych przedstawieniach. Nie którzy twierdzą, że ma wielki talent. Sam nie ma stałej pracy, ale stara się jak najbardziej może by ją zdobyć. Jest jedną z największych fanek Bruno Marsa. Zawsze marzyła by pojechać na jego koncert, lecz niestety nie było ją na to stać. Nie wywodzi się ona z bogatej rodziny. Mama z tatą pracują, lecz te zarobki nie są ogromne. Ma chłopaka Liam'a. Jej najlepszą przyjaciółką jest Lara. Dziewczyny są dla siebie jak siostry. Sam jest dość niska. Mierzy zaledwie 1,63 m. Ma długie, śliczne blond włosy i duże, brązowe oczy. Z wyglądu przypomina Jessice Albę. 

Lara Look

Lara Look ma 23 lata. Mieszka w Nowym Jorku. Interesuje się fotografią. Zawsze marzyła by pracować dla Billboardu. Ma ogromne doświadczenie w tym co robi, gdyż od małego robiła zdjęcia. Brała udział w kilku konkursach z których często wychodziła zwycięsko. Kocha fotografować ludzi wokół siebie. Gdyby mogła to wszędzie chodziłaby z aparatem i wszystkim robiła zdjęcia. Sam jest jej jedną z głównych modelek. Często robi jej zdjęcia w dziwnych pozach. Lubią się z tego śmiać. Lara jako jedyna wie jak rozśmieszyć Sam. Jest jej najlepszą przyjaciółką, która (jak ona twierdzi) zna Sam lepiej niż ona sama siebie. Lara jest dość wysoką kobietą. Mierzy około 1,75 m. Często dokucza Sam, że jest taka niska. Lara ma długie, falowane, ciemne włosy i zielone oczy. Z wyglądu przypomina Mile Kunis. 

Liam Damon

Liam Damon ma 25 lat. Mieszka w Nowym Jorku. Nie ma hobby. Od małego było wiadomo, że przejmie interes po rodzicach, więc postanowił niczym szczególnie się nie interesować. Aktualnie pomaga rodzicom w firmie, lecz za kilka lat ją odziedziczy. Chodzi z Sam. Jest jego pierwszą dziewczyną z którą wytrzymał rok. Wszystkie inne rzucał po miesiącu ewentualnie dwóch. Co Go do niej przyciąga? Nikt tego nie wie. Wydawać by się mogło, że są parą idealną. Lecz w rzeczywistości tak naprawdę nie jest. Ona Go kocha ponad życie a on ją niekoniecznie. Ma opinię babiarza. Dziewczyny są już uodpornione na jego urok. Tylko biedna Sam się w nim zakochała. Liam mierzy około 1,7 m. Jest o troszkę wyższy od swojej dziewczyny. Ma niebieskie oczy i blond włosy. Wyglądem przypomina Bradley'a Coopera.

Kameron Whalum

Kameron Whalum ma 23 lata. Nie ma stałego miejsca zamieszkania, gdyż często podróżuje, lecz jak nie jest w trakcie trasy koncertowej zamieszkuje Nowy Jork i Chicago. Uwielbia grać na puzonie i świetnie mu to wychodzi. Jest członkiem zespołu Bruno Marsa. Poza grą na instrumencie lubi sobie pośpiewać. Nie zajmuje się tym zawodowo, ponieważ jest to tylko jego hobby. Kam jest wysokim mężczyzną. Ma brązowe oczy i ciemne włosy. 

Bruno Mars

Bruno Mars a tak naprawdę Peter Hernandez ma 25 lat. Często koncertuje co sprawia, że nie ma go zbyt często w swojej willi. Jego pasją jest muzyka. Uwielbia śpiewać. Już od małego występował na scenie. Jego idolami są Michael Jackson i Elvis Presley. To ich w młodości naśladował Bruno. Został nawet nazwany małym Elvisem. Peter choć tak naprawdę dopiero rozpoczyna swoją karierę zdążył już podbić serca dziewczyn. Jego najlepszym przyjaciółmi są Phil i Kam. Bruno mierzy zaledwie 1,65 m. Ma ciemne włosy obcięte na tzw. "Whomp" i brązowe (czekoladowe) oczy. Wiele dziewczyn uważa go za najładniejszego mężczyznę na ziemi.


Czy związek z Liam'em może przetrwać wszystko? Czy tzw. miłość Sam i Liam'a nie wygaśnie przez jedną wpadkę? Czy uda się Sam stać się przyjaciółmi z Brunem? Czy pomiędzy nimi może coś zaiskrzyć? Czy uda się przezwyciężyć zauroczenie do Bruna i poznać prawdziwego Petera? Czy Lara poczuje coś do Kamerona? Czy Kameron zakocha się w Larze? Czy wszystko co się rozpocznie będzie miało szczęśliwe zakończenie? Czy prawdziwa miłość jest w stanie przetrwać wszystko? 

Odpowiedzi na te pytania poznacie czytając tego bloga

Pierwszy odcinek już 27 czerwca

Liczę na motywujące komentarze